| |||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
Strona - 18 - Piractwo...
Piractwo - parytet?Problem piractwa fonograficznego wraca w dyskusjach fachowców, artystów, czasem nawet polityków przy różnych okazjach. Zdarza się to często w okolicach plebiscytów czy festiwali muzycznych, gdy artyści żalą się na taki stan rzeczy i traktują go jako alibi dla marnych wyników sprzedaży swoich albumów. Apogeum to okres przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy notowane są szczytowe ilości sprzedawanych płyt: pirackich i oryginalnych. Mnie, do refleksji nad tym problem skłonił telewizyjny wywiad z Andrzejem Krzywym, liderem zespołu De Mono. Dlaczego ludzie sięgają po "piraty", choć wiedzą, że to przestępstwo? Odpowiedź jest prosta - nie mają pieniędzy na drogie "oryginały". Pomimo tego chcą jednak smakować sztuki. Istnieje więc popyt na muzykę, co jest dobrym argumentem w batalii o obniżenie cen płyt. Tu moim zdaniem objawia się krótkowzroczność firm fonograficznych, artystów, sklepów muzycznych itd., które narzucają wysokie ceny wydawnictw. Z drugiej jednak strony - płyty muzyczne nie są dobrem niezbędnym do życia i nie muszą być bardzo tanie, przez co dostępne dla wszystkich. W tym tekście bardziej niż na wynajdywaniu nowych argumentów w odwiecznym konflikcie artystów i klientów zależy mi na obaleniu kilku, już istniejących. Przede wszystkim, rażącą demagogią ze strony producentów muzycznych jest hasło mówiące o okradaniu artystów poprzez kupowanie pirackich płyt. Kogo okrada biedny człowiek, dla którego wysupłanie nawet 15zł na "pirata" jest dużym wysiłkiem? Nic nikomu nie zabiera. Po prostu nie daje zarobić wielkim koncernom fonograficznym, a to ogromna różnica. Do rzeczy - ceny płyt polskich wykonawców są moim zdaniem do zaakceptowania. Oczywiście mogłoby być lepiej, ale wspominając sytuację sprzed kilku lat, gdy ceny wszystkich płyt kształtowały się od 50zł wzwyż, dzisiejsze 20-30zł za album rodzimego artysty jest ofertą przyzwoitą. Pozostaje jednak problem płyt zagranicznych. Zresztą największą popularnością u piratów cieszą się właśnie wydawnictwa U2, Britney Spears czy Robbie Williamsa. Wprost astronomiczny koszt zakupienia takiej płyty jest bowiem równy średniej krajowej "dniówce". Czy nie można by wytłaczać tych płyt w Polsce? Pominęlibyśmy przede wszystkim opłaty graniczne, które mają swój spory udział w takiej a nie innej cenie albumów zagranicznych wykonawców. Najwyraźniej firmom fonograficznym odpowiada taka sytuacja. Zapewne wychodzą z założenia, że i tak istnieje pewna grupa ludzi, którzy będą płyty kupować. Teraz może tylko przybyć klientów, którzy zrezygnują ostatecznie z walki o niższe ceny płyt i poddadzą się "systemowi". Czemu nie zrobić tego poprzez obniżenie cen płyt? Nie wiem, nie wiem czemu firmy tak nie zrobią...
|
Przechodząc do samych "piratów" jako nośników muzyki i ich jakości - niestety (?) należy zaprzeczyć stereotypowemu poglądowi, mówiącemu zarówno o miernej jakości samych nagrań jak i ich estetycznej stronie - wygląd opakowania, okładki. Piraci, dzięki wielkiej koniunkturze poszli do przodu, ulepszyli swój sprzęt do przegrywania i maszyny do tłoczenia płyt, zadbali o przyzwoite okładki, które nie mogą się oczywiście równać z oryginalnymi książeczkami, ale... Właśnie - skrajną złość wzbudza we mnie oryginalna płyta, która zawiera w sobie książeczkę, w której z definicji powinny znajdować się między innymi teksty piosenek i która powinna ledwo mieścić się w pudełku, a która w rzeczywistości ogranicza się do pojedynczej kartki-wkładki, na której łaskawie wypisano tytuły utworów zgromadzonych na krążku. Od niedawna firmy starają się jednak zachęcać klientów do kupienia albumu w sklepie, a nie na bazarze (choć patrząc na to utopijnie nie powinno być w ogóle dylematu: pirat czy oryginał?), na przykład poprzez zamieszczenie na płycie bonusowych, niepublikowanych nigdzie indziej utworów danego wykonawcy. Popularne staje się też umieszczanie wewnątrz opakowania krążka kodu, po wprowadzeniu którego na oficjalnej stronie internetowej zespołu czy solisty stajemy się członkami swego rodzaju internetowego fan klubu danego artysty. Udostępnia się nam również wiele atrakcji (oczywiście nie dla wszystkich muszą być one kuszące) jak na przykład dostęp do tekstów piosenek (dobre i to) lub możliwość ściągnięcia z Internetu niepublikowanych piosenek (powtarzają się!). W problemie piractwa aspektem na pewno nie najważniejszym, ale moim zdaniem także istotnym jest "współczucie" dla biednych ludzi, stojących (zimą) na mrozie i sprzedających płyty chociażby na stadionach. Przeciętny Kowalski woli "dać zarobić" takiemu, równemu sobie człowiekowi, z którym, poniekąd, może się utożsamiać, szczególnie w okresie kryzysu gospodarczego, niż pompować konta artystów z pierwszych stron gazet, będących po drugiej stronie barykady, obcych i stojących za nimi firm-molochów. To się nazywa polska solidarność.
Na koniec sprawa, o którą podnieśli krzyk fachowcy mniej więcej rok temu czyli proceder rzekomo dumpingowych cen płyt Ich Troje. Otóż rzeczywiście albumy zespołu Michała Wiśniewskiego są tańsze od innych chociażby polskich wykonawców, ale nie jest to jakaś przepaść cenowa. Różnica to około 7zł. To dużo? Powstaje kolejne pytanie: Skoro Wiśniewski mógł obniżyć cenę płyt, czemu inni tego nie zrobią? - Aaa, bo Wiśniewski wie, że sprzeda dużo płyt - fachowiec. Ciekawe skąd ma to wiedzieć: z gazet? z telewizji?
Po raz kolejny "branża" rzutem na taśmę chciała umniejszyć niewątpliwy sukces i fenomen Ich Troje. Znowu (na szczęście!) się nie udało. Nie udało się wśród osób, które wiedzą o rzeczywistej różnicy cenowej, a co za tym idzie - zdają sobie sprawę z bezpodstawności zarzutów fachowców. Mam nadzieję, że po tym artykule przybędzie takich, "obeznanych" ludzi w temacie piractwa fonograficznego.
Autor: Nawrotus nawrotus@poczta.fm | ||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||