John Lanchester - Cnym rozkoszom
Solar
Na początek mam pytanie do
szerokiego grona czytelników: lubicie gotować? I nie chodzi mi tu o zrobienie
sobie kanapki z serem czy fasolki z puszki, ale o prawdziwe, wielogodzinne
gotowanie? Ja osobiście to uwielbiam. A tak, lubię stać nad kuchenką, kroić
składniki, patrzeć na zegarek, ile to cholerstwo ma się jeszcze gotować, a potem
modlić się, żeby było jadalne. Przez to zainteresowanie czasami musiałem
zaglądać do książek kucharskich. I tak trafiłem na tę wyjątkową pozycje.
A dlaczego wyjątkową? Ponieważ John Lanchester stworzył coś czego jeszcze nie
było: fabularyzowaną książkę kucharską. Gdy dowiedziałem się, że coś takiego
istnieje, postukałem się w głowę. Nie da się przecież czegoś takiego napisać,
żeby było strawne. Jednak Lanchesterowi się udało: stworzył bardzo smaczny
(słowo jak najbardziej na miejscu) miks dwóch teoretycznie wykluczających się
gatunków, który naprawdę wciąga.
Zacznijmy od tego, o czym tak naprawdę jest ta pozycja? Jest to opowieść
niejakiego Tarkwiniusza Winota, który to przedstawia nam najróżniejsze historię
ze swojego życia, anegdoty na temat jedzenia itp. sprawy związane w jakiś
pokrętny sposób z gastronomią. Autor często jednak wykracza poza zakres zwykłej
książki kucharskiej, rozpoczynając rozmyślanie nad zagadnieniami takimi jak
erotyka czy inteligencja. Całość przypomina opowiadanie jakiegoś starego
gawędziarza. Niby pisze o błahostkach, ale robi to w taki sposób, że czytelnik
ma ochotę poznać dalsze jego myśli. Na pewno wpływa na to postać głównego
bohatera, który jest tutaj narratorem pierwszoosobowym. Jest to bardzo ciekawy
osobnik, Anglik w nieokreślonym wieku (ja bym stawiał na coś pomiędzy 35 a 50),
wyszukanym smaku i wygadaniu. Jest to na pewno osoba, z którą ciekawie by się
rozmawiało i jednocześnie jedna z największych zalet książki.
Przejdźmy jednak do tego co w książce kucharskiej (mimo wszystko "Cnym
rozkoszom" nią jest), czyli do przepisów. Są one bardzo ładnie wplecione w
książkę, czyta się jednym tchem. Napisano je poprawnie i na pewno okażą się
pomocne przy robieniu danej potrawy, jednak mimo wszystko wolałbym zajrzeć do
zwykłej książki kucharskiej. Przede wszystkim nie ma tutaj wypisanych
przejrzyście składników, co przeszkadza w szybkim ich znalezieniu. Poza tym
Lanchester korzysta z miar, których Polacy nie znają (powiedzcie mi ile waży 1
kamień (!) bądź funt?). Mimo wszystko jednak można sobie z tym felerem poradzić.
Powiem nawet, że warto, ponieważ w książce znajduje się dużo przepisów na bardzo
ciekawe potrawy, które ciężko znaleźć w innych książkach (np. omlet w stylu Mere
Poulard). Zapewne gdyby były tutaj przepisy na powszechnie znane potrawy,
czytałoby się to z dużo mniejszą ciekawością.
|
|
|
|
|
Debt to pleasure |
|
|
obyczajowa/kulinarna |
|
| |
|
|
 |
|
|
Na koniec trzeba opisać styl Johna Lanchestera. Jest on na pewno przegadany
(w pozytywnym tego słowa znaczeniu), bardzo rozbudowany i dość ciekawy. Niestety
coś za coś: momentami jego książka jest mało czytelna, ponieważ autor ma w
zwyczaju wrzucać dygresje, bez oddzielenia ich stosownym akapitem. Jego książka
ma także jeszcze jeden feler: Lanchester bardzo lubi używać francuskich
powiedzonek, czy wplatać słowa z tego języka w tekst, a tylko niektóre z nich
mają przypis tłumaczący, o co chodzi. Gdyby to była łacina (z której większość
osób kojarzy ważniejsze "powiedzonka") nie miałbym zażaleń, ale francuskiego ni
w ząb nie rozumiem (jak zresztą większość Polaków), a także nie mam w domu
słownika tłumaczącego ten szlachetny język na nasz, żebym mógł się dowiedzieć o
co autorowi właściwie chodzi, pisząc "oefus sur le plat". Trochę to denerwuje
czytelnika...
Mimo wszystkich wad, warto przeczytać "Cnym rozkoszom", ponieważ jest to książka
ciekawa, nietuzinkowa i wciągająca. Co prawda nie porwie ona czytelnika w wir
akcji, a jego adrenalina nie będzie buzowała, jednak po lekturze nie powinien
być niezadowolony. A osobom interesującym się gastronomią polecam ją podwójnie.
Mogą one przy okazji wynieść z książki ciekawe przepisy na potrawy, którymi
potem zabłysną przed znajomymi ;)
|