Październik 2006      


|:  RECENZJA  :|

Philip K. Dick, Roger Zelazny - Deus Irae
Bezimienny Grzegorz
 
Powieść „Deus Irae” zapowiadała się jako obrazoburczy, antyreligijny traktat wyśmiewający zarówno wszystko, co boskie jak i ludzi w owe boskości wierzących i zapewne tak by się stało, gdyby autorzy byli zaślepionymi, chcącymi wzbudzić kontrowersje Mojżeszami niewiary. Jednak dwóch czołowych amerykańskich pisarzy science fiction, jak przystało na wielkich twórców, wznieśli się ponad wszelkie podziały i, mimo swych ateistycznych poglądów, napisali pełną humoru, groteskową wręcz książkę zmuszającą zarówno do śmiechu jak i interpretacji. Mówiąc o autorach mam na myśli Philipa K. Dicka i Rogera Zelaznego, których twórczość fanom fantastyki naukowej zapewne nie jest obca.

Tym razem niczym nieograniczona fantazja twórców „Deus Irae” przenosi czytelnika do zniszczonego wojną jądrową świata, nad którym władzy nie sprawuje już nikt. Ludzie mieszkają w małych społecznościach, a w jednej z nich obok zapomnianej już częściowo religii chrześcijańskiej, prym wiedzie wiara w Boga Gniewu, czyli Carletona Lufteufla- człowieka, który doprowadził do częściowego zniszczenia świata. Urodzony bez rąk i nóg, genialny malarz Tibor McMasters, wyrusza ze swą ukochaną krową w podróż, której celem ma być odnalezienie i namalowanie samego Boga Gniewu, tytułowego Deus Irae.

Powieść pełna jest zupełnie pokręconych, groteskowych pomysłów – już samo stwierdzenie, że ktoś bez rąk i nóg jest malarzem wydaje się być chore, podobnie jak czczenie człowieka, który zniszczył świat – ale takie właśnie oryginalne koncepty cechują twórczość Dicka i nie ma się co dziwić, bo przecież ten sam autor (narkoman, alkoholik i paranoik) swego czasu dobitnie twierdził, że Stanisław Lem nie istnieje (!!!).

Niestety bardzo wyraźnie rysuje się podział między stylami obu pisarzy, bowiem bez większych problemów można odróżnić paranoidalne wręcz, wymagające intelektualnego wysiłku fragmenty spisane przez Philipa K. Dicka, oraz lekkostrawne, dowcipne i pozbawione już filozoficznych wywodów płody ręki Rogera Zelaznego. Momentami irytujące jest przeskakiwanie od patetycznych, ciężkich scen do niemal sielankowych, zabawnych zdarzeń, sprawia to, że książce brak spójności i balansuje pomiędzy dwoma stylami.

  Deus Irae
  science fiction
  brak

 

Zadziwiającą jest jednak zdolność twórców do kreowania nowego świata bez zbędnych, przydługich opisów, tak męczących choćby w twórczości Tolkiena. Trzeba również wspomnieć o ciekawie zarysowanych, barwnych postaciach występujących w powieści.

„Deus Irae” zdecydowanie przeznaczone jest dla wąskiego kręgu odbiorców lubującego się w odczytywaniu zawiłych metafor i mocnym wytężaniu szarych komórek oraz wielbicieli raczej lżejszych postapokaliptycznych klimatów. Jako że tych cech pogodzić nijak się nie da, fani gatunku momentami na pewno będą zmęczeni kartkowaniem powieści. Mimo wszystko ciekawa to książka, okraszona niebanalnymi przemyśleniami i kreująca bogaty, groteskowy świat niechlubnej przyszłości.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!