Październik 2006      


|:  RECENZJA  :|

Janusz Leon Wiśniewski  - S@motność w Sieci
Shakal

5 września 2001 w księgarniach w całej Polsce pojawiła się „S@motność w Sieci”. Od tego czasu zaczęła żyć swoim życiem.

Pomimo tego że książka została wydana całe 5 lat temu, osobiście miałem przyjemność przeczytać ją całkiem niedawno. Sama książka jest powieścią - jakby to nazwać - współczesną. Mamy tu Internet, pager, SMS'y itp. Jest to powieść która miała wzruszać. Powieść, która - dosłownie - czytając, miała wyciskać łzy z oczu. A dlaczego tak miało być?

Książka sama nawiązuje do znajomości, przyjaźni a później miłości, zapoczątkowanej w Internecie. Poznajemy tu zaledwie dwie - główne - osoby. Reszta, w moim przekonaniu są postaciami pobocznymi, które tylko pociągają dalej fabułę. Pierwszą z nich jest Jakub. Imienia kobiety niestety nie doczytałem. Jakub mieszka w Niemczech, pracuje w Instytucie Genetyki Fundacji Maxa Plancka w Monachium. Jest samotnym człowiekiem, którego jedynym zajęciem jest praca-dom, i tak w kółko. Odbierając jednego maila, wysłanego - rzecz jasna - niespodziewanie o jakże dziwnej treści, Jakub poznaje swoją - w późniejszym czasie - miłość. Imienia niestety nie wyczytałem w książce, ale nasza bohaterka jest mężatką. Ma dobrego męża, który pracuje by utrzymać dom i zapewnić im byt. Niestety, ona nie chce schematu ona w pracy/on w pracy-dom + praca-seks i tak w kółko. Ma powoli tego dość, ale nie wyprowadzi się od dobrego męża, który ani razu jej nie zdradził, jest jej wierny i oddany.
Powoli jednak więź między nią a Jakubem przeradza się w coś więcej niż przyjaźń. Wysyłają sobie dzień w dzień e-maile, piszą na ICQ, wysyłają prezenty. Czasem jednak potrafią nawiązać dość poważną rozmowę (przykład - jego ciągłe rozmowy na temat genetyki), by później zejść do tematu erotyki (jak np. opis jej piersi).

Książka i uczy, i wyciska łzy z oczu, i śmieszy, i denerwuje. Uczy dlatego, gdyż można naprawdę dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Przykładem była wcześniej nawiązana genetyka, ewentualnie co się stało z mózgiem Einsteina, tudzież... opis spermy i co zrobić, by była słodsza. Nie raz czytając może ulecieć nam łezka z oczu (ewentualnie - panie mogą wyrzucać całe chusteczki przesiąknięte łzami), gdyż albo emanuje w niej od dramatyzmu, albo od opisów, które i tak pozwolą nam na otarcie łez. Zabawnych sytuacji nie było wiele, jednak przy niektórych można się było uśmiechnąć.
Czy książka denerwuje? Tak. Zaledwie 316. stronami. Większość scen i tak jest dodanych: albo na siłę, albo by przedłużyć czytanie. Szkoda tylko, że nie jest ich dużo i nawiązują w większości do postaci Jakuba, a raczej jego przeszłości. Z drugiej strony, to te opisy nieraz potrafiły doprowadzić do łez. Jednak sama długość książki, jest najgorszą jej wadą.

Książka potrafi zmusić czytelnika do myślenia, potrafi go czegoś nauczyć, potrafi doprowadzić do płaczu. Dodatkowo, moja nabyta wersja miała jeszcze dodatkowy podtytuł "Tryptyk". Od podstawowej wersji "S@motności" różni się tym, iż dodano w niej post-epilog, a także dialogi z czytelnikami i e-maile. 

  Nie tylko fakty
  romans/dramat
 

 

Przyznam, że niektóre są dość zabawne, aż dziwię się - szczególnie czytelniczkom - iż uwierzyły w postać Jakuba. Jednak były również komentarze negatywne, na które autor się nie obrażał, a odważnie publikował je w samej książce.

Na koniec tej niezbyt długiej recenzji polecam tę książkę szczególnie czytelniczkom, które jeszcze nie miały przyjemności zapoznać się z S@motnością. Panowie, Wy również - jeśli chcecie - możecie pożyczyć/kupić tę powieść, jednak niektórym wyidealizowanie postaci Jakuba może się nie spodobać. U pań - jak na mój gust - może być odwrotnie, gdyż kobieta najczęściej szuka ideału u mężczyzny, a Jakub - jak dla mnie - może im przypaść do gustu. W moim osobistym przekonaniu, czasem Wiśniewski przesadzał z tym idealizmem. Książkę, mimo to, czyta się miło i przyjemnie.

A tu przedstawiam jeden zabawny tekst zamieszczony przez samego Wiśniewskiego w rozmowach z czytelnikami.
Sytuacja dzieje się 17 maja 2003 roku podczas Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. W kolejce stojących z książką do podpisania przy stoisku wydawnictwa Prószyński i S-ka znajdował się około trzydziestoletni mężczyzna. Gdy nadeszła jego kolej, stanął naprzeciwko mnie i powiedział głośno, tak że większość stojących w pobliżu osób to słyszała:
- Tak naprawdę to przyszedłem panu przyp......ić. Moja żona któregoś wieczoru zaczęła czytać pana książkę, a rano spakowała walizki i się wyprowadziła...
Powiedziawszy to, podsunął mi swój egzemplarz "S@motności" do podpisania. Widząc moją konsternację, dodał:
- Teraz, po tych kilku miesiącach wiem, że mam panu dużo do zawdzięczenia.
I odszedł bez słowa.


Nie życzę takiej sytuacji przyszłym powieściopisarzom.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!