|
Andrzej Sapkowski & Stanisław Bereś -
Historia i fantastyka
Fauske
Chętnie napisałabym, że Andrzeja Sapkowskiego
przedstawiać nie trzeba - toć nawet głównonurtowcom musiało się obić o uszy
nazwisko człowieka, który, chcąc nie chcąc, stoi w pierwszej lidze polskich
pisarzy fantasy. Ale z dziennikarskiego obowiązku (hyhyhy, uwielbiam te zabawne
teksty amatorskich recenzentów, :>) muszę wymienić osiągnięcia tegoż pisarza:
otóż popełnił on czczoną przez nastoletnich wielbicieli magii i miecza
siedmiotomową sagę wiedźmińską; mniej rozchwytywaną trylogię
fantastyczno-historyczną z okresu wojen husyckich; leksykon dotyczący literatury
fantasy "Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini", etc. Nie będę przytaczać całego
dorobku, który nie jest aż tak przesadnie obfity, bo Sapkowski (vel AS, jak z
uwielbieniem nazywają go fani...) i tak jest tylko tym facetem od Wiedźmina.
Kim jest Stanisław Bereś, nie wiedziałam, póki nie zajrzałam do krótkiej notki
biograficznej: historyk literatury, krytyk, eseista i wykładowca na
Uniwersytecie Wrocławskim. Ma na koncie wywiad-rzekę z mistrzem polskiego SF,
Stanisławem Lemem, oraz setki nieistotnych tekstów, których nie czytał zapewne
nikt poza nim samym..
Tyle o autorach, czas na słowo o książce. Czym jest i co zawiera "Historia i
fantastyka"? Z założenia ma być to niemalże trzystustronicowy wywiad, pole do
popisu dla dwóch indywidualności i intelektualistów. Brzmi ciekawie, a że sama z
przyjemnością przeczytałam większość książek Sapkowskiego, byłam ciekawa jego
poglądów. Z ich lektury wyłaniał się bowiem obraz erudyty, ale i też starego
pierdziela, co to zna się na życiu i nie brzydzi się przemocą, wulgaryzmami i
obsceną, które obficie pakuje w swoją literaturę (ha, dlatego jest taka
popularna :>). Jak każda niespełniona literatka-grafomanka (kokieteria)
spodziewałam się wyłapać między wierszami, a może i dosłownie, przepis
Sapkowskiego na książkę, jej proces twórczy, źródła inspiracji, tryb pracy etc.
Zwyczajnie mnie takie rzeczy ciekawią, dlatego z oddaniem chłonę wypowiedzi
profesjonalistów, ba, sama zadręczam ich pytaniami, gdy zdarzy mi się spotkać
takiego pisarza na jakimś spotkaniu z czytelnikami.. "Kiedy pan pisze?", "Jakie
były pana lektury w dzieciństwie?", "Czy opowiada się pan za frakcją
pisarzy-artystów czy pisarzy-rzemieślników?". O takie rzeczy sama lubię pytać,
tego też się spodziewałam po Beresiu. Owszem, takie pytania przewidywalne i
pretensjonalne, ale ja nie potrzebuję znać opinii imć ASa na temat wojen w Iraku
czy jego stosunku do eutanazji.. Jako czytelniczka (co istotne, sama pisująca w
wolnych chwilach) chcę klarownych wypowiedzi dotyczących tylko i wyłącznie
literatury. Ok, w swobodnej rozmowie mogą dwaj podstarzali panowie zahaczyć o
każdy temat, który podsunie im fantazja, ale na litości boską... 2/3 tej książki,
tej "Historii i fantastyki", zajmuje drętwa gadka o zupełnie nieistotnych dla
mnie sprawach. Oto bowiem Bereś zaczyna rozmowę od pytania o rosnące
okrucieństwo społeczeństwa. A to dopiero początek "fascynującej" dyskusji, przez
następne kilkadziesiąt stron czytamy o wszystkich możliwych aspektach wojny (litości,
nawet o historii medycyny wojskowej i pierwszych pielęgniarkach..), z której
panowie płynnie przechodzą w biadolenie o przemocy i brutalizacji świata. To z
kolei nakręca ich do zastanowienia się nad istotą zła, która już tysiące lat
przed nimi była zgłębiana przez spróchniałych filozofów błąkających się po
Helladzie. Niestety, zarówno Bereś, jak i Sapkowski nie są w stanie dojść do
żadnych wniosków, ograniczają się tylko do powtórki z rozrywki w stylu: "już św.
Franciszek z Asyżu powiedział, że zło to.." i dalej w ten deseń ;/. Później jest
już tylko gorzej, poważny profesor rzuca pytankami rodem z damskich magazynów (np.
bravo girl :>) - co pan myśli o feministkach, co pan myśli o emerytach, co pan
myśli o kalafiorach.. Krąży wokół problemów współczesności, czasem tylko
zasłaniając się słowami: "..to tak jak w pana książkach..". Stara się usilnie
wycisnąć z ASa poglądy polityczne, co prawda bezskutecznie, ale z wymigującymi
odpowiedziami męczy się zarówno pisarz jak i czytelnik.. Och, to wszystko jest
tylko wstępem (trwającym sto stron ;/), prawdziwa rzeźnia zaczęła się, gdy
panowie zgadli się na temat historii. Niestety, upodobali sobie husytyzm, naród
czeski i dzieje Śląska. Brawo, popisali się znajomością dat, bitew, topografii
omawianych krain, kwestii religijnych i tak dalej. Sęk w tym, że ktoś, kogo ten
fragment historii nie interesuje, kto o husytyzmie wie tyle, że Jana Husa
spalono na stosie za herezje, ten zanudzi się podczas lektury na śmierć. Bo nic
nie zrozumie. Jak ja. Co z tego, że autorzy są szczegółowo obeznani w tym
temacie i rozumieją się bez słów? Tym gorzej dla czytelnika - oni mogą wspomnieć
jakąś nazwę, miejsce potyczek, nazwisko biskupa i juz są cali uradowani, bo
wiedzą, o co chodzi. A sami sobie nie będą przecież tłumaczyć kwestii, które są
dla nich jasne.. Dla mnie nie są, mimo iż sama chętnie o historii czytam – pod
warunkiem, że jest podana w przystępny sposób.
|
|
|
|
|
Historia i fantastyka |
|
|
|
|
|
brak |
|
|
 |
|
|
|
Do konkretów panowie przechodzą dość późno. Zaczynają w końcu coś przebąkiwać
na temat - ile autora jest w bohaterach?, czy konwencję można łamać czy tylko
ograniczyć się do jej naginania?, czy pisarzy z getta fantasy ekscytuje nagroda
Nike?, czy cytowanie innych autorów w swoich książkach jest fajne czy nie? jak
powstaje spójna fabuła? O tym chciałam czytać od początku „Historii i fantastyki”
;/.
Mimo tego końcowego nakierowania książki na właściwe tory, w dalszym ciągu nie
czyta jej się z przesadną przyjemnością. Przez większą część lektury ma się
niezbite wrażenie, że panowie strasznie się ze sobą męczą - cytując Beresia: "Trudna
z panem rozmowa". I to widać, lecz wina leży po stronie obojga. Bereś wynajduje
pytania, które wprawiają Sapkowskiego w zmieszanie, często są one dłuższe od
odpowiedzi (co przy wywiadach jest grzechem - jeśli mówisz dłużej od tego, kogo
pytasz, to znaczy, że twoje pytanie było beznadziejne), nierzadko nie zawierają
nawet znaku zapytania.. Ba, w poniektórych wręcz tkwiła odpowiedź czy opinia, co
zakrawało na manipulację rozmówcą. Co gorsza panowie się powtarzali. Gadali na
jakiś temat, po to, by po kilkunastu stronach znów zacząć rozmawiać o tym samym
i dochodzić do tych samych wniosków. Hej, przecież wywiady (np. w damskich
magazynach, patrz bravo girl) podlegają autoryzacji, a już taki książkowy wywiad
powinien się ustrzec zbędnych powtórzeń - powinien być zredagowany. A wcale na
taki nie wygląda, co trąci nieco zignorowaniem oczekiwań odbiorcy. O tak! Lecz
to, co uraziło mnie najbardziej, to.. epatowanie niskofrekwencyjnym słownictwem.
Cholera jasna (za przeproszeniem :>), to chyba jakaś drwina, żeby w jednej
marnej książczynie skupić tak dużą ilość wyrazów używanych chyba tylko w
uniwersyteckim podziemiu ;/. Nierzadko umykał mi sens niektórych pytań/odpowiedzi,
bo te mądrale serwowały mi jakieś miazmaty, trawestacje, ludycyzmy, konsensusy,
dysertacje czy inne degrengolady.. Dobra, wiem - pewnie wykształceni i ambitni
ludzie słowa te znają, a nawet częstokroć używają (w codziennych sytuacjach!).
Ale statystyczny odbiorca, czyli ja, czuje się urażony tą jawną manifestacją
erudycji autorów. Ot, jeśli ktoś mówi w sposób niezrozumiały, to najwyraźniej
nie chce, by go zrozumiano. Zajrzałam co prawda do słownika wyrazów obcych, lecz
robić tego nie powinnam, bo czytałam dla przyjemności, a nie po to, żeby się
zirytować własną "ignorancją" & "niewiedzą" ;/. Ręce opadają, gdy dodamy do tego
liczne obcojęzyczne zwroty, które Sapkowski serwuje nam w większości swoich
wypowiedzi.. Och, imponujące - zna pan tak wiele języków! Szkoda tylko, że ja
nie znam i zrozumiałam tylko angielskie słówka i parę wyświechtanych, łacińskich
zwrotów..
Rada na koniec: nie kupujcie tej książki :). Nazwisko Sapkowskiego może i nęci,
zwłaszcza wielbicieli jego prozy, lecz nie dajcie się zwieść i nie liczcie na
łatwą i przyjemną lekturę, tylko prawdziwe zmagania z książką. Jasne, można
poznać wiele nowych, zaskakujących i przez nikogo nie używanych słów, ale do
tego wystarczy zwykły słownik wyrazów obcych, znacznie częściej występujący w
polskim domu niźli ta, pożal się Boże, "Historia i fantastyka".
ps. "Jestem Nudziarą" to straszny chłam, nawet w porównaniu z dzisiejszą książką;
przepraszam, że się nabraliście ;).
|
|