Październik 2006     


|:  CYTATY  :|

Cytaty

 
"Zeszli na dół w śniegu, przebijając się przez zaspy. Chapman maszerował z przodu. Jego bose stopy odcinały się ostrą czerwienią na tle zamarzniętego śniegu.
- Nie zimno Ci? - spytał Cień.
- Moja żona była z plemienia Choctaw - odparł Chapman.
- I nauczyła cię mistycznych metod unikania mrozu?
- Nie. Uważała, że jestem wariatem. Stale powtarzała 'Johny, czemu po prostu nie włożysz butów?' "

" - Powinieneś wrócić do więzienia - oznajmił. Powinieneś siedzieć w pieprzonej celi śmierci.
- Nie zabiłem twoich kolegów, ale powiem ci coś, co kiedyś usłyszałem od jednego faceta, gdy jeszcze siedziałem w więzieniu. Coś, czego nigdy nie zapomniałem.
- To znaczy?
- W Biblii pojawia się tylko jeden człowiek, któremu Jezus osobiście przyrzekł miejsce u swego boku w raju. Nie jest to Piotr, Paweł ani żaden z apostołów. Był złodziejem skazanym na śmierć. Nie obgaduj zatem facetów z celi śmierci. Może wiedzą coś, czego ty nie wiesz."

 

"- Bo... - Cień zebrał myśli. - Bo ja nigdy w was nie wierzyłem. W ogóle nie znałem egipskiej mitologii, nie spodziewałem się tego. Co się stało ze św. Piotrem i Perłową Bramą?
Biała głowa o długim dziobie poruszyła się z powagą z boku na bok.
- Nieważne, że w nas nie wierzyłeś - oznajmił pan Ibis. - My wierzyliśmy w ciebie."

Neil Gaiman - "Amerykańscy Bogowie"

Tuxedo


"Nagle dama w sukni koloru burzy, cieni i deszczu zapytała Stephena, czy zechciałby z nią zatańczyć.
- Z przyjemnością - odparł.
Kiedy inne panie ujrzały, jak znakomitym jest tancerzem, przekonał się, że może zatańczyć, z kimkolwiek zechce. Po damie w sukni koloru burzy, cieni i deszczu przyszła kolej na młodą kobietę w peruce z lśniących żuków, które tłoczyły się i roiły na jej głowie. Trzecia tancerka Stephena utyskiwała za każdym razem, gdy jego dłoń musnęła jej suknię. Mówiła, że to wybija strój z rytmu. Kiedy Stephen spojrzał w dół, uświadomił sobie, że suknię damy pokrywają maleńkie usta, które śpiewały melodyjkę piskliwymi głosikami".

"- Miłosne zaklęcie? Naturalnie. Ale to kosztuje. Zazwyczaj liczę sobie cztery szylingi za rozkochanie dójki, dziesięć za szwaczkę i sześć gwinei za wdówkę z własnym sklepem. Królewska córka... hm... - Vinculus podrapał nie ogolony policzek brudnymi palcami. - Czterdzieści gwinei - zaryzykował.
- Doskonale.
- Która? - spytał Vinculus.
- Co która?
- Która córka?
- Właściwie wszystkie są takie same, prawda? Czy cena zależy od osoby?
- Nie, raczej nie. Zapiszę zaklęcie na kartce. (...)"

"Jonatan Strange & Mr Norrel" tom I
Susanna Clarke


"- Czy mag może zabić za pomocą magii? - spytał Strange'a lord Wellington.
Strange zmarszczył brwi. Pytanie najwyraźniej nie przypadło mu do gustu.
- Mag zapewne może - przyznał - lecz dżentelmen z pewnością nie powinien."

"Jonatan Strange & Mr Norrel" tom II

"- Nie udawaj, że wiesz, o co mi chodzi - żachnęła się. - To oczywiste jak koniec świata, że nie wiesz.
Strange znów nie miał pojęcia, co odrzec. Najwyraźniej uparła się okazywać niezadowolenie. Po chwili doszedł do wniosku, że nie ma w tym nic niezwykłego. W końcu w Bath i Londynie, i we wszystkich miastach Europy damy udawały, że besztają mężczyzn, których pragnęły sobą zainteresować. Jego zdaniem elfka była taka sama. Postanowił traktować jej surowość jak zaproszenie do flirtu i sprawdzić, czy to ją ułagodzi".

"Jonatan Strange & Mr Norrel" tom III

 



"Badacze literatury lubią porównywać, po pierwsze, na tym polega ich robota, po drugie, muszą wszak udowodnić, że czytali coś jeszcze poza dziełem, które właśnie badają i recenzują. Żartowałem, przepraszam".

"Tylko złe ksiązki mówią cos o swych autorach. Dobre mówią o bohaterach".

"Konwencje można i trzeba naginać, nie wolno rozwalać ich w drzazgi. Bo po takim rozwaleniu zostaje tylko gówno i awangarda, przepraszam za słowo >>awangarda<<".

"Wbrew pana podejrzeniom nie jestem zadufany w sobie. Za to co innego mnie drażni: to wieczne ustawianie się pisarzy, na ogół podczas wywiadów i spotkań autorskich, w pozycji sierotek, które siedzą cichutko i skromniutko, międląc coś niewyraźnie pod nosem, zastrzegając się co chwilę, że ich <I> skromnym</I> zdaniem.. To jest generalnie mało ciekawa postawa. Nie lubię się krygować przed kimkolwiek ani tym bardziej wywyższać, bo to nienaturalne, ale stylizowanie się na półinteligenta po to, żeby zrobić lepsze wrażenie, na pewno tym bardziej obraża ludzka inteligencję".

Andrzej Sapkowski & Stanisław Bereś
"Historia i fantastyka"



„Właściwie mogłem się tego domyślić. W końcu kapitan fregaty, która najpierw zawala pierwsze zadanie powierzone mu przez nowego gubernatora, a potem zaraz po powrocie potajemnie wpełza do łoża jego córki, nie powinien się spodziewać wiele od życia. Mimo to widok ostrza halabardy, kołyszącego się niebezpiecznie blisko mojego mostka, wstrząsnął mną do głębi”.

„Bo spotkałem się dotąd z najróżniejszymi reakcjami na niewolę. Widziałem, jak ludzie trzęsą się ze strachu, proszą o litość, zadzierają hardo nosa lub choćby próbują pertraktować. Nigdy natomiast nie widziałem jeszcze człowieka, który uwięziony i związany chichocze i wygaduje głupoty, od których mózg kołowacieje.
- Ooo! – jęczał pierwszy ze złapanych, kołysząc się na boki. – Ooo!... Aleśmy wpadli, aleśmy wpadli! Jestem całkiem związany, a… Ty zobacz, Loo, znowu mam chorobę sierocą!
- Twoim ojcem był kosmaty kozioł, Slice! – wykrztusił Loo, szlochając ze śmiechu. – Nie tak powinna wyglądać choroba sieroca. Powinieneś brykać i… Ty zobacz! Zabrali nam! Zabrali nam wszystko!”

„Największym problemem w realizacji mojego planu był dobór odpowiednich ludzi. A chodziło o zakazane mordy.
Wyprawa do pirackiego miasta była szalonym przedsięwzięciem, którego sukces zależał tylko i wyłącznie od umiejętności wtopienia się w tłum. Żeby zminimalizować ryzyko rozpoznania, musiałem zatem wybrać na towarzyszy najbardziej charakterystyczne typy ludzkie, czyli innymi słowy najpaskudniejszych, najparszywszych i najwredniejszych kozojebców z całej załogi. Nie żeby miało mi to zająć wiele czasu. W załodze „Magdaleny” miałem aż za duży wybór pokrak, świrów i bestii, a w chwilach, gdy widziałem swą załogę w całej okazałości, jak podczas apeli niedzielnych, częstokroć odnosiłem wrażenie, że dowodzę zwierzyńcem przemieszanym z klientelą domu dla obłąkanych”.

Marcin Mortka
„Karaibska krucjata. Płonący Union Jack”


„Niski człowieczek uśmiechnął się paskudnie i uchylił cylindra. Legendy morskie nie kłamały – wśród kędzierzawych loków błysnęły małe różki. (…)
- Może to pana zdziwi, ale bardzo cieszę się na tę wspólną podróż. Zawsze chciałem pana o wiele rzeczy wypytać, Black. Jak choćby o to, ile prawdy jest w plotce, że owe rogi to pamiątka po pewnym koźle, którego pańska matka darzyła szczególną estymą”.

„- Korzystając z tego, że schodzi pan na ląd i… - jąkał się Kent. – I że być może widzimy pana po raz ostatni… Eee…
- Proszę mówić, sierżancie.
- …W imieniu swoim i oddziału chciałbym powiedzieć, że jest pan najbardziej obmierzłym skurwielem, sadystyczną świnią i nadętym kutafonem, jakiego było nam kiedykolwiek w życiu dane poznać”.

Marcin Mortka
„Karaibska krucjata. La Tumba de los Piratas”

Fauske

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!