|
2000 ton. Niezła liczba, nie? Taka sama liczba śmieci krąży nad naszymi głowami. Oficjalnie zanotowano 9233 obiekty, które są szczątkami krążącymi na orbicie. Liczba jest bardzo dokładna, ponieważ NASA może w promieniu 1000 kilometrów w górę namierzyć piłeczkę do ping-ponga. Z tej liczby, jest 2927 urządzeń działających. Które zresztą są regularnie ściągane na satelity i na Ziemię. Reszta to zwyczajne odpadki powstałe w wyniku wybuchów, kolizji. Ostatni wybuch był 2004 roku - dokładniej w październiku. Wtedy to silnik pomocniczy rosyjskiego członu cumowniczego eksplowdował. Upadkami kontrolowanymi były spadki Mira i Skylaba. Mir spadł do wód Pacyfiku, a Skylab w 1979 roku rozbił się częściowo w Australii i po części w Oceanie Indyjskim. Korzyści ekonomiczne są na pewno nie na debecie. Nie trzeba będzie dopłacać, a gdyby tak obniżyć cenę 'biletu' do 100000 (chociaż i tak to dużo, ale jak na podróż w inny świat...) to wystarczy 10 osób do takiego stateczku, aby już mieć milion! A jeszcze gdyby tak 10 takich stateczków - 10 milionów. Jednak to tylko w promieniu 1000 kilometrów. A na orbicie geostracyjnej? Ponad 35000 śmieci! A to i tak nie wszystko, bo tam z Ziemi nie można wykryć obiektów mniejszych niż boisko do siatkówki. Niektórzy badacze ostrzegają: - W drugiej połowie XXI stulecia liczba kosmicznych zanieczyszczeń zacznie gwałtownie rosnąć. W ciągu 200 lat należy spodziewać się około 19 kolizji obiektów, z których 10 może mieć katastrofalne skutki.
|