|
Medal of Honor to bez wątpienia jedna z najbardziej rozbudowanych i najlepszych serii fps'ów dotyczących drugiej wojny światowej. Praktycznie na każdą konsole wyszła jakaś część tej sławetnej serii. Jedną z nich byłą całkiem niezła Medal of Honor: Underground wydana swego czasu na PSX'a. Dlaczego akurat o niej wspominam? Otóż panowie z Electronic Arts postanowili skonwertować tę grę na GameBoya Advance'a. Pomysł był dosyć ryzykowny...
Handheldowe fps'y
Dlaczego? Otóż większość fps'ów jakie kiedykolwiek wyszły na handhelda panów z Nintendo było zwyczajnie nieudanych. Kulało w nich sterowanie, grafika i jeszcze wiele innych spraw, które skutecznie utrudniały czerpanie przyjemności z rozgrywki. Oczywiście było kilka udanych tytułów (Doom, Wolfenstein 3D), ale to raptem kilka perełek. Cóż, w sumie mnie to nie dziwi, specyfika GBA trochę przeszkadza w zrobieniu dobrej pierwszoosobowej strzelanki. No, ale mimo to postanowiłem MoH:U dać szansę i uruchomić ją na swojej konsoli.
Skonwertowana do końca
To co dostajemy od panów z EA Games to zwykły klon starego Undergrounda, podany w handheldowym sosie. Wszystko zostało dokładnie przeniesione: od menu, przez misje, aż po bronie. Wielu z was może uznać, że to wcale nie było takie złe. Może i nie, ale osoby, które przeszły grę w wersji na dużą konsole (np. ja) mogą być trochę rozczarowane, że dostają tylko powtórkę z rozrywki. Electronic Arts mogło się trochę bardziej postarać, wydając osobną część serii przeznaczoną wyłącznie na tę konsole. No, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Tak się przynajmniej mówi.
W przerwie na kawę
W grze wcielamy się w w jednego z amerykańskich żołnierzy, wysłanych by walczyć w czasie II wojny światowej za ojczyznę, honor itp. Misje są dosyć zróżnicowane: a to musimy uwolnić jakiegoś naszego pobratyńca, a to ukraść jakieś informacje, a to znowu kogoś zabić itp. (wszystko przeniesione oczywiście z PSX'a). Mimo, iż misje są zróżnicowane, to jednak są dosyć standardowe, gra w żadnym momencie nas nie zaskakuje, nie powoduje dreszczyku emocji z powodu jakiejś wyjątkowo zaskakującej misji. Ot, normalka, w czasach pierwszego Playstation jakoś się tego tak nie odczuwało. Jednak na początku coś innego rzuca nam się w oczy.
Ile pikseeeeli!
Zwykle opisanie oprawy graficznej zostawiam sobie na koniec recenzji, jednak tym razem nie mogłem z tym czekać. Ta gra ma grafikę tak koszmarną, tak odpychającą, że aż zatyka. I żeby była jasność: wiem, że to tylko Gameboy i nie spodziewam się tu cudów na kiju (bez obrazy KijasS ;)), ale to co pokazali nam graficy z EA Games to po prostu kpina! Piksele można dosłownie policzyć, są ogromne, wszystko tu jest płaską bitmapą, głowy wrogów składają się z dwóch pikseli, a kolory są mało soczyste i męczące. Niebo zaś wygląda jak efekt wypełnienia dostępny w Paint'cie! A animację lecącego koktajlu mołotowa, czy upadającego wroga, to już naprawdę obraza tego handhelda. Już lepsze efekty widzieliśmy na stareńkim GBC! Kiedy zobaczyłem efekt wybuchu, to po prostu nie mogłem się przestać śmiać. Przecież Electronic Arts ma pieniądze, czy naprawdę nie mogli zrobić enginu, który byłby chociaż średni? Pal licho jego brzydotę, ale on zwyczajnie przeszkadza w rozgrywce. Postacie zlewają się z otoczeniem, drzwi wyglądają jak okna i odwrotnie, a interfejs opisujący nasze zdrowie jest kompletnie nieczytelny. A co z fizyką? Weźcie mnie nie rozśmieszajcie. Po prostu makabra w najgorszym tego słowa znaczeniu.
Jest źle.
Najgorsze jest to, że grafika wcale nie jest najgorszą wadą tej produkcji. Ta gra jest zwyczajnie nudna! Przy konwertowaniu Undergrounda gdzieś zanikła magia tego tytułu. Misje, które z przyjemnością przechodziłem na PSX'ie, tutaj wywołują u mnie ziewanie. W grze jesteśmy jednoosobową armią (co dla mnie jest zniszczeniem idei przyświecającej MoH, w której zawsze wcielaliśmy się w pojedynczego żołnierza, będącego tylko trybikiem wielkiej machiny wojskowej), przemy do przodu jak Terminator, kilkoma strzałami z pistoletu rozwalając oponentów na kawałeczki. Gra jest tragicznie łatwa, każdy, nawet osoba która nigdy w życiu nie grała w gry wideo, poradziłaby sobie z Medal of Honor: Underground. Nie ma tutaj żadnego wyzwania dla użytkownika, choćby cienia problemu.
| |
Przejdźmy do sztucznej inteligencji. Pamiętacie wrogów w stareńkim Wolfensteinie? Ci tutaj prezentują podobny poziom, jak nie gorszy, bo tamci przynajmniej stanowili jakieś wyzwanie. Gdy taki misiek zobaczy naszą szanowną personę gapi się na nas przez chwilę, po czym nie zmieniając swojego punktu położenia zaczyna do nas strzelać, nawet gdy jest na końcu planszy. Nic innego robić nie umie. W zasadzie wystarczy pójść prosto na niego i kilka razy strzelić. Naprawdę baaardzo ekscytujące...
Jest gorzej
Jednak najgorszym błędem dobijającym tę i tak mierną gierczynę, jest paskudny slideshow. Naprawdę zero płynności, czasami ma się wrażenie, że oglądamy pokaz slajdów, a nie poważną produkcje zrobioną przez giganta gierczanej branży (pusty śmiech). Gdyby nie automatyczne namierzanie, to we wrogów praktycznie nie dawało by się trafić! Czy ta gra w ogóle nie była testowana przed wejściem na rynek?! Wątpie, inaczej nikt by się nie zgodził wypuścić tego czegoś na światło dzienne!
Są jakieś plusy?
A wiedzcie, że coś tam się znajdzie, jednak nie myślcie, iż te niespaprane (na klawiaturę cisną mi się dużo mocniejsze słowa) kawałki gry są w stanie przyćmić minusy. Przede wszystkim całkiem nieźle prezentuje się ścieżka dźwiękowa. Ładna, podniosła muzyka w menu, niezłe huki wystrzałów, czy dobre dźwięki wybuchów, to wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie (to nie ironia!). Poza tym całkiem ładnie wykonano menu (oczywiście pełna zrzynka z wersji na Playstation), oraz wprowadzono do gry oryginalne bronie, jakich używało wojsko w czasie wojny. Za to należą się pochwały. Za wszystko inne już nie.
We dwoje
Multiplayer w grze występuje i nawet miałem okazje go przetestować. Jak wrażenia? Powiem tak: sama opcja multi została wykonana przyzwoicie, szkoda tylko, że giera jest taka mizerna. Wybieramy tutaj którąś z map, jakie już przeszliśmy w trybie single, łączymy nasze konsole specjalnym kablem i rozpoczynamy grę w trybie kooperacji. Dzięki temu można przejść całą grę we dwóch. Jednak gra robi się wtedy jeszcze łatwiejszą i granie jest tak banalne, że w międzyczasie można grać w jakąś lepszą produkcje i nie przegrać, co dobitnie świadczy o jakości rozgrywki...
Kpina z legendy!
Medal of Honor: Underground to najsłabsza część serii i jedna z najgorszych gier na GBA w ogóle. Electronic Arts zakpiło sobie z graczy, wydając grę ze wszech miar beznadziejną i życząc sobie za nią równo 160 złotych. Tak, nie przesłyszeliście się, za to cudo trzeba płacić aż 160 złotych! Ludzie, nie dajcie sobie wyciągnąć pieniędzy za coś, co nie jest warte nawet kartridża, na który zostało wgrane.
OCENA: 2
|
|
Plusy: + dźwięki + prawdziwe bronie
|
|
|
|
Minusy: - slideshow! - nuda! - powtórka z rozgrywki! - za dużo by wymieniać.
|
|
+ Infozz:
Gatunek: FPS
Platforma: GBA
Premiera: 2002
Producent: Electronic Arts
|
|
|