|
|
Dziesięć małych murzyniątek jadło obiad w Murzyniewie, Ta stara wyliczanka dla dzieci zainspirowała w latach trzydziestych Agatę Christie do napisania wspaniałego kryminału pt. Dziesięć Murzyniątek (znanego u nas także jako I nie ma już nikogo). Kilkadziesiąt lat po wydaniu tej publikacji ekipa z Awe Games zrobiła grę na jej podstawie. I tak po kilku miesiącach ta gra trafiła w moje, chciwe ręce. ![]() Tutaj autor napiszę krótką dygresje, która niczego o grze nie mówi A czy wiesz drogi czytelniku, że ta wyliczanka, a także książka na niej oparta zostały uznane za niepoprawnie polityczne? No bo w końcu jak to, mówić o jakiśtam Murzyniątkach, przecież teraz każdy afroamerykanin (jedyna poprawna nazwa) jest pełnoprawnym obywatelem i nie można go w ten sposób obrażać! Po zmianie Murzyniątek na Idnian także uznano, że to niepoprawne politycznie, nadal nie wiem czemu . W końcu gdy wstawiono do książki dziesięciu żołnierzyków, obrońcy morlaności dali spokój i poczeli szukać innych problemów. Jedno tylko licho wie, dlaczego akurat żołnierze są w tej wyliczance bardziej poprawnie politycznie, niż Murzyni... Autor zaczyna skrupulatnie omawiać fabułę Wszystko zaczyna się od tego, że dziesięć zupełnie nieznanych sobie osób zostaje zaproszonych przez niejakiego U.N. Owena (którego to nazwisko anglicy czytają jak unknown) do jego posiadłości, osadzonej na małej wysepce w okolicach Anglii. Gdy wszyscy już tam przybywają i zasiadają przy stole do kolacji (na którym stoi dziesięć figurek murzynków) tajemniczy głos (jest to nagranie z płyty gramofonowe, puszczonej przez służącego) oskarża każdego gościa o popełnienie jakiejś zbrodni, której każdy się oczywiście wypiera (poza jednym osobnikiem, który przyznał się, do potrącenia dwóch osób, które same wskoczyły mu pod maskę) Tuż po tym krótkim oświadczeniu osobnik ten umiera, kosztując zatrutego jedzenia. ...wtem się jedno zakrztusiło i zostało tylko dziewięć... Następnie giną kolejne osoby (w kolejności odwrotnej od ciężaru ich win, bo w koncu ktoś kto ginie na samym początku i to bezboleśnie mniej cierpi, niż ktoś patrzący śmierć innych i wiedzący, że to samo prawdopodbnie stanie się z nim) a każdy zgon w jakiś sposób nawiązuje do wyliczanki. Najciekawsze jest to, że po przeszukaniu wyspy okazuje się, że nie ma tam nikogo innego, co oznacza, że mordercą musi być ktoś z zaproszonych. Autor najpierw chcę opowiedzieć o pierwszym wrażeniu Tuż po uruchomieniu opcji new game jesteśmy uraczeni wspaniałym filmikiem, pokazującym przybycie gości na wyspę. Mamy tutaj bardzo dobrą, filmową pracę kamery, świetnie zrobioną mimikę twarzy i genialne udźwiękowienie. To wszystko składa się na intro, które można by oglądać po kilka razy. Naprawdę zachęca do rozgrywki. ![]() Autor uznaje, że czas przejść do konkretów AC:ATTWN (niezły skrót, nie ma co) jest przygodówką typu point & click, w której animujemy Patricka Narracota, jedenastego gościa na wyspie, który miał tylko przewieźć zaproszonych na wyspę łodzią i wrócić (tak właśnie było w książce), jednak stało się inaczej i nasz bohater, zmuszony zostać na wyspie. postanowił odkryć kim jest morderca i powstrzymać go, zanim zamorduje wszystkich oskarżonych, a także zacznie czychać na jego życie. Rozgrywka sprowadza się więc do tego, czym zwykle zajmująsię detektywi: śledztwa, na co składa się min. penetrowanie wyspy, zbieranie rozmaitych rzeczy mogących się przydać i rozmowy z gośćmi, mające nam pomóc w rozwiązaniu zagadki. Od razu zaznaczam, że nawet jeżeli czytaliście książkę, to nic wam to nie pomoże. Gra ma cztery różne zakończenia, a w żadnym z nich mordercą nie okazuje się osoba znana z lektury, dlatego też nawet ci co znają fabułę książki będą się doskonale bawić. Warto także powiedzieć o pewnej zmianie w stosunku do pierwowzoru. Przede wszystkim w grze willa była kiedyś bazą angielskich agentów i rozciągają się pod nią piwnice z których korzystano w trakcie wojny. Oczywiście nasza postać wszystkie te miejsca dokładnie przebada. Autor powoli zaczyna opisywać wrażenia Grając w And then there were none cały czas moje myśli krążyły w wokół Wysp Brytyjskich. Ta gra jest bardzo angielska; spokojna i powściągliwa, jak każdy szanujący się Angol. Nie ma w grze momentu w którym musimy się spieszyć, nie ma żadnych etapów zręcznościowych, czy biegów na czas, po prostu czysta intelektualna rozgrywka w której można zatopić się bez reszty. W żadnym miejscu nie jesteśmy popędzani, możemy prowadzić śledztwo w takim tępie i w taki sposób jak nam się podoba. Co prawda w pewnym momencie można popełnić błąd, który prowadzi do śmierci jednej z osób ( tak, w jednym z zakończeń poza nami z wyspy wydostają się jeszcze dwie postacie), ale nie przerywa to naszego śledztwa. |
Gra jest nieliniowa, tj. możemy robić za detektywa jak nam się podoba i od nas zależy jakie zakończenie pojawi się na końcu gry. Oczywiście są pewne etapy, bez których ukończenia nie ruszymy dalej, ale tego raczej nie dało się uniknąć. Warto także powiedzieć kilka słów o klimacie gry. Jest on dokładnie taki jak powinien być: przyciężkawy i ciemny. Zwiedzając wyspę wręcz czujemy, że zaraz stanie się coś złego, że tutaj grasuje morderca. Idealna sceneria dla powieści kryminalnej, twórcy zasługują na pochwałę. ![]() Autor popija kawę i zaczyna mówić o... ... zagadkach, gdyż jak wiadomo żadna gra fabularna (jak powinno się nazywać przygodówki) obejść się bez nich nie może. Najbardziej spodobało mi się to, iż gra jest logiczna. Nie ma tutaj zagadek, które nawet jak wiemy jak rozwiązać, zajmują nam kilka godzin. Oczywiście wejście do piwnic tajnych agentów jest nieźle zabezpieczone, ale nie są to jakieś dziwne wydumane zabezpieczenia w stylu ten posążek pasuje do tego dźwięku i tego koloru, ale sprzęty których naprawdę kiedyś się używało (np. zamek z szyfrem). Muszę także przestrzec wszystkich początkujących fanów przygodówek: gra jest dosyć trudna i nieobytym graczom może przynieść sporo problemów. Jednak nie ma się co zrażać, wystarczy trochę pomyśleć, pokąbinować i się uda. Autor bierze się za opisanie strony technicznej gry Oprawa graficzna pasuje do charakteru gry: jest stylowa, ponura i stateczna. Scenerie narysowano ręcznie i wygląda naprawdę fantastycznie: to wnętrze Willi, to smagane wiatrem morze, po prostu cud. Postacie wykonano troszeczkę gorzej, ale i tak ciężko się czegoś czepić. Szkoda tylko, że autorom nie bardzo wyszła synchronizacja ust z tym co mówią postacie. Udźwiękowienie nie jest czymś znaczącym w grze. Po przebyciu kilku ładnych godzin z tą produkcją, nie przypominam sobie jak brzmiała muzyka w trakcie rozgrywki. Nie mogę tylko zapomnieć tej ponurej, wręcz zwiastującej zabójstwo muzyki w menu. Mam tylko zastrzeżenie do głosu głównego bohatera: Patrick cały czas mówi z tak stoickim spokojem, że tylko mu pozazdrościć. Nie wydaje wam się panowie producenci, że człowiek przebywający w oddzielonym od świata domu z mordercą gotowym go zabić bez mrugnięcia okiem jest troszeczkę zestresowany? Autor opisuje bonus gry Bardzo spodobało mi się to, iż po skończeniu gry ( udało mi się przejść! Yes, yes, yes!) wyświetla się film, który przedstawia zakończenie opowieści, wymyślone przez Agatę Christie i opisane w książce. Morderca, jako, że wymyślił zagadkę nierozwiązywalną dla policji, po skończeniu dzieła (czyt. zabiciu wszystkich zaproszonych) opisał jak to zrobił, zamknął list w butelce i rzucił w morze, która po jakimś czasie zostaje odnaleziona. Pomysł z filmem jest wspaniałym prezentem tak dla graczy, którzy nie czytali książki (żeby mogli poznać pierwotne zakończenie), jak i dla tych którzy lekturę mają już dawno za sobą (żeby mogli sobie przypomnieć przyjemne chwilę spędzone przy lekturze). Poza tym jest to swojego rodzaju hołd dla mistrzyni kryminałów, który w tej grze powinien się pokazać. I pokazał się. ![]() Autor dopija kawę i opisuje sposób w jaki dobrał się do tej produkcji Największą wadą tej gry jest to, że od kilku miesięcy od premiery nie znalazła ona polskiego dystrybutora. Ja kupiłem wersje legalną tej gry (bowiem piratami gardzę) w angielskim sklepie internetowym płacąc 50 dolarów (co nie jest dla mnie kwotą małą) i czekając dwa tygodnie na dostanie przesyłki. Szkoda, że nikt nie zdecydował się na zlokalizowanie jej (bo czytania jest tu sporo i nie jest to łatwy poziom angielszczyzny, sam musiałem czasami sięgać po słownik) i wypuszczenie na polski rynek, bo rozgrywka jest naprawdę przednia i wciągnęła by wielu polskich fanów przygodówek. Panowie dystrybutorzy aluzje pojęli? Autor kończy recenzje, żeby móc dalej grać Dawno nie miałem w ręku taj dobrej gry, jak ta. And there then where none to twórcze rozwinięcie wspaniałej książki, dające wiele godzin wyśmienitej rozgrywki na najwyższym poziomie. Jest to także jedna z lepszych przygodówek w jakie grałem, śmiało mogę ją postawić obok takich dzieł jak Myst, Syberia, czy Post Mortem. Szkoda tylko, że prawdopodobnie pozostanie niesprowadzona do nas i przez to niedoceniona przez polskich graczy. Dlatego też wszystkim polecam kupić pełną wersje w sklepie internetowym, bądź chociaż zagrać w demo. Tylko nie skończcie jak któreś z murzyniątek...
|