|
|
Jak wszyscy wiecie gier strategicznych w realiach II wojny światowej ci u nas dostatek. Close Combat, Sudden Strike, Codename: Panzers, Hearts for Iron, Rush for Berlin i jeszcze wiele innych tytułów, których nie ma sensu tu wymieniać. Jednak, żeby stworzyć naprawdę dobrą grę strategiczną nie wystarczy wziąść dobry engine, stworzyć kupę przeciwników i wrzucić to wszystko w pudełko. Jeżeli programiści tak robią, zwykle wychodzi gra, gdzie najważniejsze jest wyprodukowanie mnóstwa jednostek i rzucenia w przeciwnika, a tego typu gier chyba nikt nie lubi. Dobra gra strategiczna musi być złożona i trudna, musi sprawiać, że gracz czuje się jak prawdziwy strateg, dowodzący prawdziwymi żołnierzami w prawdziwej wojnie. Bez najmniejszego wątpienia właśnie taką grą jest Combat Mission. ![]() Łyk historii Czy ktoś z was pamięta grę Close Combat? Naturalnie, że tak w końcu była to bardzo popularna i co więcej genialna gra strategiczna. Tuż po premierze osiągnęła ona wielki sukces, toteż wiadome było, że powstanie jej sequel. I powstał, a za nim kolejny. W końcu seria doczekała się czterech części, a każda z nich była bardzo dobra i potrafiła przyciągnąć do siebie. Potem ukazała się właśnie ta gra, będąca właściwie spadkobierczynią tej znakomitej serii. Jednak nie myślcie, że to po prostu Close Combat V z nową nazwą. Ta gra odbiega od CC i to zdecydowanie na plus! Ku chwale Ojczyzny! Combat Mission przenosi nas w czasy drugiej wojny światowej (lata 1944-1945) do zachodniej Europy. W grze możemy się wcielić w Oś (Niemcy) , bądź państwa Aliantów (Francuzi, Anglicy, Polacy, Kanadyjczycy.) i dać łupnia wrogom. Pierwsze co mnie zaskoczyło negatywnie, to brak kampanii. Można było przecież zrobić świetną fabularnie kampanie, ale niestety tej możliwości nie wykorzystano. Trudno, trzeba zobaczyć co mamy. Gra oferuje ok. 50 misji, podzielonych na bitwy i operacje. Różnica między nimi jest chyba wiadoma. Poza już utworzonymi bitwami, możemy tworzyć własne (niekoniecznie je zapisując). Możliwości edytora misji są naprawdę spore. Ustawia się cel operacji, stronę atakującą, narodowość, wielkość i rodzaj terenu, warunki atmosferyczne, szansę danego oddziału ilość tur itp. Rezultat zwykle jest naprawdę zadowalający i dzięki temu gra nie nudzi się nawet po tym, jak przejdziemy wszystkie operacje, które zaserwowali nam twórcy. ![]() Wycofujemy się! Combat Mission bardzo różni się od innych gier strategicznych dostępnych na rynku. Przede wszystkim nie jest to typowy RTS, tylko Real Time Wargame. Tutaj nie budujemy żadnej bazy, nie odkrywamy nowych technologii, ani nie rekrutujemy podwładnych, zajmujemy się jedynie walką (stąd Wargame, gra wojenna). Może się to wydawać nieciekawe, ale twórcy doskonale zrealizowali wszystkie ważne aspekty rozgrywki. Zacznijmy może od tego jak wygląda walka, gdyż została ona przedstawiona w sposób wyjątkowo niecodzienny. Można to nazwać połączeniem gry w turach z grą w czasie rzeczywistym. Na samym początku rozgrywki rozstawiamy nasze jednostki w odpowiednim szyku. Następnie wyznaczamy wszystkim polecenia (np. ostrzeliwuj danego przeciwnika, czołgaj się, idź w dane miejsce itp.) i naciskamy przycisk ruszaj. Wtedy zaczyna się 60 sekundowa tura w której obserwujemy jak nasi żołdacy wykonują rozkazy. W tym czasie nie mamy żadnego wpływu na naszych poddanych, możemy jedynie gryźć paznokcie z nerwów. Po upływie tych 60 sekund znowu przechodzimy do fazy wydawania rozkazów i tak dalej. Ten pomysł zdecydowanie wpływa na grywalność i to wpływa pozytywnie. Starasz się wszystko ustawić jak najlepiej a potem zastanawiasz się czy wszystko zrobiłeś tak jak należało. Nie muszę chyba opowiadać jak wzrasta nam adrelnalina. Jeżeli miałbym porównywać emocje jakie niesie CM to najbliżej ich do tych które dał mi Championship Manager 4, i dla każdego kto grał w tego managera, powinno to wystarczyć za rekomendacje. Poza tym te 60 sekund tury zostaje zapisane w pamięci komputera, więc zawsze możemy obejrzeć je jeszcze raz pod innym kątem, zatrzymać na chwilę, a nawet przewinąć kawałek jeżeli nam się spieszy. Emocje są tym większe, ponieważ sztuczna inteligencja przeciwników stoi na bardzo wysokim poziomie. Często miałem problemy, kiedy przeciwnik na mnie nacierał, a i nie zawsze wychodziłem z bitwy zwycięsko, a laikiem w tego typu grach nie jestem. Żeby rozbić armię wroga nie wystarczy rzucić na niego kilka czołgów. Jeżeli moździerze będą dobrze ustawione, to zmiotą nasze pojazdy w przeciągu kilku minut. Trzeba obrać odpowiednią taktykę, zajść przeciwnika w taki sposób, żeby nie mógł się bronić. Gra wymaga od nas wiele i na początku poziom trudności może wydać się nawet przesadzony, jednak nie ma problemu, ponieważ gdy opanujemy już podstawowe umiejętności dowodzenia, Combat Mission odpłaci nam z nawiązką. ![]() W grze nie dowodzimy ogromnymi armiami (tak jak w większości gier strategicznych) tylko niewielkim oddziałem żołnierzy, najwyżej batalionem. Oczywiście poza zwykłą piechotą dowodzimy różnymi pojazdami, czołgami itp. Osobiście uważam to za zaletę, gdyż dzięki temu musimy bardziej dbać o pojedyncze jednostki (już nasuwa mi się na myśl fantastyczna seria Commandos) oraz dokładniej planować wszystkie nasze posunięcia. Bardzo mi się spodobało to, że wszystek sprzęt pojawiający się w grze jest oryginalny i naprawdę brał udział w II wojnie światowej. Także spotkamy się z bitwami które rozegrały się naprawdę. Pewnego rodzaju wątek edukacyjny, odpowiada mi w tego typu grze, szkoda tylko, że brakuje jakiejś encyklopedii sprzętu, ale i tak jest dobrze. Zrobione, sir! Jedną z największych zalet tej produkcji jest realizm. Ta gra jest po prostu niemożliwie realistyczna i nie są to wcale słowa rzucone na wiatr. Co powiecie na to, że na zdolność penetracji pocisku wpływa jego typ i model, odległość z jakiej został wystrzelony, stan i rodzaj pancerza, kąt pod jakim pocisk leci, przeszkody terenowe, warunki atmosferyczne i jeszcze kilka innych rzeczy? No właśnie :) Combat Mission wprowadza nas do prawdziwej walki, gdzie wszystko jest ważne, nawet to czy właz czołgu jest zamknięty (gdy przeniwnik o tym zapominał, niszczyłem spokojnie czołgi nie mając żadnych jednostek przeciwpancernych, poprzez zestrzeliwanie dowódcy z wieżyczki, przy pomocy snajperów), albo pod jakim kątem jest on ustawiony w stosunku do wroga. Dla niektórych z was może to być przesada i dobry powód by nigdy nie instalować Combat Mission, dla mnie jednak jest to wspaniała sprawa. Można mnie nazwać maniakiem, uwielbiam gry strategiczne/taktyczne i wręcz żądam od twórców by zapewnili mi realistyczną roz(g)rywkę na dobrym poziomie. Dlatego też podoba mi się to co zrobili programiści z Big Time Software. Sterowanie grą jest banalnie proste. Na dole ekranu znajduje się panel ze strzałkami, dzięki którymi regulujemy kamerę (o niej za chwile) oraz przycisk Ruszaj (którego przeznaczenie opisałem wyżej). Gdy zaznaczymy którąś jednostkę i naciśniemy spacje, ukazuje się przed nami menu z rozkazami które możemy wykonać. Jeżeli zaś chcemy poznać klawisze skrótów, na dole ekranu jest specjalny odnośnik. Tutaj jest już trochę dziwnie, ponieważ żeby zapisać stan gry (możemy to zrobić w dowolnym momencie) trzeba nacisnąć jednocześnie alt i S, natomiast by wyjść z gry używamy kombinacji alt+Q (Escape jedynie minimalizuje grę, co często jest całkiem użyteczne). Ktoś kto długo siedzi w naszej branży może mieć na początku kłopoty i odruchowo wciskać inny klawisz, ale każdy w końcu się przyzwyczai. |
Odnośnie menu, Combat Mission nas nie rozpieszcza. Gra w tym aspekcie jest zrobiona surowo, nie uświadczymy żadnego intra, ozdobników czy czegoś w ten deseń, po prostu opcje rozgrywki, wybór bitwy i czas grać. Prosto, szybko i sprawnie! ![]() Czołgi jadą! Combat Mission został wydany w 1999 roku (blisko 7 lat temu! Jak ten czas leci!) i od tamte pory grafika sporo się zestarzała. Oczywiście można grać bez obrzydzenia, gdyż engine graficzny co nieco jednak potrafi, ale wielu współczesnych graczy, oceniających grę tylko po wyglądzie, może to odrzucić. Warto jednak zaznaczyć, że w roku 1999 silnik graficzny wykorzystany w Combat Mission był jednym z najlepszych na rynku. Przyznać jednak trzeba, że twórcy maniakalnie wręcz zadbali o detale środowiska. Przybliżając kamerę jak najbliżej czołgu zobaczymy dokładnie detale kadłuba, wieży, wyjścia ewakuacyjne, osłony z blachy przeciwpancernej. Naprawdę wygląda to imponująco, zaś w całej grze występuje ponad 120 pojazdów, każdy tak starannie przygotowany jak opisałem. Jednak najbardziej spodobało mi się to, iż każdy z naszych żołnierzy ma inną twarz! Dzięki temu indywidualność każdej jednostki zostaje zachowana, a także jeszcze bardziej wzrasta realizm. Szkoda, że w większości najnowszych gier strategicznych ten pomysł nie został wykorzystany, zwłaszcza, że teraz nasze komputery są dużo potężniejsze. Szkoda... Co do możliwości kamery to możemy ją ustawiać praktycznie w dowolnej odległości od pola bitwy, pod dowolnym kątem. Ba, przy odrobinie samozaparcia możemy ustawić widok jak przy symulatorze, a nawet FPS'ie! Dzięki temu możemy lepiej przyjrzeć się potyczce, ocenić stan naszego wojska, oraz lepiej zaplanować kolejne posunięcie. Jednym słowem, solidna robota. Odgłosy piechoty Udźwiękowienie tej produkcji również stoi na zadowalającym poziomie i przewyższa to co słyszeliśmy w Close Combat. Wszystkie efekty brzmią wyjątkowo prawdziwie i gracz czuje się, jakby był tam, pomiędzy wojakami. Co do muzyki to nie uświadczymy żadnej, poza menu. Ciekawa militarna pieśń ma coś w sobie, co zachęca do grania. Ogólnie większych zastrzeżeń nie mam. Misje Combata Combat Mission wyszedł w naszym kraju w polskiej wersji językowej. Do całości nie mam żadnych zastrzeżeń, większych błędów interpunkcyjnych, ortograficznych, bądź rzeczowych. Tylko do jednego muszę się przyczepić pisze się tę drogę, a nie tą drogę! Jednak mimo tego błędu całość jest zadowalająca. Za to po prostu zachwyciła mnie instrukcja obsługi. Ogromna książka, którą czyta się prawie jak powieść, tyle w niej ciekawostek dotyczących II wojny światowej, sprzętu, uzbrojenia itp. Naprawdę szacunek dla twórców! ![]() Odnośnie udźwiękowienia, to producenci uznali, że żołnierze będą mówili swoimi ojczystymi językami, zatem obok huków wystrzałów usłyszymy, kilka języków, w tym oczywiście polski! Lektorów w sumie mało słychać (głosy naszych żołnierzy nie są jakoś szczególnie zaznaczone, one po prostu gdzieś tam pobrzmiewają), ale i tak miło, że nie mówią oni z jakimś angielskim akcentem. Słychać, że do tej (prawdę mówiąc marginalnej) roli zatrudniono osoby potrafiące porozumiewać się naszym pięknym językiem. Walczmy! Bardzo zdziwiłbym się gdyby w takiej grze, jak Combat Mission zabrakło trybu multiplayer. Na szczęści takowy się tam znajduje i potrafi dostarczyć graczowi dużo radości. Producenci zaoferowali 3 tryby rozgrywki: hot seat, e-mail i TCP/IP. Omówię je po kolei. Pierwszy tryb, jest przeznaczony dla dwóch osób przy jednym komputerze. Bardzo się ciesze, że Big Time Software pomyślało o osobach takich jak ja, nie posiadających w domu internetu. Dzięki temu mogłem przetestować tryb multiplayer. Byłem z niego bardzo zadowolony, gorące krzesła sprawują się znakomicie. Drugi tryb jest już praktycznie nieużywany w najnowszych produkcjach, jednak kiedyś była to norma. Otóż gdy zrobimy wszystko, co mieliśmy do zrobienia w trybie rozkazów i naciśniemy przycisk Ruszaj nasz komputer prześlę do drugiego gracza pocztą elektroniczną zapis tego co zrobiliśmy. Potem on po ukończeniu tego co musiał, prześle nam swoje wytyczne i następuje 60 minutowa tura. Proste prawda? :) Trzeci tryb to gra w sieci i uważam, że opisywanie go jest absolutnie niepotrzebne. ![]() Społeczność CM Jednak to wcale nie dobry tryb multiplayer, ciekawy system walki i interesujące bitwy sprawiają, że CM jest tytułem nadal żyjącym w umysłach graczy. Dużo daje cały czas istniejąca i aktywnie działająca scena Combat Mission, której członkowie tworzą nowe bitwy i operacje (sam mam ponad 600 ściągniętych dodatkowych bitew, a to wcale nie jest tak dużo!), zakładają fora na temat tej gry, oraz fascynują się tą serią. Warto także poczytać dyskusje prowadzone przez scenowców na wielu forach internetowych (a i polecam do nich się przyłączyć, albo chociaż poczytać). Ich poziom jest naprawdę wysoki, można poznać wiele ciekawych historycznych szczegółów. Ba, mogę się nawet założyć, że większość historyków nie wie tyle, ile ci maniacy. Łza w oku... Nie ukrywam, że Combat Mission jest dla mnie jedną z najważniejszych gier, jakie poznałem. Fantastyczna, trudna strategia, która na początku sporo od nas wymaga, ale później odpłaca się pięknym za nadobne. Jest to z pewnością gra, która będzie przez jakąś część graczy zawsze pamiętana, chociaż przez te siedem lat grafika zbrzydła, CM dostarczy nam zabawy na naprawdę najwyższym poziomie. Po prostu szacunek dla weteranów!
|