Kwaśny deszcz



Walił w szybę z prędkością huraganu Katrina zmiatającego właśnie z powierzchni ziemi mlekodajną krowę. Wpatrywałem się w niego bez celu, właściwie to chciałem tylko trochę uspokoić rozbiegany wzrok. Nie, zaraz - to nie mój wzrok był rozbiegany, to świat nagle zaczął się poruszać. Nagle? Zaczął po drugim piwie, a potem to już poszło.



Otworzyłem oczy, deszczu ani śladu. A więc kolejny Wytwór. Uważając na podstępnie porozstawiane po pokoju krzesła i omijając czyhający tylko na moje potknięcie stół, przebiłem się jakoś do kuchni Butelka niegazowanej wody stała już tam, na szafce. Pozostawało mi tylko ostrożnie stąpać po śliskich płytkach, prawie się udało. Kiedy wstałem, woda była już zadziwiająco blisko. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem obiekt, który miał spełnić moje aktualnie największe marzenie. Pociągnąłem raz, cholera - ciepła. Chwila namysłu: włożyć do lodówki? Co mi to da, ile będę musiał czekać? Chce mi się pić teraz, nie za x minut. Zresztą musiałbym wrócić do siebie, przecież nie będę jak bałwan czekał pod lodówką aż mi się woda schłodzi. Perspektywa powtórnej podróży do kuchni okazała się na tyle odpychająca, że wychyliłem z butelki resztki ciepłego picia (resztki? przed chwilą była pełna...) i udałem się w drogę powrotną.



Kiedy na powrót zająłem swoje miejsce na dywanie pod komputerem, znów poczułem pragnienie. I jeszcze coś. Chyba będę musiał iść do łazienki.



***



Masz czas (prawie dwa miesiące, hoho), masz wybór (z każdą chwilą coraz mniejszy, ale też trudniejszy), masz przyjaciół (wirtualnych, oni ci pomogą), masz siebie (co?). Całe życie podejmujesz decyzje, chociaż te są coraz bardziej idiotyczne. Zasadniczo powinieneś mieć już jakieś doświadczenie, ale przeżarty alkoholem i pornografią mózg nie reaguje już tak, jak dawniej.



Staczasz się? Nieeee, żeby się stoczyć trzeba najpierw osiągnąć jakiś przyzwoity pułap. A ty nie dokonałeś jeszcze niczego. Owszem, masz ten medal za drugie miejsce w pchnięciu kulą i nawet udało ci się osiągnąć całkiem niezły poziom postaci w WoW. A wczoraj to nawet trawnik skosiłeś, taki jesteś uczynny.



***



Może ja za wiele od losu wymagam. Może nikt nie ma prostej drogi, na której nieliczne zakręty są bardzo dobrze oznakowane. Może i tak, ale co z tego? Inni mnie nie obchodzą, liczę się przecież tylko ja. Ja i nikt więcej. A ten "ja" już naprawdę nie bardzo wie, co ma z sobą zrobić.



- Jeszcze jedno piwo?

- Jasne.



I tylko za oknem ciągle deszcz. Ten cholerny, kwaśny deszcz.



Tuxedo