„Weseli
pianiści grają tylko w cyrku.”
Confiteor
Szczerze
powiedziawszy, to targają mną sprzeczne uczucia. Wśród nich nawet
obrzydzenie. Sam nie wiem, jak w tej gęstwinie żyję. Co to za życie! Ludzi
mi współczesnych życie jest obrzydliwie prymitywne. Aż przykre jak bardzo.
Zwykle, co ja piszę – zawsze tak jest. Nawet Ci mi najbliżsi. I to jest
jeszcze smutniejsze. Ile domów, tyle braku pokory. Powierzchowność rodziny
mego kraju to sarkazm. Głębie tego są robaczywe, w taki nie-Nietzschowski
sposób. Nawet nie pokrętny. Wszyscy to robale, te najwięcej obrzydłe i oślizgłe.
Gdzie TU znaleźć cokolwiek?
Nie
wiem, czy oni rzeczywiście są tacy prymitywni? Czy głupi?
Wygodniccy?
Wszystko
naraz? W jeszcze bardziej chorych swych formach?
Jakieś
to takie wszystko...
Chore.
Ja, który lubie spaczenia i zepsucie, tej choroby, tego nowotworu ludzi nie
jestem w stanie zaakceptować; brzydzi mnie on swoimi formami, tym skręceniem
alegorycznym, tymi wykrętami faktury. Tymi spaczeniami i spęcznieniami. Tymi
naroślami. Bulwiastymi warstwami. Chaotycznymi przybliżeniami i uogólnieniami.
Inkluzjami bytu. Arytmiami tętna. Tętnem owadzim. Wymiętymi włosami, włosem
naciekłym. Nabiegłą krwią szczeciną.
A
nade wszystko przeklętym piętnem.
1
Ludzie
w moim śmiesznym wieku są mi obcy. Ludzie jako tako są mi obcy. Są stworzeni
z gliny, co oczywiste – wielu nią pozostało... Banał.
Dzieło
stworzenia jest rozkoszą. Jest zmysłowe.
2
Jak
głębokie są refleksy moich grzechów?
Moja
ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Czy nadal jestem tą osobą, która
pisała, że zaniechanie jest najgorszym grzechem? Czy moje słowa zawsze będą
mnie atakować? Czy zawsze będę nimi z
a p r z e c z a ł sobie?
Dlaczego?
Czy
gdzieś coś przeoczyłem? Gdzie tkwi mój błąd?
Rany,
nie wiem. Z perspektywy czasu jednak – moje życie pare miesięcy temu było
cholernie proste. Tak wielopiętrowych komplikacji nie miałem nigdy. To tak,
jakbym nagle uaktywnił całość zartefakceń mojego ciała i wkroczył w nową
rzeczywistość.
Choroba
oceanu.
Bądźmy
błogosławieni w swoich grzechach.
3
cantabile!
3
Jacy
są ludzie, którzy niczego nie żałują? Zresztą – czy naprawdę nie żałują?
Wątpię. A ludzie Ci boją się izby pamięci, ale co to oznacza? Że, kurczę,
nie ma dla nich zła w nich, to aż smutne.
(...)
A
o co już dziś mogę spytać siebie?
Kocie?...
4
A
my coraz dalej. Zdrowiej nam. Nasz związek staje się zdrowszy. Byle nie
przerodził się w prymityw. Nawet, jeśli tak przyjemnie leżeć półnago przy
sobie, w tym niesamowitym chłodno-niebieskim pokoju.
Stał
się on miejscem z pogranicza bajki. Jakie te zaświaty śmiertelne.
Jakie
te zaświaty śmiertelne.
5
Co
się ze mną stało? Umarłem i zmartwychwstałem. I, jeżeli jeszcze mogłem,
to znów umarłem.
Zjedzą
mnie na żywca, wiem. Nadal nic mnie to nie obchodzi. „List do pozostałych”
mi się kojarzy. Może to śmieszne, ale i tam dużo goryczy.
I
Jeżeli
już jako dziecko – dzieckiem nie byłem, to do czego dorastałem? Do jakiego
kształtu? Jaka forma mnie przyjmie?
Może
żadna. Może taka moja dysharmonia kształtu i barwy. Może już brak ratunku.
W
swej chorobie coraz głębiej. Czasami jedynie uśmiecha się to dziecko umarłe
w wieku lat trzynastu.
II
Nie
lubie wielu ludzi. A może wielu lubie. Ukochanie spaczeń, zamiłowanie do
deformacji.
I
echa rozmów, których nigdy nie było. Choć wtedy rozmawiamy jedynie z sobą.
Echa mentalnie nie-moich wspomnień. A te właśnie najgłębiej i
najczarniejszy ich proch.
„Cóż
nas obchodzi mrok, gwiazdo?...”
6
Refleksja
o przemijaniu? Nic nie przetrwa. Nic nie przetrwało, pamięć jest i pamiątki
są utylitarne. Nawet moje słowa pozbawione zostaną myśli, zostaną tylko
fakty treści.
„A
wszystkie głosy inaczej brzmią w samotności.”
7
rapido!
7
Odcienie
sensu. Hedonistyczna skłonność do bezmyślnej przyjemności. Ta zmyślna, ta
świadoma jedynie ubóstwiana. Jedyna możliwa do uwielbienia. Tylko, gdy widzę
jej cień mogę w sobie rozplatać rozkochanie. A nie ta trupia i morowa pustka;
uśmiech przy gorzkim daniu.
Niech
w moim życiu, głupcze, znajdzie się życie. Nie jego iluzja, nie namiastka
przyjemności. Sensu!
I
nie sensu świata – co po nim, gdy sensu w czynach, myślach nawet braknie.
Sens nie jest prymitywem! Sens jest istotą.
A
sensu brak. Teraz tylko baudrillardowa treść, symbole jedynie.
8
Czy
ja kiedykolwiek do Niej nie zadzwonię? Potraktuje kogoś jak szmatę? Czy Ona uśmiechać
się będzie nadal, jej matka – jeśli uświadomiona – codziennością pruć
będzie stany powstałe?
9
Jak
późno my, głupcy, zauważamy swoje błędy. Po pierwsze zaślepieni przez
pychę i ciekawość. Po drugie przez własną wartość. O wiele łatwiej jest
pytać, zawierając już „nie” w pytaniu. Łatwiej, bo gdzieś w głębi już
czujemy, już przyzwyczajamy się do możliwości odmowy. Banały o uczeniu się
z nie swoich błędów są nie do przyjęcia. Nie swoje błędy wywołają
wszystko, prócz wstydu własnych.
10
Czasami,
gdy coś się zdarzy, ludzie odsuwają się ode mnie, jakbym był zdrajcą
ichniej religii lub zakażonym śmiertelną chorobą. Wtem nawet najbliżsi uśmiechają
się mniej serdecznie. Tych zmian się nie dostrzega – istnieją one
mrowieniem wstydu, gdy wstyd obecny. Wtedy i owce są wilkami.
A
poranki trochę chłodniejsze.
11
Wydaje
mi się, że ludzie zmieniają refleksy na swoich wspomnieniach w latach. Tyle
trwa integracja – proces integracji – myśli z ciałem. Tyle myśli wdzierają/przedzierają
się ostrą szczeciną w miękkie tkanki biologii. Odwołując się do wspomnień,
częściej dany jest negatywny znacznik. Łatwiej stosunkować się do rzeczy złych.
12
Inne
jest powietrze, które wdycham, inne zapachy drażnią moje nozdrza, inny też
widok wbija się w moje oczy – nigdy ten świat nie był mi bardziej obcy, a
ludzie Ci – mniej ludzcy.
Consummatum
est
Dokonało
się
Mógłbym
napisać, że czekam skryty w chłodnym mroku kościelnej izby. A ja na starówce,
na ławce przesiaduje, wśród gwaru i popłochu gołębi.
Kot
z Cheshire
P.S.
: Ale przeraża mnie to, że ty mnie – później – przepraszasz (słowa;
niepotrzebne one), a przepraszasz za prawdę... Gdybyś mi kłamała, gdybyś łgała
– z otwartymi ramiona bym Ciebie przyjmował, grzesznika łatwiej rozgrzeszyć,
łatwiej mu przebaczyć. Ale ja nie chcę by było między nami kłamstwo. Och,
pokrętne moje racje.
(
31)
tylko
wiatr targa kartkami. szkt-szkt, krt-krt-krt.