Tux i Śniady prezentują:
Teraz także on-line: www.suchegnaty.prv.pl
Miesiąc temu nie było Gnatów, co spotkało się z wieloma mailami od zaniepokojonych fanów. Odpisywanie na bieżąco zajęłoby nam zbyt wiele czasu, toteż przyczyny takiego stanu rzeczy wyjaśniamy tutaj. Otóż wszyscy potrzebowali odpoczynku. I tak Tux potrzebował odpoczynku od Śniadego, Śniady od Tuxa, AM od Gnatów, Gnaty od AM. Niektórzy potrzebowali również odpoczynku od teorii spiskowych Michała Chmielewskiego, ale on nic sobie z tego nie robił…
Przechodząc jednak do spraw bieżących: Nie ukrywamy, że autorzy „SG” niewiele mają ze sobą wspólnego. Jeden z dużego miasta, drugi z czegoś, czego nie ma na mapie. Jeden nie lubi swojego kierunku studiów, drugi dopiero znielubi. Jeden jest pełen młodzieńczej radości, u drugiego z tym bywa bardzo różnie. Ale coś ich łączy. Obaj mają poważne dylematy w związku z tym, jak prowadzić własny pociąg życia po torach życia. A że stan polskich torów jest fatalny, problem się pogłębia. Ale o tym może sami zainteresowani.
Popis piąty
Perspektywy
JIVŚ: Właśnie z moim drogim współprowadzącym omawialiśmy via sms najnowszą reklamówkę partii rządzącej. Rolnik jeździ traktorem po swoim polu, ludzie kupują dywany i się żenią, jeżdżą nowym samochodem. And I think to myself… what a wonderful world. Skądś to znam… Rosną domy z prawej, z lewej będą też. Przecie to je nasza duma pospolita. A my jacyś tacy… Cóż, po części jestem trochę sam sobie winien. Blisko 21 lat na karku. Znajomość języków lepsza w papierach niż w rzeczywistości. Doświadczenie zawodowe- zero. Pomysłów na życie- zero. Studia niby robię, ale ile osób robi w tym, co studiowało… A poza tym skończona administracja raczej nie sprawi, że nie będę miał wyboru- spłacać przez 30 lat kredyt mieszkaniowy czy oddawać połowę mojej przyszłej krwawicy na bajoński czynsz osiemdziesięcioletniej właścicielce kamienicy, która i tak odejmie sobie to od ust, żeby wpłacić na nowy nadajnik pewnego popularnego w kręgach starszyzny radia. Czytam ogłoszenia o pracę, którą to po wakacjach mam zamiar podjąć obok studiów. Palacza, spawacza, kucharza, murarza, budowlańca zatrudnimy od zaraz. A co mamy dla, teoretycznie przynajmniej, inteligencji? Bez dwóch lat doświadczenia nic. Nic poza kasą w Tesco, roznoszeniem ulotek i szeroko pojętą akwizycją. Zostają praktyki, czyli w moim przypadki nauka segregacji poczty i parzenia kawy. A potem jakby komuś przyszło do głowy mnie zatrudnić, to zobaczy, jakich nieprzydatnych rzeczy uczą i na praktykach, i na uczelni. Przesadzam? Zacytuję koleżankę z wykładu: „Ej, słuchaj, zdążyłeś zanotować drugi rodzaj orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego Hiszpanii?”. Przypominam, studiuje administrację…
Nie, nie przejmuję się zbytnio. Jakoś to będzie. Chociaż trochę życie jest powalone. Najpiękniejsze jego lata marnuje się po to, żeby potem jakoś to było. A jak już jest, dopada wrażenie, że coś uciekło… Wkurza mnie moja obecna sytuacja, człowieka jakby zawieszonego w próżni i czekającego niewiadomo jeszcze na co. Wkurza mnie, ale mam wrażenie, że będę do tej sytuacji za x lat tęsknić. I ten x wcale nie musi być liczbę dwucyfrową.
Tuxedo: Tja, od kilku dni Suche Gnaty tworzy już dwóch tetryków po dwudziestce. Z tym, że jeden studia nieopatrznie już rozpoczął i ciągnie, drugi natomiast (czytaj: ja) ma ten życiowy błąd dopiero przed sobą. Naprawdę żałuję. Żałuję, że nie słuchałem rodziców, babć, ciotek, nauczycieli wreszcie - że nie wkuwałem dzień i noc, być mieć te 99% z każdego przedmiotu na maturze i że nie mogę teraz przebierać w kierunkach jak w, nie przymierzając, stanikach na bazarze ;) Średniak nie ma na państwową uczelnię żadnych szans, a ten trochę lepszy, umiejscowiony w klasowej czołówce, może się trochę połudzić. Łudzę się i ja, bo przecież króliczka najfajniej gonić. Szkoda tylko, że od rzeczonego króliczka dzieli mnie już wiele kilometrów. Alternatywne rozwiązania są dwa - studia płatne, robione właściwie tylko po to, żeby dać sobie te trzy lata więcej na dorośnięcie i wyciskające mnóstwo kasy oraz wbicie się do Urzędu Pracy, załatwienie stażu za 400zl miesięcznie (minus autobus to będzie jakieś 270) i po półrocznym jeżdżeniu do prawie-że-pracy zasiłek, bo wtedy już można (a nawet trzeba, bo wszystko, co dobre, nie trwa wiecznie. A na pewno nie staż.)
Przeglądanie ogłoszeń w dziale „Praca” to już w ogóle jakaś trauma - 90% dla pracowników fizycznych i 10% dla ludzi „z doświadczeniem i bardzo dobrą znajomością dwóch języków”. Wiedziałem, że trzeba było na coś postawić. Albo zapieprzać na jakiś kurs językowy, albo na siłownię.
Dziś dla Was pisali
Tuxedo i Jędrzej
Pierwszy waży mało
Drugi jeszcze mniej
Kroniki Kaczogrodu
(Mundialis popularis)
Złe złego początki
Kichał Iglewicz: Dzień dobry, witam na konferencji prasowej poświęconej występom polskiej reprezentacji. Ponieważ piłkarze i trener mają dzisiaj wolne jestem tu sam. Jako że jestem tu sam, proszę, aby poza jednym dziennikarzem wszyscy z państwa wyszli, żebym miał równe szanse. W przeciwnym razie salę opuszczę ja.
(dziennikarze wychodzą, zostają tylko redaktorzy Hol i Satyra)
Kichał: Miał zostać jeden… A zresztą… Odczytam teraz oświadczenie, które trener Złamas zostawił w szatni po meczu z Ekwadorem, przed swym tajemniczym zniknięciem. Oto ono: „Biorę odpowiedzialność za wyniki. Gra nie była zła. Niepotrzebnie straciliśmy bramkę. Graliśmy ofensywnie, ale nie potrafiliśmy strzelić bramki. A bramki traciliśmy, bo graliśmy słabo w defensywie. Nie podam się do dymisji, przed nami dwa mecze i musimy je wygrać.”. Tyle trener, obiecuję, że gdy go znajdziemy odpowie na inne pytania.
Hol: Jak Pan myśli. Czy zniknięcie trenera pomoże naszym zawodnikom?
Kichał: Patrząc na ich ostatnie „popisy” jestem pewien, że przynajmniej nie zaszkodzi
Satyra: Czy to nie jest przypadkiem tak, że trener ukrył się, nie mogąc znieść tej presji?
Kichał: Być może, nie wiem. Kiedy zawodnicy zeszli do szatni już go tam nie było.
Hol: Spytam wprost: Czy trener Złamas przypadkiem nie umarł, a Wy tego nie ukrywacie, żeby nie wzbudzić paniki?
Kichał: Na chwilę obecną nie ma obaw do niepokoju, gdyż nie ma nic, co by wskazywało, ze trener Złamas nie żyje. Piszcie panowie trochę łagodniej. Może wyjdzie z ukrycia. Wszak mężczyznę poznajemy nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.
Trudne rozmowy
Apostoł: Cóż, wypada mi powitać państwa na kolejnej konferencji. Niestety, trener ani żaden z piłkarzy nie mogli przybyć, odbywają właśnie narady.
Hol: Może pan zdradzić, co jest tematem tych narad? Podobno w kadrze miał miejsce bunt…
Apostoł: Oczywiście żadnego buntu nie było, wszystko rozdmuchała polska (z kapitałem niemieckim) prasa. Zawodnicy spotkali się najpierw sami, a w tym momencie powinni właśnie przedstawiać swój plan ratunkowy trenerowi.
Hol: Czy to przypadkiem nie powinno być odwrotnie?
Apostoł: Pan żartuje? Przecież trener musi skądś wiedzieć, jak będziemy grać! Kto ma mu powiedzieć, jak nie piłkarze?
Hol: Wydaje mi się jednak, że na całym świecie jest inaczej…
Apostoł: Na świecie… Jak to mówił niezapomniany Trener Tysiąclecia - gdyby o zwycięstwach przesądzały bogactwa, to mistrzem świata byłaby Arabia Saudyjska. Może więc pan sobie te porównania wsadzić do kosza.
Hol: Taaaak… Tylko że idąc tym tokiem myślenia raczej zbyt szybko mistrzami nie zostaniemy.
Apostoł: Jeśli rozwój gospodarczy będzie postępował tak, jak kreśli to partia rządząca, to wygramy już mundial w RPA. A teraz wybaczą państwo, muszę sprawdzić, jak trener zniósł rozmowę z piłkarzami. Zwykle jest po nich wyczerpany i musi odpoczywać kilka dni.
I wszystko jasne
Złamas: Witam. Prosiliście - więc jestem. Właściwie nie wiem, po co, bo wszyscyśmy widzieli te dwie porażki.
Satyra: Może jednak powie pan trener o nich coś więcej?
Złamas: Cóż… Zagraliśmy źle w obronie i straciliśmy bramki. Nie zagraliśmy dobrze w ataku i bramek nie strzeliliśmy.
Satyra: Rozumiem… A przyczyny porażki?
Złamas: No mówię - zagraliśmy nienajlepiej, źle właściwie.
Krzyżówek: A najgorsze były te ataki ze strony prasy. Artek Borut i ten jego kolega ze skąpego klubu to się nawet poryczeli, jak ich Pewna Gazeta nazwała nieudacznikami.
Hol: Panie trenerze, jeszcze jedno pytanie: na co się zdały te zamknięte treningi? Czyżby chciał pan ukryć słabą formę kadrowiczów? Złośliwi mówili, że najchętniej ukryłby pan także mecz z Ekwadorem…
Złamas: Ukryć? Nie, ja nic nie chciałem ukrywać. Po prostu na stadionie pracuje nasza rodaczka, pani Lodzia. I ona codziennie musi ten stadion sprzątać. A dziennikarze i kibice nanoszą dużo piachu. No i czy w takiej sytuacji mogłem nie zachować się jak dżentelmen i jej nie pomóc? Ot i cała historyja…
Ptasia grypa
(czyli co trawi kaczy kuper)
Przez ulicę idzie dżentelmen. Wzrost ok. 155 cm, broda, wąsy, bujna czupryna. Nogi ma rozkraczone jak stary, zielony Zaporożec. Z trudem dotacza się do apteki, w której ludzi od cholery, odczekuje swoje i mówi do farmaceutki
Lech Dwojaki: Dzień dobry, ma pani jakiś środek na hemoroidy?
Farmaceutka: Proszę?
Lech Dwojaki: Czy ma pani jakiś środek na hemoroidy?
Farmaceutka: Co mam?
Lech Dwojaki: Na hemoroidy. Żylaki odbytu…
Farmaceutka: Aaa! Na hemoroidy! Olka, gdzie ta maść na hemoroidy? Nie ma już? Tak mi przykro, będzie dopiero za tydzień.
Lech Dwojaki: Ale ja mam ważne spotkanie jutro…
Farmaceutka: Przykro mi… Ojej broda panu odpadła… A i te wąsy ledwo się trzymają… Pan Prezydent?
Lech Dwojaki: Nie… Nie… Prezydent to mój brat… Bliźniak… Tak… To on ma hemoroidy… Nie ja
Lech wybiega z apteki
(trochę potem w gabinecie Kóski)
Kóska: Cześć Lechu, siadaj!
Lech Dwojaki (z uśmiechem równie niepasującym do fizys, co ten na plakacie przedwyborczym): Nie… Postoję…
Kóska: No co ty, siadaj
Lech Dwojaki: Nieee
Kóska: O co chodzi?
Lech Dwojaki (rozgląda się w lewo i w prawo): Mam hemoroidy
Kóska: Co masz?
Lech Dwojaki: Hemoroidy
Kóska: Co?
Lech Dwojaki (wrzeszczy): HEMOROIDY! HEMOROIDY! HEMOROIDY MAM!
(ktoś z ulicy woła): I czym tu się chwalić, baranie!
Kóska: Przecież jutro zebranie Trójkąta Weimarskiego…
Lech Dwojaki: Właśnie… A w aptekach nic nie ma…
Kóska: Nie wysiedzisz…
Lech Dwojaki: Właśnie…
Kóska: Musisz się wykręcić…
Lech Dwojaki: Przecież nie powiem, że mam hemoroidy…
Kóska: Powiemy, że jesteś chory.
Lech Dwojaki: Na co?
Kóska: Na niskorosłość :P
Lech Dwojaki: Powiem bratu!
Kóska: Dobra, powiemy, że jesteś chory na (otwiera Domowy Poradnik Medyczny na skorowidzu chorób i wybiera) ciało obce w nosie…
Lech Dwojaki: W dupie chyba!
Kóska: Trudno ci dogodzić… O to jest dobre- choroba Rendu- Olsera- Webera.
Lech Dwojaki: A cóż to?
Kóska: Już patrzę… Zespół rozszerzenia naczyń włosowych i tętniczek
Lech Dwojaki: Może być
Kóska: Naturalnie chorobę też utajnimy, zdradzimy ją dopiero przyparci do muru. Lekarze i tak albo strajkują albo są w Szwecji i w Anglii, więc nie musimy się przejmować tym, że ktoś odkryje, ze coś jest nie tak. Ja się wszystkim zajmę. Jedź do domu. Wezwać ci taksówkę?
Lech Dwojaki: A są z miejscami stojącymi?
Kóska: Ech… Idź do Żebry, niech Cię jakimś transporterem policyjnym odwiozą czy czymś.
Lech Dwojaki: Tak właśnie zrobię.
Lech wychodzi
Kóska dzwoni
Kóska: Tak prezesie, jak Pan kazał, wykupiłem wszystko na hemoroidy w mieście. Tak, już był. Tak, zrobiłem to, co Pan kazał.
Jarosław Dwojaki: Świetnie. Za trochę tych czopków i maści podpisze wszystko, co mu pod nos podłoże. Byle tylko ratować własną dupę.
Jest super
Kazek: Roman jest naszym nowym pracownikiem. Roman jest niepełnosprawny. Roman wygrał rywalizacje z wieloma sprawnymi i dlatego został nowym ministrem szkolnictwa.
Piękny Roman: Przede wszystkim jest super
Dziennik Białoruski nr. 9/2014
Korespondencja cudza z Polski
Przedwczoraj we Wrocławiu odbyła się pokojowa manifestacja przeciwników utworzenia kanału TV Trwam 4 i kolejnego, dwudziestego siódmego już oddziału regionalnego tejże, tym razem w Krośnie Odrzańskim. W odpowiedzi na ulice wyległy znacznie liczniejsze jednostki ZOMB (zmechanizowane oddziały moherowych beretów), z krzyżami, laskami i parasolkami w rękach, grożąc manifestantom ekskomuniką. ZOMB wspierała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Siły Zbrojne na rzecz Utrzymania Jedności i Patriotycznego Ducha w Narodzie. Uczestnicy manifestacji zostali zatrzymani. Dzięki ustawie o Doraźnym Sądzie do Spraw Karania Drobnej Przestępczości Zorganizowanej zostali już osadzeni w zakładach karnych.
Tymczasem Urząd do Walki z Biurokracją świętuje zatrudnienie stutysięcznego pracownika, docelowo ma być w nim zatrudnionych dwieście siedem tysięcy ludzi. Za miesiąc podobna uroczystość nastąpi w Dyrektoriacie Odnowy Narodu Oraz Społecznych Instytucji Czynnej Inkwizycji Eliminującej Liberalne (łże)Elity (popularni DONOSICIELE). Dzięki tym dwóm instytucjom, a także przymusowym pracom dla więźniów politycznych wkrótce bezrobocie ma zostać całkowicie wyeliminowane.
Od wczoraj znów obowiązuje kara śmierci. Znowelizowany kodeks karny przewiduje ją za 403 przestępstwa, w tym za bardzo szeroko pojmowaną zdradę stanu, pedofilię i innowierstwo. W związku z tym, aby podołać nowym wyzwaniom i nadążyć z egzekucją wyroków przed każdym sądem stoi obecnie mała gilotynka.
Sąd najwyższy w nowym składzie (dyktator i jego brat, były prezydent) podjął decyzję o zmianie konstytucyjnych symboli narodowych. Nowym herbem polski jest kaczor trzymający między płetwami Biblię. Flaga od dziś ma jednolity biały kolor, gdyż czerwony kojarzył się jednoznacznie z czasami, które minęły. Poza tym jednokolorową flagę trudno zawiesić na odwrót.
Odsłonięto pomnik ku czci dyktatora Jarosława I. Monumentalna statua stanęła na miejscu Pałacu Kultury I Nauki. Rozmiarami i urodą przypomina ów socjalistyczny moloch.
Kolejne zmiany w Ministerstwie Edukacji. Od nowego roku szkolnego obowiązujące do tej pory mundurki w niebiesko-czarnych barwach zostaną zastąpione przez białe uniformy o szerokich zastosowaniach, nowa odzież sprawdza się doskonale m.in. w służeniu do codziennych, obowiązkowych mszy (eliminuje problem ubierania dodatkowych narzut) oraz przy pomaganiu rodzicom w malowaniu płotu farbą białą.
W krótko po decyzji MEN wybuchła tzw. „afera pralnicza”, związana z kampanią reklamową nowego proszku do prania rzeczy białych. Hasłem kampanii było „Tylko honoru nie wybielisz”, a głównego pomysłodawcę wprowadzenia na nasz rynek odplamiacza widziano w towarzystwie przedstawiciela Młodzieży Małopolskiej. Prokuratura bada sprawę.
Szybki koniec „afery pralniczej”. Zatrzymano i skazano na dwadzieścia pięć lat więzienia szefa prokuratury rejonowej w Warszawie. W uzasadnieniu wyroku sąd podał tylko fakt, iż człowiek ten przed czterdziestu laty kupował pieczywo w piekarni należącej do oficera SB. Tym samym sprawa powiązań MEN i producenta proszku do prania została umorzona.
Oddano do użytku dwuipółkilometrowy odcinek autostrady na trasie Przemyśl - Pszczyny Małe. Wstęgę przeciął osobisty szofer dyktatora, cała inwestycja została sfinansowana z funduszy przeznaczonych na składki unijne. Fundusze te pozostawały niewykorzystane od roku 2009, kiedy to Polska wystąpiła z UE.
Wciąż pojawiają się nowi świadkowie, którzy uparcie twierdzą, iż ukazała im się zmarła przed osiemdziesięciu laty prababka dyktatora, Leokadia K. Ma to zapewne związek z rozpoczętym właśnie procesem beatyfikacyjnym całej nieżyjącej rodziny dyktatora. Co się zaś tyczy samego dyktatora, jak na razie Kościół twardo stoi na stanowisku, że beatyfikacja może rozpocząć się dopiero po śmierci.
Z wiezienia przy ulicy Rakowieckiej, gdzie aktualnie przebywają za popełnienie przed laty tekstu „Barwy Kampanii”, specjalnie dla Państwa pisali Jędrzej Ś. i Daniel M.
TEATRZYK SUCHYCH GNATÓW
ma zaszczyt przedstawić
MILCZENIE OWIEC
występują
OWCA 1 (Tuxedo, w kretyńskim, owczym wdzianku)
OWCA 2 (Jędrzej IV Śniady, w równie kretyńskim, owczym wdzianku)
(kurtyna się podnosi, na scenie stoją OWCA 1 i OWCA 2)
(OWCA 1 i OWCA 2 stoją i milczą)
(tak przez 15 minut)
(gdy nagle)
OWCA 1
Beeeee
OWCA 2
Ciiii…
OWCA 1
Przepraszam. Wymsknęło mi się.
(kutyna opada)
(tłum wiwatuje, na scenę lecą kwiatki, urocze pluszowe maskotki i fragmenty bielizny, głównie damskiej)
WIELKA KSIĘGA MĄDROŚCI SUCHYCH GNATÓW:
OSTATNI BĘDĄ PIERWSZYMI. OD KOŃCA.