Mark Kewlar (wiecmsb@wp.pl)
E S
P E R A L
wszystkiego dobrego po kres
twych dni
za świństwo to dziękuję ci
zdarzyło się to pewnego
zwykłego dnia. jednakowoż dla mnie nie był on taki zwykły. właśnie minął
miesiąc, odkąd nie miałem w ustach alkoholu.
jak w każdą sobotę wybrałem
się do baru, tylko po to, żeby spotkać starych znajomych.
żółta plama
nie wiem gdzie jestem
wydaje mi się
że jestem deszczem
gorączka sobotniego wieczoru
wstajemy od stołu
oglądamy
mroczki przed oczami
kolega wypił jedno piwo. tak
jest, raz się jest na wozie a raz nawozem. inny kolega wypił pięć podobno,
jeszcze mu było mało.
pusta ulica
dziewiąta wieczór
a kysz biała mysz
wszyscy jesteście na antenie
koledzy
tak szliśmy na pamięć, nie
zastanawiając się, dokąd i po co. z całego towarzystwa tylko ja byłem trzeźwy.
tak wygląda nasza wiocha
nocą. tak właśnie wygląda nasza stara szkoła, którą my wszyscy kończyliśmy.
gdyby tak sprzedać na złom te mosiężne klamki i za wszystko kupić piwa.
esperal interakcja
wszyscy lekko wstawieni.
ktoś rzucił pomysł, żeby się schować po okolicznych krzakach, a jeden będzie
szukał. może to nawet byłem ja.
a ty ciągle licz
tego nam trzeba
biegniemy po słońce
schodami do nieba
wszyscy po ciemku
podobni do siebie
aż gwiazda ciemności
na niebie
zagości
przyjechał taki jeden, na
skuterze, z czego wnioskuję, że również był trzeźwy, chociaż mogę się mylić.
potem przyszło jeszcze kilku i zabawa rozgorzała na dobre.
jesteśmy wolni
ale końca jeszcze nie ma
i wcale nie musi być
spokojnie
liczę do trzech: pałka-zapałka
dwa kije, kto się nie schowa, ten gnije. a ty ciągle słuchasz jak dzwonią
pobite gary.
usnął przy stole. podnieśli
go dwaj mniej zalani koledzy i odholowali w bliżej nieokreśloną przyszłość.
anty-esperal
ledwie wyszliśmy za bramę,
ów nietrzeźwy kolega wyhaftował na asfalcie dwa ładne kwiatki. poszliśmy dalej
w asyście dwóch quasi-reporterów, którzy całą sytuację nagrywali amatorską
kamerą.
niech ktoś nam pomoże
noc jest właśnie po to
by do domu wracać
na pełnych obrotach
zatrzymaliśmy się na
skrzyżowaniu sto metrów od celu. co to będzie, jak jego starzy zauważą, że ich
jedyne dziecko przyszło wróciło do domu „prawie trzeźwe”. na szczęście mieliśmy
klucze, dzięki czemu mogliśmy wejść do obcego domu niezauważeni. przynajmniej
teoretycznie.
duże dzieci
nam nigdy nie starcza
niech się święci
z klęsk
najwspanialsza
mali ludzie
wielkie ambicje
w pijanym widzie
pies
na prohibicję
odprowadzili go do domu,
otworzyli drzwi (kluczem) i weszli na pięterko (no co?). podczas pewnych czynności
odemknęły się drzwi pokoju. dowiedzieli się, że to nie pora na odwiedziny.
odwrót.
próbowali wejść przez okno
(pięć metrów nad ziemią). jednemu prawie się udało, ale zleciał, alkohol
złagodził ból. po kilku nieudanych próbach zadzwonili do niego z pytaniem, czy
wszystko gra.
a darek na to szczerze:
jawohl jawohl ich liebe alkohol
jutro popłyniemy daleko
jeszcze dalej…