2006-07-06
WAKACYJNA WARIACJA O ZABARWIENIU REFLEKSJI - KU PAMIĘCI.
dedicated to Caleb, Camilo
& Ghallerian
Jest
takie miejsce w Polsce, gdzie zatrzymują się pociągi z całego kraju, powietrze pachnie
młodością i przekorą, magnez prześladuje studentów, a Pan smaga czarną ludzką
skórę.
Jest
takie miejsce, gdzie podłoga się wiecznie klei, nimfomanki pracują w
przydrożnych sklepach pod wodzą Wariatki z przyprzystankowego magazynu
spożywczego; gdzie frytki smakują, jak nigdzie na Ziemi, a Kaczmarski dzień w
dzień daje koncerty dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Jest
takie miejsce, gdzie mieszka włoski piłkarz, pirat z Karaibów i Szef.
Włóczykij, Smutny Wędrowiec i Admini-strat(d)or.
Majster
Bieda, Heroin Grabarszcz i Chef.
Jest
takie miejsce, gdzie zarazem nic się nie chce, a chce się wszystkiego.
I jest w
końcu takie miejsce, do którego trzeba wyruszyć, żeby w końcu się spotkać.
Kłodnicka.
Pozornie zwykłe mieszkanie. Dwa pokoje, łazienka, toaleta, kuchnia i przedpokój, którego nie widać spod sterty butów.
W kuchni
można się przykleić do podłogi, w łazience także, o ile takie coś nie udało nam
się w kuchni. Większy pokój, to połączenie trzech pozostałych pomieszczeń,
mniejszy zaś to królestwo porządku. Tam też urzęduje Chef.
I
widział Bóg, że wszystko, co stworzył było dobre.
* * *
Z
kobietami źle.
Majster
Bieda zwykł palić swoją fajkę używając do tego najgorszego tytoniu w okolicy. Siedział
wówczas zgarbiony przy biurku, wpatrując się w szklany ekran monitora i między
jednym zaciągnięciem się, a drugim pociągał łyk mocnej kawy. Kawy, od
której niedobrze się robiło już na sam
jej widok. Czarna, niedokładnie rozmieszana, w kubku niemytym od kilku tygodni,
przyprawiona tytoniem i brudną
łyżeczką. Na nic się zdały jakiekolwiek perswazje, tłumaczenia, perwersje i
udziwnienia. Majster Bieda, kawa, fajka i komputer to był zamknięty świat dla
wszelkiej maści księżniczek, gejów, kotów i opiekunów. Zresztą, słowo opiekun
w słowniku Majstra Biedy nie istniało; w przeciwieństwie do: magnez, wino,
gitara, poezja, magnez, muzyka, Kaczmarski, Myszkowski, magnez, kaczuszka,
księżniczka, kobieta, magnez, polityka, polityka, polityka, magnez, wybory, Sejm,
Polska, magnez, Australia, owce, dom, magnez. Magnez ogólnie dobrze wpływa na
to i owo.
Majster
Bieda zwykł chodzić spać dość późno, dość późno też zwykł się budzić. Od rana
do wieczora miał mnóstwo rzeczy na głowie, które były naprawdę ciężkie i męczące.
Zauważyłam to będąc nie raz, nie dwa w jego obecności. Jak wyglądał taki jeden
z owych siermiężnych dni Majstra?
Otóż,
musiał wstać dość późno, przeczytać wszystkie wiadomości na pewnym znanym
portalu internetowym, dowiedzieć się z niego, co też dzieje się na świecie,
wypić mocną kawę, zapalić fajkę, może coś zjeść, może nie; czasem pójść na dwie
godziny na zajęcia, czasem nie. Wrócić i znów wypalić fajkę. Ale to jeszcze nie
wszystko! Jakby tego było mało, po południu musiał iść do sklepu, co by zaopatrzyć
się w jakiś prowiant, zakurzyć kolejną fajkę, chwilę pograć w jakąś grę, potem
pograć na gitarze, w trudniejszych okresach, nastawić pralkę z brudnymi
skarpetkami, a potem obejrzeć jakiś film, i po całym dniu ciężkiej pracy
położyć się spać. Tak, Majster Bieda nie miał łatwego życia. Przyznacie sami.
I jakby
tego wszystkiego było mu jeszcze mało,
dnia pewnego listopadowego zwaliła mu się na głowę rozkapryszona Księżniczka z
rozbójniczymi zapędami. Od tej chwili jego życie stało się jeszcze cięższe i
jeszcze bardziej zajęte. Nie miał już ani chwili czasu dla siebie. Musiał jeść
obiady, znosić jej manię słuchania dziwnej muzyki, regularnie brać magnez,
odpoczywać, pić herbaty, które mu robiła, przyzwyczaić się do czystej kuchni i
jeszcze więcej spać.
Tak,
życie Majstra Biedy było bardzo ciężkie.
Dlatego
też myślami zwykł wybiegać ku przyszłości i marzyć na jawie: o Australii,
tamtejszych owcach, szczęśliwości bezgranicznej i wiecznym wędrowaniu.
Majster
Bieda był bardzo utalentowanym człowiekiem. Żeby człowiek był człowiekiem. Grał
na gitarze, co mu naprawdę dobrze wychodziło, odkąd odkrył, do czego służą
chwyty i gamy. Śpiewał raczej kiepsko, ale to, o czym śpiewał wynagradzało
słuchaczom wszystko. Poza tym pisał świetną poezję, do której pisał jeszcze
lepszą muzykę.
Mój pies
pochodzi z Memfis, tak samo jak Elvis, który też pochodzi z Memfis.
I Twoje
piersi, jak dwa księżyce, krążące wokół planety mojej głowy.
Tak,
Majster Bieda posiadał niezwykły talent zjednywania sobie ludzi swoim urokiem
osobistym, tym pociesznym sposobem bycia, zadziwieniem malującym się w oczach,
na widok czegoś nowego i nieznanego; przede wszystkim zaś: talentem swym
niebywałym do rozśmieszania, wprawiania w zachwyt i dobry humor.
Majster
Bieda znał się na polityce, wiedział, co w historii piszczy, w którą stronę
pójść, żeby dojść i jak sprawić, żeby nawet Księżniczka długo się na niego nie
dąsała. Zresztą, z drugiej strony, denerwowanie Księżniczki też mu wcale nieźle
wychodziło.
Ale, gdy
jego przedramię, (przedramię, co lepszego świat nie widział)...
I żyli
długo, i szczęśliwie.
Gejowie!
Potrzebuję skorzystać z komputera.
Chef
mieszkał w osobnym pokoju, który zasługiwał na właśnie to swoje pokojowe miano.
Przestronny, przyjemny, wcale miły i stateczny. Z widokiem na zielone drzewa
osiedlowe i drogę, którą goście zwykli na Kłodnicką przybywać.
Chef
miał uśmiechnięte poczucie humoru, zabójcze żarty, aparycję tak wielce
przyjazną i serdeczną, że przebywanie w jego towarzystwie było czystą
przyjemnością.
Chef
zwykł chodzić wcześnie spać, ale wstawał razem z kurami. Nie palił tego
świństwa, które przynależało Majstrowi Biedzie, potrafił genialnie gotować
(Księżniczka do dziś zachwyca się jego gulaszem do placków, co po węgiersku),
przy tym dbał względnie o czystość, nie był ani leniwy, ani przesadnie
nadgorliwy, zawsze uśmiechnięty, uczynny, w sam raz, ot taki chłopak, co go
każda dziewczyna chciałaby mieć, hej.
Za dnia
pracował dzielnie przy komputerze, gdyż odpowiedzialny był za te ważne rzeczy,
i te jeszcze ważniejsze. W przerwach na obiad gawędził sobie z Księżniczką,
słuchał muzyki, która zachwycała niezmiernie, a której Majster Bieda nigdy nie
puszczał na rzecz swych znajomych: Gintrowskiego i Kaczmarskiego; poza tym w
każdej najmniejszej rzeczy potrafił znaleźć coś pozytywnego, co zachwycało
Księżniczkę. Bardzo lubiła przebywać w jego towarzystwie.
Oto, co
któregoś dnia spotkało naszego Chefa:
Sklep
duży i przestronny. Zakupy też. Chef płaci kartą.
Pani
przy kasie z figlarnym błyskiem w oku: (wstrętna figlarka!)>Przepraszam, ale
ta karta jest nieczynna.
Chef> Jak
to?
Wstrętna
Figlarka> Ano tak to. Karta jest zablokowana.
Chef>
<oj, bardzo zdziwiony> To niemożliwe.
Wstrętna
Figlarka> A jednak.
Chef> ?!
Wstrętna
Figlarka> Muahaha. Żartowałam!
I się
śmieje szaleńczo.
Chef
nasz, jako człowiek niezwykle opanowany i inteligentny, rzecze do niej w te
słowa:
Chef>
Proszę zawołać kierownika.
Przerażona
Figlarka> Ale... ale...
Chef>
Proszę zawołać kierownika.
Przerażona
Figlarka> Ale ja...
Chef>
Żartowałem.
Chef
jest półbogiem.
Panie,
smagaj mą czarną skórę.
Heroin
Grabarszcz pochodził w prostej linii od Markiza de Sade. Kochał się w swojej fajce,
historii, batożeniu i sprośnych zabawach. Przy tym wszystkim był inteligentnym
i błyskotliwym władcą Gejlandii, kapitanem statku "Ficalol" i
niewolnikiem Pana, który smagał jego czarną skórę.
Heroin
zwykł kłaść się bardzo późno, późno też wstawał. Myślę, że dopasował się po
prostu do Majstra Biedy, z którym dzielił komnatę. Jego ulubionym zajęciem było
podróżowanie po morzach, branie udziału w potyczkach i zajmowanie się,
wspomnianymi już wyżej sprośnymi zabawami, do których należało: strzelanie do ludzi
z pistoletów na kulki tudzież z bułek, co się zwą bagietkami; rzucanie do
przeciwników kajzerkami, które imitowały granaty, ubijanie mięsa w kuchni na
kotlety, pochłanianie dwóch obiadów dziennie oraz śpiewanie z namaszczeniem
piosenek, co je napisał John Bon Jovi.
Heroin
Grabarszcz posiadał zresztą masę innych talentów: zapoczątkował między innymi w
literaturze polskiej nowy nurt poezji, nazwany na jego cześć: nurtem poezji
kłodnickiej, która wytyczyła nowe szlaki dla twórczości XXI wieku. Do jego największych
dzieł należy utwór, pod znamiennym tytułem: "Miesiączka":
O kurwa!
Znowu krwawię.
Heroin
został uznany za wschodzącą gwiazdę europejskiej poezji i uhonorowany nagrodą
Gejów i Gejowników za najlepszy debiut w roku 2005.
Dawniej
Księżniczka była służącą Heroina, u którego pracowała od listopada roku 2005.
Później, na mocy dekretów i łaskawości Grabarszcza otrzymała wolność i związała
się z Majstrem Biedą, jego wiernym przyjacielem i zausznikiem; prawą ręką w
królestwie Gejlandii.
* * *
Pozornie
zwykłe mieszkanie. Dwa pokoje, łazienka, toaleta, kuchnia i przedpokój, którego
nie widać spod sterty butów.
W kuchni
można się przykleić do podłogi, w łazience także, o ile takie coś nie udało nam
się w kuchni. Większy pokój, to połączenie trzech pozostałych pomieszczeń,
mniejszy zaś to królestwo porządku. Tam też urzęduje Chef.
Nigdy
nie będzie takiej Kłodnickiej.
Nigdy
nie będzie takiej Kłodnickiej.
dla
Kłodniczan
Wasza i
tylko Wasza nZorka :)