Prawie jak pamiętnik
Zaznacza się, iż poniższy tekst jest jedynie zbiorem luźnych myśli autora, często ze sobą nie powiązanych w ogóle lub w znikomy sposób.

  Siedzę. Oddycham. Patrzę. Czuję. Nie mam nic do roboty. Zupełnie nic. Z słuchawek cicho sączy się Black Eyed Peas. Jak na ironię "Shut up". Co w tym ciekawego? Nic. Gorąco. Zdejmuję koszulkę. W końcu jestem we własnym domu, chyba mogę sobie pozwolić na taki luksus, jak siedzenie w bieliźnie. Rzut oka na telewizor. 4fun.tv. Niesamowity sposób zdzierania kasy z ludzi. Mój kolega/kumpel/ziom/cokolwiek-co-uważasz-za-słuszne stwierdził, że naprawdę trzeba nie mieć życia, żeby tam pisać. Ciężko się z nim nie zgodzić. Omiatam wzrokiem pokój, upewniając się, ze wciąż stoi na miejscu. Szukjąc dobrego sposobu na tą przeklętą nudę, najpaskudniejszy wynalazek ludzkości sięgam po telefon. Stukam coś około 160 znaków, wysyłam, dotarło. Hm, pomyślałem, od dzisiaj teoretycznie mam wakacje. Teoretycznie dlatego, że tak naprawdę to miałem wakacje przez ostatnie 4 miesiące. Ktoś pomyśli "Leń, na pewno pije i kradnie, takiego to tylko [...]". Poniekąd ma ten ktoś rację. Od podstawówki słyszę, że zdolny, ale leniwy. Że mógłby się wziąć za naukę, bo by mogło coś z niego być. Na takie uwagi zazwyczaj parskałem śmiechem. Nigdy w siebie nie wierzyłem. Nigdy nie sądziłem, że się nadaję do czegoś więcej jak przerabiania tlenu na dwutlenek węgla. Cóż. Patrząc na ostatnie 10 miesięcy jeszcze bardziej się w tym utwierdzam. To nie jest tak, że nie zdałem, ponieważ nie starczyło mi umiejętności, ponieważ jestem głupi, ponieważ jestem beznadziejny. Wręcz przeciwnie, gdybym sie zaparł na początku drugiego semestru, pewnie jakoś bym przeleciał. Rzecz w tym, że ja NIE CHCIAŁEM zdać. Miałem dość paskudnego wychowawcy, miałem dość klasy kibolów. Po świadectwo nie pojechałem. Bo i po co. Szkołę załatwiłem sobie inną, pracę, na razie na wakację mam. Roznoszenie ulotek, dość popularna robota. Załatwiłem ją sobie głównie z powodu szczerej chęci wyjechania w sierpniu na konwent. Pytanie, czy podołam przepracować przynajmniej lipiec. Pomodliłbym się, gdybym miał do kogo. "Możesz patrzeć, ale nie możesz dotknąć. Możesz dotknąć, ale nie możesz ugryźć. Możesz ugryźć, ale nie możesz połknąć.", brzmią mi w głowie słowa Ala Pacino robiącego za szatna w "Adwokacie Diabła". Co to ma do całości? Nic, po prostu lubię ten cytat. Po co ja to wszystko piszę? Po nic. Bo chcę. Bo chcę wyładować się w ten czy inny sposób. Rysować nie potrafię, pisać też nie, ale mimo to próbuję robić i to i to. Powinni mi dać za to jakiś medal, jak sądzę. "Medal szczerych chęci", o, nawet ładnie brzmi. Z miejsca dostałaby go połowa ludzkości, w tym wszyscy politycy. Ech, politycy. Boję się iść do toalety, żeby jakiegoś nie zobaczyć, nie wspominając o otwieraniu lodówki. O, fajny pomysł. Poczytam ActionMagi. Kiedy zostaje się odciętym od internetu, a jedyny komputer jaki się posiada pozwala w zasadzie na niewiele więcej jak siedzenie na IRCu i/lub dowolnym-komunikatorze-internetowym to prawdziwy ból. Dlatego poszukałem coverów z CD-Action. Prawdziwą małą wysepkę szczęśliwości odnalazłem w tekstach ludzi, którzy potrafią pisać i wiedzą, po co piszą. Dzięki Ci, Qn`iku za stworzenie AM. Znowu ktoś zakrzyknie "Podlizuje się chamsko, otwarcie i bez wazeliny!". Tym razem się myli. AM to dla mnie naprawdę miejsce odpoczynku. Lubię, ba, uwielbiam czytać. Nawet większość lektur przeczytałem, chociaż były takie, przez które nie potrafiłem przebrnąć. Największym szczęściem jest dostać nową książkę. Właściwie to nauczyła mnie tego siostra, która to uparcie na imieniny/urodziny obdarowywała mnie ksiązkami przeróżnymi. Największą miłością zapałałem do "Krainy Chichów" Jonathana Carrolla. Niesamowita książka, słowo. W dalsze kilka miesięcy przeczytałem wszystkie jego książki, jakie ma moja siostra. Uwielbiam go za to, że nigdy nie potrafię przewidzieć, co się stanie za ćwierć strony, a zakończenie zawsze mnie wmuruje głęboko w podłogę. Co jeszcze lubię? Dobry film. K-PAX uważam za arcydzieło, obejrzałem go tak około 10 razy, a jutro [dzisiaj?] chyba znowu się o to pokuszę. Jeżeli jestem już przy tematyce filmów, to zastanawia mnie "Kod DaVinci". Czytałem książkę z najwyższym zainteresowaniem, film obejrzałem. I zastanawiam się, dlaczego niektórzy na nim psy wieszają. Że przegadany. A jaki ma być? Wyobrażali sobie Langdona [Hanks] jako terminatora idącego z minigunem w jednej, a z bazooką w drugiej ręce przez Paryż mordując i domagając się rozwiązania tajemnicy? Ech, no cóż, wolny[?] kraj, prawo do swojego zdania ma każdy. A to, że nie zadza się to z moim zdaniem? Cóż z tego! Ja szanuję zdanie każdego. O ile potrafi je poprzeć sensownymi argumentami, a nie "Tak, bo tak i chuj!". Jeszcze raz sprawdzam pokój. Stoi. Plakaty jak wisiały, tak wiszą. Wesoło spoglądają na mnie z nich postaci z mang, czy anime. Tak, jestem "mangoludkiem", jak to zwykł mnie określać jeden z moich znajomych. Jestem dumny ze swojej małem, aczkolwiek zawsze jakiejś kolekcji liczącej sobie 54 mangi. W tym jedna japońska, dostałem od przjaciółki na gwiazdkę. To było dobre 3 lata temu, wiele się pozmieniało, a przyjaźń... Cóż, uleciała tak samo jak ulatuje liść porwany wiatrem. Szkoda, doprawdy, bardzo szkoda, gdyż przyjaciółką była wspaniałą. Teraz się zmieniła, bardzo, na gorsze. a propos zmian, dzisiaj przeżyłem spory szok, kiedy się dowiedziałem, że najporządniejsza osoba, jaką znam zaczeła palić i pić. Przez - uwaga - harcerkę. Heh, fajny numer... A taka z niej fajna dziewczyna była. Nie chciałbym tutaj zostać źle zrozumiany, nie byłem nią zainteresowany. Po prostu mi w pewnym sensie imponowała. Swoją drogą ja nie palę, co uważam za osobity sukces mając uwagę na to, że przez ostatni rok zadaję się niemal wyłącznie z palaczami. Co mnie jeszcze zaskoczyło? Pewien znajomy, którego szanuję i cenię kiedyś mnie poprosił o rysunek. To znaczy, nie do końca poprosił... Długa historia. W każdym razie ja miałem narysować coś, co on miał ocenić, o. Problem w tym, że czekał na ten rysunek sporo czasu, a ja sporo papieru zmarnowałem. Zdecydowałem się przesłać mu najlepszą próbę, która przyjał - tak mi się przynajmniej wydaje - dość ciepło. W każdym razie stwierszil, że "tego się nie spodziewał". A czy to "tego" to było w pozytywnym znaczeniu, to w sumie się nie dowiedziałem. Pozostaje nadzieja, że i owszem. Jeszcze się dowiem. W każdym razie nie omieszkam. Zdziwiłem się również, jak dzisiaj [wczoraj?] włączyłem komputer mojego kuzyna i znalazłem na tapecie jeden z moich tak zwanych rysunków. Ba, jeszcze twierdził, że mu się podoba. Ale co może wiedzieć dwunastolatek. Jeżeli ktoś, kto był na tyle cierpliwy, żeby dotrzeć aż tutaj, a według mnie, jeżeli taka osoba istnieje powinna zasłużyć na jakąś specjalną nagrodę. Szkoda tylko, że nie przyznają na przykład Nobla w dziedzinie cierpliwości, mógłby pomyśleć, że może rysuję lepiej niż marnuję piksele, tudzież bajty. Błąd. Ujmę to tak: Jeżeli ktoś czyta MegaTokyo [www.megatokyo.com, serdecznie polecam, fantastyczny komiks], to zapewne zna komiksy faceta od koszulek, Doma. Dla niewstajemniczonych: wstawki robione w paintcie, nie próbując silić się na jakość, to teoretycznie ma pogląd na moje rysunki. Teoretycznie - ponieważ imo rysuję znacznie gorzej. Tak się zastanawiam, czy nie kończyć tego wszystkiego. Tak. To bradzo dobry pomysł. Oczywiście przez "To wszystko" mam na myśli ten przydługawy, nudny tekst. Nie mam zamiaru się zabijać. Oczywiście.

P.S. Tekst w stu procentach autentyczny, tworzony tak późno, że aż wcześnie.
P.S.2 Mózg mi dzielnie orało podczas pisania tego: Black Eyed Peas, Nightwish oraz Machinae Supremacy.
nikisaku mizuta
tel. 501423276
mail: nikisaku@gmail.com
24.06.2k6