strona: 35        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Ze starej taśmy

Co to się ostatnio w tej piłce wyrabia?!


Real zdeklasowany przez Monaco, które wygrywa z "Królewskimi" tylko po to, by polec z grającym, według mnie, futbol nieciekawy, Porto. Grecja, kolejna drużyna niezbyt efektowna, ale za to efektywna, zdobywa Mistrzostwo Europy. Odwrót gigantów czy chwilowy kryzys? A może po prostu geniusz Mourinho i Rehagela?

Jako, że to temat na czasie (piszę te słowa dzień po finale) pokuszę się o kilka zdań podsumowania. Czego? Ano ME. Według mnie poprzednie były ciekawsze (i dramatyczniejsze), ale gdybym wziął się za te z 2000, to dopiero by narzekali na cykl wydawniczy AM :). Więc uwaga, zaczynam.

Portugalia - to, że gospodarz, wiadomo. To, że doskonały trener, który dwa lata wcześniej doprowadził Canarinhos do Mistrzostwa Świata, też. Ale czy ktoś przed finałami pomyślałby, że tenże trener popełni fatalny błąd w przygotowaniach? Albo że Figo, Rui Costa czy Pauleta nie będą prezentowali nawet połowy z gry, do jakiej nas przyzwyczaili? Nie wiem, jakim cudem doszli aż do finału, ale moim skromnym zdaniem nie zasłużyli nawet na wyjcie z grupy.

Grecja - teraz to dopiero będziemy mieli powód do dumy - wygraliśmy przecież z przyszłym mistrzem Europy :). Ale to nie do końca tak. Niemiecki trener przygotował właściwą formę we właściwym czasie. Grecki blok obronny był nie do sforsowania. Boli tylko to, że w finale zagrały drużyny, prezentujące ustawienie z jednym zaledwie napastnikiem, co dla mnie, wielbiciela systemu 3-4-3, było stratą ogromna.

Hiszpania - trener, trener i jeszcze raz trener. Całe zło dla Hiszpanii. Kto przy zdrowych zmysłach sadza na ławkę najpierw Valerona, a potem Morientesa? Przecież ci piłkarze mieli naprawdę udane sezony, obaj dotarli ze swoimi drużynami do finałów europejskich pucharów. To, przepraszam bardzo, Valeron - filar Valencii, zdobywcy Pucharu UEFA jest be, a taki Albelda cacy? Albo ten niby-to-napastnik, który zagrał w decydującym meczu obok Raula? Wybaczcie, że nie pamiętam nazwiska, ale nie widziałem powodu, aby je zapamiętać. Swoją drogą to "wielki" Raul od dłuższego czasu jest bez formy, a pozbawienie go Morientesa tylko uwypukliło jego niedostatki.

Rosja - gdyby sędzia nie wyrzucił niesłusznie ich bramkarza, może mieliby nieco większy dorobek punktowy. Ale z grupy i tak nie mieli prawa wyjść. Nie z tymi piłkarzami i nie z tą taktyką.

Francja - gdzie Rothen? Gdzie Giuly? Gdzie Saha? Te pytania zadawałem sobie, śledząc wyjściowe składy wszystkich meczy tej reprezentacji. Zamiast nich mieliśmy mało kreatywnego Dacourta i zupełnie bez formy Trezegueta. Zidane pomógł jeszcze w meczu z Anglią, ale potem nie był już w stanie dać kibicom choćby półfinału. Moment wyeliminowania Francuzów przez Grecję był dla mnie najprzyjemniejszy w całym turnieju. Trójkolorowych nie znoszę od czasu, gdy w '98 odebrali Brazylii złoto :).

Anglia - Beckham. I nikt inny tylko on zawinił. Tak sobie pewnie wielu pomyślało po przegranym ćwierćfinale z Portugalią. Ale i trener się nie popisał. Lampard, Beckham, Scholes, Gerrard. Gra drugiej linii była przejrzysta jak szklanka wody z dodatkiem octu. Powinni grać piłkarze kreatywni, a momentami to, co prezentowali, przypominało walenie głową w mur. Teraz kto powie - no tak, ale czy taki Gerrard albo Lampard nie są kreatywni? A ja odpowiem - owszem są, ale w klubach. W reprezentacji to zupełnie inni ludzie.

Szwajcaria - nie wyszliby z żadnej grupy, mimo zaprezentowania całkiem przyzwoitego futbolu. To jednak trochę za mało na potentatów, z jakimi mierzyli się w swojej "czwórce".



Chorwacja - zmiana warty pokoleniowej musiała być bolesna. Niestety nowego Sukera czy Prosineckiego nie widać. I nie mówcie mi o Prso, który napastnikiem to byłby dobrym, ale w naszej drugiej lidze. Zresztą zobaczymy, jak sobie poradzi w nowym klubie.

Szwecja - chyba nawet nieco powyżej oczekiwań. Do spółki z Danią "wykolegowali" Włochów. Wcześniej dwukrotnie zawiedli reprezentację Polski. Raz nie odpuścili ostatniego meczu z nami, a w kolejnych eliminacjach odpuścili Łotwie. Jakoś tak przypadkowo ostatnio "dziwne" wyniki i rozwiązania sytuacji w grupach kojarzą mi się ze Szwecją. A Wam nie? Bułgaria - ich postawa to duża niespodzianka. Fakt, przegrali wysoko ze Szwedami, ale w pierwszej połowie napędzili im niezłego stracha. A pomyśleć, że jeszcze za Wójcika niemiłosiernie ich ogrywaliśmy w eliminacjach. I gdzie teraz jesteśmy my, a gdzie oni?

Dania - to mógł być czarny koń. Mógł, ale trafił na Czechów. Tomasson udowodnił, że miejsce rezerwowego w Milanie przypadło mu w udziale zupełnie niesłusznie. Oby trener mediolańczyków był tego samego zdania, co ja.

Włochy - grali pięknie. Ale nie od razu. Bronili dobrze. Również nie od początku. Wielkie rozczarowanie, wielka szkoda. Ale jak pogrom faworytów, to pogrom. Nie płacz Italio, pokolenie Cassano nadchodzi.

Czechy - co jak co, ale mobilizować to się oni potrafili. Szkoda, że dopiero po stracie bramki/bramek. Mecz z Holandią był najpiękniejszy na mistrzostwach. Z Grecją byli już tylko swoim własnym cieniem. W tym meczu zamiast Kollera powinien zagrać Heinz. Nie zagrał.

Łotwa - czarny koń naszej grupy eliminacyjnej nie miał tu nic do powiedzenia. Fajnie, że przynajmniej coś strzelili. A po połowie pierwszego ich meczu pachniało sensacją. Niestety, ten milutki zapaszek szybko uleciał. Zastąpiła go goryczka czeskiego piwa. Niemcy - gra jednym napastnikiem i tenże napastnik to były kompletne nieporozumienia. Ballack, o dziwo, przygotował formę, jak należy. Niestety partnerzy chyba o tym zapomnieli. Czekamy na następne pokolenie.

Holandia - trener ustawił drużynę zbyt defensywnie. Kolejny team z jednym tylko napastnikiem. I co z tego, że tym wysuniętym był van Nisterlooy? Dodanie mu do pomocy Makaaya i Kluiverta jako zmiennika dałoby pomarańczowym finał, a przynajmniej zagwarantowałoby przyjemniejszą dla oka grę.

Hmm i co my tu mamy? Ano mamy... wszystkich finalistów :). Tak pokrótce przedstawia się moja ocena poszczególnych drużyn. Macie prawo się nie zgodzić :). W końcu ja się na futbolu nie znam, mój faworyt nie wyszedł z grupy :). Przy niewielkiej "pomocy" Szwedów i Duńczyków, afkoz :). Teraz jeszcze ci, którzy zapadli w pamięć:

Gwiazdy: Rooney, Zidane, C.Ronaldo, Buffon, Tomasson, Dellas, Kapsis, Baros, van Nisterlooy

Anty-bohaterowie: Beckham, Totti, Kuranyi, Deisler, Kahn, Trezeguet

Niedoceniani: Heinz, Morientes, Makaay, Valeron

Rozczarowania: Raul, Pauleta, van der Vaart, Rui Costa

Na pewno pamiętał będę o jeszcze jednym piłkarzu, nie pasującym do żadnej z tych kategorii. Naprawdę nie wiem, jak jednym słowem podsumować grę Luisa Figo. Chyba tak się nie da. On bardzo chciał, ale widać, że nie trafił z formą. Mimo to były mecze, w których stanowił podporę drużyny. Trafił w słupek. W ostatniej minucie finału jego strzał z pola karnego został w ostatnie chwili zablokowany. Gdyby tak się nie stało, zostałby pewnie bohaterem narodowym. Czemu tyle o Figo? Ponieważ ten piłkarz raczej na pewno zakończy reprezentacyjna karierę. A i w Realu coraz mniej zostało mu do zrobienia.

I to już naprawdę koniec.

P.S A Brazylia i tak rządzi ;-)


Autor: Daniel Markiewicz

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis trePci | następna >>