|
Z DYSTANSU
Po fachu (4): Przyjdzie nowe, a stare nie odejdzie
Ostatnio cudem bliżej nieokreślonym, osoba rodem z Polski władająca rakietą tenisową nie przegrała z kretesem zawodów tuż po ich rozpoczęciu. Mówię oczywiście o sukcesie Agnieszki Radwańskiej w postaci kwalifikacji do najlepszej szesnastki wimbledońskiego turnieju. Cóż z tego wynika?
Ano mniej więcej tyle, że jeszcze parę udanych występów młodej tenisistki rodem z Krakowa i będziemy mieli wysyp specjalistów od tenisa ziemnego. Przy czym wysyp oznacza pojawienie się nowych klepek mózgowych, odpowiedzialnych za tenis u osób, których specjalizacja jest wprawdzie inna, ale starają się spełniać wymogi nowych czasów z obawy przed utratą intratnej posady komentatora, eksperta lub innego konsultanta, doszukującego się w grze zawodników większej głębi, niż przyszłoby to do głowy prowadzącym graczy trenerom. Już widzę tych wybitnych specjalistów rozkrajających na czynniki pierwsze ruch lewego tricepsu zawodniczki z Madagaskaru, o której pierwszy raz dowiedzieli się z Internetu przed trzema minutami. A zresztą, co ja będę pisać, łatwo sobie wyobrazić naszych komentatorów przy kontakcie z tenisem.
Przypuśćmy taką sytuację:
Piłka meczowa w spotkaniu drugiej rundy Wimbledonu. Na mecz serwuje Max Mirnyj, po czym od razu leci do siatki. Tim Henman returnuje, wprost na rakietę Mirnyja, który jednak partaczy woleja. Do piłki dopada Henman i próbuje lobować Białorusina, ale robi to za krótko i Mirnyj potężnym smeczem kończy mecz.
I naszych komentatorów w niej:
Maciej Iwański: Serwuje Mirnyj… Henman… Mirnyj… Henman… Mirnyj… JEST… PUNKT… GEM… SET… MECZ!!! NIEPRAWDOPODOBNE!
|
|
Dariusz Szpakowski: I zaraz ten gigant z Białorusi zaserwisuje po raz ostatni. Odwołam się tu do ukochanej przeze mnie piłki nożnej i powiem, że to tak jakby strzelał decydującego karnego. Już nic nie mówię, zaczyna… Ależ potężny serwis! I wolej! Koniec! NIEE! Czyżby Henman się wybroniiiiiił AAAJ! KONIEC! To już jest koniec! Miernyj odnosi triumfalny sukces! A Henman? Cóż, tam gdzie są zwycięzcy, muszą być i przegrani. Dziś wygrał lepszy. Białorusin pokazał (zawodnicy schodzą z kortu) to, co miał najlepszego, tłumiąc opór Hemnana, kto wie, czy ta, jak o nim mówią „Bist”, bestia, (na korcie nie ma już nikogo, a Szpakowski się rozkręca) w następnej rundzie też pokaże swoje kły i pazury. Myślę, że dzisiaj wschodnioeuropejska krew, która płynie w żyłach Miernego blablabla…
Mareusz Borek: Popatrzmy, być może ostatnia piłka w tym spotkaniu. Bestia wygra czy Hemnan wróci do gry? Serwis… Skończy to Mirnyj… ALEŻ ZEPSUŁ! Henman! NIEE! Koniec! Gem set i mecz. Bestia pokonuje grającego bez polotu, bez koncepcji, bez wyrazu Henmana. Brytyjczyk był ospały, pasywny, operujący gdzieś tam no za linią daleko. Zwycięstwo Mirnyja absolutnie zasłużone.
Roman Kołtoń: Ja jeszcze muszę powiedzieć, że Mirnyj nie przestraszył się tych trybun będących no w 100 procentach za Hemnanem i za to dla niego duże brawa.
Jacek Gmoch: Tu zobaczmy jeszcze raz ten wolej… O tu tu tu… Stop… Nie, żle proszę chwile cofnąć… Tak teraz… Stop… Proszę zwrócić uwagę na to ułożenie ręki. On trzyma rakietę jak patelnie. No tak się nie gra wolejów. Teraz puśćmy dalej… Piłkę ma Henry, ale on tu wybiera najgorsze z możliwych rozwiązań i przegrywa.
Michał Pol: No ja słyszałem, że Henman przed meczem założył się z inną brytyjską tenisową sławą Gregiem Rusedskim o butelkę whisky, że ten mecz wygra. No zobaczymy czy kupi. Pewnie tak, jak na angielskiego dżentelmena przystało.
Dlatego, z tymi słowami zwracam się do Was, drodzy Prezesi kanałów sportowych, zastanówcie się zanim ktoś bez wyczucia w dyscyplinie dostanie do ręki mikrofon i zadanie komentowania tenisowego spotkania. Pokolenie młodych, zdolnych pasjonatów sportu czeka. Mój e-mail znajdą Państwo w stopce redakcyjnej.
Autor: Andrzej Gomołysek
Skomentuj na forum
>>
| |