strona: 51        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Inne

Le Parkour - czyli z czym to się je..


No cóż... W pierwszym arcie o parkour, chciałbym zaznajomić was trochę z tą dyscypliną sportu. Ot, takie sprawy organizacyjne. Przede wszystkim należałoby nakreślić wam historię. A zaczęło się to tak...

Parkour wywodzi się z Francji. Za twórcę tego sportu uznaje się oficjalnie Davida Belle'a. Sport ten to nic innego jak poruszanie się po zatłoczonym mieście, pokonując rozmaite cywilizacyjne przeszkody (murki, samochody etc.), w dość inny, niecodzienny sposób. Wróćmy jednak no chwilę do Bella, a właściwie do jego ojca, Raymonda, który miał wielki wpływ na kształtowanie zainteresowania syna. To właśnie on nauczył go wytrzymałości, hardości ducha. Nauczył go walczyć z przeciwnościami. Również ze swoimi wadami. Wkrótce po śmierci ojca w 1999 roku, młody Bell przeprowadził się do Lisses, gdzie założył słynną grupę Yamakasi. Niestety później ich drogi się rozeszły. Parkour jednak pozostał, a nawet więcej. We Francji z roku na rok stawał się coraz popularniejszy. Po pewnym czasie dotarł również do innych państw za pośrednictwem różnych filmów o free runningu (yamakasi, 13 dzielnica). Parkour zaczął podbijać serca młodych Europejczyków, a podbój ten niedość, że nie ucichł, to staje się coraz mocniejszy. Niestety jednak coraz więcej młodych zapomina, że parkour to nie tylko skakanie przez murki. To rodzaj sztuki, gdzie każdy traceur niezależnie od wieku, płci, koloru skóry, może przezwyciężyć swój strach, swoje słabości. Nie jest ważne to czy jesteśmy najlepsi w parkuor, czy też nie. Tu nie ma jako takiej rywalizacji. Każdy powinien przynajmniej robić to dla siebie. Nie dla zysku, nie dla sławy, tylko dla siebie. Dla swojej wolności i własnego poczucia wartości.

Jest to, więc (nie)typowa rozrywka dla (nie)typowych mieszczuchów, którzy mają więcej ambicji niż wegetowanie na osiedlowej ławce. Co prawda w Polsce free running nie jest zbyt popularny, co nie znaczy, że nie zdobywa popularności. Powstaje coraz więcej grup parkour, coraz częściej pojawiają się wzmianki w gazetach i telewizji. Niestety nie zawsze pozytywne. Nie raz słyszy się, że niedość, iż jest to niebezpieczne, to jeszcze "te wredne bachory" dewastują mienie publiczne. Szkoda tylko, że tacy ludzie nie zauważają jednego szczegółu... Większość tych murków i tak jest już zniszczona przez różne czynniki (wiek, piękne malunki etc.). W końcu równie dobrze nie powinno się siadać na trzepaku, bo w końcu ktoś go może kiedyś zarwać. Często też zdarzają się nieprzewidywalne reakcje przechodniów. Niektórzy zatrzymują się by popatrzeć (ty zobacz! Zrobił tak jak w tym filmie!), inni zachowują się neutralnie (taki duży, a skacze jak dziecko... ale lepiej jak sobie poskacze niżby miał narkotyki brać...), no i te najmniej przyjemne (Ty łobuzie, huliganie ty! Ja ci dam łobuzowanie! Wynocha, bo wezwę policję!). No właśnie... Skoro już jestem przy policji. Mnie osobiście na szczęście jeszcze nie spotkała bliska konfrontacja z "załogą G". Znam jednak kilka sytuacji, które nie są zbyt korzystne dla traceur'ow. Pominę może zwykłe upomnienia i spisywanie, bo to w zasadzie chleb powszedni. Jednak panowie niebiescy mogą wypisać nam mandat. W tej sytuacji nie pomogą tłumaczenia, że jest to sport. Po prostu według nich jest to jawny akt wandalizmu, lub po prostu zakłócanie porządku (Ta... A nawet jeszcze parę paragrafów by się znalazło). W grę wchodzi również skucie w kajdanki i odwiezienie do najbliższego komisariatu, później czekać nas może płacenie za szkody, które rzekomo wyrządziliśmy. Doszło już również do tego, że w niektórych większych miastach oficjalnie zakazano uprawiania parkour (schodzimy do podziemia). Znaczy się rozumiem obawy ludzi, którzy boją się o to, że free runnerzy mogą uszkodzić jakiś cenny zabytek, no ale raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie skakać po kolumnie Zygmunta, czy też innych dokumentach naszej kultury i historii.

Kolejną sprawą są kontuzje. To również jest na porządku dziennym. Skręcenia, złamania, siniaki, zadrapania to szara codzienność, dlatego warto nabyć umiejętność radzenia sobie z nimi, przynajmniej teoretycznie. Wiadomo w końcu, że nikt przy sobie nie będzie nosić apteczki, czy chociażby bandaża, ale zawsze takie rzeczy warto umieć. Co prawda liczbę nadwyrężeń możemy zredukować rozgrzewką. Taką zwyczajną jaką wielu z nas ma na lekcji wf. Jak powiadał mój kumpel "nigdy nie wiesz, kiedy noga ześlizgnie Ci się z murka". Niestety, a może na szczęście, nie mogę pochwalić się żadną poważniejszą kontuzją. No może prócz obolałych żeber. Przyczyną upadku były popisy przed pewnymi dziewczynami w parku. Niestety metalowa rurka okazała się zbyt ślizga... Mniejsza z tym. W każdym razie przechodzę do kolejnego punktu jakim są popisy.

Wiadomo, każdy nawet najdrobniejszy trik jest bardzo efektowny, a jak wiadomo wszystko co efektowne podoba się płci pięknej (są wyjątki które hmm... mogą uważać parkour za dziecinną zabawę, ale to naprawdę wyjątki). Znając męski tok myślenia wiem, że wielu pewnie pragnęłoby zademonstrowania swoich umiejętności chociażby jednej z piękności. No i właśnie w tym momencie chciałbym wtrącić parę groszy. Po pierwsze nie warto. Może nie dlatego, że to nie przynosi efektów, tylko taka brawura może źle się skończyć dla traceur'a. Człowiek popisujący się nie za bardzo myśli co robi. Stwarza, więc tym samym zagrożenie nie tylko dla siebie, ale również dla osób postronnych. Nie powinno wykorzystywać się free runningu dla szpanu. Powinniśmy robić to tylko i wyłącznie dla siebie, dla naszej satysfakcji. W tym sporcie nie liczą się tylko odruchowe ruchy (dziwnie brzmi), ale również liczy się użycie mózgu, o czym niestety niektórzy zapominają. Przykładowo, jeżeli wiesz, że nie przeskoczysz odległości z punktu A do punktu B, to nawet nie próbuj. Nie da się zrobić wszystkiego od razu. Warto poćwiczyć "na sucho" w celu osiągnięcia większej skoczności. Również pakowanie się na zardzewiałe rury nie jest dobrym pomysłem. Liczy się wyobraźnia i zdolność przewidywania zdarzeń, do których może dojść, acz nie musi i to właśnie powinno być jedną z głównych cech "parkourowca" z prawdziwego zdarzenia.



Czasami dziwię się obserwując dzie... młodzież w wieku 12-13 lat. Znaczy nie dziwi mnie to, że próbują czegoś nowego, w tym przypadku free runningu, ale dziwi mnie fakt, że ma to miejsce po obejrzeniu jakiegoś filmu. Naogląda się taki jeden z drugim yamakasi, skoku przez Londyn (nie żebym miał coś przeciw. W końcu sam je oglądałem, ale czytajcie dalej to zrozumiecie, co mnie boli) i zaraz po tym myślą, że będą najlepszymi biegaczami w mieście, o ile nie w Polsce. Najgorsze jest to, że nawet nie warto zwracać uwagi takim osobnikom. Nie raz mówiłem grupkom takich wyrostków, że to są lata ćwiczeń i nic nie uda im się za pierwszym razem. Gdyby jeszcze rozpoczynali naukę od prostszych trików, ale gdzie tam. Ostatnio przyglądałem się chłopakowi (tak ze 11 lat), który próbował zrobić Wallflipa (jest to nabieg na ścianę jedną nogą i wybicie się z niej robiąc salto w tył). No cóż zanim zaczął spytałem jak długo trenuje PK. Odpowiedź była jasna... Po co trenować. Mistrz i geniusz... Szkoda tylko, że musiałem pomagać mu dojść do domu. Zawsze powtarzam, że to NIE JEST BEZPIECZNY SPORT. Nie był i nigdy nie będzie, a w rękach napalonych pseudotraceur'ów może okazać się istnym samobójem, w dodatku bolesnym. No, a później jest złość, lament i zgrzytanie zębami, że na filmie im się udało. Oczywiście rozumiem, że po zobaczeniu czegoś takiego każdy dostaje "powera", który napędza go i wmawia, że jest w stanie zrobić wszystko. Tak niestety nie jest, a siniaki i zadrapania, mogą być najlżejszą pomocą w przekonaniu się, że trzeba ćwiczyć.

Teraz może przejdę do spraw bardziej miłych, a przynajmniej bardziej interesujących tych, którzy chcieliby zacząć uprawiać parkour.

Sprawa pierwsza, czyli jak zacząć
Na początku radzę pracować nad formą. Ćwiczenia w domu, trenowanie biegów, jazda na rowerze. Wiadomo, wszystko co pomoże nam w utrzymaniu dobrej formy. Wbrew powszechnym opinią nie musimy utrzymywać jakieś specjalnej diety. Ot, sucharek na śniadanie, jogurcik na obiad, a na kolację od czasu do czasu można zjeść suche pieczywo. Spoko... to był żart. Naprawdę nie trzeba mieć diety, no ale co prawda nie można się opierać cały czas na posiłkach z fast foodu. Po prostu nie możemy doprowadzić siebie do krytycznego stanu, gdzie działacze Green Peace będą nas mylić z wielorybami. Jeszcze (o zgrozo) byliby gotów ratować nam życie. Warto pracować nad równowagą. Myślę, że stanie na rękach to dobry trening. Nawet zwykłe chodzenie po krawężnikach może być treningiem równowagi. Niby takie drobnostki, ale naprawdę pomagają w osiągnięciu perfekcji. Trzeba mieć również silne ręce. Pisząc słowo "silne" nie chodzi mi tu byście mieli muskuły o obwodzie dwóch metrów. Odradzam też zażywania wspomagaczy (sterydów, świńskiej karmy itp.). To ma być sport w czystym wydaniu, uprawiany dla przyjemności. Niech waszą ambicją będzie stawanie się coraz lepszym biegaczem dzięki własnej, ciężkiej pracy.

Sprzęt
Przeglądając rozmaite fora dyskusyjne, natknąłem się na pytania dotyczące sprzętu. W zasadzie do samego uprawiania parkour potrzebne jest nam jakieś niekrępujące ruchów ubranie (ekhm... dżinsy nie są mile widziane, chociaż jeśli chcesz), jakieś buty zapewniające jak najmniejszy poślizg (chociażby zwyczajne "halówki", są świetne), no i to w zasadzie wszystko, dodam tylko, że lepiej byłoby gdyby spodnie były długie. Być może nie ułatwi nam to biegu, ale za to zmniejszy ilość zadrapań. Jeżeli masz trochę zbędnej kasy, możesz przeznaczyć ją, na lepsze buty, usztywniacze na nadgarstki, rękawice zapewniające większą stabilność podczas chwytania. Możesz wykupić też ubezpieczenie. To byłaby chyba najlepsza inwestycja. Pamiętajcie, nie jest ważne jak wyglądamy w ubraniu. Ważne jest to jak ono pomaga nam w uprawianiu tego sportu.

Co dalej?
Najlepiej zorganizować się w jakąś większą grupę. Razem można więcej. Uwierzcie mi na słowo, a w zasadzie nie musicie wierzyć. Ćwiczenie w grupach jest o tyle lepsze, że występuje tam namiastka rywalizacji, która prowadzi do szybszego polepszania wyników. No w końcu nikt nie chce być tym najgorszym. Poza tym istnieje zjawisko wymiany doświadczeń. Pomyślcie sami. Kto lepiej wytłumaczy jak zrobić dany trik, niż kolega na takim samym poziomie umiejętności? Warto znaleźć jakieś ustronne miejsce do ćwiczeń, gdzie ani my nie będziemy nikomu przeszkadzać, ani inni nie będą przeszkadzać nam. Stopniowo zaczynać od prostszych trików. Przeskakiwanie przeszkód, nauka lądowania, bieg po ścianie... Taka kolejność jest idealna, przynajmniej jak dla mnie. Później można rzucić się na głębszą wodę. Salto itp. Ale o tym w innym arcie :)

Podsumowanie, czyli plusy i minusy parkour:
+ Pomaga utrzymać kondycję i dobrą sylwetkę
+ Nie straszna jest nam ucieczka przed dresami/policją/i czymkolwiek innym, co nas w danej chwili goni
+ Zadowolenie z osiągania coraz lepszych wyników
+ Łatwość przemieszczania się w większych miastach
+ Możliwość sprawdzenia umiejętności pierwszej pomocy
+ Jeden z najtańszych sportów
+ Wciąga!
+ I na pewno coś by jeszcze się znalazło...

- Ten ból...
- ...te wypadki...
- ...ten stres podczas ucieczki

Mimo niebezpieczeństwa i ryzyka, jakie niesie ze sobą parkour, szczerze polecam ten rodzaj rekreacji. Chociaż jeśli patrzeć na to z trochę innej strony, to każdy sport jest na swój sposób niebezpieczny... W każdej z dyscyplin zdarzają się wypadki, czy tego chcemy czy też nie. No i jeszcze taka jedna moja uwaga... Jeżeli macie dziewczynę/chłopaka (no co, dziewczyny również trenują PK, fakt nie tak masowo jak męska część populacji, ale jednak) w dodatku dosyć wrażliwych, to raczej nie chwalcie się przed nimi, co robicie w wolnym czasie. Nie pytajcie czemu, po prostu nie mówcie, tudzież raczej nie chwalcie się za mocno. Jeżeli nie chcecie kłamać, to powiedzcie, że biegacie. To w końcu prawda. I właśnie tym miłym akcentem pragnąłbym zakończyć ten tekst i przy okazji zachęcić was do przeczytania kolejnych artykułów o parkour. Co w nich będzie, tego jeszcze nie wiem. Nie myślę o tym, bo w końcu jeszcze tego tekstu nie skończyłem, ale mimo wszystko zachęcam.


Autor: Blue Gryf

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>