|
Inne
Le Parkour - czyli z czym to się je..
No cóż... W pierwszym arcie
o parkour, chciałbym zaznajomić was trochę z tą dyscypliną sportu. Ot, takie
sprawy organizacyjne. Przede wszystkim należałoby nakreślić wam historię. A
zaczęło się to tak...
Parkour wywodzi się z Francji. Za twórcę tego sportu
uznaje się oficjalnie Davida Belle'a. Sport ten to nic innego jak poruszanie
się po zatłoczonym mieście, pokonując rozmaite cywilizacyjne przeszkody (murki,
samochody etc.), w dość inny, niecodzienny sposób. Wróćmy jednak no chwilę do
Bella, a właściwie do jego ojca, Raymonda, który miał wielki wpływ na
kształtowanie zainteresowania syna. To właśnie on nauczył go wytrzymałości,
hardości ducha. Nauczył go walczyć z przeciwnościami. Również ze swoimi wadami.
Wkrótce po śmierci ojca w 1999 roku, młody Bell przeprowadził się do Lisses,
gdzie założył słynną grupę Yamakasi. Niestety później ich drogi się rozeszły.
Parkour jednak pozostał, a nawet więcej. We Francji z roku na rok stawał się
coraz popularniejszy. Po pewnym czasie dotarł również do innych państw za
pośrednictwem różnych filmów o free runningu (yamakasi, 13 dzielnica). Parkour
zaczął podbijać serca młodych Europejczyków, a podbój ten niedość, że nie
ucichł, to staje się coraz mocniejszy. Niestety jednak coraz więcej młodych
zapomina, że parkour to nie tylko skakanie przez murki. To rodzaj sztuki, gdzie
każdy traceur niezależnie od wieku, płci, koloru skóry, może przezwyciężyć swój
strach, swoje słabości. Nie jest ważne to czy jesteśmy najlepsi w parkuor, czy
też nie. Tu nie ma jako takiej rywalizacji. Każdy powinien przynajmniej robić
to dla siebie. Nie dla zysku, nie dla sławy, tylko dla siebie. Dla swojej
wolności i własnego poczucia wartości.
Jest to, więc (nie)typowa
rozrywka dla (nie)typowych mieszczuchów, którzy mają więcej ambicji niż
wegetowanie na osiedlowej ławce. Co prawda w Polsce free running nie jest zbyt
popularny, co nie znaczy, że nie zdobywa popularności. Powstaje coraz więcej
grup parkour, coraz częściej pojawiają się wzmianki w gazetach i telewizji.
Niestety nie zawsze pozytywne. Nie raz słyszy się, że niedość, iż jest to
niebezpieczne, to jeszcze "te wredne bachory" dewastują mienie
publiczne. Szkoda tylko, że tacy ludzie nie zauważają jednego szczegółu...
Większość tych murków i tak jest już zniszczona przez różne czynniki (wiek,
piękne malunki etc.). W końcu równie dobrze nie powinno się siadać na trzepaku,
bo w końcu ktoś go może kiedyś zarwać. Często też zdarzają się nieprzewidywalne
reakcje przechodniów. Niektórzy zatrzymują się by popatrzeć (ty zobacz! Zrobił
tak jak w tym filmie!), inni zachowują się neutralnie (taki duży, a skacze jak
dziecko... ale lepiej jak sobie poskacze niżby miał narkotyki brać...), no i te
najmniej przyjemne (Ty łobuzie, huliganie ty! Ja ci dam łobuzowanie! Wynocha, bo
wezwę policję!). No właśnie... Skoro już jestem przy policji. Mnie osobiście na
szczęście jeszcze nie spotkała bliska konfrontacja z "załogą G". Znam
jednak kilka sytuacji, które nie są zbyt korzystne dla traceur'ow. Pominę może
zwykłe upomnienia i spisywanie, bo to w zasadzie chleb powszedni. Jednak
panowie niebiescy mogą wypisać nam mandat. W tej sytuacji nie pomogą
tłumaczenia, że jest to sport. Po prostu według nich jest to jawny akt
wandalizmu, lub po prostu zakłócanie porządku (Ta... A nawet jeszcze parę
paragrafów by się znalazło). W grę wchodzi również skucie w kajdanki i
odwiezienie do najbliższego komisariatu, później czekać nas może płacenie za
szkody, które rzekomo wyrządziliśmy. Doszło już również do tego, że w
niektórych większych miastach oficjalnie zakazano uprawiania parkour (schodzimy
do podziemia). Znaczy się rozumiem obawy ludzi, którzy boją się o to, że free
runnerzy mogą uszkodzić jakiś cenny zabytek, no ale raczej nikt przy zdrowych
zmysłach nie będzie skakać po kolumnie Zygmunta, czy też innych dokumentach
naszej kultury i historii.
Kolejną sprawą są kontuzje. To
również jest na porządku dziennym. Skręcenia, złamania, siniaki, zadrapania to
szara codzienność, dlatego warto nabyć umiejętność radzenia sobie z nimi,
przynajmniej teoretycznie. Wiadomo w końcu, że nikt przy sobie nie będzie nosić
apteczki, czy chociażby bandaża, ale zawsze takie rzeczy warto umieć. Co prawda
liczbę nadwyrężeń możemy zredukować rozgrzewką. Taką zwyczajną jaką wielu z nas
ma na lekcji wf. Jak powiadał mój kumpel "nigdy nie wiesz, kiedy noga
ześlizgnie Ci się z murka". Niestety, a może na szczęście, nie mogę
pochwalić się żadną poważniejszą kontuzją. No może prócz obolałych żeber.
Przyczyną upadku były popisy przed pewnymi dziewczynami w parku. Niestety metalowa
rurka okazała się zbyt ślizga... Mniejsza z tym. W każdym razie przechodzę do
kolejnego punktu jakim są popisy.
Wiadomo, każdy nawet najdrobniejszy trik jest bardzo efektowny, a jak wiadomo wszystko co efektowne
podoba się płci pięknej (są wyjątki które hmm... mogą uważać parkour za
dziecinną zabawę, ale to naprawdę wyjątki). Znając męski tok myślenia wiem, że
wielu pewnie pragnęłoby zademonstrowania swoich umiejętności chociażby jednej z
piękności. No i właśnie w tym momencie chciałbym wtrącić parę groszy. Po
pierwsze nie warto. Może nie dlatego, że to nie przynosi efektów, tylko taka
brawura może źle się skończyć dla traceur'a. Człowiek popisujący się nie za
bardzo myśli co robi. Stwarza, więc tym samym zagrożenie nie tylko dla siebie,
ale również dla osób postronnych. Nie powinno wykorzystywać się free runningu
dla szpanu. Powinniśmy robić to tylko i wyłącznie dla siebie, dla naszej
satysfakcji. W tym sporcie nie liczą się tylko odruchowe ruchy (dziwnie brzmi),
ale również liczy się użycie mózgu, o czym
niestety niektórzy zapominają. Przykładowo, jeżeli wiesz, że nie przeskoczysz
odległości z punktu A do punktu B, to nawet nie próbuj. Nie da się zrobić
wszystkiego od razu. Warto poćwiczyć "na sucho" w celu osiągnięcia
większej skoczności. Również pakowanie się na zardzewiałe rury nie jest dobrym
pomysłem. Liczy się wyobraźnia i zdolność przewidywania zdarzeń, do których
może dojść, acz nie musi i to właśnie powinno być jedną z głównych cech
"parkourowca" z prawdziwego zdarzenia.
|
|
Czasami dziwię się obserwując
dzie... młodzież w wieku 12-13 lat. Znaczy nie dziwi mnie to, że próbują czegoś
nowego, w tym przypadku free runningu, ale dziwi mnie fakt, że ma to miejsce po
obejrzeniu jakiegoś filmu. Naogląda się taki jeden z drugim yamakasi, skoku
przez Londyn (nie żebym miał coś przeciw. W końcu sam je oglądałem, ale
czytajcie dalej to zrozumiecie, co mnie boli) i zaraz po tym myślą, że będą
najlepszymi biegaczami w mieście, o ile nie w Polsce. Najgorsze jest to, że
nawet nie warto zwracać uwagi takim osobnikom. Nie raz mówiłem grupkom takich
wyrostków, że to są lata ćwiczeń i nic nie uda im się za pierwszym razem. Gdyby
jeszcze rozpoczynali naukę od prostszych trików, ale gdzie tam. Ostatnio
przyglądałem się chłopakowi (tak ze 11 lat), który próbował zrobić Wallflipa
(jest to nabieg na ścianę jedną nogą i wybicie się z niej robiąc salto w tył).
No cóż zanim zaczął spytałem jak długo trenuje PK. Odpowiedź była jasna... Po
co trenować. Mistrz i geniusz... Szkoda tylko, że musiałem pomagać mu dojść do
domu. Zawsze powtarzam, że to NIE JEST BEZPIECZNY SPORT. Nie był i nigdy nie
będzie, a w rękach napalonych pseudotraceur'ów może okazać się istnym
samobójem, w dodatku bolesnym. No, a później jest złość, lament i zgrzytanie
zębami, że na filmie im się udało. Oczywiście rozumiem, że po zobaczeniu czegoś
takiego każdy dostaje "powera", który napędza go i wmawia, że jest w
stanie zrobić wszystko. Tak niestety nie jest, a siniaki i zadrapania, mogą być
najlżejszą pomocą w przekonaniu się, że trzeba ćwiczyć.
Teraz może przejdę do spraw
bardziej miłych, a przynajmniej bardziej interesujących tych, którzy chcieliby
zacząć uprawiać parkour.
Sprawa pierwsza, czyli jak
zacząć
Na początku radzę pracować nad
formą. Ćwiczenia w domu, trenowanie biegów, jazda na rowerze. Wiadomo, wszystko
co pomoże nam w utrzymaniu dobrej formy. Wbrew powszechnym opinią nie musimy
utrzymywać jakieś specjalnej diety. Ot, sucharek na śniadanie, jogurcik na
obiad, a na kolację od czasu do czasu można zjeść suche pieczywo. Spoko... to
był żart. Naprawdę nie trzeba mieć diety, no ale co prawda nie można się
opierać cały czas na posiłkach z fast foodu. Po prostu nie możemy doprowadzić
siebie do krytycznego stanu, gdzie działacze Green Peace będą nas mylić z
wielorybami. Jeszcze (o zgrozo) byliby gotów ratować nam życie. Warto pracować
nad równowagą. Myślę, że stanie na rękach to dobry trening. Nawet zwykłe
chodzenie po krawężnikach może być treningiem równowagi. Niby takie drobnostki,
ale naprawdę pomagają w osiągnięciu perfekcji. Trzeba mieć również silne ręce.
Pisząc słowo "silne" nie chodzi mi tu byście mieli muskuły o obwodzie
dwóch metrów. Odradzam też zażywania wspomagaczy (sterydów, świńskiej karmy
itp.). To ma być sport w czystym wydaniu, uprawiany dla przyjemności. Niech
waszą ambicją będzie stawanie się coraz lepszym biegaczem dzięki własnej,
ciężkiej pracy.
Sprzęt
Przeglądając rozmaite fora
dyskusyjne, natknąłem się na pytania dotyczące sprzętu. W zasadzie do samego
uprawiania parkour potrzebne jest nam jakieś niekrępujące ruchów ubranie (ekhm...
dżinsy nie są mile widziane, chociaż jeśli chcesz), jakieś buty zapewniające
jak najmniejszy poślizg (chociażby zwyczajne "halówki", są świetne),
no i to w zasadzie wszystko, dodam tylko, że lepiej byłoby gdyby spodnie były
długie. Być może nie ułatwi nam to biegu, ale za to zmniejszy ilość zadrapań.
Jeżeli masz trochę zbędnej kasy, możesz przeznaczyć ją, na lepsze buty,
usztywniacze na nadgarstki, rękawice zapewniające większą stabilność podczas
chwytania. Możesz wykupić też ubezpieczenie. To byłaby chyba najlepsza
inwestycja. Pamiętajcie, nie jest ważne jak wyglądamy w ubraniu. Ważne jest to jak ono pomaga nam w uprawianiu
tego sportu.
Co dalej?
Najlepiej zorganizować się w
jakąś większą grupę. Razem można więcej. Uwierzcie mi na słowo, a w zasadzie nie
musicie wierzyć. Ćwiczenie w grupach jest o tyle lepsze, że występuje tam
namiastka rywalizacji, która prowadzi do szybszego polepszania wyników. No w
końcu nikt nie chce być tym najgorszym. Poza tym istnieje zjawisko wymiany
doświadczeń. Pomyślcie sami. Kto lepiej wytłumaczy jak zrobić dany trik, niż
kolega na takim samym poziomie umiejętności? Warto znaleźć jakieś ustronne
miejsce do ćwiczeń, gdzie ani my nie będziemy nikomu przeszkadzać, ani inni nie
będą przeszkadzać nam. Stopniowo zaczynać od prostszych trików. Przeskakiwanie
przeszkód, nauka lądowania, bieg po ścianie... Taka kolejność jest idealna,
przynajmniej jak dla mnie. Później można rzucić się na głębszą wodę. Salto itp.
Ale o tym w innym arcie :)
Podsumowanie, czyli plusy i
minusy parkour:
+ Pomaga utrzymać kondycję i
dobrą sylwetkę
+ Nie straszna jest nam ucieczka
przed dresami/policją/i czymkolwiek innym, co nas w danej chwili goni
+ Zadowolenie z osiągania coraz
lepszych wyników
+ Łatwość przemieszczania się w
większych miastach
+ Możliwość sprawdzenia
umiejętności pierwszej pomocy
+ Jeden z najtańszych sportów
+ Wciąga!
+ I na pewno coś by jeszcze się
znalazło...
- Ten ból...
- ...te wypadki...
- ...ten stres podczas ucieczki
Mimo niebezpieczeństwa i ryzyka,
jakie niesie ze sobą parkour, szczerze polecam ten rodzaj rekreacji. Chociaż
jeśli patrzeć na to z trochę innej strony, to każdy sport jest na swój sposób
niebezpieczny... W każdej z dyscyplin zdarzają się wypadki, czy tego chcemy czy
też nie. No i jeszcze taka jedna moja uwaga... Jeżeli macie dziewczynę/chłopaka
(no co, dziewczyny również trenują PK, fakt nie tak masowo jak męska część
populacji, ale jednak) w dodatku dosyć wrażliwych, to raczej nie chwalcie się
przed nimi, co robicie w wolnym czasie. Nie pytajcie czemu, po prostu nie
mówcie, tudzież raczej nie chwalcie się za mocno. Jeżeli nie chcecie kłamać, to
powiedzcie, że biegacie. To w końcu prawda. I właśnie tym miłym akcentem
pragnąłbym zakończyć ten tekst i przy okazji zachęcić was do przeczytania
kolejnych artykułów o parkour. Co w nich będzie, tego jeszcze nie wiem. Nie
myślę o tym, bo w końcu jeszcze tego tekstu nie skończyłem, ale mimo wszystko
zachęcam.
Autor: Blue Gryf
Skomentuj
na forum >>
| |