strona: 50        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Tenis ziemny

Wimbledon


Gdy rozgrywany na niemieckich boiskach Mundial wkraczał w decydującą fazę, w Londynie rozpoczynał się czempionat o nieoficjalne mistrzostwo świata na kortach trawiastych, turniej przez wielu uważany za najważniejszy punkt w tenisowym kalendarzu - Wimbledon. Na dwa tygodnie do Londynu zjechały największe gwiazdy i najlepsi zawodnicy. Co prawda, nie było już starych wyjadaczy tytułów, takich jak Pete Sampras czy Goran Ivanisević, ale publiczność i tak nie mogła narzekać na brak emocji. Z początku organizatorzy mieli olbrzymie problemy z pogodą. Deszcz całkowicie sparaliżował pierwszy dzień rozgrywek. Na szczęście, wszystkie zaległości zostały nadrobione w dniu następnym. Wszystko szło szybko i sprawnie.

Fantastyczny występ Radwańskiej
W pierwszej rundzie mieliśmy okazję zobaczyć grę dwóch zawodniczek z Polski - naszej stałej bywalczyni Marty Domachowskiej oraz Agnieszki Radwańskiej, której za świetną postawę w poprzednich turniejach WTA oraz zwycięstwie w zeszłorocznej młodzieżowej edycji Wimbledonu przyznano dziką kartę. Postawa obu Polek była zgoła odmienna. Pierwsza z nich na początek spotkała się z reprezentantką Wielkiej Brytanii Sarah Borwell. Mecz od początku układał się nie po myśli Domachowskiej. Pierwszego seta na swoją korzyść 6-3 rozstrzygnęła Brytyjka. W drugim nasza zawodniczka miała olbrzymie problemy, ale na jej szczęście w tie-breaku wygrała 7-6. W ostatniej partii długo dotrzymywała kroku rywalce. Ale to Borwell triumfowała w sześciu gemach i to ona awansowała do drugiej rundy. Polka kolejny raz zawiodła.

Natomiast wręcz wyśmienicie w Londynie poczynała sobie Radwańska. Ona w pierwszej rundzie natknęła się na Białorusinkę Wiktorię Azarenkę. Wyżej notowana tenisistka rzecz jasna była faworytką pojedynku. Na jej nieszczęście, jedynie podbudowało to Polkę. Grała lepiej z piłki na piłkę, z gemu na gem. Mecz od początku toczono w szybkim tempie, obie rywalki nie ustępowały. Pierwszy set zakończył się zwycięstwem Agnieszki 7-5.
| Zdecydowanie najlepsza obecnie polska tenisistka |
źródło: AFP
W drugiej odsłonie zagrała ona jeszcze lepiej i dała ugrać Azarence jednego gema mniej. Jak się okazało, Białorusinka była dopiero początkiem wielkiej drogi Radwańskiej po seniorskim Wimbledonie. W drugiej rundzie los przydzielił jej notowaną na 83. miejscu w rankingu WTA Bułgarkę Cwetanę Pironkową. Stawiała ona jeszcze większy opór, niż Azarenka. Pierwszy set, tak samo jak w poprzednim meczu, zakończył się wygraną Polki 7-5. W drugim Pironkowa wzięła się ostro do roboty. Obie walczyły bardzo zacięcie. Ostatecznie pojedynek przerwano przy stanie 5-5 z powodu opadów deszczu. Nazajutrz "o być albo nie być" dla tenisistki z Bałwanów decydował tie-break. Bułgarka nie wytrzymała psychicznie i przegrała najważniejsze piłki, umożliwiając naszej reprezentantce awans do trzeciej rundy. Kolejną przeszkodą na drodze siedemnastoletniej Krakowianki była Tajka Tamarine Tanasugarn. Ta, ku zaskoczeniu Radwańskiej, stawiała jej wyjątkowo słaby opór. Ugrała zaledwie pięć gemów. Łatwe zwycięstwo okazało się przetarciem przed następną rywalką, jaką była Belgijka Kim Clijsters. Polka podeszła do meczu z jedną z najlepszych zawodniczek świata na luzie. To nie ona musiała go wygrać, aczkolwiek bardzo chciała sprawić niespodziankę. Niestety, wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami bukmacherów. Clijsters dała sobie odebrać zaledwie cztery gemy i odesłała waleczną Polkę do domu. Bez wątpienia występ Agnieszki w tegorocznym Wimbledonie to jeden z największych sukcesów w polskim tenisie od czasów Wojciecha Fibaka.

Powrót Mauresmo
Wśród pań do głównych faworytów zaliczano: aktualną liderkę rankingu WTA, zwyciężczynię Australian Open i najwyżej rozstawioną Francuzkę Amelie Mauresmo, najlepszą w rozegranym przed miesiącem Rolandzie Garrosie Belgijkę Justin Henin-Hardenne, triumfatorkę J&S Cup Kim Clijsters oraz grupę Rosjanek ze Swietłaną Kuzniecową i Marią Szarapową na czele. Mówiło się także o ewentualnym powrocie na szczyt Amerykanek Lindsay Davenport i Venus Williams oraz Szwajcarki Martiny Hingis, choć to akurat wydawało się mało prawdopodne.

Do 1/8 praktycznie wszystko układało się zgodnie z planem. Dopiero w czwartej rundzie zaczęły odpadać główne pretendentki do tytułu najlepszej. Tam rewelacją była Chinka Na Li, pogromczymi niespodziewanej półfinalistki z Paryża, Nicoli Vaidisovej oraz finalistki J&S Cup, Świetlany Kuzniecowej. Od tej fazy przestały zdarzać się jakiekolwiek niespodzianki. Na Li, pomimo świetnej gry, udało się awansować zaledwie piętro wyżej, niż naszej Agnieszce Radwańskiej. Tam przegrała z tą samą Kim Clijstetres. W ćwierćfinałach ogólnie toczyły się bardzo ciekawe pojedynki. W drugim z nich zmierzyły się dwie Rosjanki - Jelena Dementiewa i Maria Szarapowa. Po szybko przegranym pierwszym secie, Jelena jakoś pozbierała się w drugim, ale nie starczyło to na świetnie tego dnia dysponowaną rywalkę, która wygrała 6-1, 6-4. Justin Henin-Hardenne miała problemy, ale ostatecznie uporała się z Francuzką Severine Bremond 6-4, 6-4. Zdecydowanie najtrudniejszą przeprawę w ćwierćfinale miała triumfatorka Australian Open, Amelie Mauresmo. Ona musiała się zmierzyć z kolejną reprezentantką Sbornej, Anastazją Myskiną. Pierwszego seta Francuzka wygrała łatwo 6-1. W drugim lepsza 6-3 okazała się Rosjanka. Trzecia partia zakończyła się identycznym wynikiem, ale dla Mauresmo, i to ona otrzymała prawo gry w półfinale



W obu pojedynkach o finał miały miejsce twarde walki do ostatniej piłki. Przed finałem jedno było pewne. Na pewno zagra w nim Belgijka. Trudno wysunąć inny wniosek przed meczem pomiędzy Kim Clijsters i Justin Henin-Hardenne. Pojedynki tych zawodniczek zawsze elektryzowały publiczność. Na ogół zwycięsko wychodziła z nich ta druga. I tak było tym razem. Pierwszy set 6-4, drugi 7-6 i Henin-Hardenne nie bez problemów awansowała do swojego drugiego w tym roku wielkoszlemowego finału. Przed taką samą szansą stanęła Maursemo. Wystarczyło tylko pokonać Szarapową. Mecz miał podobny przebieg, jak ćwierćfinałowa gra Francuzki z Dementiewą. Po wygraniu pierwszego seta, odpuściła drugiego, by w trzecim ponownie okazać się lepszą. Amelie zwyciężyła 6-3, 3-6, 6-2. W finale doszło do spotkania zawodniczek, które w tym roku po razie grały w finale i je wygrały. Jedna seria musiała się skończyć. Pierwszą partię triumfatorka z Australii odpuściła, urywając Belgijce zaledwie dwa gemy. W drugim zaprezentowała się o niebo lepiej i dała sobie urwać zaledwie 3. W trzeciej, najbardziej wyrównanej 6-4 zwyciężyła Mauresmo i odniosła swoje drugie wielkoszlemowe, a pierwsze w karierze na trwie zwycięstwo.

Przerwany „kompleks Nadala”
W turnieju mężczyzn faworyt był jeden. Nazywał się Roger Federer, a za nim przemawiało praktycznie wszystko. Z czystym sumieniem mógłby otrzymać przydomek króla trawy. Na tej nawierzchni był niepokonany od dłuższego czasu, a Wimbledon wygrał już trzy razy z rzędu. Dwudziestoczterolatkowi mógł zagrozić jedynie o cztery lata młodszy Hiszpan Rafael Nadal, który w tym roku czterokrotnie już go pokonał. Turniej w Londynie stanowił najlepszą okazję do tego, żeby wreszcie się odegrać. Szwajcar w pierwszych rundach nie miał większych problemów. W drugiej rundzie Federer sprawił przykrość gospodarzom, odprawiając największego od wielu lat ulubieńca brytyjskiej publiczności, Tima Henamana. Na tym etapie ciężkie chwile przeżywał zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego. Niewiele brakowało, by został odprawiony przez Amerykanina Roberta Kendricka. Ostatecznie to jednak syn byłego stopera Barcelony cieszył się z prawa gry w kolejnej rundzie.

Obaj brnęli, aż dotarli do ćwierćfinału. Tam, oprócz nich znaleźli się: Chorwat Mario Ancić, Australijczyk Lleyton Hewett, Cypryjczyk Marcos Baghdatis, Szwed Jonas Bjoerkman, Czech Radek Stepanek i Fin Jarkko Nieminen. Na sam początek Federer w trzech setach zakończonych wynikami 6-4 wyeliminowął Ancicia. W drugim apetyt na swój drugi triumf w Wimbledonie miał Australijczyk. Chciał powtórzyć osiągnięcie sprzed 5 lat. Niestety, za mocnym przeciwnikiem okazał się rewelacyjny finalista z Australii, Baghdatis. Hewettowi udało się zwyciężyć zaledwie w drugim secie. Aż pięć setów widzowie obejrzeli w pojedynku Bjoerkmana ze Stepankiem. Ich emocje były tym większe, że aż trzy kończyły się tie-breakami. Ostatecznie rywalem Federera okazał się Szwed. W ostatnim ćwierćfinale Nadal nie bez problemów uporał się 6-3, 6-4, 6-4 z Nieminenem.

W pierwszym półfinale praktycznie bez walki odprawił Bjoerkmana 6-2, 6-0, 6-2. Szwed nie miał nic do powiedzenia i wynik w stu procentach odzwierciedlał jego grę. W drugim zaś kibice spodziewali się prawdziwej walki.
| Zwycięzca Wimbledonu - Federer |
źródło: AFP
Czegóż innego należało wymagać od zwycięzcy French Open i finalisty Australian Open. W pierwszym secie Baghdatis jednak nie popisał się niczym wielkim i szybko umożliwił Hiszpanowi wygraną 6-1. W drugim mocno się trzymał. Iberyjczykowi już nie było tak łatwo, ale ostatecznie i tą partię wygrał, tym razem 7-5. W następnym secie Cypryjczyk też dotrzymywał rywalowi kroku, ale niestety poległ 3-6. Po raz piąty w tym sezonie w turniejowym finale doszło do konfrontacji Federer-Nadal. Helwet bardzo chciał się zrewanżować przeciwnikowi za dotychczasowe cztery porażki (ostatnią w Paryżu). Lepszej okazji nie mógł sobie wymarzyć, bo wreszcie grali ze sobą na trawie, na „terenie” Szwajcara. Ostatni mecz Wimbledonu rozpoczął się idealnie dla faworyta. Nadal oddał go bez walki 0-6. W dwóch następnych już pokazał klasę. Oba zakończyły się tie-breakmi. Jednego z nich na swoją korzyść rozstrzygnął król Roger, w drugim triumfował Hiszpan. Pomimo bycia na fali, Rafael w czwartej partii ugrał tylko 3 gemy i po raz pierwszy w tym roku poległ w konfrontacji z Federerem. Dla Szwajcara było to już czwarte z rzędu zwycięstwo w Londynie.

Znowu nasi juniorzy
W zeszłym roku pasjonowaliśmy się kapitalnymi występami Agnieszki Radwańskiej w młodzieżowej edycji nieoficjalnych mistrzostw świata na trawie. Także i w tym roku mogliśmy poszczycić się nie byle jakim osiągnięciem. Tym razem na w Londynie zaistniała dwa lata młodsza siostra Radwańskiej Urszula, która została zatrzymana dopiero w półfinale przez rozstawioną z numerem cztery Dunkę z polskimi korzeniami, Caroline Wozniacki, późniejszą triumfatorkę. Krok dalej w turnieju męskim poszedł Marcin Gawron. Ten dotarł aż do finału, gdzie niestety przegrał 2-6, 6-7 z Holendrem Thiemo de Bakkerem. Na grę Polaka wpływ miał na pewno bardzo zacięty pojedynek półfinałowy, gdzie naprawdę wielki opór stawiał mu Rosjanin Paweł Czechow. Polak wygrał 7-6, 7-6.

Po raz czwarty z rzędu Wimbledon zakończył się zwycięstwem Rogera Federera, który ustanowił nowy rekord w ilości zwycięstw z rzędu na kortach trawiastych. Szczerze, jest to jedyna nawierzchnia, na której nie zwykł przegrywać. Na innych kortach powinien raczej obawiać się swoich największych rywali - Rafaela Nadala oraz Argentyńczyka Davida Nalbandiana. Cieszy wielki powrót do wysokiej formy Amelie Maursemo. Szkoda, że forma przyszła tak późno, bo o wiele przyjemniej byłoby jej zwyciężyć na francuskiej ziemi w czasie Rolanda Garrosa. Teraz zawodników czekają kolejne mecze na ziemi, póki nie przeniosą się znów na twarde nawierzchnie oznaczające przygotowania do ostatniego w sezonie Wielkiego Szlema, US Open.


Autor: Łukasz Koszewski

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>