strona: 48        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Tenis ziemny

Tenisowe podsumowanie czerwca


Czerwiec miał szczególną wymową w tenisowym półświatku. Fani tego pięknego sportu, oprócz zwykłych rozgrywek, mogli oglądać i zachwycać się grą najlepszych zawodników świata także w turnieju wielkoszlemowym – French Open na kortach imienia Rolada Garrosa oraz eliminacjami do Wimbledonu.

Zaczęło się od mocnego uderzenia, czyli paryskiego szlema. Do faworytów należeli liderzy ogólnych rankingów – Francuzka Amelia Mauresmo i Szwajcar Roger Federer. Ten ostatni miał szansę na pierwszego w karierze Wielkiego Szlema – zwycięstwo w czterech kolejnych turniejach. Wszystko zaczęło się nie po myśli Francuzów, jeszcze przed rozpoczęciem z udziału zrezygnowali kontuzjowani Mary Pierce i Arnaud Clement. W pierwszych rundach odpadły nasze nadzieje – Marta Domachowska oraz debel Mariusz Fyrstenberg/Mariusz Matkowski.

W turnieju kobiet 1/8 finału okazała się szczytem możliwości faworytki gospodarzy Mauresmo, która uległa 7-6, 1-6, 3-6 Czeszce Nicoli Vaidisovej. Tam piętro wyżej w takim samym stosunku rozprawiła się z Venus Williams. Do półfinałów dostały się także Swietłana Kuzniecowa (Dinara Safina), Justine Henin-Hardenne (Anna-Lena Groenefeld) i Kim Clijsters (Martina Hingis). W półfinałach miały miejsce zażarte boje o miejsce w finale. Pomimo porażki w pierwszym secie 5-7, Swietłana wzięła się w karby, wygrała drugiego po tie-breaku, a w trzecim już dzieliła i rządziła. W drugim, będącym wewnętrzną sprawą Belgii, Clijsters była bardzo dzielna, lecz Henin-Hardenne miała wtedy swój dzień rozstrzygnęła mecz na swoją korzyść w dwóch setach. Finał okazał się powtórką finału J&S Cup 2005. Za faworytkę uznawano Belgijkę, która w dotychczasowych jedenastu konfrontacjach z Rosjanką triumfowała dziesięciokrotnie. Kuzniecowa bardzo się starała. Widać było, że przygotowywała się szczególnie do Roland Garros. Niestety, Justine odpierała każdy jej atak, zaraz przechodząc do kontrofensywy. Oba sety zakończyły się rezultatami po 6-4, co umożliwiło rodaczce Clijsters obronę wielkoszlemowego tytułu.

Na to samo wielką ochotę miał także Rafael Nadal. On w ćwierćfinale natrafił na Serba Novaka Djokovicia. Miał ułatwione zadanie, gdyż po dwóch partiach przegranych po 4-6 Słowianin zrezygnował z dalszej gry z powodu kontuzji. Również z zawodnikiem słowiańskim, ale z Chorwatem do czynienia miał król Roger. On 6-4, 6-3, 6-4 pokonał Mario Ancicia. Oprócz nich do półfinału dostali się inny Chorwat - Ivan Ljubicić i Argentyńczyk David Nalbandian. W pierwszym z nich Hiszpan stanął naprzeciw rodaka Ancicia. Pierwszy set 6-4. W drugim poszło mu łatwiej: 6-2. W trzecim finalista z Indian Wells nawiązał wyrównaną walkę, która w tie-breaku rozstrzygnął na swoją korzyść syn stopera Barcelony. W drugim zaś pojedynku po dwóch setach utrzymywał się remis. W trzecim miał miejsce dramat Nalbandiana, który przegrał z urazem i musiał zrezygnować. Pierwszy Wielki Szlem dla Federera mógł stać się faktem. I pewnie by się stał, gdyby nie to, że mecz rozgrywany był na nawierzchni ziemnej, czyli „na terenie” dziewiętnastolatka z Majorki. Pomimo zwycięstwa w pierwszym secie, Helwet nie miał już pomysłu na grę. W czwartej partii doprowadził nawet do tie-breaka, ale Hiszpan miał swój dzień i obronił tytuł. Był to już czwarty finał, w którym wzięli udział Federer i Nadal i czwarty triumf Rafaela.

Po zakończeniu Rolanda Garrosa przeniesiono się na korty trawiaste. To znaczyło, że zaczynają się przygotowania do nieoficjalnych mistrzostw świata na tej nawierzchni, czyli do Wimbledonu. Panie przygotowywały się do londyńskiego turnieju już w Anglii. Pierwsze rozgrywki po French Open miały miejsce w Birmingham. Tam w ćwierćfinałach swoje mecze wygrywały Amerykanki Jamea Jakcson i Milen Tu oraz Rosjanki Wiera Zwonariewa i Maria Szarapowa. W półfinałach pierwsza zagrała z czwartą, a druga z trzecią. W drugim z pojedynków o finał niespodzianki nie było, Zwonariewa nie dała szans Tu. Za to Jackson zagrała chyba najlepszy mecz w karierze i pokonała zeszłoroczną triumfatorkę Wimbledonu. Niestety, drugiej Rosjance nie dała już rady. Pomimo wyśmienitej postawy i doprowadzenia do dwóch tie-breaków, lepsza okazała się Zwonariewa.



Inny turniej sprawdzający formę zawodniczek przed Londynem miał miejsce w Eastburne. Tam zjechała większość lepszych i bardziej znanych tenisistek, z dwiema Belgijkami na czele. Obie wygrały swoje ćwierćfinały: Justine Henin-Hardenne odprawiła 6-2, 6-4 Jelenę Lichowcewą, a Kim Clijsters pokonała 6-2, 6-1 Francescę Schiavone. Swoje mecze wygrały także Rosjanki Swietłana Kuzniecowa (Anna-Lena Groenefeld) i Anastazje Myskina. Oba półfinały okazały się bardzo zacięte, trwały po trzy sety. Zwyciężczyni French Open po raz dwunasty w karierze pokonała Kuzniecową, natomiast Clijsters nie sprostała Myskinie. W ostatnim meczu widzowie również zobaczyli trzy partie. Mecz rozpoczął się po myśli Rosjanki, który zwyciężyła 6-4. W drugim natomiast Anastazja w ogóle nie grała i oddała go 1-6. Walka toczyła się do ostatniej piłki, tie-break zadecydował od 27. turniejowym triumfie Belgijki.

Ostatnie rozgrywki przygotowujące do wielkiego szlema odbyły się w holenderskim Hertogenbosch. Tam dzieliła i rządziła młodsza i mniej sławna siostra Marata Safina, Dinara. W ćwierćfinale uporała się z reprezentantką gospodarzy Brendą Schultz-McCarthy. Piętro wyżej w trzech setach pokonała Greczynkę Eleni Danilidou. W finale czekała na nią inna Holenderka, Michaella Krajicek. Ta miała ogromną chętkę na wygranej z kolejną Rosjanką (Jelena Dementiewa w półfinale). Safina się starała, grała, walczyła, ale nie zdołała urwać seta „gospodyni” i to Krajicek schodziła z kortu w glorii zwycięstwa.

Panowie mieli trochę więcej okazji do szlifowania formy przed Wimbledonem. Pierwsza z nich miała miejsce w szesnastotysięcznej miejscowości Halle w kraju związkowym Nordhein Westfalen. Faworyt był jeden, a nazywał się Roger Federer. Szwajcarowi zależało na czwartym z rzędu triumfie w Niemczech i poprawieniu dyspozycji przed ewentualną konfrontacją z Nadalem. Do ćwierćfinału radził sobie znakomicie. Tam natrafił na silny opór w postaci Oliviera Rochusa z Belgii. Męczył się z nim przez trzy sety, z których każdy kończył się tie-breakiem. Dwa z nich zakończyły się wygraną Helweta. W półfinale natrafił na „gospodarza” imprezy, Tommy’ego Haasa. Z nim też niemiłosiernie się męczył. Widzowie również zobaczyli trzy sety i następne zwycięstwo obrońcy tytułu, sprzed roku, dwóch i trzech. W pierwszej finałowej partii pokonał Czecha Tomasa Berdycha do zera. W drugiej przegrał po tie-breaku, a w trzeciej dał sobie urwać tylko 3 gemy i odniósł czwarty kolejny triumf w Halle.

Jego największy obecnie przeciwnik, Rafael Nadal wybrał londyński Queen’s Club. Tam radził sobie dobrze także do ćwierćfinału. Tam po dwóch setach zdecydował się oddać mecz ze względu na uraz. Umożliwił w ten sposób awans Australijczykowi Lleytonowi Hewettowi. Ten w półfinale w trzech partiach (6-3, 3-6, 6-2) uporał się z Brytyjczykiem Timem Henmanem. W finale trafił na Amerykanina Jamesa Blake’a. Pomimo wyrównanej gry to Australijczyk miał więcej przełamań, wygrał i zdradził swoje aspiracje do powrotu na wimbledoński tron. W pierwszej rundzie odpadł polski debel Fyrstenberg/Matkowski.

W poszukiwaniu formy tenisiści odnaleźli na turniejowej mapie holenderską miejscowość Hertogenbosch. W ćwierćfinałach lepsi od rywali okazali się Francuz Florent Serra, Czech Jan Henrych, Chorwat Mario Ancić i Cypryjczyk Marcom Baghdatis. Pierwszy i ostatni polegli, a dwaj środkowi stoczyli ze sobą trzysetowy pojedynek o puchar. Po przegraniu do zera pierwszego seta Słowianin zwyciężył w drugim 7-5. Ostatnia partia zakończyła się takim samym wynikiem, ale dla Chorwata i to on zatriumfował w Hertogenbosch.

Przed nieoficjalnymi mistrzostwami świata na kortach trawiastych tradycyjnie rozgrywanych w Londynie jest wiele niejasności. Nie wiadomo, czy Wimbledon po raz czwarty z rzędu wygra Roger Federer. Turniej w Halle (Westfalen) pokazał, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nie wiadomo też, czy krecz na Queen’s Club nie był celową rozgrywką ze strony Nadala dla zmylenia Helweta. Nie ma też nic pewnego, jeśli chodzi o płeć piękną. Faworytką wydaje się być zwyciężczyni French Open. Może jej zagrozić praktycznie tylko Kim Clijsters. Bez formy są Williams, Hingis i Szarapowa, a na Kuzniecową Belgijka ma swój patent. W końcu na 13 spotkań ze Swietłaną z kortu pokonana schodziła tylko raz. Zapowiada się jeden z najciekawszych Wimbledonów w historii.


Autor: Łukasz Koszewski

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>