|
Tenis ziemny
Tenisowe podsumowanie czerwca
Czerwiec miał
szczególną wymową w tenisowym półświatku. Fani tego pięknego sportu, oprócz
zwykłych rozgrywek, mogli oglądać i zachwycać się grą najlepszych zawodników
świata także w turnieju wielkoszlemowym – French Open na kortach imienia Rolada
Garrosa oraz eliminacjami do Wimbledonu.
Zaczęło się od mocnego uderzenia, czyli paryskiego szlema.
Do faworytów należeli liderzy ogólnych rankingów – Francuzka Amelia Mauresmo i Szwajcar Roger Federer. Ten ostatni miał szansę na
pierwszego w karierze Wielkiego Szlema – zwycięstwo w czterech kolejnych
turniejach. Wszystko zaczęło się nie po myśli Francuzów, jeszcze przed
rozpoczęciem z udziału zrezygnowali kontuzjowani Mary Pierce i Arnaud Clement.
W pierwszych rundach odpadły nasze nadzieje – Marta Domachowska oraz debel
Mariusz Fyrstenberg/Mariusz Matkowski.
W turnieju kobiet 1/8 finału okazała się szczytem
możliwości faworytki gospodarzy Mauresmo, która uległa 7-6, 1-6, 3-6 Czeszce
Nicoli Vaidisovej. Tam piętro wyżej
w takim samym stosunku rozprawiła się z Venus Williams. Do półfinałów dostały się także Swietłana Kuzniecowa (Dinara Safina), Justine Henin-Hardenne
(Anna-Lena Groenefeld) i Kim Clijsters (Martina Hingis). W półfinałach miały miejsce zażarte boje o miejsce w
finale. Pomimo porażki w pierwszym secie 5-7, Swietłana wzięła się w karby,
wygrała drugiego po tie-breaku, a w trzecim już dzieliła i rządziła. W drugim,
będącym wewnętrzną sprawą Belgii, Clijsters była bardzo dzielna, lecz
Henin-Hardenne miała wtedy swój dzień rozstrzygnęła mecz na swoją korzyść w
dwóch setach. Finał okazał się powtórką finału J&S Cup 2005. Za faworytkę
uznawano Belgijkę, która w dotychczasowych jedenastu konfrontacjach z Rosjanką
triumfowała dziesięciokrotnie. Kuzniecowa bardzo się starała. Widać było, że przygotowywała
się szczególnie do Roland Garros. Niestety, Justine odpierała każdy jej atak,
zaraz przechodząc do kontrofensywy. Oba sety zakończyły się rezultatami po 6-4,
co umożliwiło rodaczce Clijsters obronę wielkoszlemowego tytułu.
Na to samo wielką ochotę miał także Rafael Nadal. On w ćwierćfinale natrafił na
Serba Novaka Djokovicia. Miał
ułatwione zadanie, gdyż po dwóch partiach przegranych po 4-6 Słowianin
zrezygnował z dalszej gry z powodu kontuzji. Również z zawodnikiem słowiańskim,
ale z Chorwatem do czynienia miał król Roger. On 6-4, 6-3, 6-4 pokonał Mario Ancicia. Oprócz nich do półfinału
dostali się inny Chorwat - Ivan Ljubicić
i Argentyńczyk David Nalbandian. W
pierwszym z nich Hiszpan stanął naprzeciw rodaka Ancicia. Pierwszy set 6-4. W
drugim poszło mu łatwiej: 6-2. W trzecim finalista z Indian Wells nawiązał
wyrównaną walkę, która w tie-breaku rozstrzygnął na swoją korzyść syn stopera
Barcelony. W drugim zaś pojedynku po dwóch setach utrzymywał się remis. W
trzecim miał miejsce dramat Nalbandiana, który przegrał z urazem i musiał
zrezygnować. Pierwszy Wielki Szlem dla Federera mógł stać się faktem. I pewnie
by się stał, gdyby nie to, że mecz rozgrywany był na nawierzchni ziemnej, czyli
„na terenie” dziewiętnastolatka z Majorki. Pomimo zwycięstwa w pierwszym secie,
Helwet nie miał już pomysłu na grę. W czwartej partii doprowadził nawet do
tie-breaka, ale Hiszpan miał swój dzień i obronił tytuł. Był to już czwarty
finał, w którym wzięli udział Federer i Nadal i czwarty triumf Rafaela.
Po zakończeniu Rolanda Garrosa przeniesiono się na korty
trawiaste. To znaczyło, że zaczynają się przygotowania do nieoficjalnych
mistrzostw świata na tej nawierzchni, czyli do Wimbledonu. Panie przygotowywały
się do londyńskiego turnieju już w Anglii. Pierwsze rozgrywki po French Open
miały miejsce w Birmingham. Tam w ćwierćfinałach swoje mecze wygrywały
Amerykanki Jamea Jakcson i Milen Tu oraz Rosjanki Wiera Zwonariewa i Maria Szarapowa. W półfinałach pierwsza zagrała z czwartą, a druga z
trzecią. W drugim z pojedynków o finał niespodzianki nie było, Zwonariewa nie
dała szans Tu. Za to Jackson zagrała chyba najlepszy mecz w karierze i pokonała
zeszłoroczną triumfatorkę Wimbledonu. Niestety, drugiej Rosjance nie dała już
rady. Pomimo wyśmienitej postawy i doprowadzenia do dwóch tie-breaków, lepsza
okazała się Zwonariewa.
|
|
Inny turniej sprawdzający formę zawodniczek przed Londynem
miał miejsce w Eastburne. Tam zjechała większość lepszych i bardziej znanych
tenisistek, z dwiema Belgijkami na czele. Obie wygrały swoje ćwierćfinały:
Justine Henin-Hardenne odprawiła 6-2, 6-4 Jelenę Lichowcewą, a Kim Clijsters pokonała 6-2, 6-1 Francescę Schiavone. Swoje mecze wygrały także
Rosjanki Swietłana Kuzniecowa (Anna-Lena Groenefeld) i Anastazje Myskina. Oba półfinały okazały się
bardzo zacięte, trwały po trzy sety. Zwyciężczyni French Open po raz dwunasty w
karierze pokonała Kuzniecową, natomiast Clijsters nie sprostała Myskinie. W
ostatnim meczu widzowie również zobaczyli trzy partie. Mecz rozpoczął się po
myśli Rosjanki, który zwyciężyła 6-4. W drugim natomiast Anastazja w ogóle nie
grała i oddała go 1-6. Walka toczyła się do ostatniej piłki, tie-break
zadecydował od 27. turniejowym triumfie Belgijki.
Ostatnie rozgrywki przygotowujące do wielkiego szlema
odbyły się w holenderskim Hertogenbosch. Tam dzieliła i rządziła młodsza i
mniej sławna siostra Marata Safina, Dinara. W ćwierćfinale uporała się z
reprezentantką gospodarzy Brendą Schultz-McCarthy. Piętro wyżej w trzech setach
pokonała Greczynkę Eleni Danilidou. W finale czekała na nią inna Holenderka,
Michaella Krajicek. Ta miała ogromną chętkę na wygranej z kolejną Rosjanką
(Jelena Dementiewa w półfinale). Safina się starała, grała, walczyła, ale nie
zdołała urwać seta „gospodyni” i to Krajicek schodziła z kortu w glorii
zwycięstwa.
Panowie mieli trochę więcej okazji do szlifowania formy
przed Wimbledonem. Pierwsza z nich miała miejsce w szesnastotysięcznej
miejscowości Halle w kraju związkowym Nordhein Westfalen. Faworyt był jeden, a
nazywał się Roger Federer. Szwajcarowi zależało na czwartym z rzędu triumfie w
Niemczech i poprawieniu dyspozycji przed ewentualną konfrontacją z Nadalem. Do
ćwierćfinału radził sobie znakomicie. Tam natrafił na silny opór w postaci
Oliviera Rochusa z Belgii. Męczył się z nim przez trzy sety, z których każdy
kończył się tie-breakiem. Dwa z nich zakończyły się wygraną Helweta. W
półfinale natrafił na „gospodarza” imprezy, Tommy’ego Haasa. Z nim też
niemiłosiernie się męczył. Widzowie również zobaczyli trzy sety i następne
zwycięstwo obrońcy tytułu, sprzed roku, dwóch i trzech. W pierwszej finałowej
partii pokonał Czecha Tomasa Berdycha do zera. W drugiej przegrał po
tie-breaku, a w trzeciej dał sobie urwać tylko 3 gemy i odniósł czwarty kolejny
triumf w Halle.
Jego największy obecnie przeciwnik, Rafael Nadal wybrał
londyński Queen’s Club. Tam radził sobie dobrze także do ćwierćfinału. Tam po
dwóch setach zdecydował się oddać mecz ze względu na uraz. Umożliwił w ten
sposób awans Australijczykowi Lleytonowi Hewettowi.
Ten w półfinale w trzech partiach (6-3, 3-6, 6-2) uporał się z Brytyjczykiem
Timem Henmanem. W finale trafił na
Amerykanina Jamesa Blake’a. Pomimo
wyrównanej gry to Australijczyk miał więcej przełamań, wygrał i zdradził swoje
aspiracje do powrotu na wimbledoński tron. W pierwszej rundzie odpadł polski
debel Fyrstenberg/Matkowski.
W poszukiwaniu formy tenisiści odnaleźli na turniejowej
mapie holenderską miejscowość Hertogenbosch. W ćwierćfinałach lepsi od rywali
okazali się Francuz Florent Serra,
Czech Jan Henrych, Chorwat Mario
Ancić i Cypryjczyk Marcom Baghdatis.
Pierwszy i ostatni polegli, a dwaj środkowi stoczyli ze sobą trzysetowy
pojedynek o puchar. Po przegraniu do zera pierwszego seta Słowianin zwyciężył w
drugim 7-5. Ostatnia partia zakończyła się takim samym wynikiem, ale dla
Chorwata i to on zatriumfował w Hertogenbosch.
Przed nieoficjalnymi mistrzostwami świata na kortach
trawiastych tradycyjnie rozgrywanych w Londynie jest wiele niejasności. Nie
wiadomo, czy Wimbledon po raz czwarty z rzędu wygra Roger Federer. Turniej w
Halle (Westfalen) pokazał, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nie
wiadomo też, czy krecz na Queen’s Club nie był celową rozgrywką ze strony
Nadala dla zmylenia Helweta. Nie ma też nic pewnego, jeśli chodzi o płeć
piękną. Faworytką wydaje się być zwyciężczyni French Open. Może jej zagrozić
praktycznie tylko Kim Clijsters. Bez formy są Williams, Hingis i Szarapowa, a
na Kuzniecową Belgijka ma swój patent. W końcu na 13 spotkań ze Swietłaną z
kortu pokonana schodziła tylko raz. Zapowiada się jeden z najciekawszych
Wimbledonów w historii.
Autor: Łukasz Koszewski
Skomentuj
na forum >>
| |