|
Piłka nożna
Przemysław Kazimierczak
O Ireneusza Jelenia zabiega AJ Auxerre*, Kamilem
Kosowskim zainteresowany jest Panathinaikos Ateny, o Jacka Bąka i Bartosza
Bosackiego pytają kluby angielskie, za granicą w przyszłym sezonie grać też
powinni Marcin Baszczyński, Łukasz Fabiański, Radosław Sobolewski i Łukasz
Surma. Popyt na naszych piłkarzy jest dość duży, mimo faktu, że MŚ nam nie
wyszły. Jednakże póki co, to tylko transferowe przymiarki, więc możliwość jest
i taka, że żaden z w/w piłkarzy klubu nie zmieni. Jeśli tak się faktycznie
stanie, to wielce prawdopodobne jest, że największym transferowym wydarzeniem
tego lata będą przenosiny Przemysława Kaźmierczaka z Pogoni Szczecin do
Boavisty Porto.
Wydawało się, że 24-letni wychowanek ŁKS Łódź już zimą opuści Szczecin. Właścicielowi Pogoni, Antoniemu Ptakowi znów zapragnęła się rewolucja w polskim futbolu. Po tym jak swego czasu do nazwy ŁKS dodał swoje nazwisko, teraz łódzkiemu biznesmenowi zamarzył się klub złożony z samych Brazylijczyków. Pomysł może i godny uwagi, ale nie w Polsce, dlatego dziś chyba nie wielu jest takich, których słaba postawa wiosną Pogoni Szczecin zdziwiła. Wszyscy nie-brazylijscy gracze dostali wolną rękę w poszukiwaniu klubów i większość z tego skorzystała, ale Kaźmierczak tego szczęścia nie miał. Był, podobnie jak Rafał Grzelak bliski przejścia do Wisły Kraków. Ostatecznie żaden z zawodników z wicemistrzem Polski nie doszedł do porozumienia w kwestii kontraktu indywidualnego i sprawa przenosin do Krakowa obu graczy dość szybko upadła. O ile Rafał Grzelak może dziś tego żałować, bo wiosną widać było, że 'Białej Gwieździe' przydałby się dobry lewy pomocnik (fatalna runda w wykonaniu Marka Zieńczuka), o tyle Kaźmierczak ma prawo być zadowolonym z tego, że został w Szczecinie, bo w rundzie wiosennej był niewątpliwie najlepszym zawodnikiem klubu ze stadionu im. Floriana Krygiera, dzięki czemu grać będzie już niedługo w lidze portugalskiej.
Już wkrótce przed Kaźmierczakiem znacznie ambitniejsze zadanie niż podbój Polski ze zgrają Brazylijczyków. Walka o mistrzostwo Portugalii wraz z Boavistą, co jednak będzie celem dość trudnym do zrealizowania. Jego nowy klub jak do tej pory tylko raz zdobył mistrzostwo kraju (w sezonie 2000/2001) w ostatnim czasie oscylując między piątą a ósmą lokatą. Kaźmierczak głęboko jednak wierzy, że sezon 2006/2007 wiele zmieni w historii tego klubu i Boavista wreszcie wyjdzie z cienia lokalnego rywala-wielkiego FC Porto.
|
|
Gdyby jednak parę lat temu ktoś powiedział, że Kaźmierczak grać będzie w coraz silniejszej lidze portugalskiej, uznano by go chyba za wariata. A wszystko przez wydarzenia z 2001 r., które na szczęście negatywnie na karierę Kaźmierczaka nie wpłynęły, ale mogły. Był środek lipca, kiedy reprezentacja Polski do lat 18 prowadzona przez Michała Globisza zdobywała w Finlandii Mistrzostwo Europy. Graczom z tej 'złotej jedenastki' wróżono świetlaną przyszłość. Bracia Brożkowie, Paweł Kapsa, Sebastian Mila, Łukasz Madej, Łukasz Nawotczyński, Dariusz Zawadzki- wszyscy ci gracze mieli lada dzień stać siłą dorosłej reprezentacji Polski. Wszyscy, poza Kaźmierczakiem. Ten, wielkiej furory w Finlandii nie zrobił. Może i był niezrównany w odbiorach, ale nic poza tym. Zero błysku, zero kreatywności, inwencji w grze. Już w wieku 18 lat Kaźmierczaka uznano za piłkarza straconego. I
całkowicie
niesłusznie. Dziś to właśnie Kaźmierczak spośród tych piłkarzy z drużyny
Globisza prezentuje się zdecydowanie najlepiej. Nawet Paweł Brożek i Sebastian
Mila, mimo faktu, że przecież byli w Niemczech na MŚ, nie mogą być z przebiegu
swoich karier w pełni zadowoleni. Brożek, póki co w Wiśle jeszcze na znaczącą
postać się nie wybił, chociaż tych, którzy blokowali mu miejsce w pierwszym
składzie, a więc Tomasza Frankowskiego i Macieja Żurawskiego w Krakowie już nie
ma. Mila zaś, od momentu przejścia do Austrii Wiedeń wyraźnie zatrzymał się w
rozwoju. Nie byle kto trafia do jednej z najsilniejszych drużyn Max-Bundesligi, ale oglądanie większości
spotkań z wysokości trybun o takim piłkarzu zbyt dobrze chyba nie świadczy. Ale
jest też jeszcze jedno wydarzenie, które sprawia, że Kaźmierczak nie może o
fińskim czempionacie mówić jako o 'imprezie życia'. Defensywny pomocnik został
oskarżony o gwałt i na prawie dwa tygodnie trafił do aresztu. Podstaw do
gorszego wyroku nie było i po tym czasie Kaźmierczak opuścił więzienie, ale
najgorsze było zupełnie co innego. Otóż kierownik ekipy, Eugeniusz Nowak,
zataił fakt przebywania piłkarza w areszcie i do prasy podał informacje, że ów
zawodnik został w Skandynawii, by odwiedzić ciotkę. Resztę członków
reprezentacji ostrzegł: - Mówcie co chcecie o Przemku, ale w przeciwnym razie w
żadnej kadrze już się nie zobaczymy. Sprawa na szczęście dla Przemka zakończyła
się dobrze, bo z więzienia wyszedł, i dzięki ambasadzie RP został szybko
wyekspediowany do domu, ale uraz i do pana Nowaka i do tamtych dni w psychice
piłkarza na pewno pozostał. Na szczęście jednak na dalszą karierę Kaźmierczaka
nie wpłynął. Z Boavistą 3-krotny reprezentant Polski podpisał roczny kontrakt z
opcją przedłużenia go na trzy lata. Póki co żadne szczegóły umowy piłkarza z
zespołem z Porto nie zostały ujawnione, ale mówi się, że Portugalczycy musieli
na stół wyłożyć przynajmniej milion euro. Sam piłkarz tryska optymizmem i już
dziś chciałby zacząć rozgrywki w barwach Boavisty. Może jego przygodą z tą ligą
będzie identyczna jak Marka Saganowskiego, który, choć z Vitorią Guimarares
spadł do drugiej ligi, to jednak z 12 golami na koncie był nie tylko w czołówce
ligowych strzelców, ale również zrobił polskim piłkarzom znakomitą reklamę w
Portugalii. Zresztą sam Kaźmierczak sam przyznaje, że nie byłoby tego transferu
gdyby nie 'Sagan'.
* tekst pisany przed transferem Ireneusza Jelenia
do AJ Auxerre
Autor: Maciej Kanczak
Skomentuj
na forum >>
| |