|

Przypuszczam, że wątpię
Zakończone w niedzielę Mistrzostwa Świata mogliśmy oglądać w paśmie otwartym w aż dwóch ogólnodostępnych stacjach telewizyjnych. Między TVP, a Polsatem (bo to one miały prawa do pokazywania mundialu - do podziału) toczyła się walka o to, by przyciągnąć większą liczbę kibiców przed szklany ekran. By pokonać konkurencję. O mundialowych studiach, komentatorach i ogólnych subiektywnych odczuciach autora - o tym właśnie będzie poniższy artykuł.
Oczywiście na wstępie należałoby wspomnieć o jednej jakże istotnej sprawie. Zastosowany podział był korzystniejszy dla Telewizji Publicznej. Bo to ona jako jedyna w paśmie otwartym pokazywała na żywo wszystkie potyczki polskiej reprezentacji (Platforma Polsatu pokazywała je w paśmie kodowanym w Polsat Sport Extra). Największą publikę zgromadził oczywiście mecz z Niemcami. Według wyliczeń TNS OBOP spotkanie to oglądało 10,7 mln Polaków, a w drugiej połowie nawet 12 milionów! Stacji Zygmunta Solorza pozostały natomiast szlagiery fazy grupowej jak Włochy - Czechy (1 700 000 widzów), Szwecja - Anglia (3 053 900) czy też Holandia - Argentyna (2 571 700). Owe klasyki nie tylko nie dorównały oglądalnością spotkaniom „biało-czerwonych” lecz również „przegrały” z meczami wydawałoby się mniej atrakcyjnymi pokazywanymi przez TVP jak Francja - Korea Południowa (3 373 300) czy Angola - Portugalia (3 936 700)!! Walka o kibica była zażarta. Pod względem oglądalności wygrała ją TVP.
Również studio mundialowe TVP górowało nad polsatowskim. Z kilku względów. Przede wszystkim dzięki zastosowaniu nowoczesnej techniki. Zarówno plazma służąca do analizy taktyki jak i sprzęt do analizy konkretnych sytuacji na boisku okazały się strzałem w dziesiątkę. Wspomagane fachową i rzeczową opinią ekspertów (głównie Jacka Gmocha i Jerzego Engela) były znakomitym uzupełnieniem piłkarskiego spektaklu. Co prawda mogło troszkę razić ciągłe przerywanie pozostałym uczestnikom studia przez Jacka Gmocha ale za ciekawe komentarze dotyczące taktyki można mu to wybaczyć. W Polsacie takiego aspektu zabrakło. Próbował Andrzej Strejlau ale kompletnie mu się nie udało. Można mieć kilka zarzutów do jego analizy spotkania. Choć słowo analiza to chyba za dużo powiedziane. Pojawiający się przed monitorem z wskaźnikiem, mówiący tekst wyuczony na pamięć jak dzieci na akademii szkolnej (to było czuć!) i co najgorsze nie zgłębiając tematu, mówiący oczywiste rzeczy, które można było znaleźć w każdej gazecie, takie typowe lanie wody. Ekspertami Polsatu byli Adam Nawałka oraz Andrzej Zamilski też nie dorównujący swoim konkurentom w publicznej telewizji. Szalę goryczy przelali jeszcze zaproszeni goście. Ich zestawienie pozostawiło we mnie następujące odczucia - po jednej stronie fachowość, po drugiej udawany luz. Tomasz Wołek - znakomicie i ciekawie opowiadał szczególnie o zespołach latynoamerykańskich. Do tego niepowołani przez Janasa ulubieńcy publiczności - Tomasz Frankowski i Jurek Dudek. Z drugiej strony „śmietanka” - przemytnik papierosów Tomasz Hajto, alkoholik Krzysztof Kowalczyk i kiczowaty Paolo Cozza. Zamiast fachowych uwag słyszeliśmy co po chwilę komentarze, które miały być zabawne i dowcipne, a wcale takie nie były, a do tego pachniały prymitywizmem. Lansowany i próbowany już w studiu Ligi Mistrzów pomysł z gotującym Robertem Sową jakoś nie pasował do całości. Połączenie trenera Strejlaua z byłymi reprezentantami Polski jakoś nie bardzo komponowało się w tą zaplanowaną atmosferę wszechobecnego luzu. Wydaje mi się, że jedynym dobrym pomysłem Polsatu związanym z mundialowym studio było zaproszenie do niego kibiców. Jednak nie zmienia to faktu, że tą rywalizację w cuglach wygrała TVP.
Na szczęście Polsat zgromadził w swoich szeregach naprawdę dobrą grupę komentatorów sportowych, co podreperowało w moich oczach całość polsatowskich transmisji. Należy jednak stwierdzić, że każdemu zdarzały się błędy, a niektóre z nich zasłużyły na tytuł „Wiel-błąd roku 2006”. Najbardziej drażniło przechwalanie się akcentem z jakim sprawozdawcy potrafią wymówić nazwiska zagranicznych piłkarzy. I tak oto wystąpiły podziały na linii TVP - Polsat. Znanego z występów w Barcelonie i PSV Eindhoven Phillipa Cocu ci pierwsi czytali normalnie, ci drudzy jako „Koki”. To jednak nie jedyny przykład na upodobanie holenderskiego akcentu przez Romana Kołtonia. Czerpał on olbrzymią satysfakcję z wymowy nazwiska Ruuda van Nisterlooy’a.
|
|
Trudno przytoczyć jak to brzmiało ale przypominało to relacje Mariusza Maxa Kolonki zza oceanu niż komentarz sportowy. Zauważył to nawet przyjaciel Kołtonia - Tomasz Borek, który szybko skwitował z wyraźną ironią: „Roman, cóż za akcent!”. Borek nie ograniczał się do cennych uwag dla partnera. Sam przejął inicjatywę. W zespole Wybrzeża Kości Słoniowej wyróżniał się zawodnik o wdzięcznym imieniu Yaya (czytaj „Jaja”). A jako, że nazwisko (Toure) nosi również inny z piłkarzy zespołu podopiecznych Henri Michela to nieszczęsne imię trzeba było za każdym razem powtarzać. Po jednej z akcji tegoż piłkarza z inauguracyjnego spotkania grupy C (Argentyna 2:1 WKS) w uznaniu dla jego znakomitej gry Borek stwierdził: „Jaja Ture, kolokwialnie mówiąc to są jaja co dzisiaj wyprawia Jaja Ture”. Kończąc wątek nazwisk nie można zapomnieć o Argentyńczyku Javierze Mascherano, który stał się rekordzistą! Raz był „Maczerano”, następnie „Maszerano”, jak również „Maskerano” lub „Maszczerano”. Paranoja! Asem w talii Polsatu okazał się według mnie Przemysław Pełka. Ciekawy głos, fachowy komentarz. Trio Borek-Kołtoń-Iwanow może czuć się zagrożone! Choć i jemu zdarzyły się wpadki - „przypuszczał, że wątpi”. W TVP już tak dobrze nie było. Poza Dariuszem Szapkowskim bieda. Tytuł nudziarza roku zdobyli bez wątpliwości Jacek Jońca i Maciej Iwański, którzy skutecznie mogli by usypiać swoim głosem małe dzieci. Całą sytuację starał się naprawiać - Mirosław Trzeciak. Jednak to właśnie on (wespół z Jońcą) stali się najbardziej bezczelną parą komentującą spotkania MŚ. To co wyprawiali w czasie spotkanie Ekwador - Kostaryka oburzyło mnie straszliwie. Byłem zażenowany ich postawą. Otóż Ci dwaj znawcy futbolu przez całe spotkanie starali się ośmieszyć i poniżyć Kostarykańczyków. Momentami byłem oburzony na to, że tak niekompetentni ludzie mogą pracować w publicznej TV. Ich ironiczne komentarze były po prostu obraźliwe i wcale mnie nie śmieszyły. Oczywiście piłkarze nie zagrali dobrego meczu. Ale mając na uwadze występ polskiej kadry należałoby w mniej bezczelny sposób obrażać innych. A to wszystko niedługo po naszej klęsce, kiedy jeszcze moralny kac nie odszedł. Zabolał mnie też ten eurocentryzm obu Panów. Myślenie i rozumowanie na poziomie przedszkola. Przykład? Proszę bardzo - sens wypowiedzi był taki: Jak to możliwe, że tak słaby zespół jak Kostaryka gra na mundialu. 3 drużyny ze strefy Concacaf to zdecydowanie za dużo. FIFA chce aby na MŚ z każdego kontynentu było przynajmniej kilka drużyn. Niestety dzieje się to kosztem poziomu tej imprezy. Takie słowa w ustach polskich komentatorów intelektualnie mnie poraziły. A może jest inaczej? Może np. to Europa ma za dużo miejsc w MŚ, skoro posyła aż tak słabe drużyny jak Polska?? Może tu jest problem, może powinno być mniej drużyn z naszej strefy? Tego tropu niestety Panowie nie podjęli woląc skupić się na słabości kostarykańskiego futbolu. No i coś co uderzyło najbardziej. Komentarze typu: „(...)znowu nasz los nie zależy od nas(...)od tego meczu zależy czy dalej będziemy w mistrzostwach(...)ta bramka wyrzuca nas z mundialu(...)”. A przecież sami się z tego mundialu wyrzuciliśmy, przecież to my przegraliśmy z Ekwadorem i Niemcami, to my nie strzeliliśmy bramki, więc nie ma co zrzucać naszego niepowodzenia na innych. A to chcieli zrobić komentatorzy - przynajmniej takie miałem wrażenie. Płakałem ze śmiechu jak słyszałem na początku tego meczu - zwycięstwo Kostaryki daje nam szanse na wyjście z grupy. Jak to? Jak można przegrywając 2 mecze, nie strzelając ani jednej bramki tworzyć złudną atmosferę, że możemy jeszcze wyjść z tej grupy? Przecież to jest niepoważne.
Kończąc należy podkreślić, że mistrzostwa zakończyły się dla obu telewizji sukcesem. Również tym marketnigowym, mającym przełożenie na konkretne pieniądze. Sam finałowy pojedynek przyniósł TVP na czysto 2,5 mln złotych. W rywalizacji złotówkowej wygrał jednak Polsat. Zarobił na reklamach najwięcej - 41,7 mln zł. TVP 1 - 16,2 mln, a publiczna „dwójka” - 20 mln zł. TVP przekonuje jednak, że to ona więcej zarobiła, bo sumy te nie odliczają rabatów jakie przyznawały stacje za cały pakiet, a te były ponoć dużo większe w Polsacie.
Wychodzi na to, że w mundialowej konfrontacji zwyciężyła TVP. Ale w zasadzie nie powinno to mieć dla nas dużego znaczenia. Najważniejsze, że pojawia się zainteresowanie i konkurencja. Dzięki temu mamy pewność, że walka o widza będzie trwać. A dla kibica jest to znakomita informacja. Bo nic tak nie podnosi standardu i poziomu transmisji jak zagrożenie, że konkurencja będzie lepsza. Dlatego ciesząc się należy mieć nadzieje, że powstający na jesień nowy kanał sportowy Grupy ITI włączy się do walki o prawa do transmisji największych imprez sportowych na naszym globie. Wtedy co prawda będziemy musieli dużo pstrykać pilotem od telewizora ale na pewno na tym nie stracimy.
Autor: Marek Iwaniszyn
Skomentuj
na forum >>
| |