|

Płacz po Canarhinos
Brazylia sięgająca po Puchar Świata. Brazylia grająca pięknie, Brazylia strzelająca, Brazylia dominująca. Kaka, Adriano i Ronaldo wyróżniającymi się zawodnikami całych mistrzostw, nie pamiętający o kryzysach formy z gry w swoich klubach. Cafu i Roberto Carlos udowadniający, że niesłusznie postawiono na nich krzyżyk. Tak to miało wyglądać. Właśnie: miało.
A jak było? Słaba gra, szczęśliwe zwycięstwa z Chorwacją i Australią, tylko z Japonią Brazylijczycy narzucili swoje tempo gry. Kaka w fazie grupowej był, obok Ze Roberto, najlepszym Brazylijczykiem. W meczu z Ghaną doznał kontuzji i w spotkaniu z Francją zagrał słabo. Ronaldo po fatalnym początku potem zdobył trzy gole, ale w meczu z Francuzami stał na boisku, o Adriano lepiej nic nie mówić... Co do Robinho to żal tylko, że nie grał z Ghaną, i że w meczu z „Tricolores” wszedł tak późno, ale widocznie kontuzja też miała na to wpływ.
Brazylijczycy już przed turniejem poczuli się Mistrzami Świata... Czy noce spędzone w klubach w Weggis były potrzebne? Przypomnijmy sobie, kto się zabawiał: Ronaldinho, Ronaldo, Adriano, Cafu i Roberto Carlos. Co ich łączy? Cała piątka rozczarowała na turnieju. Cafu w żadnym meczu nie pokazał przydatności, Roberto Carlos dobrze grał tylko w końcówce meczu z Francją, dlaczego Parreira nie postawił na Cicinho i Gilberto Silvę, którzy znakomicie się przecież zaprezentowali z Japonią? Za bardzo przywiązał się do nazwisk? Prawdopodobne. Adriano i Ronaldo prawdopodobnie stworzą już niedługo najcięższy atak w historii Realu Madryt i jeżeli obaj panowie będą w Madrycie grali podobnie jak w Niemczech, to Real może być spokojny o kilka następnych lat bez trofeów. O ile Ronado się rozkręcał z meczu na mecz, to Adriano zawiódł kompletnie. Pamiętamy Adriano z Copa America 2004 czy zeszłorocznego Pucharu Konfederacji: znakomity, szybki napastnik, król strzelców obu turniejów. Jak zapamiętamy Adriano z Mundialu niemieckiego? Leń z nadwagą i bez formy... No i wreszcie największy z największych, ten, który miał poprowadzić Canarinhos do Pucharu Świata. Mowa oczywiście o Ronaldinho Gaucho.
|
|
Piłkarz Barcelony, najlepszy zawodnik 2005 roku nie wytrzymał presji, nie mówić mi tu tylko, że on był bez formy! On nawet bez formy ma przebłyski geniuszu i potrafi zdobyć gola czy zaliczyć fantastyczną asystę. Za dużo wywiadów? Za dużo nagród? Jednoznacznie ocenić przyczynę jego słabszej gry jest trudno, w każdym bądź razie w niczym nie przypominał wielkiego Ronniego z Mistrzostw Świata w Korei i Japonii czy Ronniego z Barcelony.
Pozostaje cały czas pytanie, dlaczego Carlos Alberto Parreira na mecz z Francją zmienił taktykę na 4-5-1? Rozumiem, Adriano w słabej formie, Robinho nie w pełni sił był chyba po kontuzji na całe 90 minut. Ale był Fred! Dlaczego selekcjoner nie wystawił u boku Ronaldo młodego napastnika Lyonu? Liczył zapewne na świetną grę tercetu Kaka-Ronaldinho-Juninho. Jak wiemy, przeliczył się... Ronaldo także miał słaby dzień w sobotę 1 lipca, i co? Nie miał kto bramek strzelać. Nigdy więcej takich eksperymentów! Parreira wybrał przed mudialem taktykę, powinien być konsekwentny i grać nią do końca.
Co dalej z Canarinhos? Brazylia to Brazylia, już teraz możemy być pewni jej udziału w Mistrzostwach Świata na boiskach RPA w 2010 roku. A co do tego czasu?
|
| Canarinhios nie wiele pokazali na Mundialu | źródło: AFP |
Selekcjoner Carlos Alberto Parreira po meczu ogłosił, że cel nie został osiągnięty, więc jego praca dobiegła końca, kto go zastąpi? Może Zico? Dowiemy się tego w najbliższych miesiącach. Po Cafu i Carlosie zapewne też nikt nie będzie płakał, bo Cicinho, Daniel Alves czy Gilberto ich zastąpią. Szkoda tylko, że Juninho zastanawia się nad zakończeniem kariery reprezentacyjnej. Być może także Ronaldo zdecyduje się odejść, przecież za 4 lata będzie już 34-latkiem, więc wątpliwym jest to, że zagra na boiskach Afryki. Pewne za to jest, że w tym czasie usłyszymy o wielu nowych, młodych utalentowanych Brazylijczykach, takich jak chociażby osiemnastoletni obecnie Kerlon z Cruzeiro Belo Horizonte. Co by się więc nie działo, jednego możemy być pewni - mimo porażki z Francją Brazylia nie zginie, a za cztery lata znowu będzie jednym z głównych faworytów, kto wie, może wtedy szczęście się do nich uśmiechnie i zdobędą szóste mistrzostwo?
Autor: Krzysztof "Bobi" Woźnica
Skomentuj
na forum >>
| |