|

Difence!
Po mundialu kibice spodziewają się w zasadzie jednej rzeczy: że będzie piękny, ewentualnie ciekawy lub dramatyczny - kwestia gustu. Na pewno nie oczekujemy stu tysięcy kibiców na stadionie i wokół niego - choć dobra atmosfera się przydaje. Nie zależy nam też specjalnie na reklamach puszczanych przed, po i w przerwach meczy. Nawet komentator nie musi być z najwyższej półki - byle tylko nie przeszkadzał w odbiorze. Ale piękno - to coś, co w piłce nożnej jest niezbędne. Niestety mijające właśnie mistrzostwa przywiodły mi na myśl, że może jednak nie...
Bo i właściwie po co grać ładnie? Po co zachwycać tłumy kibiców składnymi akcjami, skoro można do perfekcji opanować stałe fragmenty gry. Po co w ogóle utrzymywać się przy piłce, atakować, jeśli można spokojnie poczekać na błąd rywala i zdobyć bramkę, często jedyną i decydującą o losach spotkania. Po cóż wreszcie wystawiać graczy z polotem i fantazją, skoro można solidnych rzemieślników, którzy jednym ostrym wejściem wybiją gwiazdom z głowy jakieś nieszablonowe zagrania czy rajdy.
Na mundialu dzielił i rządził system gry z jednym napastnikiem. Różne były jego odmiany, różna także skuteczność (vide Polska). Jedno właściwie łączyło drużyny stosujące owo ustawienie - totalny brak finezji w grze i opieranie się na "diamenciku" (napastnik plus dwóch skrzydłowych, czasem wspomaganych przez środkowego pomocnika), który nigdy nie stwarzał i stwarzać nie będzie wielu okazji do zdobycia bramki. Właściwie tylko jednemu zespołowi udało się połączyć defensywny styl gry z dobrze przeprowadzanymi atakami, w których w sukurs pomocnikom i napastnikowi szli także boczni obrońcy. Drużyna ta wygrała cały turniej, chociaż de facto w spotkaniu finałowym nic z owych przymiotów nie pokazała. Ale cóż zrobić - mecze finałowe rządzą się własnymi prawami, powiadają, że się ich nie rozgrywa tylko wygrywa. No i fakt - Włosi nie rozgrywali, po prostu mieli solidny blok obronny i Marco Materazziego, bez którego mogłoby się skończyć na 0:0. Z zawodnikiem Interu w składzie można liczyć na prawdziwe emocje - bramki, faule, kartki - to wszystko i jeszcze więcej zapewni tylko on, jeden z największych brutali Serie A, którego zapamiętamy nie jako strzelca bramki, ale bezczelnego prowokatora niszczącego pożegnanie Zinedine'a Zidane'a z wielkim futbolem.
|
|
Najbardziej żal Hiszpanii, która miała ogromną szansę na przełamanie złej passy w turniejach. Tradycyjni już "mistrzowie eliminacji" zagrali bodaj najofensywniejszy kawałek futbolu, nie wynikający jedynie z ustawienia 4-3-3. Skład personalny zespołu, zwłaszcza w ofensywie, musi budzić zazdrość wielu trenerów. Wystarczy spojrzeć, kogo miał do dyspozycji trener wśród pomocników - doświadczeni (i ciągle niezbyt zaawansowani wiekowo) Xavi, Iniesta, Joaquin, Luis Garcia, Xabi Alonso, każdy z nich śmiało mógłby pretendować do gry w pierwszej drużynie. A przecież mamy jeszcze młodzież z Arsenalu - Fabregasa i Reyesa. Jeden z tej dwójki zwykle wspierał obecnych na boisku napastników, a tutaj nazwiska równie wielkie - Raul, Villa, Torres. Równie bogatym potencjałem kadrowym mogła pochwalić się jedynie Brazylia - cóż jednak z tego, skoro w meczu z Francją trener złym ustawieniem (trójka defensywnych pomocników, jeden napastnik) zabrał im chyba jedyną szansę na ogranie rywali - grę skrzydłami. Można się spierać, że Ronaldinho i Kaka przy swojej zwykłej dyspozycji poradziliby sobie bez problemu z Gallasem, Thuramem, Vieirą i Makelele, ale w formie nie byli. Za to Francuzi - przeciwnie.
Defensywne ustawianie zespołu to jedno, na niską widowiskowość mistrzostw wpływ miały też inne czynniki, ze zmęczeniem piłkarzy na czele. Kto widział Ronaldinho w finale LM musiał zauważyć, że zawodnik był już bez formy. Czy jednak można stale utrzymywać swoją grę na dobrym poziomie, jeżeli rozgrywa się kilkadziesiąt meczy w sezonie? Bynajmniej. Niepokojąco brzmią w tej sytuacji głosy, by przywrócić wcześniejszą formułę LM - dwie fazy grupowe. A może droga jest zupełnie inna? Może zamiast wysuwać co najmniej dziwne pomysły w stylu powiększenia bramek(sic!) czy zmniejszenia ilości zawodników, warto tym zawodnikom dać jednak więcej czasu na odpoczynek i regenerację sił? Dyskusja będzie się zapewne toczyć, ale szefostwo FIFA i UEFA już dziś powinno sobie zadać pytanie, co jest ważniejsze: multum spotkań ligowych, pucharowych, reprezentacyjnych, mistrzowskich wreszcie, w których zawodnicy nie mają szans pokazania swoich faktycznych umiejętności; czy może jednak okrojenie liczby spotkań w jednym sezonie?
Autor: Daniel Markiewicz
Skomentuj
na forum >>
| |