|

Francuski łącznik, angielski pacjent
Obaj byli na tych mistrzostwach w blasku reflektorów, obaj pojawiali się na pierwszych stronach dzienników sportowych i wreszcie obaj mieli być prawdziwymi liderami swych drużyn. Udało się tylko jednemu, ale za to z jakim skutkiem!
Zinedine Zidane i Wayne Roooney, bo to o nich mowa, byli przed mundialem w zupełnie różnych sytuacjach. Pierwszy kończy reprezentacyjną karierę w zespole, który na zwycięstwo w meczu MŚ czekał od 1998r. Po Francji i jej podstarzałym liderze mało kto spodziewał się więcej niż wyjścia z wyjątkowo słabej grupy. Z kolei talent Rooney'a miał znaleźć upust właśnie teraz. Świat stał otworem przed tym chłopakiem już podczas EURO 2004, wtedy jednak na przeszkodzie stanęła kontuzja, jakiej nabawił się w trakcie turnieju. Sytuacja powtórzyła się na kilka tygodni przed rozpoczęciem niemieckiego mundialu - Wayne doznał urazu, który wedle pierwszych diagnoz miał wykluczyć jego udział. Tak się jednak nie stało - angielski piłkarz przechodził błyskawiczną rekonwalescencję, a prognozy co do jego występu były coraz bardziej optymistyczne. Zagrał już w fazie grupowej, a wobec kontuzji Michaela Owena i słabej dyspozycji Petera Croucha szybko stał się zawodnikiem pierwszego składu.
Trudno powiedzieć, co bardziej zaszkodziło młodziakowi. Czy system gry preferowany przez Eriksona, czy też jego wybuchowy charakter. Najpewniej jedno i drugie. Faktem jest, że w ustawieniu z jednym tylko napastnikiem Rooney (pamiętajmy, że świeżo po kontuzji) męczył się strasznie, wyładowując w końcu frustrację na jednym z Portugalczyków, włączając się do walki o najgłupszą czerwoną kartkę mistrzostw (w moim prywatnym rankingu nieznacznie tylko wyprzedził Radka Sobolewskiego). Anglicy odpadli, drzwi do IV RP... tzn. do drugiego w historii mistrzostwa nie stanęły otworem.
|
|
Oczekiwania wobec Rooney'a były ogromne, z o wiele lepszej pozycji startował za to Zidane. Jeśli miesiąc temu ktoś by mi powiedział, że Francuzi zagrają w finale, pokonując po drodze Brazylię i Hiszpanię, popukałbym się w czoło i odesłał delikwenta do psychiatry.
|
| Czerwień dla Rooneya | źródło: AFP |
Dzisiaj nadal nie jestem w stanie zrozumieć, jak tak brzydko grająca drużyna zdołała osiągnąć aż tyle. Z drugiej strony przypadek Grecji na EURO mógł być zapowiedzią końca pewnej ery w futbolu, którym od tej chwili rządzić będą nie sztuczki techniczne, a przygotowanie kondycyjne i żelazna taktyka. Trójkolorowi mieli i jedno, i drugie. Chociaż na początku grali fatalnie, to potrafili umiejętnie szukać formy (w przeciwieństwie do faworyzowanych Brazylijczyków, którzy szukali jej wszędzie, ale nie na boisku). Ale przede wszystki posiadali w swych szeregach zawodnika potrafiącego jednym podaniem rozstrzygnąć losy spotkania. Owszem, takich zawodników było na tych mistrzostwach wielu, ale tylko jednemu się ta sztuka udawała - i to kilka razy pod rząd! A zwą go Zizou...
Można żałować, że odchodzi geniusz, można wspominać jego wielkie mecze i triumfy. Mecze Francuzów zawsze już będą przywodziły na myśl gracza wybitnego, powracającego do kadry w wieku 35 lat i udowadniającego, że ciągle jest lepszy od jego potencjalnych następców. A jeśli dodatkowo uświadomimy sobie, że mają go zastąpić narwańcy z nieskalanym myślą spojrzeniem pokroju Rooney'a, to może nawet zakręci nam się w oku łza.
Autor: Daniel Markiewicz
Skomentuj
na forum >>
| |