|

W obronie Janasa
Nie od dziś wiadomo, że Polacy są narodem, któremu trudno
dogodzić. Z czasem narzekanie stało się jednym z naszych ulubionych zajęć.
Narzekanie stało się też szczególną domeną polskich mediów. A te w sposób
zdecydowany potrafią wyrazić swoje niezadowolenie. Z falą krytyki spotkały się
także decyzje personalne, jakie podjął Paweł Janas, powołując kadrę na
niemiecki Mundial. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą po meczu z Ekwadorem i
przegraniu mistrzostw. Mnie osobiście ciekawi, jak zachowaliby się nasi
reporterzy, gdyby w mistrzostwach wzięli promowani PRZEZ NICH zawodnicy.
1. Jerzy Dudek
Człowiek nieoceniony w reprezentacji Polski. Często, gdy
cała drużyna zawodziła, on jeden utrzymywał swój stały, wysoki poziom.
Aczkolwiek i jemu zdarzały się głupie wpadki, jak autorskie bramki na
sztokholmskiej Raasundzie lub pamiętna „szmata” w ligowym meczu Liverpoolu z
Manchesterem United. Po niezapomnianym stambulskim finale Pucharu Klubowych
Mistrzów Europy przeciwko Milanowi nikt, dosłownie nikt nie wyobrażał sobie
polskiej kadry bez tego bramkarza. Nikt, poza jednym człowiekiem – Pawłem
Janasem, który nie zdecydował się na pozostawienie „Dudiego” w domu i zaufanie
Arturowi Borucowi, Łukaszowi Fabiańskiemu i Tomaszowi Kuszczakowi. W meczu z Ekwadorem, który
bez cienia wątpliwości zadecydował o przedwczesnym powrocie naszych piłkarzy do
Polski, obowiązki pierwszego bramkarza pełnił goalkiper Celtiku Glasgow. Puścił
dwa gole. Nazajutrz w (nie tylko) polskich gazetach dało się zobaczyć tytuły w
stylu: „Gdzie jest Dudek?” Pretensje niby uzasadnione, ale spójrzmy na to z
innej strony. Załóżmy, że w tym meczu Dudek jednak by zagrał, a spotkanie
zakończyłoby się identycznym rezultatem. Tytuły gazet i czasopism brzmiałyby: „Dlaczego
Dudek?” Dziennikarze skrytykowaliby Janasa za to, że stawia na bramkarza, który
przez cały rok praktycznie nie grał. Przecież popularny „Jerry” wystąpił w
zaledwie sześciu meczach ligowych. Natomiast Boruc ma za sobą udany sezon,
mistrzostwo Szkocji i pewne miejsce w składzie swojego klubu. Gdyby nie Boruc,
z boiska w Dortmundzie Polacy nie zeszliby z bagażem jednej, ale co najmniej
kilku bramek. Tak więc, czy rzeczywiście pozostawienie Dudka w domu nie było
uzasadnione?
2. Tomasz Kłos
Kłosa miejsce na Mundialu. Jego numer na koszulce i miejsce
na placu gry przejął gracz FK Moskwa, Mariusz Jop. Od jakiegoś czasu Jop stał się człowiekiem, od którego
zaczynało się ustalanie składu biało-czerwonej reprezentacji. W klubie nie miał
nikogo, kto mógłby go wygryźć z podstawowej jedenastki. Nikogo więc nie
dziwiło, że to właśnie on pojawił się w środku obrony na mecz z Ekwadorem.
Zagrał dość dobrze, kilkakrotnie udanie interweniował i blokował, ale nie
ustrzegł się błędów. To Jopa należy zaliczyć do głównych winowajców utraty
pierwszego gola, od którego wszystko zaczęło się sypać. Dziennikarze zauważyli
to, i za tą decyzję skrytykowali Pawła Janasa. Załóżmy jednak, że partnerem
Bąka tego dnia nie był stoper FK Moskwa, tylko Kłos. Co podzieliby pismacy?
Prawdopodobnie coś w stylu: „Panie trenerze, za jakie grzechy wystawiasz pan
Kłosa?” Przecież wiadomo, że defensor Wisły nie od wczoraj jest w słabej
formie.
|
|
W niektórych meczach prezentował się wręcz beznadziejnie. Dawał się
ogrywać, jak Wałdoch Paulecie w Joenjou. Gdyby nie
niefortunna interwencja Kłosa, wicemistrzowie kraju nie polegliby w Kielcach.
Po czyim błędzie Gajtkowski zdobył
bramkę dającą Kolporterowi trzy punkty? Na dodatek przed Mundialem Kłos
aktywnie włączył się w reklamę Etopiryny (a podobno Chuck Norris przekonał Goździkową
do Apapu). Dlatego wydaje mi się, że brak powołania dla tego piłkarza też jest
uzasadniony.
3. Marcin Burkhardt
Niepowołanie urodzonego w Elblągu rozgrywającego Legii też
spotkało się z powszechną krytyką. Pawłowi Janasowi był po prostu niepotrzebny.
Miał w końcu lidera drużyny w osobie Mirosława Szymkowiaka, który swoją postawą na boisku, zaangażowaniem w grę i
celnymi podaniami miał wprowadzić Polskę do fazy pucharowej Weltmeisterschaft
2006. W meczu z Ekwadorem „Szymek” oddał się bezproduktywnemu staniu, od czasu
do czasu przypominając komentatorom o swojej obecności na placu gry.
Selekcjoner nawet nie zastąpił go zwycięzcą wyścigu o mianu jego zmiennika,
Sebastianem Milą, oglądającym mecze
swojego klubu z trybun lub w telewizji. Pomyślmy, co by się działo, gdyby
poczynaniami reprezentacji kierował popularny „Burinho”? Po przegranym
spotkaniu trener Janas zostałby skrytykowany za pełne zaufanie do piłkarza
nieregularnego, przeplatającego piękne zagrania z bezmyślnymi stratami i nie
wytrzymującemu całego meczu. Przecież Burkhardtowi przez cały sezon sił
wystarczało zaledwie na godzinę gry, potem zawsze zastępował go Aleksandar Vuković. Wydaje się, że i ten zawodnik
zasłużenie został w domu.
4. Tomasz Frankowski
Gdyby nie „Franek”, Polski na pewno nie widzielibyśmy na
niemieckich boiskach. To jego gole w spotkaniach z Austrią, Walią,
Azerbejdżanem i Anglią dały nam bilety na mistrzostwa świata. Brak powołania
dla tego piłkarza został jeszcze bardziej skrytykowany, niż absencja Jerzego
Dudka. O wiele dotkliwiej brak akceptacji dla tej decyzji wyrazili kibica w
Chorzowie, skandując podczas meczu z Kolumbią: „Gdzie jest Franek – łowca
bramek?” Załóżmy, że i on zaprezentowałby się w Gelsenkirchen przeciwko
Ekwadorowi i pokazał tylko, co jedyny tamtego dnia napastnik, Maciej Żurawski. Reporterzy kazaliby Janusowi
puknąć się w głowę i zastanowić się nad wstawianiem do składu atakującego bez
formy i nie zdobywającego bramek. Po raz ostatni piłka po strzale Frankowskiego
zatrzepotała w siatce w grudniu, gdy ten bronił jeszcze barw hiszpańskiego
drugoligowca Elche. I tu wydaje się, że ta decyzja jest uzasadniona.
Polakom zawsze trudno było dogodzić. Spójrzmy prawdzie w
oczy: nasz cel na mistrzostwach, czyli wyjście z grupy nie został osiągnięty.
Wbrew wszystkiemu,
|
|
| Paweł Janas | źródło: AFP |
selekcję prowadzono prawidłowo, czego dowodem jest
znalezienie się w kadrze Bartosza Bosackiego, bohatera meczu z Kostaryką. Teraz
o losach selekcjonera rozstrzygnie prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej,
Michał Listkiewicz. Z jednej strony
szkoleniowiec ma najlepszy bilans w historii naszej piłki – nie przegrał
zaledwie 28% swoich meczów. Z drugiej nie zrealizował postawionego przed nim
zadania. Jeśli Listkiewicz zadecyduje o dymisji Pawła Janasa, przed jego
następcą stanie bardzo trudne wyzwanie. Będzie mieć zaledwie jeden mecz na
zbudowanie jedenastki zdolnej pokonać Armenię, Azerbejdżan, Finaldię, Serbię i
Czarnogórę, Belgię i Portugalię – rywali biało-czerwonych w eliminacjach do
mistrzostw Europy 2008.
Autor: Łukasz
Koszewski
Skomentuj
na forum >>
| |