strona: 26        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


W obronie Janasa


Nie od dziś wiadomo, że Polacy są narodem, któremu trudno dogodzić. Z czasem narzekanie stało się jednym z naszych ulubionych zajęć. Narzekanie stało się też szczególną domeną polskich mediów. A te w sposób zdecydowany potrafią wyrazić swoje niezadowolenie. Z falą krytyki spotkały się także decyzje personalne, jakie podjął Paweł Janas, powołując kadrę na niemiecki Mundial. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą po meczu z Ekwadorem i przegraniu mistrzostw. Mnie osobiście ciekawi, jak zachowaliby się nasi reporterzy, gdyby w mistrzostwach wzięli promowani PRZEZ NICH zawodnicy.

1. Jerzy Dudek
Człowiek nieoceniony w reprezentacji Polski. Często, gdy cała drużyna zawodziła, on jeden utrzymywał swój stały, wysoki poziom. Aczkolwiek i jemu zdarzały się głupie wpadki, jak autorskie bramki na sztokholmskiej Raasundzie lub pamiętna „szmata” w ligowym meczu Liverpoolu z Manchesterem United. Po niezapomnianym stambulskim finale Pucharu Klubowych Mistrzów Europy przeciwko Milanowi nikt, dosłownie nikt nie wyobrażał sobie polskiej kadry bez tego bramkarza. Nikt, poza jednym człowiekiem – Pawłem Janasem, który nie zdecydował się na pozostawienie „Dudiego” w domu i zaufanie Arturowi Borucowi, Łukaszowi Fabiańskiemu i Tomaszowi Kuszczakowi. W meczu z Ekwadorem, który bez cienia wątpliwości zadecydował o przedwczesnym powrocie naszych piłkarzy do Polski, obowiązki pierwszego bramkarza pełnił goalkiper Celtiku Glasgow. Puścił dwa gole. Nazajutrz w (nie tylko) polskich gazetach dało się zobaczyć tytuły w stylu: „Gdzie jest Dudek?” Pretensje niby uzasadnione, ale spójrzmy na to z innej strony. Załóżmy, że w tym meczu Dudek jednak by zagrał, a spotkanie zakończyłoby się identycznym rezultatem. Tytuły gazet i czasopism brzmiałyby: „Dlaczego Dudek?” Dziennikarze skrytykowaliby Janasa za to, że stawia na bramkarza, który przez cały rok praktycznie nie grał. Przecież popularny „Jerry” wystąpił w zaledwie sześciu meczach ligowych. Natomiast Boruc ma za sobą udany sezon, mistrzostwo Szkocji i pewne miejsce w składzie swojego klubu. Gdyby nie Boruc, z boiska w Dortmundzie Polacy nie zeszliby z bagażem jednej, ale co najmniej kilku bramek. Tak więc, czy rzeczywiście pozostawienie Dudka w domu nie było uzasadnione?

2. Tomasz Kłos
Kłosa miejsce na Mundialu. Jego numer na koszulce i miejsce na placu gry przejął gracz FK Moskwa, Mariusz Jop. Od jakiegoś czasu Jop stał się człowiekiem, od którego zaczynało się ustalanie składu biało-czerwonej reprezentacji. W klubie nie miał nikogo, kto mógłby go wygryźć z podstawowej jedenastki. Nikogo więc nie dziwiło, że to właśnie on pojawił się w środku obrony na mecz z Ekwadorem. Zagrał dość dobrze, kilkakrotnie udanie interweniował i blokował, ale nie ustrzegł się błędów. To Jopa należy zaliczyć do głównych winowajców utraty pierwszego gola, od którego wszystko zaczęło się sypać. Dziennikarze zauważyli to, i za tą decyzję skrytykowali Pawła Janasa. Załóżmy jednak, że partnerem Bąka tego dnia nie był stoper FK Moskwa, tylko Kłos. Co podzieliby pismacy? Prawdopodobnie coś w stylu: „Panie trenerze, za jakie grzechy wystawiasz pan Kłosa?” Przecież wiadomo, że defensor Wisły nie od wczoraj jest w słabej formie.



W niektórych meczach prezentował się wręcz beznadziejnie. Dawał się ogrywać, jak Wałdoch Paulecie w Joenjou. Gdyby nie niefortunna interwencja Kłosa, wicemistrzowie kraju nie polegliby w Kielcach. Po czyim błędzie Gajtkowski zdobył bramkę dającą Kolporterowi trzy punkty? Na dodatek przed Mundialem Kłos aktywnie włączył się w reklamę Etopiryny (a podobno Chuck Norris przekonał Goździkową do Apapu). Dlatego wydaje mi się, że brak powołania dla tego piłkarza też jest uzasadniony.

3. Marcin Burkhardt
Niepowołanie urodzonego w Elblągu rozgrywającego Legii też spotkało się z powszechną krytyką. Pawłowi Janasowi był po prostu niepotrzebny. Miał w końcu lidera drużyny w osobie Mirosława Szymkowiaka, który swoją postawą na boisku, zaangażowaniem w grę i celnymi podaniami miał wprowadzić Polskę do fazy pucharowej Weltmeisterschaft 2006. W meczu z Ekwadorem „Szymek” oddał się bezproduktywnemu staniu, od czasu do czasu przypominając komentatorom o swojej obecności na placu gry. Selekcjoner nawet nie zastąpił go zwycięzcą wyścigu o mianu jego zmiennika, Sebastianem Milą, oglądającym mecze swojego klubu z trybun lub w telewizji. Pomyślmy, co by się działo, gdyby poczynaniami reprezentacji kierował popularny „Burinho”? Po przegranym spotkaniu trener Janas zostałby skrytykowany za pełne zaufanie do piłkarza nieregularnego, przeplatającego piękne zagrania z bezmyślnymi stratami i nie wytrzymującemu całego meczu. Przecież Burkhardtowi przez cały sezon sił wystarczało zaledwie na godzinę gry, potem zawsze zastępował go Aleksandar Vuković. Wydaje się, że i ten zawodnik zasłużenie został w domu.

4. Tomasz Frankowski
Gdyby nie „Franek”, Polski na pewno nie widzielibyśmy na niemieckich boiskach. To jego gole w spotkaniach z Austrią, Walią, Azerbejdżanem i Anglią dały nam bilety na mistrzostwa świata. Brak powołania dla tego piłkarza został jeszcze bardziej skrytykowany, niż absencja Jerzego Dudka. O wiele dotkliwiej brak akceptacji dla tej decyzji wyrazili kibica w Chorzowie, skandując podczas meczu z Kolumbią: „Gdzie jest Franek – łowca bramek?” Załóżmy, że i on zaprezentowałby się w Gelsenkirchen przeciwko Ekwadorowi i pokazał tylko, co jedyny tamtego dnia napastnik, Maciej Żurawski. Reporterzy kazaliby Janusowi puknąć się w głowę i zastanowić się nad wstawianiem do składu atakującego bez formy i nie zdobywającego bramek. Po raz ostatni piłka po strzale Frankowskiego zatrzepotała w siatce w grudniu, gdy ten bronił jeszcze barw hiszpańskiego drugoligowca Elche. I tu wydaje się, że ta decyzja jest uzasadniona.

Polakom zawsze trudno było dogodzić. Spójrzmy prawdzie w oczy: nasz cel na mistrzostwach, czyli wyjście z grupy nie został osiągnięty. Wbrew wszystkiemu,
| Paweł Janas | źródło: AFP
selekcję prowadzono prawidłowo, czego dowodem jest znalezienie się w kadrze Bartosza Bosackiego, bohatera meczu z Kostaryką. Teraz o losach selekcjonera rozstrzygnie prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, Michał Listkiewicz. Z jednej strony szkoleniowiec ma najlepszy bilans w historii naszej piłki – nie przegrał zaledwie 28% swoich meczów. Z drugiej nie zrealizował postawionego przed nim zadania. Jeśli Listkiewicz zadecyduje o dymisji Pawła Janasa, przed jego następcą stanie bardzo trudne wyzwanie. Będzie mieć zaledwie jeden mecz na zbudowanie jedenastki zdolnej pokonać Armenię, Azerbejdżan, Finaldię, Serbię i Czarnogórę, Belgię i Portugalię – rywali biało-czerwonych w eliminacjach do mistrzostw Europy 2008.


Autor: Łukasz Koszewski

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>