strona: 22        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Mundialowy pamiętnik


Na tegoroczne Mistrzostwa Świata czekałem z nieukrywaną nadzieją od dłuższego czasu. Poprzednia impreza dosyć wyraźnie mnie rozczarowała, ale było to podyktowane raczej odległością geograficzną, przez którą nie dało się poczuć tej atmosfery wielkiego piłkarskiego święta. Tym razem miało być inaczej! Gospodarz imprezy - Niemcy, nie dość, że kraj europejski to w dodatku nasz zachodni sąsiad. Wszystko to co mam nadzieje przeczytacie jest formą takiego mundialowego pamiętnika, który pozwoli za jakiś czas powrócić do wszystkich wydarzeń, które miały miejsce od 9 czerwca do 9 lipca na niemieckich boiskach.

9 czerwiec
Nie dość, że początek imprezy, to w dodatku dzień pierwszego spotkania polskiej reprezentacji. Multum pytań, niepewności, niewyobrażalne oczekiwania i emocje - to wszystko, co czułem (zresztą jestem przekonany, że nie tylko ja). Miałem okazję tego dnia pojeździć trochę po ulicach Poznania, i to co wywarło na mnie rewelacyjne wrażenie to konsolidacja rodaków. Flagi, pełno flag - tych rozdawanych przez „Tyskie” jak i również tych najzwyklejszych. Zaskoczyli niektórzy kierowcy umieszczający w swoich samochodach szaliki, flagi, bądź też chorągiewki z biało-czerwonymi barwami. Może trudno w to uwierzyć, ale ten piłkarski szał czuć było naprawdę!!!

Ceremonia otwarcia. Cóż można o niej napisać? Była krótka, i dobrze! Z całą pewnością nie nudziła, gdyż mimo swojej dość krótkiej formuły potrafiła zaciekawić widza - i tego stadionowego, i tego przed telewizorem.
| Ceremonia otwarcia |
źródło: AFP
Bardzo dobrze wypadł oficjalny hymn 18 Mistrzostw Świata wykonywany przez Herberta Groemeyera. Wprawdzie nie da się ukryć, że bardziej pasowałby on raczej do następnych mistrzostw (w RPA), jednakże zaskarbił on sobie nie tylko moje serce, ale i uszy! Tak jak to było podczas Mundialu we Francji - oficjalny hymn będzie dość wyraźnie kojarzył mi się ze spotkaniami piłkarskimi. Wprawdzie Ricky Martin był bardziej żywiołowy i ekspresyjny, to jednak kompozycja Groemeyera pasuje jakoś do niemieckiej stylistyki. Część oficjalną sobie darujemy, i tak jedynym o czym by można było wspomnieć to wygwizdywanie Blattera (no bo przecież nie o trzęsących się mikrofonach, prawda?). Zapomniałbym dodać, że fantastyczne wrażenie zrobił na mnie monachijski obiekt AllianzArena. Z zewnątrz wygląda rewelacyjnie, a w środku jest jeszcze lepiej!

Jednak mistrzostwa to nie ceremonia otwarcia, a mecze, mecze i jeszcze raz mecze! A już pierwszy z nich pokazał, że kibice tego lata (a raczej wiosny i lata) będą oglądać wspaniałe spektakle piłkarskie. Może przesadzam, i ryzykuje dużo pisząc te słowa, ale skoro pojedynek Niemiec z Kostaryką przyniósł tak wiele pozytywnych emocji to im dalej w las musi być jeszcze lepiej! Piłkarze prowadzeni przez Klinsmanna nie zagrali może jakoś fenomenalnie, ale niezwykle skutecznie - dodatkowo okrasili to dwiema „światowymi” bramkami: Lahma i Fringsa. Kostarykańczycy postarali się o to, aby stworzyć w tym spotkaniu ciekawe widowisko. Dwie bramki Wanchope’a diametralnie zmieniały humory niemieckim piłkarzom i kibicom - chociaż trzeba to powiedzieć wprost, że ogólnie piłkarze z Ameryki Środkowej ustępowali gospodarzom co najmniej o klasę.

Na koniec dnia pozostał nasz mecz, który na stadionie w Gelsenkirchen zgromadził - bagatela - 35 tysięcy
| Piłka w polskiej bramce |
źródło: AFP
polskich fanów. Mazurek Dąbrowskiego i głośny doping, krzyki, chóralne śpiewy, to wszystko podpowiadało, że zgnieciemy Ekwador. Jednak piłkarze nie dostroili się do poziomu kibiców, zagrali słabo. Nie będę streszczał spotkania, gdyż od tego jest relacja, którą zresztą macie w tym numerze @-Sport. Dodam jedynie, że nie chciałbym być w skórze Janasa. On ma teraz potwornie wielki problem, z którym poradzić sobie musi sam. Najgorsza jest ta bezsilność, czysto kibicowska, kiedy widzi się prawidłową bramkę Krzynówka, poprzeczkę Jelenia czy słupek Pawła Brożka. Na dzień dzisiejszy wierzę w cuda - i chciałbym by ten się ziścił 14 czerwca w Dortmundzie..

10 czerwiec
Obudziłem się z lekkim kacem - moralnym, ale myślę, że z jeszcze większym tego dnia budzili się polscy piłkarze. Przynajmniej mam nadzieję, gdyż w pełni zasłużyli na to, aby go mieć. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem! Chwilę po przebudzeniu jakoś tak bardziej optymistycznie podszedłem do tego wszystkiego, i nawet uwierzyłem w to, że Polacy mogą jeszcze powalczyć na tych mistrzostwach. Terminarz dnia układał się całkiem okazale, chociaż dobrze wiedziałem, że raczej nie obejrzę wieczornego spotkania Argentyny z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Jak się okazało straciłem wiele, bo mecz był bardzo dobry i szybki (jak donoszą redakcyjni koledzy i źródła medialne). Ja w tym czasie byłem na koncercie T.Love, gdzie Muniek Staszczyk skarżył się na brak humoru i zmęczenie spowodowane obecnością na stadionie w Gelserkirchen. No, ale przynajmniej wielką kibicowską przygodę przeżył ;-)

Pierwszym spotkaniem dnia był pojedynek Anglii z Paragwajem. Zaczęło się ładnie i szybko od gola zdobytego przez Beckhama z rzutu wolnego. Niby na początku trafienie przypisywano paragwajskiemu obrońcy, który jako ostatni dotknął piłkę to przyznać trzeba, że autorem bramki jest jednak "Becksi". Kolejne kilka minut to nadal dobra gra Anglików, w tym przede wszystkim Beckhama - jednak później było już coraz nudniej. Crouch przypominał mi trochę naszego Grześka Rasiaka - wysoki, mało zwrotny - i nie zrobił najlepszego wrażenia mimo, że miał kilka fajnych zagrań. Zresztą bardzo ciekawie i śmiesznie przedstawiał się atak Anglików z malutkim Owenem i wielkim Crouchem. Zawiedli w środku pola Lampard i Gerrard, chociaż ten pierwszy może się pochwalić celnymi strzałami z 25 metrów. Anglia wygrała ale nie było to jakieś piękne zwycięstwo.

W kolejnym meczu z całego serca kibicowałem piłkarzom z Trynidadu i Tobago. Obstawiałem bramkowy remis, gdyż szczerze wierzyłem, że taki wynik jest jak najbardziej możliwy. I jak się okazało pomyliłem się bardzo niewiele. Fakt faktem, że szczęście było po stronie zawodników z Karaibów - ale Szwedzi nie zagrali rewelacyjnego spotkania. W kraju zaś komentarze po porażce Polaków - jak zwykłe śmiałe wypowiedzi Jana Tomaszewskiego, frustracje kibiców, wypowiedzi samych piłkarzy. Atmosfera wprost fatalna.

11 czerwiec
Niedziela, a te jak wiadomo są zazwyczaj leniwe. I taka też była dla reprezentantów Polski, którzy dostali dzień wolny. Jedni pojechali na ryby, inni na zakupy - jeszcze inni (jak chociażby Paweł Janas) zniknęli bez śladu. A w hali prasowej tłum dziennikarzy oczekujących właśnie na trenera. Zamiast niego pojawił się prezes Listkiewicz z Antonim Piechniczkiem. Obecność tego drugiego nieco mnie zaskoczyła. Śledziłem przebieg tej konferencji z niemałym zainteresowaniem, gdyż chyba po raz pierwszy odkąd takowa jest przeprowadzana w Barssinghausen pytania były dosyć ostre, konkretne, a co za tym idzie trudne. Można śmiało stwierdzić, że dziennikarze zrobili "dym", ale taki z kategorii tych potrzebnych. Zachowanie niektórych redaktorów mieszało się nawet z frustracją, co po fatalnym piątkowym meczu jest dość zrozumiałe.

Zostawmy jednak polskie problemy na boku, wszak w niedzielę rozegrano trzy kolejne spotkania mistrzostw, w tym jedno arcyważne między Serbią i Czarnogórą, a Holandią. Rozgrywanie spotkań o godzinie 15:00 nie jest zbytnio trafione, ale z drugiej strony kiedy te mecze rozgrywać, jeżeli chcemy się zmieścić w ramach czasowych? Okropny skwar panował nad stadionem w Lipsku! I chociaż nie było to, aż tak widoczne w początkowej fazie meczu, to tym bardziej z upływem czasu uwydatniał się wysiłek i wyczerpanie piłkarzy biegających przy +30 st. C. Holendrzy mieli Robbena, który zagrał fantastyczny mecz! I już pomijam to, że w kilku sytuacjach grał zbyt indywidualnie, bo najważniejsze dla Oranje są 3 punkty, a te w dużej mierze są efektem gry Holendra.

Spotkanie Meksyku z Iranem, w moim odczuciu miało być widowiskiem dosyć nudnym, i raczej jednostronnym. Okazało się inaczej, co jest przykładem tego, że nie znam się na piłce azjatyckiej ;-). Był to z całą pewnością najciekawszy mecz dnia, w którym piłkarze z Iranu, trenowani przez chorwackiego szkoleniowca walczyli dzielnie i jak równy z równym. Ale przegrali przez swoją głupotę, a raczej karygodny błąd w obronie. Dzięki temu Bravo strzelił gola na 2:1, a trzecia bramka dla piłkarzy z Meksyku była typowym "pójściem za ciosem". Jednym słowem nokaut, chociaż Iran nie ma czego się wstydzić, i kto wie co pokażą jeszcze na tym Mundialu. Zawiodła Portugalia, która wygrała tylko 1:0. Początek był zabójczy, ale później już tylko nudniej. Podobnie jak dzień wcześniej w meczu Anglików...

12 czerwiec
Upalne lato - tak można krótko scharakteryzować pogodę, która panuje na niemieckich boiskach. Słońce, skwar - powyżej 30 st. C. Zresztą w Polsce jest bardzo podobnie, tylko atmosfera nie ta - bo zamiast radości jest przygnębienie i wkurzenie. Najgorszy dotychczasowy mecz na tym Mundialu? Polska-Ekwador, i wszystko jasne. Paweł Janas pojawił się na konferencji prasowej - nikt go nie zjadł, nie wdeptał w ziemię, było gorąco, ale chyba nie aż tak, jak być mogło. U boku trenera pojawił się "Ebi" Smolarek - wlał nam chłopak nadzieję na pokonanie Niemców. Nadzieja umiera ostatnia... Z tymże mówi się również, że nadzieja matką głupich...

Z racji braku polskiej transmisji, spotkanie Japonia-Australia dane mi było oglądać we francuskiej stacji. Język francuski bardzo lubię, nawet się go uczę na lektoratach, aczkolwiek przyznać muszę, że dwójka panów komentujących ten mecz nie miała chyba - za przeproszeniem - jaj. Pada gol na 1:1, reakcja głosowa znikoma! Gdy pada na 2:1 jest podobnie, żadnej modulacji głosowej, żadnej radości, przeżywania tego meczu. Nasunęło mi się pytanie - czy oni tak zawsze? Podopieczni Hiddinka obudzili się w końcówce, ale wg mnie dobrze, że wygrali. Japońska piłka jakoś mi nie "podchodzi". W drugim spotkaniu dnia Czesi nie dali szans USA, pewnie wygrywając 3:0. Spotkanie ładne, chociaż na pewno nie rewelacyjne. Nasi południowi sąsiedzi mają ten dar, że - w porównaniu do naszej reprezentacji - umieją w piłkę grać, rozgrywać ją, bawić się futbolem! I wyglądało to bardzo fajnie, a jak dodamy przepiękną bramkę Rosicky'iego to już obraz nam się klaruje w 100%. Szkoda tylko Koellera - fajnie jest mieć takiego wieżowca w drużynie ;-).

Włochy - Ghana. Z jednej strony wielki skandal korupcyjny, z drugiej strony pierwszy mecz na Mistrzostwach Świata. Murowanym faworytem byli oczywiście Włosi, ale zastanawiałem się co pokażą piłkarze z Afryki. Wszak drużyny z "Czarnego Lądu" grają na każdym kolejnym Mundialu coraz lepiej. W tym roku pokazało się już Wybrzeże Kości Słoniowej, nienajgorzej zagrała również Angola. Ghana wprawdzie przegrała najwyraźniej spośród dotychczasowych trzech afrykańskich reprezentacji, to jednak zaprezentowała się co najmniej dobrze. Zabrakło tego ostatniego strzału, chociaż podejmowanych prób było naprawdę wiele! A Włosi... Poza Pirlo reszta zawodników zagrała poniżej swoich umiejętności. Przesadą byłoby stwierdzenie, że Squadra Azzura zagrali źle, czy przeciętnie - ale na pewno jeśli myślą co najmniej o ćwierćfinale to z każdym kolejnym meczem muszą zagrać po prostu lepiej.

13 czerwiec
Jak dotychczas najnudniejszy dzień turnieju. Pierwszy mecz nie był porywającym widowiskiem, ale nie mogło być inaczej skoro przeciw sobie grali Koreańczycy, z bardzo niesubordynowanymi piłkarzami Togo. Jedynym plusem były padające bramki, dokładnie trzy. Jak ładnie zauważyli dziennikarze, zwycięstwo Korei Południowej było pierwszym odniesionym przez tę reprezentacje na mistrzostwach rozgrywanych poza Azją. Zawiedli mnie również Francuzi, w swoim pierwszym meczu przeciwko Szwajcarii. Stawiałem na "w miarę pewne" zwycięstwo, gdyż po prostu nie chciało mi się wierzyć by ta niemoc w drużynie "Trójkolorowych" nadal trwała - rozczarowałem się. Poniżej oczekiwań zagrał Ribery, który zgubił gdzieś swój "motor napędowy". Szwajcarzy grali dojrzale, ale nie umieli wykorzystać dwóch 100% sytuacji do zdobycia bramki. Być może, gdyby tak się stało to mecz by był ciekawszy?

Dla niektórych to świętokractwo, ale mnie jakoś nigdy nie porywała gra Brazylii. Owszem mają wspaniały zespół, złożony z wielu indywidualności, no ale jakoś - nie przypadają mi do gustu. Zwycięstwo 1:0 nad Chorwacją jest wynikiem skromnym, ale odzwierciedla też grę piłkarzy z Europy, którzy bronili się dzielnie, walczyli jak równy z równym, jednak nie potrafili wykorzystać kilku świetnych sytuacji do zdobycia wyrównującej bramki. Najfajniejsze wrażenie zrobili na mnie kibice obu zespołów, którzy dopingowali wspaniale swoich piłkarzy. A w polskim obozie odliczanie do meczu z Niemcami. I oczekiwanie na cud...

14 czerwiec
Na niebie słońce, nie ozdobione żadną chmurą - znak, że będzie dobrze! Ważny dzień dla polskiej piłki - przede wszystkim ze względu na arcyważne spotkanie Polski z Niemcami podczas tych mistrzostw. Można śmiało powiedzieć, że atmosfera rozgrzewała się z godziny na godzinę! Żyłem tym meczem od samego rana, i zapewne dlatego jakoś za bardzo nie interesowały mnie ostatnie mecze pierwszej kolejki. Hiszpania gładko wygrała z Ukrainą, może nawet za łatwo - ale świadczy to o sile piłkarzy z półwyspu Iberyjskiego. Po tym co pokazali można śmiało stwierdzić, ze tym razem Hiszpanie na Mundialu mogą się pokazać z dobrej strony. Drugie spotkanie przyciągnęło na monachijski stadion, aż 65 tysięcy. Paradoks jeżeli wspomnę, że grały między sobą reprezentacje Tunezji i Arabii Saudyjskiej! No, ale to są mistrzostwa i takie sytuacje nie powinny dziwić. Połowę spotkania obejrzałem w domu, drugą połowę w pubie, i przyznać muszę, że ciekawiej było podczas tych drugich 45 minut ;-). Nie tylko ze względu na okoliczności i otoczenie, ale również ze względu na grę obu drużyn oraz dramaturgię! Po pierwszej połowie prowadzili gracze z Tunezji, jednak sytuacja ta obróciła się o 180 stopni w przeciągu kilkunastu minut drugiej części gry, kiedy to piłkarze Arabii Saudyjskiej strzelili dwie bramki (szczególnej urody ta zdobyta przez Al-Quahtaniego). W ostatniej minucie bramkę dającą remis zdobyli jednak zawodnicy z Afryki. Mecz z założenia mało atrakcyjny przyniósł jednak wiele emocji! I bardzo dobrze, bo właśnie emocje są najważniejsze dla kibiców!

Wydarzeniem dnia był jednak wspomniany już przeze mnie wielokrotnie mecz Polski z Niemcami. Nie ukrywajmy, że już przed pierwszym gwizdkiem sędziego była to "wojna". Wiele powiązań do przeszłości, wypowiedzi piłkarzy - bardzo odważne i świadczące o ich maksymalnym zaangażowaniu w to spotkanie sugerowały jasno - nie będzie to nudne spotkanie!
| Jacek Krzynówek w walce z Ballackiem |
źródło: AFP
Ja jako kibic chciałem tylko jednego, żeby nie powtórzyła się Korea, gdzie również w spotkaniu o wszystko, z drużyną Portugalii ulegliśmy 0:4! Na szczęście Polacy pokazali niewyobrażalną wprost wolę walki! Tak ambitnie grającej reprezentacji nie widziałem już dawno. Można się przyczepić, ze bardziej się broniliśmy, ale również i to trzeba potrafić, szczególnie w meczu z tak klasowym przeciwnikiem. Dobry pressing, krycie, świetny Artur Boruc! Zabrakło tylko jednego - sytuacji bramkowych dla naszej drużyny. Wprawdzie były strzały na bramkę, czy to Żurawskiego czy Jelenia, ale szczerze mówiąc nie zagrażały one zbytnio Lehmannowi. I żal tylko tej straconej bramki w ostatniej minucie gry, ale nie mamy się czego wstydzić! Być może gdyby nie czerwona kartka dla Sobolewskiego, to spotkanie potoczyłoby się inaczej, ale gdybanie nic w tej sytuacji nie da!

To co mnie osobiście bardzo pozytywnie zaskoczyło to kibice! I nie tylko Ci na stadionie w Dortmundize, których było aż 20 tysięcy, ale również Ci w Polsce - na ulicach, rynkach, pubach! Wspaniały doping, wspaniała atmosfera i wiara do końca w to, że ten mecz można wygrać! Oglądając takie spotkanie jak to z Niemcami byłem ciekawy, czy piłkarze biegający po murawie zdają sobie z tego sprawę, z tej kibicowskiej wiary! Wiary do końca - na dobre, i na złe...

15 czerwiec
Szansą dla Polski na ewentualny awans do 1/8 finału miało być zwycięstwo Kostaryki nad Ekwadorem. Ale takowego być nie mogło, gdyż zawodnicy z Ameryki Środkowej zaprezentowali się w sobotnie popołudnie wręcz fatalnie. Mecz był słaby, i jedynymi "pozytywami" były bramki, które padły (chociaż one akurat pogrzebały szansę naszej reprezentacji, ale optymistów, którzy wierzyli, ze jakimś cudem szczęścia uda nam się jednak awans wywalczyć było w tej chwili niewielu). Po tym meczu kibice przed odbiornikami TV przenieśli się do Norymbergii, gdzie Anglia grała z Trynidadem i Tobago. Yorke i koledzy reprezentowali państwo, które liczy... uwaga, uwaga - milion mieszkańców, czyli taka Warszawa jest już większa. Pokazali jednak, że w piłkę grać umieją już w spotkaniu ze Szwedami, gdzie padł bezbramkowy remis. Tu bardzo długo było podobnie, jednak w końcówce Anglicy dobili przeciwników strzelając wpierw pierwszą, a później drugą bramkę (Crouch i Gerrard). W sumie to szkoda, bo Trynidad zagrał dobrze i ambitnie..

Ach ci Szwedzi - raz szczęście by się mogło od nich odwrócić. Nie tym razem! W Berlinie mecz był ciekawy, chociaż to piłkarze "Trzech Koron" dłużej grali piłką. Bramka padła jedna, tuż przed zakończeniem spotkania, i jedyne co można zrobić to pogratulować Paragwajczykom za ambicję. Aż ciśnie mi się na usta stwierdzenie "Szwedzi fuksiarze". Gdyby padł remis konfrontacja z Anglią w ostatniej kolejce byłaby dużo ciekawsza (chociaż Larsson i spółka awansu do II rundy jeszcze sobie nie zapewnili).

W Barrsinghausen odbyła się zaś pierwsza konferencja prasowa po przegranej z Niemcami. Pojawił się na niej Paweł Janas wraz z Bartoszem Bosackim. O tym, że dziennikarze trenera nie lubią pisać nie muszę, zresztą jest to chyba uczucie obustronne. Selekcjoner podkreślił, że do dymisji się nie poda. I w sumie dobrze - jeżeli takowa nastąpi to niech już z ręki prezesa PZPN. W kraju trwa w najlepsze ogólna nagonka związana z Pawłem Janasem - bo to on jest wszystkiemu winny, bo powinien jak najszybciej odejść. Zjawisko w naszym kraju dosyć powszechne - i w sumie źle, że tak się dzieje. We wrześniu pierwszy mecz eliminacji ME, i fajnie jakby ktoś pomyślał również o tym. Nowy trener = nowa myśl taktyczna, niby to pozytyw, ale spójrzmy trochę na przeszłość. Istnieje jakaś koncepcja gry, model drużyny - nie chciałbym, żeby potencjalny nowy trener przeprowadził rewolucję w stylu Zbigniewa Bońka po MŚ w Korei. Dlatego, albo niech Janas kontynuuje swoją pracę, albo niech na jego miejsce przyjdzie konkretna osoba, którą - co żadną niespodzianką nie jest - powinien być Henryk Kasperczak. Cudów nie oczekujmy, bo na takowe nie zasłużyliśmy...

16 czerwiec
Serbia i Czarnogóra w eliminacjach do niemieckiego Mundialu straciła tylko jedną bramkę! W piątkowe popołudnie, podczas meczu z Argentyną straciła sześć razy więcej. Po porażce z Holandią, Serbowie walczyli o zachowanie szans na awans do 1/8 finału. Rodacy Maradony nie pozwolili na to, grając lekką i przyjemną piłkę, okraszoną ładnymi bramkami. Media podkreślały na każdym kroku, że Serbowie na Mistrzostwach Świata byli bez formy, co zresztą było widać w grze piłkarzy z Bałkanów: brak pomysłu na grę i statyczność. Po tym zaś co pokazali Argentyńczycy można rzec, że ich szansę na finał tak jakby się zwiększyły. Dzięki wspaniałej, dojrzałej grze.

W drugim meczu "grupy śmierci" Holandia męczyła się z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Piłkarze z Afryki w pierwszym meczu przeciwko Argentynie udowodnili, że są bardzo dobrą drużyną, z którą trzeba się poważnie liczyć na boisku. "Oranjes" bramki strzelili w krótkim odstępie czasu, co mogło w jakiś sposób rozstrzygnąć mecz. Padła jednak bramka kontaktowa, i do końca spotkania byliśmy świadkiem tego, jak Holendrzy skupiają się przede wszystkim na obronie wyniku, niż jego podwyższeniu. Spotkanie to ujawniło też (po raz kolejny) indywidualność Robbena, który zdawał się nie dostrzegać lepiej ustawionych kolegów. Z drugiej strony podobna sytuacja miała się w przypadku Drogby, który dodatkowo stracił w tym meczu błysk i formę. Do niemałej sensacji doszło w spotkaniu Angoli z Meksykiem, gdzie padł bezbramkowy remis.

W polskim obozie ciąg dalszy dyskusji nt. Pawła Janasa. Prezes PZPN podjął decyzję, że decyzja w sprawie szkoleniowca podjęta zostanie na walnym zgromadzeniu 14 lipca, po uprzednim złożeniu przez Janasa protokołu z przygotowań i samych mistrzostw. A poza tym sielanka - piłkarze po raz kolejny dostali wolne, jedni pojechali na ryby, inni na zakupy itd.



17 czerwiec
Zasiadając przed telewizorem nie myślałem, że tego dnia obejrzę tak dobre widowiska. Niby wiadomo było, ze pojedynek Czechów z Ghaną, czy Włochów z USA będzie ciekawy, ale nikt nie przewidywał, że kibice zobaczą tyle dramaturgii i walki. Zanim jednak drugą kolejkę rozegrała grupa E, czekał nas mecz Portugalii z Iranem. Piłkarze z Bliskiego Wschodu zaskoczyli wszystkich w pierwszym meczu z Meksykiem. Tym razem również było dobrze, jednak bardzo dobre spotkanie rozegrali Portugalczycy (nasi przeciwnicy w el. ME 2008). Gwiazdą był Cristiano Ronaldo, który popisywał się sztuczkami technicznymi, a oprócz tego groźnie strzelał na bramkę Iranu. Swoje meczowe trudy uwieńczył bramką strzeloną z rzutu karnego. Iran tym spotkaniem zamknął sobie drogę do 1/8 finału, chociaż moim zdaniem zaprezentował się na niemieckim turnieju z dobrej strony.

To co piłkarze z Ghany zrobili w spotkaniu z Czechami przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zagrali tak, że nasi południowi sąsiedzi nie wiedzieli jak grać, aby strzelić wyrównującego gola. Chociaż nie oszukujmy się - szybko strzelona bramka ustawiła ten mecz, a konkretnie - rozbiła taktykę Czechów. Widać było brak Kollera, którego nieudolnie próbował zastąpić Lokvenc. Ghana zagrała zaś bardzo widowiskowo, łącząc elementy radosnego, afrykańskiego futbolu z taktyką (co dotychczas było bolączką drużyn z "Czarnego Lądu"). Gdyby nie Ceh, to wynik tego spotkania byłby wyższy - i w sumie szkoda, ze napastnikom Ghany nie udało się strzelić więcej niż dwóch bramek, ale w niektórych akcjach wykazali się typowym "nieopierzeniem" piłkarskim.

Pojedynek Włochów z Amerykanami obfitował natomiast w czerwień i brutalność. Sędzia główny tego spotkania pokazał aż trzy czerwone kartki. Musze przyznać, że arbiter popisał się wielką konsekwencją w wyrzucaniu piłkarzy z boiska, co tylko dodało temu spotkaniu pewnej dramaturgii. Mecz zakończył się remisem, chociaż obydwie bramki strzelili Włosi - nic nie szkodzi, że jedna to samobój. Dzięki temu było ciekawiej na boisku. Po tym spotkaniu każda z drużyn grających w grupie E miała jeszcze szansę na awans do 1/8 finału. 

18 czerwiec
Brazylia jak na razie nie gra na tych mistrzostwach pięknej piłki, ale wystarcza to do osiągnięcia kolejnych zwycięstw. Po skromnym 1:0 z Chorwacją przyszedł czas na Australię, zespół który na MŚ występuje po raz drugi.
| Ronaldinho |
źródło: AFP
Dla Canarinhios nie był to łatwy mecz, gdyż podopieczni Hiddinka zagrali w niedzielne popołudnie dobry futbol, nie tylko w obronie, ale również w ofensywie (chociaż można by się przyczepić do skuteczności). Krytykowany po pierwszym spotkaniu Ronaldo, nie zachwycił - wprawdzie grał lepiej, ale nadal był cieniem samego siebie. Asystował jednak przy bramce Adriano, i chyba tylko to może go uratować przed kolejną falą krytyki. Australijczycy przy odrobinie szczęścia mogli ten mecz zremisować, bo kto wie jakby potoczyło się spotkanie, gdyby swoje sytuacje wykorzystał Viduka czy Kewell. Brazylia wygrała 2:0 (drugą bramkę strzelił Fred), ale nie zrobiło to na nikim żadnego wrażenia. Większą sympatią darzyłem w tym meczu piłkarzy z kraju kangurów, gdyż naprawdę niewiele im zabrakło do sprawienia sensacji, a i ich gra była całkiem przystępna dla oka.

W drugim meczu grupy F Chorwaci zmierzyli się z Japonią. Mylili się Ci, którzy uważali, że będzie to łatwy mecz dla podopiecznych Kranjcara. Japonia od pewnego czasu jest już równorzędnym rywalem, z którym trzeba się poważnie liczyć. Bramek w tym spotkaniu nie zobaczyliśmy, ujrzeliśmy natomiast zmarnowany rzut karny, wykonywany przez Srne. Teraz to Chorwaci będą musieli się napocić w meczu z Australijczykami. Tylko zwycięstwo daje im awans do 1/8. Natomiast Japonia... Trudno, by wygrała z Brazylią.

Allez France! Tak krzyczeli kibice znad Sekwany w spotkaniu "trójkolorowych" z Koreą Południową. Francuzi zremisowali ten mecz na własne życzenie, chociaż zauważalna jest poprawa gry w stosunku do spotkania ze Szwajcarami. Co nie zmienia faktu, że Domenech i spółka jest w trudnej sytuacji przed trzecią kolejką fazy grupowej. Thiery Henry strzelił pierwszą od 8 lat bramkę w finałach MŚ dla Francji - ostatni raz dokonał tego Petit w pamiętnym finale z Paryża. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie, żeby Francji zabrakło w 1/8 finału.

19 czerwiec
Tego dnia Mundial jakby dla mnie nie istniał. Wprawdzie śledziłem poczynania piłkarzy na boisku, ale ranga spotkań nie zapraszała do zarezerwowania miejsca przed telewizorem. Szwajcaria pokonała Togo, co było jak najbardziej do przewidzenia. Piłkarze z Afryki jak na razie zapisali się na karcie tych mistrzostw przede wszystkim buntem. Mogli chociaż pokazać coś na boisku - nie tym razem. Ukraina po dotkliwej porażce z Hiszpanią zemściła się na Arabii Saudyjskiej. Czterobramkowe zwycięstwo jak najbardziej przekonuje i otwiera szansę naszemu sąsiadowi do awansu z grupy. Hiszpania długo męczyła się z Tunezją by w końcu (jak wytrawny bokser) wypunktować przeciwnika strzelając mu trzy bramki w końcówce spotkania. Brawo za ambicję i za walkę. Torres czy Klose? Walka o króla strzelców trwa w najlepsze...

20 czerwiec
Wygraliśmy. Tak krótko można podsumować ostatni mecz Polski na niemieckich mistrzostwach. Gra przypominała tą ze spotkania z Ekwadorem, wynik na całe szczęście był lepszy. Dwie bramki Bartosza Bosackiego, obrońcy Lecha Poznań, pozwoliły cieszyć się kibicom z 3 punktów. Postawa piłkarzy na boisku była jednak słaba, przez co mecz w Hannowerze mógł raczej nudzić niż przyprawiać o palpitacje serca. O wiele ciekawiej było w Berlinie gdzie Niemcy podejmowały Ekwador. Podopieczni Luisa Suareza, prawdziwa niespodzianka tych mistrzostw uległa jednak gładko 3:0, przez co euforia w południowoamerykańskim państwie znacznie opadła. Bramki dla gospodarzy strzelili Klose z Podolskim, przy czym ten pierwszy trafił do siatki dwukrotnie. Można by rzec, że była to taka "polska" zemsta. A za co, to my już dobrze wiemy i pamiętamy, prawda?

Zdecydowanie więcej emocji było w spotkaniach wieczornych, w których to walczyły zespoły z grupy B. Chociaż na dobrą sprawę awans miały zagwarantowane Anglia ze Szwecją, to przy odrobinie szczęścia o niespodziankę mógł pokusić się Trynidad i Tobago. Mógł, gdyby strzelił chociaż bramkę w meczu z Paragwajem. Yorke wraz z kolegami zagrali jednak słaby mecz ulegając Paragwajczykom 0:2. O wiele więcej emocji ujrzeliśmy w szlagierze: Anglia - Szwecja. Dwa zespoły kierowane przez szwedzkich szkoleniowców, dwie wielkie "piłkarskie firmy" z wysokimi aspiracjami. Spotkanie rozgrywane było w szybkim tempie, a smaczku całej otoczce dodały piękne akcje, wrzutki i to co najważniejsze - bramki! Szczególnie ta strzelona przez J.Cole'a w pierwszej połowie - aż serce mi się chyba zatrzymało na chwilę podczas oglądania strzału, który wpadł do szwedzkiej bramki ;-). Najbardziej żal mi Owena, który zerwał więzadła krzyżowe i tym samym pożegnał się z Mundialem (jak i z piłką nożną na okres 5 miesięcy). Ścierpieć jakoś nie mogłem Croucha - taki wysoki chłop, a ciągle musi się podpierać o przeciwnika przy wrzutkach, mało śmieszne, a nawet tragiczne.

21 czerwiec
Drugi dzień ostatniej kolejki fazy grupowej rozpoczęły zmagania reprezentacje z grupy D. Na dzień dobry dostaliśmy fajny pojedynek między Portugalią, a Meksykiem. Zdecydowanie lepsze widowisko piłkarze zafundowali kibicom w pierwszej odsłonie spotkania, w której padły trzy bramki.
| źródło: AFP |
Portugalczycy mimo, że zagrali prawie w rezerwowym składzie pokazali niezłą organizację gry. Bardzo ładna bramka Maniche'a z 16 metrów, dodatkowo wykorzystany rzut karny (podobał mi się taniec na linii bramkowej goalkeepera z Meksyku) - i było już 2:0. "Mexicos" odpowiedzieli trafieniem 5 minut później. Gdyby wykorzystali jeszcze rzut karny w drugiej połowie (a dokładnie Omar Bravo) to z całą pewnością byłoby jeszcze ciekawiej. O drugim spotkaniu tej grupy można powiedzieć tylko tyle, że było. Angola podzieliła się punktami z Iranem - strzelając dodatkowo pierwszą bramkę na MŚ. Brawo, brawo - ale dalej i tak awansowali Portugalczycy z Meksykanami.

22 czerwiec
Wielka Brazylia straciła pierwszą bramkę na mistrzostwach! I to w spotkaniu z Japonią. Zmiennicy "Canarinhios" okazali się lepsi od swoich starszych kolegów, których tak bardzo eksploatuje trener Parreira. Być może to zwycięstwo otworzy oczy brazylijskiemu szkoleniowcowi? W drugim spotkaniu tej grupy, Chorwaci zremisowali 2:2 z Australią, dzięki czemu piłkarze prowadzeni przez Guusa Hiddinka awansowali do 1/8 finału! Spotkanie nie należało do najczystszych, a sędzia tego spotkania, Graham Poll popełnił straszny błąd pokazując Simunicowi trzy żółte kartki (sic!)

Mecz "o wszystko" rozgrywała reprezentacja Czech, której przeciwnikiem tego dnia byli Włosi. Nasi południowi sąsiedzi nie potrafili jednak pokonać zespołu Lippiego, w dodatku tracąc dwie bramki i przegrywając to arcyważne spotkanie. Dzięki temu do 1/8 finału awansowała Ghana, która pokonała Stany Zjednoczone 2:1, chociaż przyznać trzeba, że rzut karny podyktowany przez Markusa Merka wzbudzał wiele wątpliwości, i nie powinien być podyktowany przez niemieckiego sędziego. 

23 czerwiec
Podstawowym pytaniem dnia - przynajmniej dla mnie - było to, czy Francja awansuje do 1/8 finału. Wielu nie przepada za "Trójkolorowymi", ja od mistrzostw w 1998 jestem ich cichym kibicem. Na szczęście udało się, kosztem Korei Południowej, która uległa Szwajcarii 2:0. Ostatnie mecze grupowe rozgrywały jeszcze drużyny grupy H. Nic emocjonującego jednak nie miało miejsca - wygrali faworyci: Hiszpania i Ukraina, choć zwycięstwa były skromne, po 1:0.

24 czerwiec
Pierwszy dzień spotkań 1/8 finału. Zapowiadało się ciekawie, gdyż reprezentacja gospodarzy miała zmierzyć się ze Szwedami, zespołem zawsze groźnym, z silną i wyrównaną drużyną. Tym razem było jednak inaczej, gdyż piłkarze "Trzech Koron" nie istnieli prawie na płycie boiska w Monachium. Niemcy zagrali (szczególnie w pierwszej połowie) bardzo dobre spotkanie. W pewnym momencie, aż zdziwiłem się, że podopieczni Klinsmanna grają tak dobrze - było to do nich co najmniej nie podobne. Klasę pokazał Łukasz Podolski, trafiając dwukrotnie do siatki Isakssona. A Szwedzi? Gdyby wykorzystali rzut karny być może mieliby jeszcze szansę na walkę, ale skończyło się klęską. W drugim sobotnim spotkaniu 1/8 finału zmierzyli się piłkarze Argentyny i Meksyku. Faworyt był jeden - Argentyna. Co więcej, miał to być mecz łatwy dla piłkarzy z Ameryki Południowej. Meksyk w fazie grupowej za wiele dobrego nie pokazał, jednakże w pojedynku z Argentyńczykami wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności. Dość powiedzieć, że to Riquelme i spółka musieli gonić wynik, po strzale Marqueza na początku meczu. Z całą pewnością nie była to ta Argentyna, którą oglądaliśmy w meczu z Serbią i Czarnogórą, czy też Wybrzeżem Kości Słoniowej. W regulaminowym czasie gry było 1:1, a o awansie rodaków Maradony do ćwierćfinału zadecydowała dogrywka. Następna runda może być jednak ostatnią dla Argentyny, która trafiła na Niemców.

25 czerwiec
Niedziela była dniem nudy i wielkiej walki. Tego dnia obejrzeliśmy chyba dwa najdziwniejsze spotkania tego Mundialu. W pierwszym Anglia nie mogła poradzić sobie z Ekwadorem, wygrywając po trafieniu Beckhama z rzutu wolnego. W drugim meczu głównym bohaterem był sędzia, który pokazał 16 żółtych i 4 czerwone kartki. Anglicy pokazali się z fatalnej strony, dosłownie nie prezentując nic wartego uwagi. Jedynym zawodnikiem, który sprawiał w miarę pozytywne wrażenie był Rooney. O spotkaniu Portugalii z Holandią można powiedzieć tylko tyle, że było dramatyczne, ale jednocześnie bardzo brzydkie (chociaż swoją drogą takie spotkania też mają swój smaczek). Do końca ważyły się losy "Oranjes". Do ćwierćfinału awansowała jednak Portugalia, chociaż sam jestem ciekaw co podopieczni Scolariego ugrają bez m.in Deco. Przeciwnikiem jest Anglia, która mimo, że z Ekwadorem zagrała słabo, to jednak może się obudzić.

26 czerwiec
Tylko jedna bramka padła w trzecim dniu zmagań drużyn w 1/8 finału. W dodatku ta jedyna padła po problematycznym rzucie karnym, który na bramkę wykorzystał Francesco Totti. Mam na myśli oczywiście spotkanie Włoch i Australii, w którym to ta druga prezentowała się lepiej i dojrzalej, szczególnie w drugiej połowie meczu. Bramki jednak nie zdobyła, co drużyna Lippiego wykorzystała zgrabnie w ostatniej minucie gry. Że Hiddink jest wielkim trenerem niech świadczy już sam awans "Kangurów" do 1/8, tylko pech sprawił, że jego Australia nie awansowała do ćwierćfinału. Nie wiem jak "Squadra Azzura" będzie grać w kolejnych fazach turnieju, ale ja jej szczerze życzę odpadnięcia - z taką grą stają się najnudniejszym zespołem spośród tych, które wywalczyły awans z grupy.

Drugi pojedynek dnia nie przyniósł nam większych emocji. Na boisku w Koloni stanęły naprzeciwko siebie 11ki Szwajcarii i Ukrainy, czyli dwóch przeciętnych drużyn europejskich. Ćwierćfinalistę wyłoniły dopiero rzuty karne, w których nasi wschodni sąsiedzi wygrali 3:0. Szwajcarzy odpadli z turnieju nie tracąc ani jednej bramki w czasie gry. Włochy-Ukraina, południowcy mają szczęście, chociaż po cichu liczę na małą niespodziankę 11ki Olega Blokhina.

27 czerwiec
Ostatni dzień 1/8 finału przyniósł ostatnie rozstrzygnięcia dotyczące obsady ćwierćfinałów. Obydwa spotkania rozgrywane tego dnia zapowiadały się interesująco, chociaż Ghana w pojedynku z Brazylią szansę miała raczej teoretyczne. Większe zainteresowanie budziło to jak piłkarze z Afryki zagrają przeciw Canarinhios.
| Radość Francuzów |
źródło: AFP
I mimo porażki 3:0 zagrali dobry mecz, dłużej utrzymywali się przy piłce, konstruowali ładne akcję, ale zabrakło odpowiedniego wykończenia. Zabrakło też chyba Essiena, prawdziwego króla drugiej linii w reprezentacji Ghany. Brazylia nie pokazała nic nadzwyczajnego - wszystkie trzy bramki padły z kontrataków, i z większą przyjemnością oglądało mi się grę zawodników z Ghany. Wieczorny pojedynek pomiędzy Hiszpanią, a Francją był wg. mnie hitem 1/8 finału. Przyzwyczaiłem się już, że większość za "trójkolorowymi" nie przepada, tym większa była moja radość po zwycięstwie drużyny Zizou! Nie było to nudne widowisko, i choć to Hiszpanie dłużej posiadali piłkę, to jednak Francuzi konstruowali groźniejsze akcje. Bardzo dobre spotkanie grał Ribery, dobrze rozgrywał również Zidane, którego emeryturę po spotkaniu z Hiszpanią zapowiadały media z półwyspu Iberyjskiego. Tak się jednak nie stało, Francuzi wrócili do gry i pokazali wreszcie skuteczny futbol!

28-29 czerwiec
Dni wolne. Oczekiwanie przed meczami ćwierćfinałowymi trwa w najlepsze. Piłkarze nawzajem zapewniają zwycięstwo. Teves z Argentyny pokusił się nawet o stwierdzenie, że "odstrzeli głowę Lehmannowi" - ciekawe, prowokujące, ale czy tak ma wyglądać gra psychologiczna?

30 czerwiec
Pierwsze dwa spotkania ćwierćfinałowe były dla mnie.. Dużym rozczarowaniem! Mecz Niemców z Argentyną przez większą część nie był widowiskiem porywającym. Może ciekawiej zrobiło się od momentu strzelenia bramki przez Argentyńczyków, kiedy to Niemcy musieli po prostu wyrównać i zaczęli grać w piłkę. Gdy w końcu Klose doprowadził do wyniku 1:1 wszystko wróciło do normy. O wszystkim rozstrzygnęły rzuty karne, które były chyba najciekawszym elementem całego meczu. O bójce między piłkarzami wspominać już nie będę, chamstwo czasem lepiej pominąć. Drugie spotkanie było lepsze przede wszystkim ze względu na bramki. Dla Ukraińców sam awans do 1/4 finału był już dużym sukcesem, więc do kraju wracali raczej z podniesionym czołem. A Włosi swoją klasę (jeżeli takową posiadają) niech lepiej pokażą w półfinale z Niemcami.

1 lipiec
Portugalia grała z Anglią, i wygrała po rzutach karnych mimo, że niemiłosiernie męczyła się grając od 60 minuty z przewagą jednego zawodnika! Piłkarze Svena Gorana Erikssona prawdziwą walkę pokazali dopiero wtedy, kiedy z boiska musiał zejść Rooney, zaś Portugalczycy awans do najlepszej czwórki turnieju zawdzięczają tylko i wyłącznie Ricardo, który fenomenalnie bronił w serii rzutów karnych. O wiele ciekawszy przebieg miał drugi ćwierćfinał, prawdziwy szlagier Brazylia-Francja. "Trójkolorowi" sprawili wielką sensację odsyłając do domu Ronaldinho i spółkę! Cenną bramkę strzelił Thiery Henry, czyli ten, który rzekomo nie umie trafiać do bramki rywali w meczach reprezentacji.

4 lipiec
Spotkanie Niemców z Włochami było jednym z najciekawszych i najładniejszych na tych mistrzostwach. I aż trudno w to uwierzyć, gdyż Włosi do tej pory "popisywali" się raczej mało ciekawym futbolem, nastawionym przede wszystkim defensywnie. "Squadra Azzura" zagrali lepiej, zdobywając przewagę w środku pola, jednak oczekiwany efekt przyniosło to dopiero w ostatnich dwóch minutach dogrywki. Mecz naprawdę interesujący - zapadnie w pamięci na długo. Być może Niemcy mogliby pokusić się o wygraną gdyby nie fatalna dyspozycja Ballacka.

5 lipiec
Drugi półfinał niestety nie był już tak ciekawy. Jedyną bramkę oglądaliśmy po rzucie karnym podyktowanym za faul na Henry. O tym, że Ricardo 11ki broni fenomenalnie przekonaliśmy się w spotkaniu Portugalczyków z Anglikami. Tym razem również wyczuł w który róg będzie strzelał Zidane, jednak Francuz popisał się fenomenalną celnością i siłą. Do końca spotkania nic się nie zmieniło, chociaż groźniej atakowali piłkarze Portugalii. Naganę powinien dostać Fabien Barthez, który zaskakiwał bardzo niepewnymi interwencjami.

8 lipiec
Niemcom należało się trzecie miejsce na tych mistrzostwach. Wielu Polaków nie lubi swoich zachodnich sąsiadów, ale trzeba przyznać, że podopieczni Klinsmanna pokazali na Mundialu naprawdę ofensywny i mogący się podobać futboll. Nasuwa mi się nawet stwierdzenie, być może nawet trochę nie poukładane, że "Niemcy, nie zagrali jak Niemcy". Mały finał należał zdecydowanie do Schweinsteigera, który de facto zdobył hat-tricka (mimo, że druga bramka byłą strzałem samobójczym, ale nie ulega wątpliwości, że strzał niemieckiego pomocnika był nie tylko piekielnie silny i precyzyjny, ale dodatkowo "pomógł" Petitowi w trafieniu do własnej bramki). Gospodarze odwalili kawał dobrej roboty, i z pożytkiem dla piłki będzie pozostanie Jurgena Klinsmanna na stanowisku trenera reprezentacji Niemiec. Udało mu się z drużyny defensywnej stworzyć naprawdę ładnie i ofensywnie grający zespół!

9 lipiec
Włosi mistrzami? Do chwili obecnej nie mogę w to uwierzyć. Z przebiegu spotkania finałowego to Francja bardziej zasłużyła na ten tytuł. Nawet w momencie gdy z boiska zszedł Zidane, i "trójkolorowi" grali w 10-kę, to "Squadra Azzura" nie znajdowali sposobu, żeby zagrozić bramce Bartheza. O wszystkim zadecydowały rzuty karne, które jak wiemy są dużą loterią. Po nich cieszyli się Włosi, którzy z całą pewnością w niedzielny wieczór nie byli zespołem lepszym od Francuzów. Skandal, jakim było zachowanie Zinedina Zidane w 108 minucie spotkania z całą pewnością nie jest godny pochwalenia, ale nie powinien wykluczać Francuza z walki o "złotą piłkę", jak niektórzy sugerowali. Zidane podczas tego turnieju grał naprawdę dobrze (szczególnie w fazie pucharowej, kiedy to w każdym meczu poprowadził swoich kolegów do zwycięstwa). Nie ulega również wątpliwości, że jego zachowanie było sprowokowane słowami Materazziego. 




Kolejne Mistrzostwa Świata odbędą się za cztery lata w Afryce, a dokładniej w RPA. Będą to pierwsze tak prestiżowe zawody na tym kontynencie. Należy się spodziewać bardzo trudnych warunków klimatycznych, co powinno szczególnie źle wpłynąć na grę europejskich drużyn. Być może zaskoczą nas wszystkich afrykańskie zespoły?! Następny Mundial w Europie odbędzie się najwcześniej za 12 lat...

Autor: Paweł Talbierz

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>