strona: 20        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


11-ka rozczarowań


Podczas XVIII finałów Mistrzostw Świata, po raz drugi rozgrywanych w Niemczech byliśmy świadkami pięknych widowisk piłkarskich oraz kapitalnych zagrań, jakimi czarowali nas między innymi Zinedine Zidane, Gianluca Zambrotta, Miroslav Klose czy Cristiano Ronaldo. Oprócz nich - bohaterów Mundialu - na boiskach mogliśmy zaobserwować tych, po których spodziewaliśmy się o wiele, wiele więcej. Kilku z nich naprawdę rozczarowało, a miały to być „ich mistrzostwa”.

1.Dragoslav Jevrić
Niekwestionowany numer 1 w kadrze Iliji Petkovicia. Za jego największe atuty uważano pewność, dobrą postawę na linii i doświadczenie. Co pokazał w Niemczech? Nic, absolutnie nic. Równie dobrze trener Petković mógł zawiesić na poprzeczce ręcznik lub wkopać przed bramką słup. On nie odbijał piłki, to piłka odbijała się od niego. W kluczowych sytuacjach raził nieporadnością. Największy tego dowód dał w meczu z Argentyną, gdzie dostosował się poziomem do kolegów z obrony. Właściwie można było mieć wrażenie, że to nie Jevrić stoi w serbskiej bramce, tylko jakiś zwykłe przebieraniec. Następca selekcjonera Serbii i Czarnogóry powinien się zastanowić, czy przypadkiem nie powinien z nim zrobić tego, co Paweł Janas uczynił z Jerzym Dudkiem. Nie chce się wierzyć, że ten bramkarz w eliminacjach puścił zaledwie jednego gola.

2.Jamie Carragher
Gracz Liverpoolu miejsce w składzie zawdzięczał jedynie kontuzji kapitana Manchester United, Gary’ego Neville’a. W czasie meczów pokazywał, że do gry na prawej stronie obrony praktycznie się nie nadaje, a były szkoleniowiec The Reds, Gerard Houlier dobrze zrobił przesuwając go na środek. Anglikom bardzo brakowało ofensywnych wejść prawą flanką, jakie ma zwyczaj robić Neville. Najbardziej zawiódł w ćwierćfinale. Sven Goran Eriksson wpuścił go w końcówce dogrywki, by skutecznie egzekwował karnego, a ten odwdzięczył mu się uderzeniem anemicznym, nie mogącym sprawić Ricardo żadnych problemów.

3.Carles Puyol
To nie był ten Puyol z drużyny Franka Rijkaarda. Gdyby ktoś prześledził kolejne mecze kapitana Barcelony, to doszedłby do wniosku, że jego dyspozycja notorycznie spada. Szczególnie było to zauważalne w finale Ligi Mistrzów, w którym Thierry Henry ogrywał go prawie jak trampkarza. W składzie teamu Luisa Aragonesa znalazł się chyba za nazwisko. Jest głównym winowajcą utraty gola przeciwko Tunezji, mogącego zadecydować o wygranej byłych mistrzów Afryki oraz bramce Franka Ribery’ego, który okazał się początkiem końca udziału Hiszpanii w finałach.

4.Tomas Ujfalusi
Przeciwko reprezentantom Stanów Zjednoczonych zagrał jako tako. Z Ghaną zagrał wręcz katastrofalnie. Nie zatrzymał linii, umożliwiając Asamah Gyanowi zdobycie prowadzenia. Potem przez cały mecz interweniował kiepsko, niepewnie, w ogóle nie przypominając doświadczonego piłkarza ligi włoskiej. Na koniec to on dosłownie głupim faulem sprezentował Afrykańczykom rzut karny i zwycięstwo, Włochom łatwiejszą przeprawę, a Vratislavovi Lokvencowi, Tomasowi Galaskowi, Pavlovi Nedvedowi i Karelowi Poborsky’emu pożegnanie z kadrą.

5.Roberto Carlos
Brazylijczyk, podobnie jak Puyol, przyjechał do Niemiec bez formy. Nie miał jej od dłuższego czasu. Przypomnijmy piłkarskie derby Europy, gdzie Real zaczął dobrze grać dopiero po usunięciu obrońcy z boiska. Jego rajdy były bezproduktywne, jego rzuty wolne nie stwarzały zagrożenia pod bramką rywali. Ten zawodnik zrobił wiele dla futbolu, ale najlepsze lata ma już za sobą. Podjął słuszną decyzję, rezygnując z występów w kadrze.



6.Michael Ballack
Roman Abramowicz powinien się poważnie zastanowić nad dokonanym przed mistrzostwami zakupem. Ballack miał być zawodnikiem, który poprowadzi reprezentację Niemiec do czwartego w historii, a drugiego u siebie złotego medalu mistrzostw świata. W drużynie miał pełną swobodę. Na boisku robił co chciał. Ci, co uważali za najsłabszy punkt drużyny Klinsmanna Arne Friedricha powinni się trochę zastanowić. Kapitanowi Niemców nie wyszło prawie nic. Jego zagrania nie miały odpowiedniej jakości, notował częste straty, jego strzały z dystansu mijały bramkę zawsze o dobry metr. To Ballack nie upilnował Grosso, co okazało się jednym z gwoździ do ich półfinałowej trumny.

7. Frank Lampard
Ma stworzyć z Ballackiem bajeczny środek pomocy w Chelsea. Po wyjeździe z Bundes Republik Deutchland można mieć do tego spore wątpliwości. Lampard był cieniem samego siebie. O niebo lepiej wypadał zazwyczaj grzejący ławę Joe Cole. To wicekapitan „The Blues” oddał na tych mistrzostwach najwięcej strzałów, z czego bodajże zaledwie 1/3 zmierzała w światło bramki. Dodatkowo na jego niekorzyść przemawia niewykorzystany ćwierćfinałowy rzut karny.

8. Steven Gerard
Należałoby powiedzieć: „patrz Frank Lampard”. Tylko wyglądem przypominał kapitana Liverpoolu. Zatracił wszystkie swoje walory, szczególnie piekielnie mocny strzał z dystansu, którego chyba nawet nie próbował. Jego telefon powinien milczeń, bo w takiej formie nie zechcą go ani Roman Abramowicz, ani nowo wybrany prezes Realu Madryt. W fazie pucharowej sprawiał wrażenie nieobecnego. Podobnie, jak gracz Chelsea, nie wykorzystał rzutu karnego przeciwko Portugalii, dając awans do strefy medalowej drużynie Luiza Felipe Scolarego.

9. Ronaldo de Assis Moreira - Ronaldinho
Zawodnik grający w zespole Brazylii w koszulce z numerem 10 przypominał najlepszego piłkarza świata we wszystkim, oprócz umiejętności. Ronaldinho w czasie tych mistrzów nie pokazał nic. Nic, poza szkolnymi trikami, starczającym na Chorwacje, Australię, Japonię, a nawet na Ghanę. To miały być jego mistrzostwa. Miał być pierwszym piłkarzem, który w jednym sezonie wygra mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów oraz wzniesie Puchar Świata. No cóż, będzie musiał to odłożyć na cztery lata. Czeka go długa praca, jeśli jego gwiazda ma błyszczeć co najmniej tak mocno, jak gwiazda Zinedine’a Zidane’a.

10. Wayne Rooney
To o niego najbardziej martwiono się na wyspach. Wszyscy zadawali sobie pytanie, czy uda mu się wyleczyć kontuzjowaną nogę. Udało się na boisko wrócił już w meczu z Trynidadem i Tobago. Potem grał już do końca przygody Anglików z Mundialem. Jednak nie może zaliczyć tego występu do udanych. Pomimo wielkiej chęci i zapału, w jego grze wyraźnie był widoczny sześciotygodniowy odpoczynek od piłki. Bardzo chciał się wyróżnić i to też mu się udało. Szkoda, że nie zrobił tego pięknymi zagraniami, tylko zwyczajnym chamstwem, umyślnie kopiąc winowajcę jego kontuzji, Portugalczyka Ricardo Carvalho między nogi.

11. Pedro Palueta.
W niczym nie przypominał króla strzelców ligi francuskiej. Pokazał się partnerom tylko w ciągu pierwszych dziesięciu minut pojedynku z Angolą i w jednej sytuacji przeciwko Francji. Daleko mu było chociażby do pamiętnego meczu z Jeonjou, gdzie trzykrotnie pokonał Jerzego Dudka. Na boisku przebywał chyba tylko ze względu na swoje piłkarskie nazwisko. Trenera Scolarego zgubiła właśnie sympatia do Paluety, a brak zaufania do Nuno Gomesa. W turnieju, o wiele lepiej prezentował się współkról strzelców Ligue 1, Szwajcar Alexander Frei.

Tak wygląda zestawienie tych, od których spodziewano się wielkiej piłki, a którzy najzwyczajniej nie trafili z formą, a ich drużyny miałyby z nich większy pożytek, gdyby grali ogony. Najbardziej zawiodła Brazylia. Kto jest w lepszej dyspozycji, pokazał mecz z Japonią, gdzie druga jedenastka „canarinhos” pozostawiła po sobie lepsze wrażenie, niż pierwsza w spotkaniu z Australią. Środek pomocy angielskiej, teoretycznie jeden z najlepszych na świecie, pokazał tyle, ile Polacy w pierwszych dwóch pojedynkach. Szkoda, że tak klasowi piłkarze, zamiast cieszyć oko, razili nieporadnością.


Autor: Łukasz Koszewski

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>