strona: 16        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Półfinały


Pierwszy Mundial rozgrywany na europejskich boiskach w XXI wieku zakończył się prawdziwym sukcesem Starego Kontynentu. Od fazy półfinałowej mięliśmy Euro 2006, które wyłoniło Mistrza Świata. Stało się tak głównie za sprawą Niemiec (wyeliminowali Argentynę) oraz Francji, która pokonała broniących mistrzowskiego tytułu - Brazylijczyków. Półfinałowe potyczki przyniosły niesamowitą dawkę emocji, godną tego mundialu.

Niemcy vs Włochy
Ten mecz rozpoczął się tak naprawdę na kilka dni przed pierwszym gwizdkiem Benito Arachunii. Areną tych zmagań były głównie media. Pierwsi do ofensywy przeszli gospodarze turnieju. Niemiecka prasa przypominała stary, przez niektórych dawno już zapomniany, stereotyp Włocha jako „maminsynka” tudzież „pasożyta”. Ten styl doskonale pamiętamy sprzed meczu Niemcy - Polska, kiedy to brukowce zza zachodniej granicy starały się zepsuć atmosferę w naszej kadrze rozpisując się o rzekomym buncie. Włosi przypominali: „Te pasożyty stworzyły imperium rzymskie, jedną z największych i najwspanialszych cywilizacji w dziejach ludzkości.” To było jednak preludium. Uznawany za brutala na boisku oraz elokwentnego poza nim, pomocnik Italii, Gennaro Gattuso wypalił: „Nie twierdzę, że ten kompleks mają wszyscy, ale ci co gadają o pasożytach na pewno mają złe wspomnienia, bo żony ich oszukiwały, więc ponieśli troszkę porażek z Włochami” sugerując tym samym, że żony Niemców chętnie zdradzały mężów z Włochami. Oliwy do ognia dolała włoska telewizja SKY, która przyczyniła się do wykluczenia z półfinałowej rywalizacji Torstena Fringsa. Żadna z kamer zainstalowanych na stadionie nie zarejestrowała prowokacji Fringsa (w meczu z Argentyną). Wobec tego Włosi przesłali własne taśmy, na których widać jak niemiecki pomocnik zaczepia rywali. FIFA nie miała wyjścia - musiała zawodnika zawiesić. Za jednymi i drugimi przemawiały liczby.
| Włosi znokautowali Niemców w
ostatnich minutach |
źródło: AFP
Włosi nigdy w Mistrzostwach Świata z Niemcami nie przegrywali. Pokonywali ich w Meksyku, w 1970 roku, po dogrywce 4:3 w półfinale jak również w Hiszpanii, w 1982 roku, 3:1 zapewniając sobie tym samym tytuł Mistrza Świata. Dodatkowo sto dni przed mundialem we Florencji zespół Marcelo Lippiego rozbił niemiecki zespół aż 4:1. Niemcy wierzyli natomiast w magię Westfallenstadion. Grali na nim 14-krotnie i nigdy na nim nie przegrali. Pokonując rywala 13-krotnie i raz remisując. Wierzyli też, że może dojść do rzutów karnych, a w nich nigdy jeszcze nie polegli. I mimo, że grali 120 minut to karnych nie było. Znakomite dwie ostatnie minuty dogrywki w wykonaniu Włochów, którzy strzelili wówczas dwie decydujące bramki. Z przebiegu spotkania w pełni zasłużyli na to zwycięstwo. Grali więcej piłką, prezentowali solidny, zespołowy styl gry. Zaskakiwali szybkością i dokładnością. Momentami porywający styl gry Azzurich był z pewnością zaskoczeniem dla wielu kibiców. Klasą samą dla siebie była postawa Fabio Cannavaro - bezsprzecznie najlepszego piłkarza mundialu. Złośliwe włoskie media nazwały go „Cesarzem” - tak jak Niemcy nazywają ikonę sportu - Franza Beckenbauer’a.



Niemcy mimo wszystko zawiedli. Zagrali jak równy z równym ale czegoś zabrakło. Na tym mundialu już zdążyli nas przyzwyczaić do ofensywnej, pełnej podbramkowych sytuacji gry. A tej, w spotkaniu z zespołem z Półwyspu Apenińskiego zabrakło. Szkoda. Najbardziej zawiodły największe gwiazdy niemieckiego teamu - Michael Ballack i Miroslav Klose. Zarówno ten pierwszy jak i drugi byli całkowicie niewidoczni.

Portugalia vs Francja
Skład tego półfinału był z pewnością dla większości kibiców zaskoczeniem. Przed turniejem nikt nie wierzył w odrodzenie się Zinedine Zidana i całej Francji. Szans na sukces nie dawano też Wicemistrzom Europy - Portugalczykom.
| Portugalia - Francja 0:1 |
źródło: AFP
A jednak los okazał się przewrotny i skojarzył te dwie drużyny w półfinale Mistrzostw Świata. To miał być wielki rewanż Portugalczyków za półfinał Euro 2000. Wówczas po bardzo dramatycznym spektaklu „Trójkolorowi” pokonali rywala 2:1 po „złotej bramce” Zizou z rzutu karnego (do dziś trwają dyskusje czy słusznie podyktowanym) w 117 minucie meczu. Trudno było wytypować faworyta tej konfrontacji. Wydawali się nimi Francuzi. Obawiano się jednak o kondycję tego zespołu. Wszak pokonanie Hiszpanii, a potem obrońcy tytułu Brazylii nie przyszło tak łatwo i musiało odbić się na zdrowiu zespołu. Podopieczni Raymond Domenech’a musieli zostawić w tych spotkaniach na boisku bardzo wiele zdrowia. Nie przeszkodziło im to jednak awansować do finału niemieckich mistrzostw. Jedyna bramka spotkania padła po rzucie karnym podyktowanym po faulu na Thierrym Henrym. Wykonawcą „jedenastki” był Zizou i pewnie pokonał speca od bronienia karnych - Ricardo. Tej rywalizacji smaczku dodawał fakt, że dwie największe gwiazdy obu reprezentacji zapowiedziały po mistrzostwach koniec reprezentacyjnej kariery. Stąd też Luis Figo i wspomniany już Zidane (bo o nich mowa) grali przede wszystkim o to by pożegnać się w wielkim stylu, by karierę zakończyć w Berlinie w finale Mistrzostw Świata. Sztuka ta mogła udać się tylko jednemu z nich. Padło na Zizou. Ale jak doskonale wszyscy wiedzą nie pożegnał się on z reprezentacją tak, jak powinien. Ale to już całkiem inna historia.

  Niemcy - Włochy 

0 : 2  (0 : 0; 0 : 0)

 

 Grosso (118')
Del Piero (120')

widzów: 66 000  |  sędziował: Benito Archundia (MEX)



  Portugalia - Francja 

0 : 1  (0 : 1)

 

 Zidane (33'-k)

widzów: 66 000  |  sędziował: Jorge Larrionda (URU)



Autor: Marek Iwaniszyn 

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>