strona: 15        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Ćwierćfinały: Radość Francuzów, łzy Anglików


Mecze ćwierćfinałowe na niemieckim Mundialu nie należały do porywających. Dwukrotnie o rozstrzygnięciu decydowały rzuty karne. Najwięcej bramek padło w meczu Włochów z Ukrainą, co jest o tyle dziwne, że "Squadra Azzura" do tej pory nie imponowała na mistrzostwach. Ale patrząc na to z drugiej strony, podopiecznym Lippiego trafił się najłatwiejszy przeciwnik. Z całą pewnością najbardziej pasjonującym i dramatycznym meczem 1/4 finału było ostatnie spotkanie pomiędzy Brazylią, a Francją. W ćwierćfinałąch widzieliśmy szczęście i radość, smutek i łzy. Niestety widzieliśmy również bójkę, i to w wykonaniu piłkarzy...

Niemcy - Argentyna
Mecz ten przez wielu fachowców uznawany był za przedwczesny finał niemieckiego Mundialu. Wiele było odniesień do historii, a przede wszystkim do dwóch finałów MŚ, tych z Meksyku i Włoszech, kiedy to obydwie drużyny walczyły o Puchar Świata. W piątkowe popołudnie 30 czerwca szykowałem się na wielkie widowisko, gdyż dotychczas zarówno podopieczni Klinsmanna, jak i Argentyńczycy w dotychczasowych spotkaniach spisywali się dobrze (przy czym zdecydowanie to gospodarze lepiej zaprezentowali się w spotkaniu 1/8 finału).

Pierwszą połowę można by podsumować szybko i sprawnie, a dodatkowo przypisać jej miano brzydkiej i nudnej. Świadkami pierwszej groźnej sytuacji byliśmy w 7 minucie gry, kiedy to Niemcy wykonywali rzut wolny w odległości 30 metrów od bramki Argentyny. Egzekutorem tegoż był Łukasz Podolski, który strzelił mocno, ale jego uderzenie na raty obronił Abbondanzieri. Argentyńczycy odpowiedzieli groźną sytuacją z rzutu rożnego, kiedy to piłka zawędrowała na krótki słupek co zaskoczyło defensywę niemiecką. Zdecydowanie najgroźniejszą sytuacją pierwszej części gry była ta z 16 minuty, kiedy to piłka, po strzale z główki Ballacka, o centymetry minęła spojenie słupka z poprzeczką argentyńskiej bramki. Mało było strzałów i sytuacji podbramkowych w pierwszych 45 minutach. Zdecydowanie częściej oglądaliśmy walkę w środku pola, która dodatkowo „okraszona” była dosyć ostrą (ale nie brutalną) grą obu 11-ek. W niemieckiej drużynie zawodziły trochę skrzydła, gdyż piłki dośrodkowywane przez bocznych zawodników (Lahma, Schneidera czy nawet Ballacka) bądź to nie docierały do napastników, bądź też były blokowane przez argentyńską obronę.

Na szczęście dla widowiska, druga połowa była diametralnie inna. Więcej było szybkich akcji, strzałów i sytuacji bramkowych, a co najważniejsze - doczekaliśmy się goli! Pierwszy padł już cztery minuty po wznowieniu gry. Argentyńczycy wykonywali rzut rożny po prawej stronie boiska, a w polu karnym najszybciej i najwyżej do piłki dopadł Ayala, nie dając szans Lehmannowi. Winnym utraty bramki można by uznać Klosego, który nie odpowiednio pokrył Argentyńczyka w tej sytuacji. Piłkarze z Ameryki Południowej próbowali pójść za ciosem, jednak strzał Mascerano z 30 metrów był niecelny.
| Niemcy pokonały Argentynę po karnych |
źródło: AFP
Klinsmann nie czekał długo na reakcję, w 59 minucie na boisku pojawił się Odonkor, a chwilę później Borowski. Piłkarze Ci zdecydowanie wpłynęli na grę gospodarzy, szczególnie szarpania na prawej stronie Odonkora dały się we znaki Argentyńczykom. W 67 minucie groźnego urazu doznał Abbondanzieri, którego 4 minuty później musiał zmienić Franco. Niemcy bili głową w mur, próbowali konstruować groźne akcje w obrębie pola karnego Argentyny, ale nic z tego nie wychodziło. Wydaje się, że wielki błąd popełnił trener Jose Pekerman, zdejmując z pola gry Hernando Crespo i Riquelme. W 79 minucie Niemcy doczekali się wyrównania, kiedy to piłkę na pole karne wrzucił Ballack, a ta - którą w międzyczasie przedłużył Borowski - trafiła do Klosego, który strzałem głową doprowadził do remisu! Chwilę potem strzelec wyrównującej bramki zszedł z boiska. W wybornej sytuacji do objęcia prowadzenia byli w 88 minucie Argentyńczycy, kiedy to precyzyjny strzał głową wybronił Jens Lehmann. Gdyby piłka znalazła drogę do siatki, to gol i tak nie zostałby uznany ze względu na pozycję spaloną Tevesa, który stał na linii strzału. Po 90 minutach gry w Berlinie był remis 1:1, konieczna więc była dogrywka.

Ta nie należała do najciekawszych. W pierwszych 15 minutach przewagę mieli Niemcy, w drugiej części dogrywki rolę się odwróciły i to podopieczni Pekermana stwarzali groźne sytuacje. Gospodarze mieli drobne problemy, Ballacka brały skurcze, niektórzy inni zawodnicy również wyraźnie opadli z sił. Dodatkowe 30 minut nie rozstrzygnęło pierwszego spotkania ćwierćfinałowego, więc sędzia Lubos Michel zarządził serię rzutów karnych. Ponad 70 tysięcy niemieckich kibiców dopingowało swoich piłkarzy, Oliver Kahn udzielał przyjacielskich rad swojemu koledze po fachu, który w ostatniej chwili „wygryzł” go z pierwszej 11-ki. Niemcy nie pomylili się ani razu, celnie do siatki trafiali po kolei: Oliver Neuville, Michael Ballack, Lukas Podolski oraz Tim Borowski. Natomiast Lehmann obronił dwa rzuty karne, ten wykonywany przez Ayale i Cambiasso. Po tym drugim wszyscy jego koledzy, jak i kibice niemieccy mogli cieszyć się z awansu Bundesteamu do półfinału Mistrzostw Świata! Radości nie zakłócił nawet skandal, za który uznać trzeba bójkę piłkarzy na środku boiska, w której to nad wyraz agresywni byli piłkarze z Argentyny (oraz Frings, który został ukarany przez FIFA absencją w jednym spotkaniu).

Niemcy tego dnia nie byli gorsi od Argentyny, wydaje się, że obydwie drużyny zagrały na podobnym poziomie. Tak więc raczej szczęście, niż umiejętności zadecydowało o awansie do kolejnej rundy Mundialu. 

  Niemcy - Argentyna 

1 : 1  (0 : 0)

 Klose (80')

Ayala (49')

widzów: 72 000  |  sędziował: Lubos Michel (SVK)



Włochy - Ukraina
Reprezentacja Włoch ma na tych mistrzostwach ogromne szczęście. Szczególnie w fazie pucharowej turnieju. Przypomnę, że w 1/8 Squadra Azzura wyeliminowali Australię, strzelając bramkę w ostatniej minucie gry, i to w dodatku z rzutu karnego. Szczęściem w ćwierćfinale okazało się trafienie na Ukrainę, zdecydowanie najsłabszy zespół spośród ośmiu, które awansowały do tej fazy Mundialu.

Siłę podopiecznych Lippiego zobaczyliśmy już na początku spotkania, a dokładniej w 6 minucie, kiedy to na rajd zakończony strzałem zdecydował się Zambrotta. Duży udział przy utracie bramki ma ukraiński bramkarz Schovkovski, któremu piłka - zanim wpadła do siatki - przeleciała po ręce. Przez następne minuty pierwszej połowy nie byliśmy świadkami wielkiej piłki. Ukraińcy zmuszeni byli do konstruowania ataku pozycyjnego, co wychodziło im, mówiąc najdelikatniej, słabo. Włosi stwarzali groźniejsze sytuacje, które jednak nie miały odzwierciedlenia w zmianie wyniku. W 27 minucie doszło do groźnego starcia Gattuso z Kaliniczenką. Ten drugi stanął Włochowi na ramieniu, po czym Gattuso przez pewien czas zwijał się z bólu trzymając się za rękę. Na szczęście nic się nie stało, i po założeniu opatrunku wrócił na plac gry.

Druga połowa przyniosła zdecydowanie lepszą grę naszych wschodnich sąsiadów. Na nic się to jednak zdało, gdyż tego dnia szczęście leżało po stronie reprezentantów Włoch. Od początku drugiej połowy kilka groźnych akcji skonstruowali piłkarze Blokhina, przy czym ta najgroźniejsza miała miejsce w 57 minucie meczu. Przed szansą stanął Husiew, którego strzał wspaniale obronił Buffon, do piłki dopadł Kaliniczenko, ale piłkę tuż sprzed linii wybił jeden z obronców.
| Radość Luca Toniego |
źródło: AFP
Sytuacja ta zemściła się już minutę później, kiedy to po krótkim wykonaniu rzutu rożnego, Francesco Totti zacentrował piłkę na pole karne, gdzie źle kryty Lucca Toni nie miał problemu z wpakowaniem jej do bramki na 2:0! Do końca spotkania oglądaliśmy już grę, w której to Włosi konstruowali częściej groźne sytuacje podbramkowe, zaś Ukraińcy próbowali na nie odpowiedzieć składnym atakiem pozycyjnym. W 90 minucie pięknym dryblingiem popisał się Schevchenko, zagrał z klepki do kolegi, i dość teatralnie upadł na murawę. Sędzia nie miał wątpliwości, o rzucie karnym mowy być nie mogło! Kilkanaście sekund później kibice na stadionie w Hamburgu usłyszeli gwizdek kończący te spotkanie. Włosi awansowali do półfinału!

Z całą pewnością był to najlepszy mecz Squadra Azzura na Mundialu, jednak trzeba przyznać, że Ukraińcy dosyć wyraźnie ułatwili sprawę Włochom, grając źle i popełniając mnóstwo błędów. Dla podopiecznych Olega Blokhina sam awans do ćwierćfinału był już wielkim osiągnięciem. Piłkarze z półwyspu Apenińskiego wreszcie zagrali tak, jak mieli grać od początku tych mistrzostw.

  Włochy - Ukraina 

3 : 0  (1 : 0)

 Zambrotta (6')
Toni (59', 69')

widzów: 50 000  |  sędziował: DE BLEECKERE Frank (BEL



Anglia - Portugalia
Na stadionie w Gelserkirchen rozegrany został mecz, który mimo braku goli zapadnie na długo w pamięci kibiców futbolu na całym świecie. I to nie dzięki jakieś pięknej grze, a raczej emocjom, które towarzyszyły piłkarzom na boisku, kibicom na trybunach i przed telewizorami. Miał być to rewanż za półfinał Euro 2004, kiedy to Portugalia wyeliminowała w rzutach karnych właśnie Anglików.

Pierwsze minuty gry były wyrównane, ale groźniejsze sytuacje stwarzali podopieczni Svena Gorana Erikssona. Już w pierwszej minucie silny strzał Rooneya zablokował portugalski obrońca, zaś rzut wolny wykonywany w 7 minucie przez Beckhama spiąstkował Ricardo. W 9 minucie byliśmy świadkami kolejnego strzału Rooneya - tym razem angielski napastnik oddał potężny strzał z 25 metrów, jednak piłka wylądowała w rękawicach Ricardo. Odpowiedź Portugalczyków była identyczna - strzał Ronaldo obronił Robinson. W 12 minucie dogodną sytuację do objęcia prowadzenia miał Tiago, kiedy to Luis Figo centrował futbolówkę w pole karne z rzutu wolnego, jednak koniec końców angielscy stoperzy zdołali oddalić zagrożenie od swojej bramki.
Chwilę później groźnie uderzył Maniche, jednak jego uderzenie minęło poprzeczkę bramki Robinsona. Anglicy nie byli dłużni w sytuacjach podbramkowych. Trzy minuty później z prawej strony groźnie dośrodkowywał Neville, piłkę przejęli w polu karnym jeszcze Anglicy ale zabrakło ostatniego podania. Świetną okazję stworzył w 20 minucie Steven Gerrard zagrywając "plasowaną" piłkę do wbiegającego na 7 metr Lamparda, jednak pomocnika Chelsea Londyn uprzedził portugalski bramkarz.



Pierwsze 20 minut zapowiadało świetny mecz z masą sytuacji, zarówno pod polem karnym Anglii jak i Portugalii. Jednak piłkarze w kolejnych minutach rozczarowali, ruszając do ataku raz jeszcze w końcówce pierwszej połowy. W między czasie prawą flanką próbował "rwać" Cristiano Ronaldo, jednak z jego sytuacji nic nie wynikło. W 41 minucie kolejna dobra sytuacja dla Portugalii - Tiago strzelał głową po rzucie rożnym, a piłkę lecącą na spojenie słupka z poprzeczką z trudami obronił Robinson. W ostatniej akcji pierwszej połowy bardzo ładnie z 25 metrów strzelił Lampard, ale piłka znalazła się w rękawicach Ricardo. Anglicy przez przeważającą część pierwszej odsłony tego meczu grali z pominięciem drugiej linii, posyłając piłki bezpośrednio do wbiegających na skrzydłach: Cole'a, Beckhama czy Nevilla. To Portugalia grała lepiej i szybciej, niejednokrotnie popisując się skuteczną grą z pierwszej piłki. W obydwu jedenastkach na pochwałę zasłużyli przede wszystkim: Gerrard i Cristiano Ronaldo (drybling, niepokojenie lewej części angielskiej obrony).

Druga połowa rozpoczęła się od spornej sytuacji w 50 minucie gry, kiedy to po zagraniu Beckhama, ręką zagrywał jeden z Portugalczyków. Sędzia nie dopatrzył się jednak rzutu karnego. Minutę później byliśmy świadkami zejścia z boiska wspomnianego wyżej Davida Beckhama, który nabawił się kontuzji w jednym z pojedynków (jak było widać na ekranach TV - pomocnik Realu Madryt bardzo przeżył to zejście). Za doświadczonego "Becksa" wszedł Lennon, który rozpoczął rajdy na prawej stronie boiska. W 52 minucie znakomitą sytuację miał Lampard, który na 10 metrze otrzymał piłkę z rzutu rożnego, silnie uderzył, ale tak nie szczęśliwie, że piłka skozłowała zaraz po oddaniu strzału i poleciała wysoko nad poprzeczkę. Kilka minut później wspaniałą akcję na prawej stronie przeprowadził Lennon, który odegrał do Rooneya - ten skiksował, ale piłka znalazła się przed Joe Collem, który wślizgiem posłał piłkę nad poprzeczkę. W 61 minucie doszło do sytuacji, która zdecydowanie wpłynęła na sytuację na boisku. Czerwoną kartkę za chamskie wejście w przeciwnika, i odepchnięcie Cristiano Ronaldo otrzymał Wayne Rooney.
| Rooney w walce o piłkę |
źródło: AFP
Odtąd Anglia grała w 10-kę, jednak nie było tego widać na boisku, gdyż Portugalczycy nie mieli zupełnie koncepcji na grę z podopiecznymi Erikssona. Zgubili gdzieś w przerwie umiejętność szybkiej gry "z klepki" czym zmniejszyli sobie szansę na rozstrzygnięcie tego spotkania w normalnym czasie gry. Parę razy z dobrej strony pokazał się w drugiej części spotkania defensywny pomocnik Hargreaves, zapędzając się z piłką pod pole karne Ricardo. Portugalczycy szukali szczęścia przede wszystkim w strzałach z dystansu, w czym "królował" Maniche oddając w ciągu 20 minut pięć takich strzałów, które to jednak bądź były blokowane przez obronę, bądź też lądowały w rękawicach Robinsona. W 81 minucie ładnym strzałem z lewej nogi popisał się Viana, ale futbolówkę złapał angielski bramkarz. Minutę później znakomitą sytuację mieli Anglicy, kiedy to Lampard strzelał z rzutu wolnego, jego piłkę wybił Ricardo, ale tak nieszczęśliwie, że ta trafiła pod nogi Lennona. Jednak młody Anglik strzelił za lekko, gdyż piłkę zmierzającą do bramki zdołał obronić raz jeszcze portugalski bramkarz. Kolejną znakomitą sytuację mieli piłkarze Erikssona w ostatniej minucie gry, kiedy to znakomitym rajdem popisał się Hargraeves, dośrodkował w pole karne, a strzał Lamparda o centymetry minął poprzeczkę bramki Ricardo. O wszystkim miała więc zadecydować dogrywka, bądź rzuty karne...

W 8 minucie dogrywki kolejna znakomita sytuacja dla Anglii. Dośrodkowuje Gerrard, a w pojedynku główkowym Crouch przegrywa z, o dwie głowy niższym od niego Miguelem. Gdyby Anglik zagrał piłkę w kierunku bramki, niechybnie padłby gol! W 104 minucie meczu piękny strzał oddał Cristiano Ronaldo, jednak piłka minimalnie przeleciała nad poprzeczką bramki Robinsona, ocierając się jeszcze o jego palce. W drugiej połowie dogrywki za wiele się nie zmieniło - inicjatywę wprawdzie przejęli Portugalczycy, ale nie umieli tego dokumentować składną akcją. W ostatniej minucie w wyśmienitej sytuacji znalazł się jednak Maniche, ale z 11m posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. O wszystkim miały więc zadecydować rzuty karne (po raz trzeci na niemieckim Mundialu). W obydwu drużynach nie było dwóch liderów: Beckhama i Figo. Nie ma czego żałować szczególnie ten pierwszy, który dwa lata temu jako pierwszy zawalił karnego w konkursie 11-ek półfinału Euro 2004 w Portugalii. Pierwszy do piłki podszedł Simao - strzelił celnie. Pierwszym wykonawcą 11-ki wśród Anglików był Lampard. Ricardo do końca stał na linii bramkowej, i doskonale wyczuł intencję pomocnika Chelsea Londyn broniąc rzut karny! Podobnie uczynił w serii trzeciej i czwartej, broniąc kolejno strzały Gerrarda i Carraghera! Jednak Portugalczycy również nie trafiali: Viana zamiast do bramki posłał piłkę wprost na prawy słupek, zaś Petit spudłował. O wszystkim zadecydował Cristiano Ronaldo, pewnie wykorzystując swoją próbę i zapewniając Portugalii awans do półfinału niemieckich MŚ!

Moim zdaniem Portugalia była w tym meczu zespołem nieco słabszym. Anglicy pokazywali większą chęć i ambicję do gry. Widać było, że chcą awansować do półfinału i powalczyć dalej o najwyższe piłkarskie trofeum. Zamiast radości byliśmy jednak świadkami łez: Beckhama, Ferdinanda, Terry'ego. Sven Goran Eriksson zakończył tym spotkaniem pracę z reprezentacją Anglii, z którą dwukrotnie brał udział w turnieju Mistrzostw Świata. Dwukrotnie opadł w ćwierćfinale, i to dwukrotnie z drużyną prowadzoną przez Luiza Felipe Scolariego. Na boiskach Korei i Japonii Anglików do domu wysłała sama Brazylia, tym razem była to Portugalia.

  Anglia - Portugalia 

0 : 0  

widzów: 52 000  |  sędziował: Horacio Elizondo (ARG)



Brazylia - Francja
Ostatnie spotkanie ćwierćfinałowe już w kuluarach zapowiadało się niezwykle ciekawie. Spotkały się bowiem drużyny, które zdobyły dwa poprzednie trofea mistrzów świata - Brazylia w 2002 roku, Francja w 1998. Dodatkowo te dwa zespoły spotkały się w finale francuskiego Mundialu w 1998, gdzie "Trójkolorowi" pokonali "Canarinhios" 3:0! Bohaterem tamtego meczu był Zinedine Zidane, którego gwiazda zaczęła dopiero świecić. Tegoroczny Mundial jest natomiast ostatnim na którym oglądamy "Zizou", który po turnieju kończy piłkarską karierę.

Brazylia w Niemczech nie grała do tej pory dobrze, wygrywając swoje mecze głównie dzięki szczęściu. Fazę grupową piłkarze z Ameryki Południowej przeszli bez błysku, w 1/8 finału rozprawili się z Ghaną, która de facto sprawiała lepsze wrażenie (a bramki padały z kontr). Francja obnażyła "Canarinhios" w ćwierćfinale, przypominając swoim kibicom najlepsze występy z "Coupe le Monde '98" oraz ME 2000. Jedynie pierwsze i ostatnie minuty meczu należały do Brazylii, jednak Francuzi grali spokojnie i uważnie, skutecznie rozbijając zapędy podopiecznych Parreiry. Klarownych i 100% sytuacji w pierwszej połowie oglądaliśmy mało, jeżeli już do nich dochodziło to najczęściej kończyły się one przechwytem defensorów drużyny przeciwnej. Bardzo dobrze, wręcz wzorowo zagrał Zidane, które dokładnie zagrywał piłki do kolegów, przy okazji popisując się nietuzinkowymi popisami technicznymi. A to przecież piłkarze Brazylii częściej prezentują na boiskach fenomenalne zagrania! Najlepsze okazje do objęcia prowadzenia mieli pod koniec pierwszej części gry Francuzi. W 38 minucie piłkarze Raimonda Domennech'a wykonywali rzut wolny, w polu karnym najwyżej wyskoczył Malouda, ale skierował futbolówkę nad poprzeczką. W 44 minucie znakomitym zagraniem do Vieiry popisał się "Zizou"! Pomocnik Juventusu Turyn został jednak brutalnie sfaulowany przez brazylijskiego obrońcę, za co ten został ukarany żółtą kartką. Z rzutu wolnego podyktowanego przez sędziego nic jednak nie wyniknęło. No może oprócz kolejnej żółtej kartki, tym razem dla Ronaldo za zagranie ręką.

Drugą połowę można podzielić na dwie części: do 75 minuty, kiedy to przeważali Francuzi oraz na ostatnie 15 minut, kiedy to piłkarze z Brazylii za wszelką cenę chcieli doprowadzić do wyrównania. Już w 46 minucie Francuzi mogli strzelić bramkę, kiedy to w polu karnym najwyżej wyskoczył Vieira, a piłka przeleciała nad poprzeczką. Gdyby nie dotknął piłki, ta z całą pewnością doleciałaby na głowę Henry'ego, który był w jeszcze lepszej sytuacji bramkowej.
| Zidane - ojciec sukcesu w meczu z Brazylią |
źródło: AFP
Minutę później groźnie zrobiło się pod bramką Bartheza, kiedy to wpierw Ronaldo nie trafił w piłkę, a chwilę później po centrze Ze Roberto błąd popełnił francuski bramkarz. Na szczęście obeszło się bez konsekwencji. W 53 minucie pada bramka, której jednak nie uznaje sędzia. Henry w momencie podania był bowiem na pozycji spalonej. Co nie udało się w 53, powiodło się trzy minuty później kiedy to po wolnym wykonywanym przez Zidane'a nikt nie pokrył stojącego na długim słupku Henry'ego, a ten nie zwykł marnować takich sytuacji umieszczając piłkę pod poprzeczką! "Trójkolorowi" próbowali pójść za ciosem, jednak w dwóch sytuacjach Ribery'emu zabrakło szczęścia. Wpierw przegrał pojedynek biegowy z Didą, który musiał interweniować na 20 metrze. Kilka chwil później zagrał piłkę wzdłuż linii bramkowej, którą zdołał odbić jeszcze Juan - futbolówka ominęła jakimś cudem bramkę, ratując Brazylię przed golem samobójczym. Francuzi grali bardzo spokojnie i dokładnie, popisując się niekiedy ładnymi sztuczkami technicznymi. Oglądając to spotkanie miałem wrażenie "deja vu", w takim bowiem stylu Francuzi grali już kilka lat temu. Chwaliłem na wstępie Zidane'a, który zagrał fantastycznie. Był prawdziwym ojcem zwycięstwa, jednak pochwały należą się również Henry'emu - nie tylko za zdobycie bramki, ale również za grę w ataku. Wiele dobrego zrobił również Ribery, Makalele rządził w środku pola, perfekcyjnie wywiązując się z roli defensywnego pomocnika. Najwięcej zastrzeżeń można mieć chyba do Bartheza, który bronił niepewnie.

Jak już wspomniałem, ostatnie 15 minut należało do "Canarinhios". Wiele ożywienia przyniosło przede wszystkim wejście Robinho, który próbował mieszać francuską defensywą. Czym bliżej końcowego gwizdka sędziego, tym akcję Brazylii były bardziej natarczywe, jednak kończyły się przed polem karnym Fabiena Bartheza. W 89 minucie znakomitą sytuację do wyrównania miał Ronaldinho, wykonując rzut wolny z odległości 20 metrów od bramki. Piłka przeszła jednak centymetry nad bramką. Francuzi w 90 minucie meczu wyprowadzili ostatnią kontrę, która mogła zakończyć się bramką Sahy - jednak jego strzał obronił Dida. Ostatni akcja Brazylii - strzał Ronaldo, który wybija w bok (niepewną interwencją) Barthez. Piłka leciała w kierunku Ze Roberto, którego w ostatniej chwili uprzedził francuski obrońca. Chwilę później sędzia zakończył mecz. Francja wygrała z Brazylią! Myślę, że większość kibiców w tej chwili nie mogła uwierzyć w to, że "wielka Brazylia" odpada już w ćwierćfinale, i to w dodatku z Francją, która w niemieckim Mundialu zagrała tylko jeden dobry mecz, w 1/8 finału z Hiszpanią. Ja na szczęście byłem w mniejszości, i cieszyłem się ze zwycięstwa "Trójkolorowych".

Brazylia odpadła bo zawiedli piłkarze: Ronaldinho, Ronaldo, Adriano, Cafu. Przede wszystkim zawiódł jednak sam trener, który zabił "magię" brazylijskiej piłki. Rację mają Ci, którzy twierdzą, że postawił na nazwiska. Tego co było, jednak cofnąć nie można, ale taki jest futboll - czasami zaskakuje, co jest jego niezaprzeczalną zaletą. Rewanżu za Paryż '98 nie było, była za to radość Francuzów z awansu do półfinału - a nic tak nie cieszy, jak radość kibiców zaprzyjaźnionej drużyny.

  Brazylia - Francja 

0 : 1  (0 : 0)

 

Henry (57')

widzów: 48 000  |  sędziował: Luis Medina Cantalejo (ESP)


Autor: Paweł Talbierz 

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>