strona: 12        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Grupa G


KOREA PŁD. - TOGO
Mecz współorganizatora poprzednich mistrzostw, Korei Płd. z outsiderem grupy Togo, zainaugurował rozgrywki w grupie G. Od początku meczu grający w 30-stopniwoym upale zawodnicy obu jedenastek konstruowali wolno i schematycznie swoje akcje, nie stwarzając sobie praktycznie żadnych klarownych okazji do zdobycia gola. I o ile w przypadku Togo niczego wielkiego nie oczekiwaliśmy, to już zespół Advocaata miał pokazać swoje największe atuty. Jego drużyna w niczym nie przypominała tej z przed czterech lat, a indywidualne akcje Lee Young Pyo czy Park Ji Sunga na nic się zdały. Brakowało siły ognia. Skrzętnie słabą dyspozycję Koreańczyków wykorzystało Togo. Długie podanie w kierunku Mohameda Kadera, który wpada między dwóch obrońców, przyjmuje piłkę kolanem i trafia w długi róg bramki. 1-0. Gol do znudzenia przypominający trafienie Piotra Włodarczyka z początku eliminacji, w meczu z Irlandią. Tuż przed przerwą kolejna szansa dla Togo – strzał z rzutu wolnego lecz parada Lee Woon Jae okazuje się skuteczna.

Po przerwie wyraźnie z większym zacięciem zagrali Koreańczycy. Warto podkreślić tutaj trafną decyzję Advocaata o wprowadzeniu Ahn`a, bo przed jego wejściem jego Korea napastników miała tylko w teorii. Wreszcie indywidualna szarża Parka i faul przed polem karnym Abalo, któremu arbiter pokazał drugi żółty kartonik, tym samym wyrzucając go z placu gry. Na domiar złego dla piłkarzy rzut wolny i fatalne ustawienie bramkarza Agassa`i wykorzystał bezlitośnie Lee Chun Soo. Był to pierwszy gol z rzutu wolnego na tym Mundialu. Po 53 minutach meczu było 1-1. Korea dążyła do zdobycia zwycięskiego gola, piłkarze Togo wrzucali piłki w kierunku Adebayora, dwoił się i troił Kader, lecz nie da się ukryć, że w meczu wciąż wiało nudą. 72 minuta okazał się kluczowa dla losów spotkania. Strzał z 17 metrów Ahn`a, piłka jeszcze po nodze obrońcy, posłana „za kołnierz” bramkarza ląduje w siatce. 2-1 i było niemal pewne, że był to kres możliwości obu zespołów w tym meczu.

FRANCJA - SZWAJCARIA
Spotkanie dwóch najsilniejszych zespołów grupy miało być atrakcyjne, ciekawe i zacięte. Czy atrakcyjne? Czy ciekawe? Można dyskutować... Na pewno zacięte. Optyczna przewaga Francuzów nie pozwoliła im wygrać, a jedynie ugrać bezbramkowy remis, w mojej opinii, zasłużony. Szwajcaria już w przed mundialowych sprawdzianach dowodziła, że ambicje ma niemałe. Francja rozpoczęła w systemie określonym „diamentem” z wysuniętym Henry, cofniętym Zidanem i operującymi po bokach Wiltordem i Ribery. Ten ostatni okrzyknięty następcą Zidane`a bardziej zawiódł, niż przypominał Zizu sprzed lat. No właśnie sprzed lat, bo i on sam, co pokazał ten mecz, nie jest już piłkarzem, który może Francję do mistrzostwa poprowadzić.
| Bezbramkowy mecz Francji ze Szwajcarią |
źródło: AFP
Francja od początku starała się przejąć inicjatywę, lecz nieskuteczny był Henry. W 24 minucie, znów okazało się, co znaczą na mistrzostwach stałe fragmenty – w opałach byli Francuzi, kiedy po dośrodkowaniu futbolówka minęła grupę walczących o nią piłkarzy i trafiła w słupek. W 31 min Henry z prawej strony zakłada siatkę rywalowi, oddaje piłkę w pole karne do Ribery`ego lecz ten strzela ponad poprzeczką. Kilka chwil później Ribery niepotrzebnie chciał odwdzięczyć się za poprzednią sytuację i będąc sam na sam z bramkarzem odegrał do gorzej ustawionego Henry`iego – efekt? Nijaki. W drugiej połowie i jednym i drugim, z każdą minutą brakowało sił. Szwajcarzy, głównie za sprawą Freia, starali się pokonać Bartheza. Raz nawet próbowali ręką wpakować piłkę do siatki, na co nie dał się jednak nabrać arbiter. Brakowało kreacji gry, przyśpieszenia i pomysłu Francuzom. Wchodzący z ławki Dhorasoo – obiekt drwin i agresji ze strony francuskich kibiców (bo rzekomo zajmuje miejsce należące do Giuly`iego) mógł stać się ich bożyszczem gdyby nieco dokładniej przymierzył w 84 minucie. Remis sprowadził na ziemie tych, którzy liczyli na powtórzenie przez Francję sukcesu z 1998 roku, zaś Szwajcarów ukazał w świetle z goła odmiennym – solidnej i trudnej do pokonania drużyny.

SZWAJCARIA - TOGO W Dortmundzie doszło do pożegnania się z mistrzostwami egzotycznej drużyny, jaką bez wątpienia jest Togo. Dwubramkowe zwycięstwo Szwajcarów w pełni odzwierciedla ich wyższość. Tego meczu drużyna Jakoba Kuhna nie mogła jednak przegrać. Rywale grali wolno, przewidywalnie, a taktycznie również mocno odstawali od Szwajcarów. Togo całą swą ofensywną siłę opierało na akcjach indywidualnych takich zawodników jak Adebayor czy Kader. Ten pierwszy, zawodnik Arsenalu Londyn, kreowany na lidera reprezentacji może i był aktywny, ale momentami zachowywał się na palcu gry jak rozkapryszona gwiazda. Mecz mógł zacząć się jednak idealnie dla jego drużyny. Kader zmylił balansem ciała szwajcarskiego obrońcę, ale bramkarz czujnie pilnował swego bliższego słupka. Chwilę później swych sił głową próbował Frei. Pierwsza bramka padła w 15 minucie po bilardowym zagraniu Szwajcarów. Lewy obrońca – Magnin, wrzucił piłkę w pole karne, Barnetta skiksował, lecz piłka tak szczęśliwie trafiła pod nogi Freia, że ten bez namysłu wpakował ją do siatki. Podopieczni Otto Pfistera gdyby byli bardziej skuteczni z pewnością zdobyliby wyrównującego gola, bo niecodziennie słabo grający Senderos wyraźnie ich do tego „nakłaniał”. Lekiem na ich nieskuteczność miał być rzut karny, który w 35 min po faulu na Adebayorze ewidentnie im się należał – sędzia był jednak innego zdania.

Po przerwie obraz gry zupełnie się zmienił i to za sprawą reprezentantów Togo, bo grali chaotycznie, bez pomysłu, nie stanowiąc żadnego kolektywu. Momentami wysoki pressing Szwajcarów powodował, że Togo nie potrafiło wyjść z własnej połowy. Tempo gry w drugiej części wyraźnie „siadło”. Na boisku istnieli jedynie Szwajcarzy. W 50 i w 53 min próbowali swoich sił Barnetta i rezerwowy Jakin. 10 min później ten sam zawodnik marnuje wyborną okazję „jeden na jeden” z Agassą, który tym razem rozgrywał dobre zawody, czego nie można powiedzieć o jego partnerach z pola. „Kropkę nad i” aktywny i mający sporo sytuacji w tym spotkaniu Barnetta wreszcie dopiął swego kończąc w 88 min akcję całego zespołu uderzył nie do obrony w długi róg bramki.

Rezultat 2-0 odsyłał do domu Togo, zaś Szwajcarzy wciąż nie mogli być pewni swej turniejowej przyszłości. Mimo zwycięstwa nie zagrali oni wielkiego spotkania, mało to, można powiedzieć, że Togo na tą wygraną im pozwoliło. Nie można jednak zapominać, że gdyby sędzia podyktował rzut karny za przewinienie popełnione na Adebayorze, mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej. Ot taki urok piłki.

FRANCJA - KOREA PŁD.
Francja nieoczekiwanie zremisowała drugi mecz na mistrzostwach, mając tak naprawdę zwycięstwo w kieszeni. Bo nic, zupełnie nic, nie wskazywało na to, że ten mecz rzeczywiście może zakończyć się wynikiem 1-1. Jeszcze przed meczem największym dla mnie zaskoczeniem było pozostawienie  przez Dicka Advocaata na ławce Ahn`a, którego wejście przecież było tak cenne w meczu z Togo.. W reprezentacji Francji, w porównaniu z pierwszym meczem nastąpiła jedna zmiana. Raymond Domenech zdecydował się zmienić Franka Ribery`iego na Florenta Maloude, a wyrzucając z pierwszej jedenastki „następcę Zidane`a” po raz kolejny spotkać musiał się z dezaprobatą francuskich kibiców. Jego podopieczni mając w pamięci poprzednie finały oraz ze świadomością ledwie punktu na koncie od początku zawężali pole gry i przejęli inicjatywę. Od początku palący się do gry Henry i Wiltord stworzyli strzelecką okazję już w 6 min, jednak ten ostatni jej nie wykorzystał. „Co się odwlecze to nie uciecze” i już 120 sekund później było 1-0. Piłka po uderzeniu Wiltorda odbiła się od nogi koreańskiego defensora i tak szczęśliwie trafiła pod nogi Henry`iego, że ten po prostu takiej okazji zmarnować nie mógł. Akcje Korei ograniczały się do dwóch, trzech podań, po czym tracili oni piłkę. Niewidoczny był Park, w wyniku czego akcję na połowę rywala jego partnerzy przenosili długimi podaniami, a po jednym z nich Gallas niemal pokonał własnego bramkarza. W 27 min po perfekcyjnym podaniu Thiery Henry nie potrzebnie chciał ustawić sobie piłkę na prawą nogę tracąc w konsekwencji piłkę. W 31 min adresowana z rzutu rożnego piłka do Viery, po jego strzale głową przekroczyła już linie bramkową, lecz sędziowie tego nie zauważyli. Dla nieporadnie grających Koreańczyków, mimo niskiego wzrostu, szansą na gola były stałe fragmenty gry. W 37 min szczęście było po stronie Bartheza, kiedy po uderzeniu przez Soo dochodzącej piłki w kierunku bramki, ta minimalnie minęła słupek.

Od początku drugiej części gry Francuzi nie myśleli oddawać inicjatywy. Kiedy realizator przybliżał nam twarz Advocaata to ten, zarówno jak przebywający na boisku jego podopieczni sprawiali wrażenie pogodzonych z porażką, nie wierzących w wywalczenie pozytywnego wyniku. Francja nie musiała zatem specjalnie się męczyć by w ogóle utrzymać się przy piłce, co odpowiadało chociażby Zidanowi, który raz po raz czarował widzów technicznymi zagraniami. Po kwadransie Sagnol minął, stojących jak słupy, Koreańskich obrońców, po czym strzelił w rękę jednego z nich – arbiter nie raczył jednak wskazać na „wapno”. Wreszcie na boisku pojawił się Ribery i od tego momentu był najlepszym wśród swoich kolegów. Na świeżości przeprowadził kilka ładnych indywidualnych akcji stwarzając chociażby strzelecką sytuację posyłającemu piłkę „panu Bogu w okno” Vieirze. A szkoda, bo chwilę wcześniej padł wyrównujący gol dla Korei. Jakież było zdziwienie francuskich kibiców, ich piłkarzy i sztabu szkoleniowego, kiedy piłkę z najbliższej odległości wpakował do siatki Park Ji Sung. W 83 min Henry znalazł się w takiej sytuacji, którą co tydzień zwykł wykorzystywać w barwach Arsenalu. Tym razem doskonale spisał się w bramce Korei Lee Woon Jae, broniąc strzał Francuza. Ten mecz pokazał jak nieobliczalny i niesprawiedliwy może być futbol. Ktoś kiedyś powiedział, że „nie wykorzystane sytuacje się mszczą”, co ten mecz wybitnie potwierdził. Na dniach Korea czekała na mecz o życie ze Szwajcarią, zaś Francuzi stanęli przed zadaniem pokonania w jak największym wymiarze bramkowym reprezentację Togo.



FRANCJA - TOGO
Wreszcie Domenech postawił na ustawienie 4-4-2 wykorzystując przy tym świetnie rozumiejącą się parę napastników Henry – Trezeguet. W tym ustawieniu zabrakło miejsca dla Zidana. Francuzów interesowało tylko wysokie zwycięstwo nad reprezentacją Togo, która z kolei miała zagrać jedynie o honor.

Od pierwszego gwizdka z olbrzymią determinacją ruszyli trójkolorowi. W ciągu kwadransa David Trezeguet wywalczył sobie 3-krotnie strzelecką sytuacje tyle, że albo zabrakło szczęścia (sędzia dostrzegł spalonego), albo skuteczności. Często schodzący do drugiej linii Henry robił miejsce z przodu Ribery`iemu, co wprowadzało zamęt w szeregi obronne rywala. Przez pozostałą część pierwszej połowy swoich sił próbowali kolejno: Silvestre, Ribery i Trezeguet, jednak często mając wyśmienitą sytuacje nie potrafili zamienić jej na gola. Piłkarze Otto Pfistera bez wiary w zwycięstwo i tak jak w poprzednich dwóch meczach akcje ofensywne sprowadzały się do indywidualnych rajdów Salifou, Kadera. Znów rozczarował grający od nie chcenia, a okrzyknięty największą gwiazdą zespołu – Adebayor.

Ten wynik eliminował Francuzów z dalszej gry, wiec pod jakże wielką presją wychodzili na drugie 45 minut. W 53 min po raz drugi w tym spotkaniu wszędobylski Ribery marnuje stuprocentową sytuację. Na czym polega jego talent przekonaliśmy się w parę chwil później, kiedy po indywidualnej akcji w swoim stylu, inteligentnym zagraniem oddał futbolówkę pakującemu ją do siatki Vierze. 1-0 – wreszcie!. Swoją drogą Vieira zrobił sobie fantastyczny prezent urodzinowy. Za moment Henry z pięciu metrów kieruje piłkę obok słupka. Gwiazda Arsenalu, dla której ten mecz był kolejnym potwierdzeniem na to, że w reprezentacji nie jest tak świetny jak w klubie, zrehabilitował się  w 61 min po zgraniu piłki głową przez Vieirę. 2-0. Francja odetchnęła z ulgą. Rywali na nic więcej stać już nie było. Brak pomysłu i koncepcji gry, kapryśny szkoleniowiec, wreszcie kłótnie o pieniądze spowodowały, że Togo, mimo, że wbrew pozorom miało możliwości, nie zdobyło nawet jednego pkt. w grupie. Krótko mówiąc - jak sobie pościelisz tak się wyśpisz...

KOREA PŁD. - SZWAJCARIA
Pojedynek Szwajcarów i Koreańczyków był starciem dwóch najlepszych drużyn grupy po dwóch kolejkach. Trzeszczącymi kośćmi i krwią – tak okupili swoje zwycięstwo podopieczni Jakoba Kuhna.  Zakładając zwycięstwo Francji z Togo, Koreańczycy powinni ten mecz wygrać i właśnie dlatego zdziwiło mnie ich defensywne nastawienie od pierwszego gwizdka sędziego. Widać było też, że to ich rywale są o wiele bardziej zdeterminowani.
| Korea nie dała rady Francji..
..nie dała też Szwajcarii |
źródło: AFP
Koreańczycy stracili swą główną siłę w postaci zneutralizowanego Parka, i mało aktywnego Lee Young Pyo. Szwajcaria natomiast pewna swoich możliwości w grze defensywnej konstruowała kolejne akcje zagrażające jednej z jaśniejszych postaci Korei, bramkarzowi Lee Woon-Jae. W ten sposób już w 9 min po podaniu Freia do Barnetty, ten w ostatnim momencie został zablokowany przez wracającego obrońcę. W 23 minucie doszło do sytuacji kuriozalnej, ale jakże cennej dla Helwetów. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Jakina, główkowe starcie wygrał Philippe Senderos i piłka znalazła się w bramce. Owe starcie przypominało jednak bardziej te z ringu, niż z boiska piłkarskiego. Cieszący się ze zdobyczy bramkowej  Senderos i kryjący go przy utracie gola – Choi Jin Cheul musieli poddać się opiece medycznej, czego powodem była krew na twarzach obojga panów.

Po przerwie Korea nie miała wyboru – musiała strzelić, co najmniej, gola. Skrzętnie starali się to wykorzystać Szwajcarzy groźnie kontratakując. Tak jak w 63 min, kiedy Frei uciekł rywalowi i mocnym strzałem z prawej nogi trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Kilkadziesiąt sekund później zdecydowanie najlepszy piłkarz wśród Koreańczyków – Lee Chun Soo dośrodkował na głowę Choo Jae – Jina, na posterunku był jednak Zuberbuhler. Kluczowa dla przebiegu spotkania była 76 min, kiedy w dość kontrowersyjnych okolicznościach Frei ograł bramkarza i posłał futbolówkę do siatki. Zwycięstwo i awans przysporzył z całą pewnością wiele radości, zresztą wcale nie bez podstawnej – byli najlepszą ekipą w grupie. By jednak nie było tak pięknie, okazało się, że absolutny lider zespołu Senderos z powodu kontuzji ramienia nie zagrał już na tym Mundialu.

Zaś Koreańczycy? Nie trudno można było odnieść wrażenie, że Advocaat wyćwiczył pewien zachowawczy wariant gry i uporczywie się go trzymał. Słaby Park Ji-Sung, a także wchodzący, nie wiedzieć czemu, ledwie z rezerwy Ahn nie byli wstanie zanieść Korei tak daleko jak cztery lata temu. Nie było kibiców, tej wrzawy, tej determinacji i tych stronniczych arbitrów. Choć zaraz – po przegranym meczu ze Szwajcarią FIFA mogła do bólu „nasycić się” mailami od tamtejszych fanów, mających złudzenie na powtórzenie meczu, motywowanymi złym sędziowaniem. 4,5 mln obywateli Korei jeśli ma mieć jednak do kogokolwiek pretensje, to powinien tym kimś być selekcjoner Dick Advocaat, który w mojej opinii jest głównym winowajcom porażki.

 

  Korea Płd. - Togo 

2 : 1  (0 : 1)

 Lee (54')
Ahn (72')

 Coubadja (31')

widzów: 48 000  |  sędziował: Graham Poll (Anglia).



  Francja - Szwajcaria 

0 : 0  

widzów: 52 000  |  sędziował: Walentin Iwanow (Rosja)



  Szwajcaria - Togo 

2 : 0  (1 : 0)

 Frei (16')
Barnetta (89')

 

widzów: 48 000  |  sędziował: Carlos Amarilla



  Francja - Korea Płd. 

1 : 1  (1 : 0)

Henry (9')

Park Ji-Sung (81')

widzów: 44 300  |  sędziował: Benito Archundia (MEX)



  Korea Płd. - Szwajcaria 

0 : 2  (0 : 1)

 

 Senderos (23')
Frei (78')

widzów: 43 000  |  sędziował: Horacio Elizondo (ARG)



  Francja - Togo 

2 : 0  (0 : 0)

Vieira (55')
Henry (61')

 

widzów: 40 590  |  sędziował: Jorge Larrionda (URU)



TABELA

 1. SZWAJCARIA  3  4 - 0  7 pkt
 2. FRANCJA  3  3 - 1  5 pkt
 3. KOREA PŁD.  3  3 - 4  3 pkt
 4. TOGO  3  1 - 6  0 pkt

Autor: Mateusz Kornas

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>