|

Grupa G
KOREA PŁD. - TOGO
Mecz współorganizatora
poprzednich mistrzostw, Korei Płd. z outsiderem grupy Togo, zainaugurował
rozgrywki w grupie G. Od początku meczu grający w 30-stopniwoym upale zawodnicy
obu jedenastek konstruowali wolno i schematycznie swoje akcje, nie stwarzając
sobie praktycznie żadnych klarownych okazji do zdobycia gola. I o ile w
przypadku Togo niczego wielkiego nie oczekiwaliśmy, to już zespół Advocaata miał
pokazać swoje największe atuty. Jego drużyna w niczym nie przypominała tej z przed
czterech lat, a indywidualne akcje Lee Young Pyo czy Park Ji Sunga
na nic się zdały. Brakowało siły ognia. Skrzętnie słabą dyspozycję Koreańczyków
wykorzystało Togo. Długie podanie w kierunku Mohameda Kadera, który
wpada między dwóch obrońców, przyjmuje piłkę kolanem i trafia w długi róg
bramki. 1-0. Gol do znudzenia przypominający trafienie Piotra Włodarczyka z
początku eliminacji, w meczu z Irlandią. Tuż przed przerwą kolejna szansa dla
Togo – strzał z rzutu wolnego lecz parada Lee Woon Jae okazuje się
skuteczna.
Po przerwie wyraźnie z większym
zacięciem zagrali Koreańczycy. Warto podkreślić tutaj trafną decyzję Advocaata
o wprowadzeniu Ahn`a, bo przed jego wejściem jego Korea napastników
miała tylko w teorii. Wreszcie indywidualna szarża Parka i faul przed polem
karnym Abalo, któremu arbiter pokazał drugi żółty kartonik, tym samym
wyrzucając go z placu gry. Na domiar złego dla piłkarzy rzut wolny i fatalne
ustawienie bramkarza Agassa`i wykorzystał bezlitośnie Lee Chun Soo.
Był to pierwszy gol z rzutu wolnego na tym Mundialu. Po 53 minutach meczu było
1-1. Korea dążyła do zdobycia zwycięskiego gola, piłkarze Togo wrzucali piłki w
kierunku Adebayora, dwoił się i troił Kader, lecz nie da się ukryć, że w
meczu wciąż wiało nudą. 72 minuta okazał się kluczowa dla losów spotkania.
Strzał z 17 metrów Ahn`a, piłka jeszcze po nodze obrońcy, posłana „za kołnierz”
bramkarza ląduje w siatce. 2-1 i było niemal pewne, że był to kres możliwości
obu zespołów w tym meczu.
FRANCJA - SZWAJCARIA
Spotkanie dwóch najsilniejszych
zespołów grupy miało być atrakcyjne, ciekawe i zacięte. Czy atrakcyjne? Czy
ciekawe? Można dyskutować... Na pewno zacięte. Optyczna przewaga Francuzów nie
pozwoliła im wygrać, a jedynie ugrać bezbramkowy remis, w mojej opinii,
zasłużony. Szwajcaria już w przed mundialowych sprawdzianach dowodziła, że
ambicje ma niemałe. Francja rozpoczęła w systemie określonym „diamentem” z
wysuniętym Henry, cofniętym Zidanem i operującymi po bokach Wiltordem
i Ribery. Ten ostatni okrzyknięty następcą Zidane`a bardziej zawiódł,
niż przypominał Zizu sprzed lat. No właśnie sprzed lat, bo i on sam, co pokazał
ten mecz, nie jest już piłkarzem, który może Francję do mistrzostwa
poprowadzić.
|
| Bezbramkowy mecz Francji ze Szwajcarią | źródło: AFP |
Francja od początku starała się przejąć inicjatywę, lecz
nieskuteczny był Henry. W 24 minucie, znów okazało się, co znaczą na
mistrzostwach stałe fragmenty – w opałach byli Francuzi, kiedy po dośrodkowaniu
futbolówka minęła grupę walczących o nią piłkarzy i trafiła w słupek. W 31 min
Henry z prawej strony zakłada siatkę rywalowi, oddaje piłkę w pole karne do
Ribery`ego lecz ten strzela ponad poprzeczką. Kilka chwil później Ribery
niepotrzebnie chciał odwdzięczyć się za poprzednią sytuację i będąc sam na sam
z bramkarzem odegrał do gorzej ustawionego Henry`iego – efekt? Nijaki. W drugiej
połowie i jednym i drugim, z każdą minutą brakowało sił. Szwajcarzy, głównie za
sprawą Freia, starali się pokonać Bartheza. Raz nawet próbowali ręką wpakować
piłkę do siatki, na co nie dał się jednak nabrać arbiter. Brakowało kreacji
gry, przyśpieszenia i pomysłu Francuzom. Wchodzący z ławki Dhorasoo –
obiekt drwin i agresji ze strony francuskich kibiców (bo rzekomo zajmuje
miejsce należące do Giuly`iego) mógł stać się ich bożyszczem gdyby nieco
dokładniej przymierzył w 84 minucie. Remis sprowadził na ziemie tych, którzy
liczyli na powtórzenie przez Francję sukcesu z 1998 roku, zaś Szwajcarów ukazał
w świetle z goła odmiennym – solidnej i trudnej do pokonania drużyny.
SZWAJCARIA - TOGO
W Dortmundzie doszło do pożegnania się z mistrzostwami egzotycznej drużyny, jaką
bez wątpienia jest Togo. Dwubramkowe zwycięstwo Szwajcarów w pełni
odzwierciedla ich wyższość. Tego meczu drużyna Jakoba Kuhna nie mogła jednak
przegrać. Rywale grali wolno, przewidywalnie, a taktycznie również mocno
odstawali od Szwajcarów. Togo całą swą ofensywną siłę opierało na akcjach
indywidualnych takich zawodników jak Adebayor czy Kader. Ten pierwszy, zawodnik
Arsenalu Londyn, kreowany na lidera reprezentacji może i był aktywny, ale
momentami zachowywał się na palcu gry jak rozkapryszona gwiazda. Mecz mógł
zacząć się jednak idealnie dla jego drużyny. Kader zmylił balansem ciała
szwajcarskiego obrońcę, ale bramkarz czujnie pilnował swego bliższego słupka.
Chwilę później swych sił głową próbował Frei. Pierwsza bramka padła w 15 minucie
po bilardowym zagraniu Szwajcarów. Lewy obrońca – Magnin, wrzucił piłkę w pole
karne, Barnetta skiksował, lecz piłka tak szczęśliwie trafiła pod nogi Freia,
że ten bez namysłu wpakował ją do siatki. Podopieczni Otto Pfistera gdyby byli
bardziej skuteczni z pewnością zdobyliby wyrównującego gola, bo niecodziennie
słabo grający Senderos wyraźnie ich do tego „nakłaniał”. Lekiem na ich
nieskuteczność miał być rzut karny, który w 35 min po faulu na Adebayorze
ewidentnie im się należał – sędzia był jednak innego zdania.
Po przerwie obraz gry zupełnie
się zmienił i to za sprawą reprezentantów Togo, bo grali chaotycznie, bez
pomysłu, nie stanowiąc żadnego kolektywu. Momentami wysoki pressing Szwajcarów
powodował, że Togo nie potrafiło wyjść z własnej połowy. Tempo gry w drugiej
części wyraźnie „siadło”. Na boisku istnieli jedynie Szwajcarzy. W 50 i w 53
min próbowali swoich sił Barnetta i rezerwowy Jakin. 10 min później ten sam
zawodnik marnuje wyborną okazję „jeden na jeden” z Agassą, który tym razem
rozgrywał dobre zawody, czego nie można powiedzieć o jego partnerach z pola.
„Kropkę nad i” aktywny i mający sporo sytuacji w tym spotkaniu Barnetta
wreszcie dopiął swego kończąc w 88 min akcję całego zespołu uderzył nie do
obrony w długi róg bramki.
Rezultat 2-0 odsyłał do domu
Togo, zaś Szwajcarzy wciąż nie mogli być pewni swej turniejowej przyszłości.
Mimo zwycięstwa nie zagrali oni wielkiego spotkania, mało to, można powiedzieć,
że Togo na tą wygraną im pozwoliło. Nie można jednak zapominać, że gdyby sędzia
podyktował rzut karny za przewinienie popełnione na Adebayorze, mecz mógłby
potoczyć się zupełnie inaczej. Ot taki urok piłki.
FRANCJA - KOREA PŁD.
Francja nieoczekiwanie
zremisowała drugi mecz na mistrzostwach, mając tak naprawdę zwycięstwo w
kieszeni. Bo nic, zupełnie nic, nie wskazywało na to, że ten mecz rzeczywiście
może zakończyć się wynikiem 1-1. Jeszcze przed meczem największym dla mnie
zaskoczeniem było pozostawienie przez
Dicka Advocaata na ławce Ahn`a, którego wejście przecież było tak cenne w meczu
z Togo.. W reprezentacji Francji, w porównaniu z pierwszym meczem nastąpiła
jedna zmiana. Raymond Domenech zdecydował się zmienić Franka Ribery`iego na
Florenta Maloude, a wyrzucając z pierwszej jedenastki „następcę Zidane`a” po
raz kolejny spotkać musiał się z dezaprobatą francuskich kibiców. Jego
podopieczni mając w pamięci poprzednie finały oraz ze świadomością ledwie
punktu na koncie od początku zawężali pole gry i przejęli inicjatywę. Od
początku palący się do gry Henry i Wiltord stworzyli strzelecką okazję już w 6
min, jednak ten ostatni jej nie wykorzystał. „Co się odwlecze to nie uciecze” i
już 120 sekund później było 1-0. Piłka po uderzeniu Wiltorda odbiła się od nogi
koreańskiego defensora i tak szczęśliwie trafiła pod nogi Henry`iego, że ten po
prostu takiej okazji zmarnować nie mógł. Akcje Korei ograniczały się do dwóch,
trzech podań, po czym tracili oni piłkę. Niewidoczny był Park, w wyniku czego
akcję na połowę rywala jego partnerzy przenosili długimi podaniami, a po jednym
z nich Gallas niemal pokonał własnego bramkarza. W 27 min po perfekcyjnym
podaniu Thiery Henry nie potrzebnie chciał ustawić sobie piłkę na prawą nogę
tracąc w konsekwencji piłkę. W 31 min adresowana z rzutu rożnego piłka do
Viery, po jego strzale głową przekroczyła już linie bramkową, lecz sędziowie
tego nie zauważyli. Dla nieporadnie grających Koreańczyków, mimo niskiego
wzrostu, szansą na gola były stałe fragmenty gry. W 37 min szczęście było po
stronie Bartheza, kiedy po uderzeniu przez Soo dochodzącej piłki w kierunku bramki,
ta minimalnie minęła słupek.
Od początku drugiej części gry
Francuzi nie myśleli oddawać inicjatywy. Kiedy realizator przybliżał nam twarz
Advocaata to ten, zarówno jak przebywający na boisku jego podopieczni sprawiali
wrażenie pogodzonych z porażką, nie wierzących w wywalczenie pozytywnego
wyniku. Francja nie musiała zatem specjalnie się męczyć by w ogóle utrzymać się
przy piłce, co odpowiadało chociażby Zidanowi, który raz po raz czarował widzów
technicznymi zagraniami. Po kwadransie Sagnol minął, stojących jak słupy,
Koreańskich obrońców, po czym strzelił w rękę jednego z nich – arbiter nie
raczył jednak wskazać na „wapno”. Wreszcie na boisku pojawił się Ribery i od
tego momentu był najlepszym wśród swoich kolegów. Na świeżości przeprowadził
kilka ładnych indywidualnych akcji stwarzając chociażby strzelecką sytuację
posyłającemu piłkę „panu Bogu w okno” Vieirze. A szkoda, bo chwilę wcześniej
padł wyrównujący gol dla Korei. Jakież było zdziwienie francuskich kibiców, ich
piłkarzy i sztabu szkoleniowego, kiedy piłkę z najbliższej odległości wpakował
do siatki Park Ji Sung. W 83 min Henry znalazł się w takiej sytuacji, którą co
tydzień zwykł wykorzystywać w barwach Arsenalu. Tym razem doskonale spisał się
w bramce Korei Lee Woon Jae, broniąc strzał Francuza. Ten mecz pokazał jak
nieobliczalny i niesprawiedliwy może być futbol. Ktoś kiedyś powiedział, że
„nie wykorzystane sytuacje się mszczą”, co ten mecz wybitnie potwierdził. Na
dniach Korea czekała na mecz o życie ze Szwajcarią, zaś Francuzi stanęli przed
zadaniem pokonania w jak największym wymiarze bramkowym reprezentację Togo.
|
|
FRANCJA - TOGO
Wreszcie Domenech postawił na
ustawienie 4-4-2 wykorzystując przy tym świetnie rozumiejącą się parę
napastników Henry – Trezeguet. W tym ustawieniu zabrakło miejsca dla Zidana.
Francuzów interesowało tylko wysokie zwycięstwo nad reprezentacją Togo, która z
kolei miała zagrać jedynie o honor.
Od pierwszego gwizdka z olbrzymią
determinacją ruszyli trójkolorowi. W ciągu kwadransa David Trezeguet wywalczył
sobie 3-krotnie strzelecką sytuacje tyle, że albo zabrakło szczęścia (sędzia
dostrzegł spalonego), albo skuteczności. Często schodzący do drugiej linii
Henry robił miejsce z przodu Ribery`iemu, co wprowadzało zamęt w szeregi
obronne rywala. Przez pozostałą część pierwszej połowy swoich sił próbowali
kolejno: Silvestre, Ribery i Trezeguet, jednak często mając wyśmienitą sytuacje
nie potrafili zamienić jej na gola. Piłkarze Otto Pfistera bez wiary w
zwycięstwo i tak jak w poprzednich dwóch meczach akcje ofensywne sprowadzały
się do indywidualnych rajdów Salifou, Kadera. Znów rozczarował grający od nie
chcenia, a okrzyknięty największą gwiazdą zespołu – Adebayor.
Ten wynik eliminował Francuzów z
dalszej gry, wiec pod jakże wielką presją wychodzili na drugie 45 minut. W 53
min po raz drugi w tym spotkaniu wszędobylski Ribery marnuje stuprocentową
sytuację. Na czym polega jego talent przekonaliśmy się w parę chwil później,
kiedy po indywidualnej akcji w swoim stylu, inteligentnym zagraniem oddał
futbolówkę pakującemu ją do siatki Vierze. 1-0 – wreszcie!. Swoją drogą Vieira
zrobił sobie fantastyczny prezent urodzinowy. Za moment Henry z pięciu metrów
kieruje piłkę obok słupka. Gwiazda Arsenalu, dla której ten mecz był kolejnym
potwierdzeniem na to, że w reprezentacji nie jest tak świetny jak w klubie,
zrehabilitował się w 61 min po zgraniu
piłki głową przez Vieirę. 2-0. Francja odetchnęła z ulgą. Rywali na nic więcej
stać już nie było. Brak pomysłu i koncepcji gry, kapryśny szkoleniowiec,
wreszcie kłótnie o pieniądze spowodowały, że Togo, mimo, że wbrew pozorom miało
możliwości, nie zdobyło nawet jednego pkt. w grupie. Krótko mówiąc - jak sobie
pościelisz tak się wyśpisz...
KOREA PŁD. - SZWAJCARIA
Pojedynek Szwajcarów i
Koreańczyków był starciem dwóch najlepszych drużyn grupy po dwóch kolejkach.
Trzeszczącymi kośćmi i krwią – tak okupili swoje zwycięstwo podopieczni Jakoba
Kuhna. Zakładając zwycięstwo Francji z
Togo, Koreańczycy powinni ten mecz wygrać i właśnie dlatego zdziwiło mnie ich
defensywne nastawienie od pierwszego gwizdka sędziego. Widać było też, że to
ich rywale są o wiele bardziej zdeterminowani.
|
| Korea nie dała rady Francji.. ..nie dała też Szwajcarii | źródło: AFP |
Koreańczycy stracili swą główną
siłę w postaci zneutralizowanego Parka, i mało aktywnego Lee Young Pyo.
Szwajcaria natomiast pewna swoich możliwości w grze defensywnej konstruowała
kolejne akcje zagrażające jednej z jaśniejszych postaci Korei, bramkarzowi Lee
Woon-Jae. W ten sposób już w 9 min po podaniu Freia do Barnetty, ten w ostatnim
momencie został zablokowany przez wracającego obrońcę. W 23 minucie doszło do sytuacji
kuriozalnej, ale jakże cennej dla Helwetów. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego
Jakina, główkowe starcie wygrał Philippe Senderos i piłka znalazła się w
bramce. Owe starcie przypominało jednak bardziej te z ringu, niż z boiska
piłkarskiego. Cieszący się ze zdobyczy bramkowej Senderos i kryjący go przy utracie gola – Choi Jin Cheul musieli
poddać się opiece medycznej, czego powodem była krew na twarzach obojga panów.
Po przerwie Korea nie miała
wyboru – musiała strzelić, co najmniej, gola. Skrzętnie starali się to
wykorzystać Szwajcarzy groźnie kontratakując. Tak jak w 63 min, kiedy Frei
uciekł rywalowi i mocnym strzałem z prawej nogi trafił w spojenie słupka z
poprzeczką. Kilkadziesiąt sekund później zdecydowanie najlepszy piłkarz wśród
Koreańczyków – Lee Chun Soo dośrodkował na głowę Choo Jae – Jina, na posterunku
był jednak Zuberbuhler. Kluczowa dla przebiegu spotkania była 76 min, kiedy w
dość kontrowersyjnych okolicznościach Frei ograł bramkarza i posłał futbolówkę
do siatki. Zwycięstwo i awans przysporzył z
całą pewnością wiele radości, zresztą wcale nie bez podstawnej – byli najlepszą
ekipą w grupie. By jednak nie było tak pięknie, okazało się, że absolutny lider
zespołu Senderos z powodu kontuzji ramienia nie zagrał już na tym Mundialu.
Zaś Koreańczycy? Nie trudno można
było odnieść wrażenie, że Advocaat wyćwiczył pewien zachowawczy wariant gry i
uporczywie się go trzymał. Słaby Park Ji-Sung, a także wchodzący, nie wiedzieć
czemu, ledwie z rezerwy Ahn nie byli wstanie zanieść Korei tak daleko jak
cztery lata temu. Nie było kibiców, tej wrzawy, tej determinacji i tych
stronniczych arbitrów. Choć zaraz – po przegranym meczu ze Szwajcarią FIFA
mogła do bólu „nasycić się” mailami od tamtejszych fanów, mających złudzenie na
powtórzenie meczu, motywowanymi złym sędziowaniem. 4,5 mln obywateli Korei
jeśli ma mieć jednak do kogokolwiek pretensje, to powinien tym kimś być
selekcjoner Dick Advocaat, który w mojej opinii jest głównym winowajcom
porażki.
|
Korea Płd. - Togo

|
|
Lee (54')
Ahn (72') |
Coubadja
(31')
|
|
widzów:
48 000 | sędziował: Graham Poll
(Anglia). |
|
Francja - Szwajcaria

|
|
widzów:
52 000 | sędziował: Walentin
Iwanow (Rosja) |
|
Szwajcaria - Togo

|
|
Frei (16')
Barnetta (89') |
|
|
widzów:
48 000 | sędziował: Carlos
Amarilla |
|
Francja - Korea Płd.
 |
|
Henry (9') |
Park
Ji-Sung (81')
|
|
widzów:
44 300 | sędziował: Benito
Archundia (MEX) |
|
Korea Płd. - Szwajcaria

|
|
|
Senderos
(23')
Frei (78')
|
|
widzów:
43 000 | sędziował: Horacio
Elizondo (ARG) |
|
Francja - Togo
 |
|
widzów:
40 590 | sędziował: Jorge
Larrionda (URU) |
TABELA
| 1. SZWAJCARIA |
3 |
4 - 0 |
7 pkt |
| 2. FRANCJA |
3 |
3 - 1 |
5 pkt |
| 3. KOREA PŁD. |
3 |
3 - 4 |
3 pkt |
| 4. TOGO |
3 |
1 - 6 |
0 pkt |
Autor: Mateusz Kornas
Skomentuj
na forum >>
| |