|

Grupa F
Brazylia, Chorwacja, Australia, Japonia - te cztery drużyny zostały wylosowane do grupy F piłkarskich Mistrzostw Świata. Zdecydowanym faworytem rywalizacji była rzecz jasna Brazylia. Rywalizacja o drugie, premiowane miejsce zapowiadała się bardzo ciekawie, z racji wyrównanego poziomu zespołów. Czy więc Brazylia zajęła pierwsze miejsce? Kto jeszcze wyszedł z grupy? "Brazylia Europy", czyli Chorwacja, a może solidny zespół Japonii, czy też niezwykle głodna sukcesu reprezentacja Australii prowadzona przez wielkiego maga futbolu Guusa Hiddinka? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tym tekście.
Rywalizację w tej grupie zainaugurowało spotkanie Japonii z Australią, które 12 czerwca rozegrane zostało w Kaiserslautern. W ciągu pierwszych 15-20 minut ze szczególnie aktywnej strony zaprezentował się Australijczyk Mark Viduka. Piłkarz "socceroos" kilka razy zagroził bramce Kawaguchiego - najgroźniejszą sytuację stowrzył w szóstej minucie, ale jego dwa strzały z ostrego kąta obronił japoński bramkarz. W 21 minucie bliski zdobycia gola dla Japonii był Takahara, ale jego strzał z dystansu okazał się minimalnie niecelny. Chwilę później znowu groźnie było pod bramką Azjatów - dwójkową akcję Bresciano - Viduka potężnym strzałem zakończył pierwszy z piłkarzy, lecz nie po raz pierwszy doskonały refleks pokazał Kawaguchi. W 26 minucie Azjaci wyszli na prowadzenie po bardzo kontrowersyjnej sytuacji. Lewą nogą sprzed pola karnego strzelał Nakamura. Do piłki wyszedł Schwarzer, został zablokowany przez Takaharę i nie zdołał złapać futbolówki. Sędzia zaliczył bramkę, a nie faul napastnika Eintrachtu Frankfurt. Potem mecz się zaostrzył, widzieliśmy wiele nieładnych fauli z obu stron, żóltymi kartkami zostali ukarani Grella i Miyamoto. W 40 minucie ponownie za sprawą Bresciano groźnie było pod bramką japońską, ale 40 metrowe uderzenie z rzutu wolnego nieznacznie minęło bramkę. Po przerwie Australijczycy zawzięcie dążyli do wyrównania. Trener Hiddink szybko delegował na boisko kolejnych ofensywnych piłkarzy - Tima Cahilla i Joshuę Kennedy'ego. Japończycy czekali na okazję do kontrataku. Mimo zmian, które miały dać gola "socceroos" dobre okazje stwarzali sobie podopieczni Zico. Jednak w 58 i 75 minucie zabrakło zdecydowania Yanagisawie, który zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału. Kiedy na sześć minut przed końcem wydawało się, że Japonia dowiezie skromne prowadzenie do końca stała się rzecz nieprawdopodobna - piłkarze z kraju kangurów w przeciągu sześciu minut zdobyli trzy gole! Najpierw w zamieszaniu podbramkowym po rzucie rożnym doskonanale w polu karnym Japończyków odnalazł się wspomniany wyżej Cahill. Ten sam piłkarz kilkadziesiąt sekund później
dał Australii prowadzenie po pięknym uderzeniu z 18 metrów w samo okienko. Ani się nie obejrzeliśmy i wynik został ustalony na 3-1 przez innego "jokera" Guusa Hiddinka Johna Aloisego, który świetnie minął dwóch obrońców
azjatyckich i pewnym strzałem nie dał nic do powiedzenie Kawaguchiemu. Piorunującą końcówka Australii i zwycięstwo 3-1 nad Japonią.
Dzień później w Berlinie mundial rozpoczęli główni faworyci mistrzostw Brazylijczycy oraz ich europejscy odpowiednicy, marzący o powtórzeniu wspaniałego występu z 1998 roku (III miejsce) Chorwaci. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie, był toczony w bardzo szybkim tempie, obie drużyny grały momentami pięknie dla oka. Pierwsza część spotkania przebiegła pod dyktando "Canarinhos". Pomimo uważnej gry w obronie Stipe Pletikosa miał pełne ręce roboty. Chorwacki bramkarz nie dał się zaskoczyć po strzałach z dystansu Kaki, Ronaldinho i Roberto Carlosa. Chorwaci z rzadka docierali pod bramkę obrońców mistrzowskiego tytułu. Najbardziej aktywny w chorwackiej ofensywie był świetnie dysponowany Dado Prso, jednak wszystkie strzały na bramkę Brazylijczyków były niecelne i nie sprawiły im większych problemów. Gdy Chorwaci myślami byli
już w szatni obrońcy mistrzostwa zadali jedyny i jak się później okazało decydujący cios. Z prawej strony podawał Cafu, na 20 metrze mnóstwo miejsca miał Kaka, który pięknym strzałem z lewej nogi w okienko dał Brazylii prowadzenie. W drugiej części inicjatywę
przejęli piłkarze Zlatko Kranjcara, którzy grali kombinacyjnie, z dużym polotem, ale brakowało ostatniego podania i wykończenia - pokazują to przykłady Prso i Ivana Klasnica, którzy w niezłych sytuacjach uderzali zbyt lekko. Brazylijczycy tak jak w pierwszej połowie często strzelali z dystansu, ale nie robili wielkiej krzywdy piłkarzom z Europy. W meczu z Chorwatami chyba swoją jedyną szansę na zdobycie bramki podczas Mundialu miał Ronaldinho, ale jego strzał głową obronił Pletikosa. W 70. minucie w ekipie Brazylii nastąpiła zmiana. Za słabo grającego Ronaldo wszedł Robinho, a chwilę wcześniej nie popisała się brazylijska obrona, która dwukrotnie dopuściła do groźnych akcji pod swoją bramką. Dogodnej sytuacji nie wykorzystał Darijo Srna, wyrównać mógł także Marko Babic, który trafił jednak w bramkarza. Do końca spotkania nic się jednak nie zmieniło i Brazylia, mimo że nie zachwyciła odniosła zwycięstwo.
18 czerwca w Norymbergi zagrali dwaj przegrani z pierwszych meczy - Chorwaci oraz Japończycy i był to jeden ze słabszych meczy mundialu. Klarowne sytuacje oglądaliśmy z rzadka. W trzeciej minucie po rzucie wolnym Japończyków przed okazją stanął Takahara, ale sytuacje wyjaśnił Dado Prso. W odpowiedzi z 25 metrów strzelał Robert Kovac, ale uderzenie pewnie złapał dobrze ustawiony Kawaguchi. W 21 minucie Chorwaci stanęli przed 100 procentową sytuacją do zdobycia gola. W polu karnym Miyamoto faulował Prso, ale rzut karny wykonywany przez specjalistę od takich uderzeń Dario Srnę wspaniale obronił Kawaguchi. Kolejną okazję Chorwaci mieli dziewięć minut później, kiedy z dystansu uderzał syn selekcjinera Zlatko Kranjcara - Niko - piłka trafiła jednak w poprzeczkę. Japończycy odpowiedzieli także strzałem z daleka, ale i ten nie zakończył się golem - Pletikosa uderzenie Nakaty z trudem wybił poza linię końcową. Po zmianie stron do bardziej zdecydowanych ataków ruszyli Japończycy. Po jednym z nich przed pustą
już bramką stanął Atsushi Yanagisawa i tylko on sam wie, jak to zrobił, że nie strzelił gola. Wymarzona sytuacja dla podopiecznych Brazylijczyka Zico. Nie
minęło wiele czasu i znowu potężną bombę z dystansu posłał Nakata, ale i tym razem górą był Pletikosa. W 62 minucie wreszcie coś pokazali gracze z Bałkanów. Dośrodkowanie z wolnego, głową uderzał Simunic, ale piłka minęła bramkę azjatów. W 78. minucie dynamiczną akcje lewą stroną przeprowadził Keiji Tamada, ale zamiast próbować strzelać w dogodnej sytuacji, zdecydował się na szukanie partnerów w polu karnym - z fatalnym skutkiem. 120 sekund później podobną okazję przeprowadzili Chorwaci - lewą flanką szarżował Olic, zagrał na 16 metr do Luki Modrica, ale ten uderzył lekko i na dodatek w Kawaguchiego. W 2. minucie doliczonego czasu gry podopieczni Kranjcara wyprowadzili kontrę, ale Olic źle zagrał do Prso i Chorwaci stracili ostatnią szansę na strzelenie gola w tym bezbarwnym widowisku.
Tego samego dnia w Monachium o 18 rozpoczął się mecz prowadzących w grupie F po pierwszych meczach zespołów Brazylii i Australii. W pierwszych minutach nie oglądaliśmy "czystych" sytuacji podbramkowych, drużyny próbowały raczej uderzać z daleka. Najpierw w ten sposób na bramkę strzelał Kaka (uderzenie niecelne), a odpowiedział Mark Viduka - dobrze interweniował jednak Dida.
|
| Australia nie ustępowała Brazylii.. | źródło: AFP |
Brazylijczycy przez pierwsze 30 minut meczu nie byli w stanie stworzyć sobie dogodnej sytuacji do strzelenia bramki. Co rusz, nieudanymi dryblingami popisywał się Ronaldinho. A Australijczycy wciąż próbowali strzelać z daleka. W 27. minucie
czujność Didy sprawdził uderzeniem zza pola karnego Jason Culina. Na tą sytuację odpowiadał Ronaldo, który dostał dobre podanie od Ronaldinho, ale został zablokowany przez Grellę. "Canarinhos" nacierali, jeszcze przed przerwą chcieli zdobyć bramkę, ale podopieczni Guusa Hiddinka bronili się znakomicie. W 37. minucie pozwolili jednak na prostopadłe zagranie Kace w pole karne, gdzie był Ronaldo. Napastnik Realu Madryt nie trafił jednak w tej sytuacji w piłkę. Chwilę później kolejnym dobrym podaniem Kaka uruchomił w polu karnym Adriano, ale ten źle zagrał do Ronaldo. Pierwsza połowa w wykonaniu "Canarinhos" przypominała bicie głową w mu, ale za to druga część meczu rozpoczęła się świetnie. W polu karnym Ronaldo podał do Adriano, a ten lekkim, ale niezwyke precyzyjnym strzałem strzelił gola dla Brazylii. Po tej bramce inicjatywe przejęli "socceroos". Najpierw, w 55 minucie przez pół boiska szarżował Bresciano, ale piłkę wspaniale odebrał mu Ze Roberto, potem z dystansu potężnie uderzał Stejrovski, lecz ten strzał został obroniony przez Didę. Najlepszą jednak sytuację dla graczy Hiddinka zmarnował Harry Kewell, który nie trafił z 15 metrów na pustą bramkę - piłkarza Liverpoolu usprawiedliwia jednak fakt, że piłka skozłowała mu przed uderzeniem poważnie utrudniając skuteczny strzał. Mimo, że Australia była w natarciu Brazylijczycy też mieli swoje okazje. Najpierw blisko zdobycia gola był wprowadzony za grającego drugi słabiutki mecz z rzędu Ronaldo Robinho, ale piłka po jego strzale minęła słupek. W 80. minucie znakomicie z powietrza z okolicy 16 metrów uderzał Bresciano, ale jeszcze lepiej wybronił ten strzał Dida. To była kolejna zmanowana okazja
"socceroos". 120 sekund później z rzutu rożnego dośrodkowywał Ronaldinho, głową strzelał Kaka, jednak piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. W doliczonym czasie wynik meczu został ustalony. Pięknym podaniem do Robinho popisał się Fred. Piłkarz Realu strzelił w słupek, futbolówka trafiła jednak ponownie pod nogi Freda, a ten bez najmnijeszych problemów skierował ją do bramki. Brazylia pokonała więc Australię 2-0, ale znowu nie zachwyciła - niektórzy fachowcy stwierdzili nawet, że wynik powinien być taki sam tyle, że na korzyść Australii.
|
|
22 czerwca w grupie F o 21 odbyły się równolegle dwa ostatnie mecze. W Dortmundzie Brazylia zmierzyła się z Japonią - "Canarinhos" awans mieli pewny, natomiast gracze z Azji musieli wygrać i to odpowiednio wysoko - ich szanse na awans były zatem iluzoryczne. Trener Carlos Alberto Parreira dokonał pięciu zmian w podstawowym składzie - w obronie za Cafu i Roberto Carlosa grali Cicinho i Gilberto, w pomocy zamiast Emersona i Ze Roberto oglądaliśmy Juninho Pernambucano oraz Gilberto Silve, a w ataku Adriano został zastąpiony przez Robinho. W 7 minucie bramkę mógł zdobyć Ronaldo (świetnie podawał Ronaldinho), ale gracza Realu powstrzymał Kawaguchi. Kilka minut później japoński
goalkiper znowu pokazał się ze świetnej strony tym razem doskonale broniąc strzał Robinho. W 20 i 22 minucie bramkarz japoński znowu pokazał fantastyczne umiejętności broniąc uderzenia Ronaldo i Adriano. Mimo dużej przewagi Brazylii gola strzelili Japończycy. Piłkę z lewej strony w pole karne zagrał Santos (notabene... Brazylijczyk) a pięknym strzałem
popisał się Tamada nie dając szans Didzie. Japończycycy z prowadzenia nie cieszyli się jednak długo. W doliczonym już czasie pierwszej połowy w pole karne centrował Cicinho, a gola strzałem głowa w końcu uzyskał Ronaldo. Po zmianie stron ostro do ataku ruszyli Brazylijczycy. Najpierw piękną akcję przeprowadzili Ronaldinho z Ronaldo. Ten drugi zagrał do partnera, który szybko odegrał futbolówkę piętą, co pozwoliło napastnikowi Realu Madryt znaleźć się w doskonałej sytuacji. Ronaldo nie trafił jednak w światło bramki. W 53 minucie "Canarinhos" osiągnęli w końcu upragniony cel. Z 30 metrów potężnie uderzył Juninho Pernambucano, źle zachował się Kawaguchii, było 2-1 dla Brazylii. Nie minęło sześć minut i było 3-1. Gola po ładnym, płaskim strzale z prawej strony pola karnego strzelił Gilberto. W 81 minucie wynik meczu ustalił Ronaldo. Piłkarz Realu zdecydował się na uderzenie z 16 metrów - piłka została strzelona bardzo precyzyjnie i Kawaguchi po raz czwarty musiał ją wyjmować z bramki. Dla Ronaldo był to gol numer 14 w historii
jego występów na mundialu - wyrównał tym samym strzelecki rekord wszechczasów Gerda Mullera. Co do gry Brazylii to mogła się ona chwilami bardzo podobać. "Canarinhos" zagrali zdecydowanie najlepszy dotychczasowy mecz, dużo ożywienia wniosły zmiany - szczególnie bocznych obrońców. Nie uprzedzając jednak faktów - Carlos Alberto Parreira w następnych meczach znowu wystawił "pierwotny" skład i gra znowu nie zachwycała...
Po porażce Japonii z Brazylią stało się jasne, że potyczka Chorwacji z Australią zadecyduje o drugim miejscu w grupie F. W takiej sytuacji Chorwaci musieli wygrać, zaś Australijczykom wystarczał remis. Mecz rozpoczął się doskonale dla Chorwacji - już w drugiej minucie rzut wolny wykorzystał Dario Srna, który strzałem w okienko nie dał szans Zeljko Kalacowi dość niespodziewanie grającego w tym meczu zamiast Marka Schwarzera. Minutę później po przeciwnej stronie boiska w polu karnym padł Viduka zatrzymany nieprzepisowo przez Josipa Simunicia, ale sędzia uznał, że faulu nie było. Australiczycy atakowali i często próbowali strzałów z daleka - w taki sposób Pletikosę próbowali pokonać Cahill, Kewell, Chieperfield i Cullina, ale ich uderzenia były dalekie od ideału. W 38 minucie wysiłki piłkarzy Hiddinka zostały nagrodzone. W polu karnym
piłkę ręką nieopowiedzialnie zagrał Stjepan Tomas, a karnego pewnie wykorzystał Craig Moore. Chorwaci byli bliscy błyskawicznej riposty. Z prawej strony centrował Srna, niepewnie zachował się Kalac, który jednak w ostatniej chwili naprawił swój błąd. Po przerwie w natarciu nadal byli Chorwaci.
|
| Jedno z nudniejszych spotkań Mundialu Japonia - Chorwacja 0:0 | źródło: AFP |
W 51 minucie po raz kolejny dośrodkowywał Srna, źle piłkę piąstkował Kalac, a szansę na gola zmarnował Niko Kovac uderzając nad bramką. W 56 minucie Kalac po raz kolejny udowodnił, że Hiddink nie miał racji wystawiając go w pierwszym składzie został bowiem pokonany strzałem z 15 metrów przez Niko Kovaca, który prawdę mówiąc chyba podawał piłkę
goakiperowi australijskiemu, ten jednak interweniował na tyle fatalnie, że futbolówka wpadła do bramki. Piłkarze z Antypodów rzucili się do odrabiania strat, ale w 63. minucie Chipperfield trafił z rzutu wolnego w... stojącego za murem kolegę z drużyny, a minutę później Viduka po centrze Bretta Emertona z narożnika boiska główkował nad bramką. W 72 minucie kapitalnie zachował się Pletikosa, który intuicyjnie obronił strzał Kewella. W 75 minucie z rzutu rożnego zagrywał Besciano, piłkę ręką znowu dotknął mający siatkarskie zapędy Tomas, ale karnego nie było... W 79 minucie Australijczycy w końcu strzelili gola. W podbramkwoym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Kewell i strzałem z najbliższej odległości uzyskał w pełni zasłużonego gola dla "socceroos". W 84. minucie Simic sfaulował Kewella i zmuszony był opuścić boisko. Wydawało się, że nic nie odwróci losów meczu, ale kilkanaście sekund później wspaniałą szansę na bramkę miał Jerko Leko. Jego strzał został wybity z linii bramkowej! Potem z murawy zszedł z czerwoną kartką Emerton i siły wyrównały się. Mimo wielkiego zamieszania w końcówce meczu wynik już nie uległ zmianie. W końcówce jeszcze jeden, ale za to najgłupszy błąd w meczu popełnił sędzia główny spotkania - Anglik Graham Poll. W 90 minucie pokazał graczowi Chorwacji Simuniciowi drugą żółtą kartkę, ale nie dał mu kartki... czerwonej. Dwie minuty później sprawiedliwości stało się jednak za dość - Simunic za...trzecią żółtą kartkę w końcu wyleciał z boiska. Ostateczny wynik 2-2 i zasłużony awans Australii, która wychodzi z grupy obok Brazylii, która rozegrała w grupie tylko jeden wielki mecz - z Japonią. W innych meczach wygrywali dzięki wyrachowaniu, doświadczeniu i piłkarskiemu cwaniactwu.
|
Australia - Japonia

|
|
Cahill (84', 89')
Aloisi (90') |
Nakamura (26')
|
|
widzów:
46 000 | sędziował: ABD EL FATAH Essam
(EGY) |
|
Brazylia - Chorwacja
|
|
widzów:
72 000 | sędziował: Benito Archundia (44') |
|
Chorwacja - Japonia
|
|
widzów:
41 000 | sędziował: DE BLEECKERE Frank
(BEL) |
|
Brazylia - Australia
|
|
widzów:
66 000 | sędziował: Markus
Merk (GER) |
|
Japonia - Brazylia

|
|
Tamada (34') |
Ronaldo (45', 81')
Juninho P. (54')
Gilberto (59')
|
|
widzów:
65 000 | sędziował: Eric Poulat (FRA) |
|
Chorwacja - Australia
|
|
Srna (2')
Kovac (56') |
Moore (38'-k)
Kewell (78')
|
|
widzów:
52 000 | sędziował: Graham Poll (ENG) |
TABELA
| 1. BRAZYLIA |
3 |
7 - 1 |
9 pkt |
| 2. AUSTRALIA |
3 |
5 - 5 |
4 pkt |
| 3. CHORWACJA |
3 |
2 - 3 |
1 pkt |
| 4. JAPONIA |
3 |
2 - 7 |
1 pkt |
Autor: Michał Cieślak
Skomentuj
na forum >>
| |