Przejdź do spisu treści...

Spis treści

Redakcyjne

01 .. Okładka
02 .. Wstępniak #41
03 .. Spis treści
04 .. Stopka redakcyjna
05 .. Prenumerata/Subskrypcja
06 .. Warunki współpracy
07 .. Regulamin
08 .. Ankieta personalna



Inne teksty


09 .. Tellers Story
10 .. Konkurs
11 .. Muzyka duszy vol.2



Komentarze

12 .. Bezimienny Grzegorz - Dlaczego miś
musi odejść? (Rat)

13 .. T#M - Going postal (Rat)
14 .. Ogór - Niezapominajka (Rat)
15 .. T#M - W zamknięciu (Rat)
16 .. Koriat - Obraz lustrzany (Rat)
17 .. Alkioneus - Odkupienie (Rat)


Darmowa prenumerata

Chcesz otrzymywać pocztą elektroniczną powiadomienia o nowych numerach Opowiadań? Po prostu wyślij na adres redakcji (storytellers.pl@gmail.com) e-mail o tytule "Prenumerata magazynu AM#OPOWIADANIA". Możesz w tym celu skorzystać z poniższego formularza:

       

Mini - ankieta

Jak oceniasz ten numer kącika AM#Opowiadania:


Współpracujemy z ...

Wydawnictwo PARK:    Wydawnictwo RYTM:


Wydawnictwo PARK zaprasza na swoją stronę!    Wydawnictwo RYTM zaprasza na swoją stronę!                 


Powieść

    Kolejna, 7 i ostatnia zarazem część Więźnia Układu. Poprzednie odcinki, wciągającej powieści do przeczytania w numerach AM#O 34, 35, 39 i 40 które są do pobrania z naszej strony internetowej. Autor jest ciekaw bardzo komentarzy więc nie zawiedźcie go. Być może zechce wtedy opublikować u Nas kolejny swój tekst. Warto chyba poświęcić kilka słów komuś kto podzielił się z nami książką która jest według mnie lepsza niż niektóre pozycje spotykane w księgarniach. Taka jest moja opinia, a jaka jest Wasza?


18 :: Alan Akab ::: Więzień układu, #7 ... .. . .

   "Zgasił światło, próbując choć na chwilę zasnąć. Nigdy wcześniej nie miał z tym problemu. Potrafił wykorzystać na odpoczynek każdą pojedynczą godzinę między jedną akcją a drugą, lecz tym razem sen nie przychodził.
To miał się stać dzisiaj, tego zaciemnienia. Wystarczyło spojrzeć na ojca. Zachowywał się tak jak zwykle, jak zwykle zjedli kolację i poszli do sypialni, lecz cała reszta była nie tak. Matka tego nie zauważyła, lecz Arto wiedział. Gdy się zacznie, musi być w pełni sprawny. Kolonista pewnie już zaczął działać. Nie mógł spokojnie leżeć, wiedząc że maszyna zaczyna się poruszać. Zmieszczą się w rozkładzie, albo zostaną. A gdy zostaną...
Przypomniał sobie że był ktoś kto musiał zostać. Tuż obok niego coś spadło na łóżko. Sięgnął ręką i pogłaskał miękkie futro. Lili, jak zawsze, ułożyła się obok niego, w ciemności nadstawiając głowę do pieszczot. Przekręcił się na bok.
- Teraz zostaniesz sama - powiedział do niej cicho, gładząc czubkami palców jej głowę, pozwalając jej lizać spód dłoni - Nie mogę cię zabrać. Nie ma komór dla kotów, a ja nie chcę zamienić cię w lodową bryłę. Lepiej jak zostaniesz tutaj, prawda?
Kotka, pomrukując cicho, wyciągnęła się na kocu i zabrała za toaletę. Żal mu było ją zostawiać, bardziej niż grupę.
- Poradzisz sobie, wiem to. Koty zawsze sobie radzą.
Tylko ludzie sobie nie radzą, pomyślał. Znajdzie sobie nowy dom. Może ci, co zajmą ich mieszkanie, przyjmą ją do siebie. Jeśli nie, miał jeszcze Liena. Też lubił koty. Zaopiekują się nią, dla niego.
Wydało mu się że minęła ledwie chwila odkąd się położył gdy obudziło go potrząsanie za ramię. Lili gdzieś odeszła. Przez powieki wyczuł że w pokoju pali się słabe światło.
Otworzył oczy. Ojciec stał pochylony nad łóżkiem.
- Już czas - powiedział - musimy iść."



Opowiadania


19 :: Shorty ... .. . .

   Krótkie opowiadania które pozwolą Ci na kilka chwil się odprężyć, lektura obowiązkowa dla osób które nie mają za wiele czasu i swoista zakąska przed dłuższymi tekstami...
Spis :::: Liftangel - Game Over, Fraanki - "Moja historia"



Tym razem bez widocznego w poprzednich tekstach Ogóra ostrzeżenia, ale troszkę czerwieni w tytule jest...

Tekst numeru:

20 :: Ogór ::: Czerwona sukienka ... .. . .

   "Najmądrzejszy człowiek jakiego znałem, Fermin Romero de Torres, powiedział mi kiedyś, że żadnego z przeżyć nie da się porównać z tym, gdy mężczyzna po raz pierwszy rozbiera kobietę. Nie okłamał mnie, ale i nie powiedział całej prawdy. Nic nie powiedział o dziwnym drżeniu rąk, zamieniającym rozpięcie każdego guzika, przesuniecie suwaka, w zadanie przerastające siły. Nic nie powiedział o urokach jasnej i drżącej skóry, o pierwszym muśnięciu ust ani o omamach unoszących się z każdego skrawka ciała. Nie opowiedział mi o tym, ponieważ wiedział, że cud zdarza się tylko raz, a gdy się objawia, przemawia językiem tajemnic, które ujawniwszy się, giną na zawsze."
Carlos Ruiz Zafon
Cień wiatru



21 :: Minashi ::: Wiara ... .. . .

   "Tym razem ktoś zamieszał bardziej i wjechał na jakiegoś rowerzystę. Poznałem po tym, że kółko od roweru właśnie toczyło się w moją stronę. Całkiem świeża kraksa. Jeszcze kilka sekund temu to mogłem być ja. "Fajnie"- pomyślałem i zbliżyłem się nieco. Chciałem zobaczyć kogo spotkało to szczęście. Zanim przecisnąłem się przez tłum nadjechała policja i pogotowie. Ludzie trochę się rozeszli i mogłem zobaczyć zwłoki. Nie były aż tak zmasakrowanie, ale gościu mocno musiał głową o ziemię przywalić, bo kałuża krwi bardzo szybko rozprzestrzeniała się po asfalcie. Podążyłem za ogromnymi strugami, spływającymi do studzienki kanalizacyjnej.
-Ty mnie chyba prześladujesz.- stwierdziłem widząc Glorię, pochyloną przy krawężniku.
-Spróbuj! Wiesz jaka dobra!- powiedziała, taplając rękę w strumyczku krwi. Oblizała palce. Była fascynująca. Nie przejmowała się tym, że właśnie zginął człowiek, ani że pije jego krew. Nie przejmowała się ludźmi, którzy mijali ją z obrzydzeniem. Nie przejmowała się policją, która ją bacznie obserwowała. Nie przejmowała się, że to co robi zwraca uwagę. Tak właściwie, ja też się tym nie przejmowałem. Zanurzyłem dłoń we wciąż płynącą tkankę łączną, dwudziesto dwuletniego studenta, o nazwisku Basom, ubranego dziś w czarny podkoszulek, wiernego fana Deep Purple, ojca dwóch synów, potrąconego przez pijanego mężczyznę, kierującego niebieskim Oplem Astra. Rzeczywiście jego krew była całkiem dobra, ale...
-Próbowałem lepszą.- odburknąłem."


22 :: Gwizdon ::: Eksperyment ... .. . .

   "Omikron podniósł flegmatycznym ruchem szmatkę i starł plamę z metalowej podłogi. Tarł przez minutę, aż mógł zobaczyć swoje obicie. W końcu, zadowolony z efektu, wyrzucił do utylizatora szmatkę jednorazowego użytku.
Psi przelał zawartość próbówki do filtratora. Obłe urządzenie uniosło się na chwilę ponad stół, zakręciło kilka razy wokół własnej osi, po czym wróciło na miejsce. Z jego podstawi wysunęła się mała rurka, z wnętrza której wypłynął przezroczysty płyn. Ściekł do zlewki w blacie stołu. Jej zawartość otoczyła żelowa bańka. Omikron dotknął ją aluminiową pałeczką. Bańka szybko weszła w reakcję z metalem, łącząc się z nim na stałe.
Omikron za pomocą pałeczki, mógł przenieść obiekt do okrągłego, srebrnego zbiornika pełnego baniek, podobnych do trzymanej przez niego.
Gdy wreszcie spoczęła w przygotowanym dla niej miejscu, zatrzasnął wieko przechowalnika i podszedł do ekranu, przed którym wykonał kilka zręcznych ruchów dłońmi. Powierzchnia zbiornika stała się równe przeźroczysta, jak bańki wewnątrz niego.
Ze ściany wysunęły się chwytaki. Chwyciły przechowalnik i delikatnie przeniosły go do hali obok laboratorium, na miejsce obok podobnych mu, również pełnych zbiorników.
Omikron ponownie wykonał kilka ruchów, po czym usiadł na krześle. Psi zrobił to samo. Holograficzny ekran zajął całą ścianę, a drzwi hali z przechowalniami zatrzasnęły się.
Psi strzelił palcami. Razem z towarzyszem podjechali bliżej do wizji."


23 :: Moira ::: Mimo ... .. . .

   "Bo On jest skromny i nie mówi o tym, że boli...
A później patrząc na rozsypujący się dom obleczony bluszczem, który przybliża jego agonie, pali papierosa za papierosem i idzie stłumić smutek w butelce, albo pieprząc się z jakąś panią. Co po prostu prosi by wkładał, głębiej, mocniej i płacił. A on jeszcze żąda od niej uczucia, miłości, rozmowy, przywiązania, albo, chociaż głośniejszego jęku.
Wychodzi od niej, rzuca na stół zwitek banknotów i spuszcza oczy, by na nią nie patrzeć, bo tak przykro i duszno mu jest.
Idzie sobie ulica, nuci jakąś melodie usłyszaną w radiu, przy okazji patrzy na tyłki młodzieńców, ubranych wytarte dżinsy i myśli sobie, ze wolałby z nimi.
Czasem oglądany chłopak przechwyci spojrzenie, splunie, pobije do krwi, aż mięso będzie widzieć i kość za to, że jest pedziem. I jak on śmie molestować normalnych ludzi na ulicy. Choć powiedziane jest to w innym stylu, gdzie kurwa robi za przecinek.
A wtedy on uśmiechnie się leciutko, tak, że nawet oprawca nie zauważy i wtuli się wyciągnięte ręce anioła. Mocno, mocno, aż poczuje miłe uczucie w okolicy brzucha.
Straci przytomność na zimnej, ale jakże dobrze oświetlonej ulicy."


24 :: Michał "Misiael" Ochnik ::: Bestia: Kroniki samotnej duszy ... .. . .

   "- Patrzcie, jeszcze się rusza diabelski pomiot - rzucił wysoki, ciemnowłosy chłopak. Podszedł do leżącej w błocie postaci.
- To za to kim jesteś! - kopnął leżącego w brzuch. Odpowiedziało mu spojrzenie pełnych nienawiści, bólu, strachu i wstydu. Spojrzenie zielonych oczu o pionowych źrenicach.
- To za to, że w ogóle jesteś - tym razem ofiara zaliczyła uderzenie w podbródek. Z posiniaczonych ust pociekła krew.
Za plecami oprawcy rozległy się szydercze śmiechy. Ciemnowłosy chłopak uśmiechnął się i kopnął tamtego w nerki. Pochylił się, złapał swoją ofiarę za długie, srebrzystobiałe włosy tak, aby musiała ona spojrzeć mu w twarz.
- Przepraszaj za to, że jesteś potworem! Gavox-imię zła!- wrzasnął oprawca. Nie mógł mieć więcej niż dwanaście lat.
Milczenie.
- Zostaw go, Thoshi - usłyszał jakiś głos - Wykończysz go.
Głos nie był bynajmniej przepełniony współczuciem dla chłopca nazwanego Gavoxem. Było to raczej stwierdzenie "Zostaw trochę na później"."


25 :: Respirator ::: Historia Więzienna ... .. . .

   "Bum nie zaszczycił pytającego nawet spojrzeniem. Od pół godziny siedział na łóżku, oparty plecami o ścianę, i ze skupieniem czytał felieton w „Playboy’ u”, zupełnie nie zwracając uwagi na Bola. W dodatku, nic nie zapowiadało, by miało się cokolwiek zmienić.
- Nie chcesz gadać, to nie.
Ten akt pozornej rezygnacji nie służył niczemu innemu, jak tylko przełożeniu ataku na stosowniejszy moment, kiedy być może uda się zastać przeciwnika z opuszczoną gardą i wziąć go bezbronnego w krzyżowy ogień pytań. Tymczasem należało przespacerować się od niedbale zasłanego łóżka do zakratowanego okna i popatrzeć melancholijnie na kłębiące się w górze obłoki.
- Psiamać, ale pogoda... - westchnął ciężko Bolo.
Przez trzy tygodnie ich przymusowego obcowania doszedł do następującego wniosku: jego współlokator był dziwakiem. Komuś bystrzejszemu do takiego stwierdzenia wystarczyłby pewnie sam fakt, że Bum omijał w świerszczykach strony z gołymi panienkami, a zatrzymywał się na nowościach literackich. Jeśli takowych nie znalazł, odrzucał pismo, kładł się na łóżku i gwizdał jakieś szalone melodie, niepomny na jęki i utyskiwania przymusowego słuchacza z łóżka obok, próbującego właśnie skupić się na cyckach wzgardzonej piękności. Bolo jednak do specjalnych bystrzyków nie należał i to ostentacyjna niechęć Buma do zwierzeń sprawiła, że uznał go za świra. Kiedy te trzy tygodnie temu przydzielili mu do celi kompana, ucieszył się, że wreszcie będzie miał do kogo gębę otworzyć. No i otwierał. Tyle że bez zainteresowania z drugiej strony."


26 :: Sagitarius ::: Nekryiel ... .. . .

   "-Dzień dobry, Przepraszam za spóźnienie- wyjąkała, siadając obok swojej towarzyszki. Bezszelestnie wypakowała zeszyt wraz z podręcznikiem. Mrugnęła porozumiewawczo okiem do Marty, sygnalizując powitanie. Lekcja była nudna. Oceny były wystawione i nikt specjalnie nie słuchał polonistki, tłumaczącej zjawiska fonetyczne. Gdy nauczycielka zaczęła pisać na tablicy po klasie rozchodził się szmer cichutkich dyskusji -Rodzice pozwolą ci zanocować w moim domu? Zostaje sama, nie lubię tego...- skrzywiła się Otylia. -Zobaczę, co da się zrobić. Dam ci znać po szkole.- odparła Marta. Z korytarza dobiegał donośny dźwięk jednego z licznych szkolnych dzwonków. Wszyscy spakowali rzeczy i opuścili w pośpiechu salę. Przez większość lekcji Otylia była zamyślona i roztargniona. Od pewnego czasu śniły się jej dziwne rzeczy. Sen był zawsze taki sam. Mgła. Z mgły wyłaniały się dwie liczby. 14 i 18. Znowu mgła... Nie wiedziała, co oznacza ten sen. Sprawdzała w sennikach, była nawet u Wróżki, ale nigdzie nie znalazła zadawalającego rozwiązania zagadki. Nie wiedziała, dlaczego budzi się zlana potem a jej ciało drży. Co może być strasznego w dwóch głupich parzystych liczbach? Gdy dziewczyna zdążyła o nim zapomnieć, powracał. Śnił jej się zawsze, cztery razy pod rząd. Nie mówiła o tym nikomu."


27 :: Nefalin86 ::: Kryształ losu ... .. . .

   "Mick nie był pewien jak potoczy się jego dzisiejsza sesja. Powodów tego było kilka ,
a pierwszym z nich był jego humor. Po spotkaniu z ojcem czuł się dziwnie wewnętrznie wzburzony, co nie było zresztą nowością w ostatnim czasie.
Zadzwonili do niego niedługo po tym jak zamknął się u siebie w pokoju studząc ogień swego serca po rozmowie z Edwardem- ojcem którego nigdy nie miał. Recepcjonistka powiedziała mu, że choć Charles Kirk trafił do szpitala, to jednak wymógł, pomimo potrzeby wypoczynku, by sesja się odbyła nawet w krótszym wymiarze w jego szpitalnej sali. Potem podała mu adres- Ośrodek leczniczy McKensy'ego, sala 17. To tu leżał ostatnio... Kolejny powód dla którego nie chciał iść na terapię, zwaną przez jego babkę "snem dla duszy". Zwłaszcza TU... Zwłaszcza TERAZ. Jednak jakiś wewnętrzny głosik szeptał w nim, że taka rozmowa może mu pomóc odnaleźć odpowiedzi na drążące jego umysł pytania. A może raczej tak bardzo potrzebował pomocy, iż sam wytworzył takie wrażenie. Jakkolwiek było, dotarł tam późno, bo dopiero o 16:00, a była to zaledwie kilometrowa odległość."


28 :: Rat ::: Dzień Sądu ... .. . .

   "Z kolejnym ciosem rozbita szyba wpadła do środka. Ostrożnie postrącał jej pozostałe fragmenty. Wreszcie pochylił się do wnętrza zmiażdżonego radiowozu. Kierowca przytrzymywany pasem zwisał lekko na kierownicę. Jego nogi już na stałe utkwiły w zmiażdżonej karoserii. W porównaniu jednak do jego towarzysza wyglądał na człowiek. Pasażer widać nie docenił luksusu pasów bezpieczeństwa. Dziurą wybitą własną głową wyleciał z auta i zatrzymał się na ścianie, natomiast nogi zostawił w kabinie. Fasada zrujnowanej kamienicy, w którą uderzyli była zabarwiona krwią i szczątkami jego mózgu. Fragmenty rozłupanej czaszki walały się po zgniecionej masce i spękanej przedniej szybie. Na plastikowych obiciach zastygły smugi rozlanej, lepkiej krwi. On sam wyglądał jak kawał mięsa rzucony rozdrażnionemu psu, z którego na koniec został jedynie bezgłowy ochłap. Okropny widok wydawał się robić słabe wrażenie na ocalałym. Powoli oparł głowę kierowcy o fotel. Na twarzy zmarłego malowała się szkaradna maska śmierci. W oczach tkwiło odwieczne, gorzkie pytanie, zadawane zawsze na koniec - "Dlaczego?""


29 :: Andrzej Borecki ::: Porażka Pana Pawła ... .. . .

   "Chodził nerwowo wokół budynku. Lawina myśli zalewała umysł sprzecznymi emocjami. Musi tam wejść, nie ma wyjścia. "Cholerny kurator, uwziął się na mnie".
Spocone dłonie, co kilka sekund wycierał o spodnie. Rzucał ukradkowe spojrzenia, czy nie widać w pobliżu kogoś znajomego. Znajomego! Czy po tych sześciu latach pozostali mu jeszcze jacyś znajomi? Sąsiedzi odwracali się do niego plecami, przechodzili na drugą stronę ulicy lub traktowali jak powietrze. Nawet mu to odpowiadało. Nie zamierzał się tłumaczyć, gdzie był w ostatnim okresie. Choć czuł, że i tak wszyscy wiedzą. W tak małym osiedlu nic się nie ukryje. Ponownie spojrzał w kierunku budynku, przystanął tocząc nieustanną wewnętrzną walkę. Zrobił dwa kroki, zatrzymał się, następne dwa i ... "Nie, jeszcze nie teraz". Odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku najbliższego baru.
Kufel zimnego piwa przyjemnie chłodził rozpalone dłonie. Opróżnił go trzema potężnymi haustami. Podjął decyzję - "Idę".
Wybiegł z knajpy, by powzięty zamiar nie ulotnił się wraz z upływem czasu. Po dziesięciu minutach stanął przed drzwiami. Klamka paliła nieziemskim ogniem. Chciał oderwać dłoń i uciec jak najszybciej, jednak wiedział, że jeżeli to zrobi, nigdy już tu nie wróci."


30 :: Liftangel ::: Wakacje ... .. . .

   "- Czekamy - krzyknął Młody wysiadając z samochodu, uśmiechając się szeroko wziął od niej plecak i wrzucił go do bagażnika. Gdy wszyscy znaleźli się w samochodzie, w którym panował wielki ścisk, kierowca ruszył. Magda nigdy wcześniej go nie widziała. Podczas jazdy często zerkał w lusterko, wtedy spotykał jej wzrok. Miał bardzo ładne oczy, brązowe. Zawsze się jej takie podobały. Mati usilnie próbował wsunąć jej rękę za bluzkę, jednak nie pozwalała mu na to. Po chwili zrezygnował i siedział bez słowa. Po kilku minutach znaleźli się na miejscu. Wypakowanie wszystkiego zajęło sporo czasu. Ogromne pole biwakowe zaczęło się zapełniać, ludzie parkowali samochody, zajmując sobie najlepsze miejsce. W kilka chwil wyrosło na nim kilka namiotów, w tym 3 grupki nastolatków. Kiedy wszystko było gotowe, usiedli w kółku na plastikowych krzesłach, a Młody zajął się przygotowywaniem pośrodku miejsca na ognisko.
- Poznajcie się - zaczął Mati i wskazał na brązowookiego, który spoglądał na nią coraz częściej."


31 :: Kosimus ::: Dekamruel ... .. . .

   "Starucha wstała z siennika, zaalarmowana skrzeczeniem oswojonego kruka, który wleciał przez okno i wydzierał się jej nad uchem. Starucha rozumiała mowę ptaka. Starucha nie była bowiem zwykłym człowiekiem. Kiedyś była, ale potem pojawił się on. Dekamruel. Mieszkała wtedy tutaj sama, szukając spokoju na odludziu. Dekamruel też nie był człowiekiem. W zasadzie starucha sama nie wiedziała kim był. Przybył pewnego razu, gdy była jeszcze czterdziestokilkuletnią kobietą do jej chaty i owładnął nią. Początkowo buntowała się, ale wkrótce wola Dekamruela ogarnęła ją samą, zjednoczyła się z jej wolą. Teraz już Starucha nie posiadała swojej woli. Wola Dekamruela była jej wolą. Nie pamiętała ile ma lat. Wiedziała tylko, że dla niej czas liczy się od chwili gdy poznała Dekamruela. Czyli od bardzo dawna.
Ptak wyskrzeczał swoją wiadomość. Starucha zdziwiła się.
-Ludzie? Tutaj? Kim oni są?
Ptak odpowiedział.
-Ilu?
Ptak znów się odezwał."


32 :: Lina_91 ::: Julia ... .. . .

   "To pytanie, które zawsze doprowadzało ją do szewskiej pasji, tym razem wściekło ją jeszcze bardziej. Ale nawet wściekłość nie mogła wybudzić dziewczyny ze stanu odrętwienia; pokiwała głową.
-A jak myślisz?! Pewnie, że dobrze...
I kto powiedział, że ona nie kłamie? Kłamała jakieś pięćdziesiąt razy dziennie, za każdym razem, gdy słyszała to pytanie: "Dobrze się czujesz?". Ale tylko w tym przypadku.
-Sara? Z kim mamy matmę? - spytała nagle, bo coś wpadło jej do głowy.
-Nadal z panem Brownem. Przynajmniej my, nie wiem, jak reszta.
Nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy smucić. Z jednej strony dobrze, bo lubiła Browna, a z drugiej... Do licha, to on był ojcem Marka... Ale on jednocześnie stracił więcej niż ona... I znowu miała mętlik w głowie.
Z rąk wicedyrektora odebrała plan lekcji. Poniedziałek - matematyka, angielski, historia, muzyka. Wtorek - informatyka, religia, geografia, matematyka, angielski. Środa - technika, francuski, matematyka, plastyka. Czwartek - Hiszpański, informatyka, kółko teatralne, matematyka. I piątek - sztuka, wychowanie fizyczne, francuski, angielski."



Papirus


Kolejna część "Imię moje jak dźwięk pusty" na razie głosy są podzielone ale widać że starszym czytelnikom tekst przypadł do gustu, młodsi natomiast podchodzą z niechęcią. Jestem ciekaw, jak zareagujecie na tekst który nie jest typowym opowiadaniem, a do pełnego zrozumienia wymaga sporo wiedzy i myślowego zaangażowania czytelnika. Zapraszam do lektury i zapewniam że dowiesz się wielu ciekawych rzeczy o Słowackim, o wieszczach, o polskim narodzie i o... Sobie.

33 :: Grzegorz Pieńkowski ::: Same tylko płótna ... .. . .

   "Szatan zazdrosny jest o Chrystusa i próbuje przybierać jego postać. I przymilnie obiecuje raj już tutaj, tylko zabij człowieka drugiego, zabij, bo on ma dużo a ty nic. Zobacz on w pałacu mieszka, patrz jak rzęsiście oświetlony, jakie potrawy jedzą, jak pięknie muzyka gra. Widzisz, to mówi szatan do robotnika. Zmów się z innymi, rewolucje zróbcie, spalcie pałac, pomścijcie swoje krzywdy. A potem wy zamieszkacie w pałacu bo wam się należy. Będziecie mieć służbę, ochronę i kawior na kolację. Tylko zabij. Bądź silny.
Zmyjesz krew z rąk nie martw się, albo w rękawiczkach chodzić będziesz.
W białych rękawiczkach."




Cykle

   Z powodu okresu urlopowego Cykli niestety BRAK, większość autorów odpoczywa lub "coś im wypadło". Przypominam że Cykle będą przyjmowane teraz TYLKO jeśli są ukończone, ewentualnie jeśli cykl okaże się naprawdę bardzo dobry to po przysłaniu 3-5 części (zależy od długści poszczegulnych odcinków).


Po godzinach

   W końcu ponownie mamy jeden (tylko/aż) tekst w tym dziale ale za to samego JUZEFa. Nie muszę chyba za bardzo polecać? Znaczek BG* podpinamy do tekstu.


34 :: JUZEF ::: GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE...(2) ... .. . .


* BG - Banan Gwarantowany

Shiro [ storytellers.pl@gmail.com ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści