|
Nigdy nie przepadałem za windami. Klaustrofobiczne pomieszczenie w niemiły sposób odrywające cię od stałego gruntu, wwrrr... Cóż, w sumie nie wiele miałem w życiu do czynienia z takim luksusem, bo do swojego pokoju wejść mogę choćby oknem. W życiu bywa jednak różnie i przyjdzie mi staną jeszcze przed nie jedną. A windy, jak to windy, czasami kryją w sobie jakąś niespodziankę; "drobną usterkę", "chwilowy problem techniczny"... Może dlatego wydaje się nam trochę nieprzewidywalna, a na myśl o przypadkowej awarii budzi pewien dyskomfort. Ugrzęznąć w niej pewnie nikt by sobie nie życzył. No chyba, że utknąć w niej wraz z atrakcyjną, długonogą blondynką, którą można by... dajmy na to... wesprzeć na duchu.
Opowiadanie "W zamknięciu" to historia w której bohater nieświadomie i nieuchronnie dąży do konfrontacji z windą. Poznajemy więc najpierw pracownika, jakiejś - niemałej firmy. Autor zaczyna historię od poranku przy klawiaturze, czyli odkrywając przed nami początek dnia zapracowanego człowieka. Drobne poprawki w nieskończonych nocą papierach, druk, poranna toaleta i droga do pracy. Domyślam się, że autor chciał przedstawić kawałek zwykłego życia zwykłego człowieka, niespodziankę zostawiając na sam koniec. I słusznie, gdyby nie fakt, że po drodze leje sporo wody. ;) Refleksje bohatera nie są specjalnie odkrywcze; ot patrzy i opisuje budzące się miasto, użala się nad swoją pracą itd. Sprawia wrażenie człowieka lekko zagubionego, raczej mało ambitnego i odrobinę... zakręconego. Jest w nim jednak coś sympatycznego, więc czytasz dale i dalej, aż do momentu gdy coś nagle dzieje się nie tak...
Szkoda, że w windzie zabrakło odrobinę większej dawki klimatu takiej małej i ciasnej klatki, kurczących się ścian i opanowującej umysł głuchej ciszy. Takiej wrogości.
Bohater stara się nie tracić zdrowych zmysłów i nie wpadać w panikę, jednak zabrakło mi tego podkreślenia zupełnej bezradności i brutalnego odcięcia od ludzi i rzeczywistości. Krótko: atmosfera w widzie wydała mi się trochę za lekka. Mimo to, widać, że autor poddał bohatera na psychiczny i emocjonalny dyskomfort. Jego praca wydaje mu się nagle zwykłym bełkotem, a rosnąca temperatura dławi w nim siły do walki. Może się wydawać więc, że jest wszystko co być powinno.
Zakończenie i sam pomysł przypadł mi do gustu. Z pewnością jest trochę oklepany, ale jak zwykle skuteczny i owiany tajemnicą. Będę kończył te przemyślenia, bo oto jest już moja winda. Czuję teraz mały dreszczyk... Zaraz drzwi się rozsuną i wejdę do tej... izolatki, by spędzić tam dobrą chwilę. Na dodatek jestem tu sam jak palec... Czy wszystkie podróżujące zawsze windą tłuściochy dostały nagle manii osiągnięcia zgrabnej sylwetki, i przerzuciły się na schody, by wypocić zbędne kilogramy?
Drzwi rozstępują się, a ja szybko zapominam o wszelkich możliwych drogach ucieczki na widok długonogiej blondynki. Pomyślałem sobie, że test ze schodów mogłaby zdać z gracją sarny gnającej poprzez leśne przeszkody. Ona natomiast omiotła mnie obojętnym spojrzeniem, jak to przypadkowego towarzysza niedługiej podróży. Wchodzę już bez większych fochów i wybieram z panelu upodobaną sobie cyferkę. Winda rusza. Dziewczyna patrzy w sufit.
Ciekawe czy nam też zgaśnie światło...
Rat
[ neon_rat@o2.pl ]
|