Varia

 

Po sukcesie "Piratów z Karaibów" 3 lata temu wiadomo było, że kapitan Jack Sparrow powróci ze zdwojoną siłą. Potężniejszy w większy budżet, lepszą ekipę i większe przekonanie. A przecież przy produkcji pierwszej części przygód Piratów nie było tak wesoło. Początkowo istniał tylko pomysł. Disney chciał zrealizować film o piratach, chciał powrócić do epoki kina przygodowego, które wydawało się być zamkniętym rozdziałem. Na start był tytuł "Piraci z Karaibów", a całą resztę trzeba było wymyślić.

Do boju zaciągnięto reżysera Geore Verbinskiego i scenarzystów - Teda Elliott'a i Terry'ego Rossio. Efekt był piorunujący. Na film wydano 140 mln dolarów, z kin przyszedł zysk 653 mln dolarów, a doliczając sprzedaż trzech wersji płyt DVD, gadżetów, itd. przyniósł zysk 1,2 mld dolarów. Dwie pozostałe części są w jeszcze bardziej komfortowej sytuacji. Obydwie kosztowały 200 mln dolarów, czyli pojedynczo są tańsze niż jedynka, ale za to liczba fanów kłębiących się przed salami kinowymi już jest ogromna, bo "Piraci..." mają markę i na film pójdą wszyscy, niezależnie, czy pierwsze recenzje będą wychwalały go pod niebiosa, czy skrytykują od góry do dołu. Bo każdy zechce się upewnić, jak to możliwe, że tak dobrze zapowiadający się film jest tak zły?

Zresztą taka metoda kręcenia w jednym czasie nie jednego a dwóch sequeli nie jest nowa. Zapoczątkował ją Robert Zemeckis w "Powrocie do przyszłości", a udoskonalili ją bracia Wachowscy kręcąc dwie ostatnie części "Matrixa".

Ze Sparrowem ostrożnie

Walnie do gigantycznego sukcesu "Piratów z Karaibów" przyczynił się odtwórca głównego bohatera Johnny Depp. Tą nietuzinkową postać stworzył od zera i zajadle bronił swoich pomysłów. Scenarzyści co prawda zakładali, że Sparrow ma być postacią humorystyczną, niejako wyjęty trochę z tego świata, nieco ekscentryczny, ale Depp posunął się zdecydowanie do przodu i nadał postaci niepowtarzalny kształt. W osłupienie wprawił szychy z wytwórni, którzy zobaczyli chwiejącego się mężczyznę z dredami i złotymi koronkami na zębach: "Czy tak ma wyglądać pirat? Czy powinien przypominać chorego umysłowo geja?" - dziwili się. Wężykowaty styl chodzenia, chwianie się do przodu i do tyłu to jest bowiem to co charakteryzuje Sparrowa.

Johnny Depp twierdzi, że inspiracją dla jego postaci byli muzycy Rolling Stones, a w szczególności Keith Richards. Taki styl rock 'n' roll miał pasować do kapitana Jacka Sparrowa, jako do osoby pod wpływem alkoholu (i kto wie czy czegoś jeszcze?), samotnika, farciarza i kobieciarza. Dodatkowo Pepe Le Smród również miał być pierwowzorem dla specyficznego stylu mówienia i francuskiego akcentu bohatera. Tutaj zapożyczono postać z tej samej stajni, bowiem Pepe Le Smród to postać z "Lonley Tunes", również Disneya.

"Do dziś mnie zadziwia, że tylu ludzi pokochało Jacka. Choć oczywiście starałem się, żeby tak było. Chciałem, żeby pokochały go dzieciaki i intelektualiści. Udało się." - twierdzi aktor. Scenarzysta, Elliott dodaje: "To egoista, nigdy do końca nie wiadomo co zrobi. W nowym filmie powraca ze wzmożoną siłą pytanie: czy Jack to bohater czy złoczyńca? Myślę, że odpowiedź zależy w znacznej mierze od punktu widzenia widza. Publiczność pokochała Jacka, a Deppowi ta rola przyniosła nominację do Oscara."

Druga część ma jednak nie być zdominowana przez Deppa tak jak pierwsza. Reżyser nie chce wprawić w widzach poczucia przesycenia postacią: "Nie chcieliśmy popełnić typowego dla Hollywood błędu – tłumaczył. – Jeśli Sparrow się spodobał to czy jest ku temu powód czy nie wstawmy go do każdej sceny, kosztem spójności opowieści."

Z jednej strony to się chwali Verbinskiemu, bo nie ma nic gorszego jak spowszednienie legendy, ale z drugiej strony, jeżeli ktoś był odpowiedzialny za sukces filmu to właśnie Johnny Depp ze swoją postacią Sparrowa.

Świeżość zawieje z ekranu

Głównie pod postacią nowych postaci. Pierwszą będzie Davy Jones, czyli aktor brytyjski Bill Nighy, znany z "To właśnie miłość", czy "Underworld", lub "Autostopem przez Galaktykę". Mimo, iż mimiką twarzy zagrać nie będzie mógł bo przylepią mu do twarzy wiele "paskudztwa", które sprawi, że będzie wyglądać jak podwodny stwór, to nadrobi głosem. Pracował bowiem dla BBC przy nagraniach słuchowisk "Władcy Pierścieni".

W postać ojca Willa Turnera wcieli się szwedzki aktor Stellan Skarsgard. Człowiek ten rozdarty jest pomiędzy kinem europejskim ("Dogville", "Aberdeen"), a amerykańskim ("Piekielna głębia", "Król Artur"). On też przejdzie wielką charakteryzację: "Może już wszyscy mają dość mojej ohydnej gęby, dlatego kazali mi nakładać na nią tyle tego paskudztwa" - śmiał się Stellan.

Postacią, która swoje rozwinięcie ma mieć dopiero w części trzeciej jest tropiciel piratów lord Cuttler Beckett, w którego wcielił się Tom Hollander, znany wcześniej choćby z "Dumy i uprzedzenia". Jego postać ma być z pozoru szlachetna i działająca według prawa, ale tak naprawdę jest w nim drugie dno i wilcza natura.

Ma być efektownie

W pierwszej części było 236 ujęć w których wykorzystano efekty specjalne. Tyle pochłonęła zapewne załoga potępionych Barabossy. Zachwyciły piękne ujęcia przejścia normalnego ciała w odpychającą kość. Tym razem ujęć będzie 800, a wiele z nich wykorzystanych na załogę Jonesa, których twarze bardziej przypominają "słonie morskie".

Rozmachem mają się charakteryzować sceny z potworem na usługach Jonesa - Krakena. Coś jak ogromniasta ośmiornica, która potrafi zatapiać statki. A najlepsza ma być scena z Elizabeth Swann, która stawia czoła bestii, lub przed nią ucieka (co kto woli ;)).

Równie spektakularnie zapowiadana jest scena pojedynku na szpady na ogromnym kole młyńskim. 5 metrów wysokości, 800 kg wagi i dwóch śmiałków na szczycie. Choć tak znowu nie do końca, bo scena kręcona była 6 tygodni, a nie wszystkie jej elementy mogli wykonać kaskaderzy. to naturalnie sprawiało twórcom nie lada problem, bo ewentualna kontuzja którejś z gwiazd mogłaby znacznie uszczuplić budżet filmu, jak i przesunąć mocno w czasie.

Choreografem scen walk jest George Marshall Ruge. Twierdził on, że problemem dla aktorów nie były sceny walki, ale... upał. Kręcone zdjęcia w tropikach przyprawiały o zawrót głowy aktorów, którzy nie licho się napocili w tych temperaturach: "Szczerze mówiąc, w tych warunkach ta praca musiał powodować wielkie zmęczenie, wręcz odmóżdżenie" - współczuje Ruge

Keira Kinghtley domagała się od twórców rozszerzenia jej scen walki. Udało się, choć początkowo aktorka była przerażona ilością i zawiłością ruchów. "Ale Keira to Keira. Trudności wzmogły tylko jej determinację" - skomentował choreograf.

Fakty i mity

Film jest o piratach, ale ile w nim prawdy, a ile hollywoodzkiego kłamstwa? Peter Twist, stał się konsultantem technicznym, gdyż specjalizuje się w historii XVIII wieku.

Istotnie istniało prawo chroniące piratów, z którego na początku filmu skorzystała Elizabeth. Bardzo często ustalano zasady jakie mają panować, jak ma wyglądać bitwa, instruktarz o łupach i co robić zarówno z niewolnikami, jak i tchórzami. Kapitan wybierany był przez załogę, ale i przez załogę obalany. Często na jednej wyprawie dowodziło kilku kapitanów. O dziwo na statku panowała dyscyplina. Nie było picia alkoholu i hazardu, czasami nawet karano surowo za przekleństwa. Przypadek Jacka Rackhama był dość bolesny dla niego i jego załogi, którą schwytano bez walki, bowiem załoga była tak pijana, że nie zorientowała się w niebezpieczeństwie w jakim się znajduje. Wszyscy stali się później pośmiewiskiem.

Pirackie flagi faktycznie miały miejsce i była to czaszka ludzka z piszczelami ułożonymi na krzyż. Tło przeważnie czarne, choć zdarzało się również czerwone. Często pirackie załogi wywieszały banderę jakiegoś państwa, aby zmylić przeciwnika.

Co do legendarnych skarbów pirackich, to kolejna plotka. Tak faktycznie, to piraci nigdy nie natykali się na morzu na niewiadomo jak wielkie bogactwa. Mitem jest również to, że piraci atakowali na hurra, każdy płynący statek. Byli raczej jak Sparrow, wyszukiwali okazji, w których mieliby przewagę już na starcie i z łatwością mogli kogoś pobić. Takie zgrywanie bohaterów, mogło ich kosztować życie, a przynajmniej statek. Pieniądze które mieli przeważnie przepijali w portach i wydawali na kobiety, zatem o żadnych wielkich skarbach nie mogło być mowy.

Moda wśród piratów opierała się głównie na tym co wpadło im w łapska. Ubierali się raczej w to, co udało im się obrabować, zatem nie było jakiegoś szczególnego trendu. Powodzenie miały złote i srebrne kolczyki, które ponoć poprawiały wzrok. Biorąc uwagę, jak ważna jest akupunktura, nie było to takie głupie z ich strony. Mitem są opowieści o hakach zamiast ręki i drewnianych nogach. Jeżeli podczas bitwy morskiej komuś urwało nogę, to zapewne się wykrwawił, bo na statkach brakowało lekarzy. A jak już komuś tą drewnianą nogę wstawiono, to unikał walki, bo był osłabiony.

Mitem jest również jakieś spychanie ludzi z wystawionej deski do morza/oceanu. Raczej nie cackano się z takim delikwentem i po prostu ot tak, wrzucano do wody. Prawdą może być barbarzyństwo tych ludzi, bowiem często się zdarzało, że piraci pozostawiali kogoś na jakieś bezludnej wyspie z pistoletem z jednym nabojem, na powolną śmierć.

A co będzie dalej?

Jeszcze niedawno wytwórnia obiecywała, że trzecia część "Piratów..." będzie ostatnią, co i tak byłoby zapewne ilością wystarczającą. Teraz nikt nie neguje, że czwartej, a nawet piątej części nie będzie. Oliwy do ognia dolewa Depp, który twierdzi, że zagra we wszystkich częściach, bo uwielbia ta postać. No cóż, mnie i Wam pozostaje życzyć, że jednak nie dojdzie kolejnych części, bo legenda kapitana Jacka Sparrowa mogłaby się obrócić w autoparodię.

 

»Autor: Dishman

»na podstawie: pressbooka