|
Szczerze mówiąc, to bardzo niewiele polskich filmów przypadło mi do gustu. Nie miałem faworyta aż do tej
pory... jakoś nie wierzyłem, że może w Polsce powstać całkiem dobry film, mając w pamięci różne niewypały. Dlaczego więc ten film mi się tak spodobał? Po prostu pokazuje, "Że życie ma sens".
Rzecz dzieje się w Zielonej Górze. Mieszka tam Grzegorz Lipiec, młody reżyser, razem z kumplami kręcący amatorskie filmy (np. "Terminator 3", "Ruchomy Cel". Swoją drogą, poluję na nie, mogą się okazać całkiem ciekawe). Cała fabuła filmu opowiada o tym, co się dzieje wokół planu i poza nim, w prywatnym życiu twórców.
Gdy ujrzałem pierwszą scenę, myślałem, że ten film to jakaś kiepska parodia czegoś wielkiego. Jak się okazało, film jest czymś lepszym, niż pierwsza lepsza parodia, jakich wiele (ale do czasu...). To bardzo dobre spojrzenie na typowe, szare życie zwykłych ludzi. Nie są obce im używki, nie stronią też od wulgaryzmów, często mówią językiem slangowym.
Ale w końcu tak wygląda rzeczywistość młodych ludzi, smutne acz prawdziwe.
Mimo wszystko, w miarę, jak oglądałem film, czułem jednak, że coś tu nie gra. Tak mniej więcej od połowy (lub trzy czwarte projekcji) film zaczyna bowiem nudzić. Niby są wyjaśniane różne zawiłości itd., ale brakuje im po prostu tego czegoś, tego uczucia, które sprawia, że film pragniemy poznać dogłębnie. Akcja zaczyna tracić swoje tempo, wszystko sprawia wrażenie, jakby powoli kończyło się paliwo a do stacji daleko.
To tyle, jeśli chodzi o takie wstępne ogólne odczucia. Od strony technicznej film prezentuje się dość dobrze. Wersja, którą ja oglądałem była czarno - biała (możliwe, że jest też full color. Swoja oglądałem na VCD zdobytym u brata) i miała specyficzny urok. Całkiem nieźle wyglądają też wstawki ze stacjami telewizyjnymi (rozmowy z dziennikarzami na temat nowej produkcji, itd.), jest więc normalnie - bez zbędnych dodatków, ale i bez specjalnego uczucia. Takie dostatecznie dobre wykonanie, w dobrym smaku do którego można się przyczepić jak się ma zły humor. Na plus można zaliczyć też poszczególnych aktorów, którzy spisali się jak należy. I tak główny bohater, Lipiec, chce nakręcić kolejny film, ale brak mu weny. Znaczy się, może i by nakręcił film, ale efekt
 |
byłby marny. My natomiast obserwujemy, jak reżyser powoli wpada w nałóg narkotykowy (niesamowita jest wprost zmiana, jaka w nim zachodzi), a w rezultacie Grzegorz L. powoli izoluje się od rodziny, przyjaciół, szuka pieniędzy na nowe narkotyki. Jak to trafnie podsumował jeden z bohaterów, "jemu tylko zielone i białe w głowie", robiąc ruchy wskazujące na palenie marihuany i wciąganie ścieżki heroiny. Nic, tylko jakże realna degrengolada dzisiejszej młodzieży (mówię jak jakiś stary dziad :P).
Reszta ekipy Grzegorza L. to jego bliscy przyjaciele, z którymi kręci filmy i spędza praktycznie każdą wolną chwilę. Każdy z nich ma swoje własne problemy, częściowo wynikające ze zbytniego zainteresowania produkcją filmu i zaniedbania własnego życia rodzinnego. Znają się od dawna, a fakt, że Grzegorz wkręcił do ekipy nową postać dość soczyście komentują. W zasadzie to można wszystkich aktorów podsumować jednym zdaniem - zwykli, normalni ludzie, którzy oddają się swojej pasji. I widać, że wszyscy się do tego przykładają, widać, że każdy ma różniące się problemy. Niestety, odczułem, że nie wkładają w swoją grę zbyt dużo serca i dlatego właśnie część postaci jest w pewnym sensie pusta, bez głębi. Trochę to razi w oczy i zmniejsza przyjemność z oglądania filmu.
Cóż, podsumowując film nie należy do dzieł wybitnych, jakie się pamięta latami. To raczej coś w rodzaju spędzenia jednej nocy z bardzo ładną kobietą, o której się niestety szybko zapomina. Nad rankiem pamięta się, że zaszło coś wspaniałego, ale tylko jeden raz, i już to nie wróci. W każdym razie, jeśli Czytelnicy mają ochotę na film dotyczący życia filmowców, można bez wahania sięgnąć właśnie po "Że życie ma sens".
-O czym myślisz, wciągając ścieżkę?
-Hm... no... że życie ma sens!
»Ocena:
7/10
»Autor:
|