|
Wenecja z okresu XVI wieku. Ubogi szlachcic Bassanio
(Joseph Fienes) prosi swojego dobrego przyjaciela Antonio (Jeremy
Irons) o pożyczkę, aby mógł ruszyć w podróż do pięknej
Portii (Lynn Colins), która jest kobietą bogatą i piękną. Jej zmarły już ojciec postanowił, że mężem Portii będzie ten dostojnik, który wybierze właściwy kufer spośród trzech. Bassanio widzi w tym możliwość na wzbogacenie się, jednak jego przyjaciel nie posiada pieniędzy, a bogactwo ma w towarach na statkach, które popłynęły w różnych kierunkach świata. Postanawia się jednak zapożyczyć u Żyda -
Shylocka (Al Pacino). Żyd stawia jednak niecodzienne warunki. Daje pieniądze bez procentu, ale grozi, że jeżeli Antonio nie odda kwoty w terminie, to będzie mu mógł wyciąć dowolny funt ciała.
Reżyser Michael Radford wpadł na wydawałoby się bardzo dobry pomysł, który powinien się sprawdzić. Zekranizował sztukę Szekspira, a w rolach głównych umieścił gwiazdy - Al'a Pacino i Jeremy'ego Ironsa. Mimo zapewne wielkich chęci, sporego budżetu zabrakło filmowi wigoru i tego czegoś co sprawia, że film zapada w pamięć.
Michael Radford znany jest głównie z filmu "1984" i "Listonosza" z 1994 roku i właśnie za ten drugi film dostał lawinę nagród i nominacji. Pomysł na film był ciekawy, wykonanie techniczne jest równie dobre. XVI-wieczna Wenecja udała się Radfordowi znakomicie. Piękne zdjęcia, piękne kostiumy, to wszystko robi bardzo dobre wrażenie. Kontrastuje nieco jednak z XVII-wiecznym Londynem, gdzie rozgrywa się akcja "Rozpustnika", który jest mroczny, ciemny i brudny.
 |
Aktorsko "Kupiec Wenecki" nie powala. Mimo, że obsadę ma mocną. W rolę Żyda Shylocka wcielił się Al Pacino. W miarę rozwoju tej postaci aktor przypominał mi trochę samego siebie z filmu "Adwokat diabła". Podobne spojrzenia, podobna mimika twarzy, ten wbijający w ścianę wzrok złego Shylocka. Na pewno aktorsko Pacino pokazał się z dobrej strony, zagrał na swoim dobrym poziomie, ale nie należy oczekiwać tutaj fajerwerków.
Drugą gwiazdą jest Jeremy Irons. I to jest jeden z tych aktorów w filmie, który pełni funkcję gwiazdorską, czyli świeci nazwiskiem i twarzą. Mimo, iż chciałoby się aby główny bohater, w końcu to on jest tym kupcem weneckim, odegrał jakąś większą rolę w filmie. Niestety Irons swojego talentu pokazać nie mógł, bo przez połowę filmu go nie ma. Jeżeli już jest to gra dobrotliwego i kochającego przyjaciela, oraz człowieka pogodzonego ze swoim losem.
Spośród aktorów wymienić należy Josepha Fienesa i Lynn Collins. Fienesa widzowie kojarzyć mogą z "Wroga u bram", "Elizabeth", czy "Zakochanego Szekspira". Gra on w filmie Bassanio, człowieka przez którego jest to całe zamieszanie, ubogiego szlachcica, który postanawia stanąć w konkury do pięknej Portii. Mnie szczerze mówiąc ten aktor ani ziębi, ani grzeje. Jest nijaki i tą cechą świetnie wpaja się w cały film.
Lynn Collins mogliśmy zobaczyć w "Dziś 13, jutro 30", oraz "50 pierwszych randek". I tu mam zastrzeżenie do twórców filmu. Portia miała być jedną z najpiękniejszych kobiet świata, uwodzicielska i doskonała pod względem urody. Collins spełnia te warunki, gdy stoi w cieniu. Pierwsza scena z nią, nasuwa widzowi pytanie, czy to jest ta słynna piękność? Eeee, niemożliwe.
 |
O filmie nie słyszałem zbyt wiele przed premierą. Jakoś mojej uwadze umknęły docinki antysemickie. Bowiem co tu się dużo oszukiwać. Żyd Shylock mimo, iż na początku jest pokazany jako normalny człowiek, to później jest przejawem zawistnego, rządnego zemsty człowieka. Ale przecież historii się oszukać nie da. Początek filmu to wprowadzenie napisami, które informują o dużej nietolerancji wobec Żydów.
Inny wątek to przejaw homoseksualizmu. Widz przez cały film, we wszystkich scenach Antonio i Bassanio ma wrażenie, że są kochankami. Jednak Radford nie decyduje się jednoznacznie, czy wprowadzić ten element, czy nie. Zrobił nienajlepiej, bo nie powinien do tego dopuszczać wcale, albo ten homoseksualizm podkreślić nieco bardziej.
Jak wspomniałem, film dla mnie jest nijaki. Ładnie zrobiony, z ładnymi zdjęciami, kostiumami i scenerią. Mimo dwóch gwiazd w obsadzie aktorsko film jest przeciętny. Historia przeplatana długimi, często wierszowanymi dialogami spowalnia akcję i sprawia, że widz ziewa z nudów. Mnie się nie podobało i
Wam odradzam.
»Ocena:
4/10
»Autor:
|