» Oczy Jasona nigdy w filmie nie mrugają;
„Piątek 13ego” to jedna z najdłuższych serii horroru w historii kina. Osiem oficjalnych części „Piątku”; jeden ‘solowy’ projekt głównego złego serii, tytułowego Jasona (mowa o „Jason X”); oraz wspólny występ z drugą wielką gwiazdą kinowego horroru Freedym Krugerem w filmie „Freedy vs Jason”. Historia mordercy w masce hokejowej na twarzy sięga korzeniami roku 1980, kiedy to Sean S. Cunningham postanowił przedstawić na dużym ekranie pierwszą część niezbyt zabawnych perypetii upośledzonego chłopca o zdeformowanej twarzy, który w chwili nieuwagi opiekunów obozu dla młodzieży tonie w pobliskim jeziorze... Postać Jasona – bo tak właśnie nazywał się topielec - z każdą częścią dojrzewała, naciągnięty na głowę worek z czasem zastąpiła demoniczna maska bramkarza hokejowego, nóż zmieniono na maczetę, a zdeformowana twarz przepoczwarzyła się w facjatę z piekła rodem (już pomijając fakt, że wbijano w nią siekierę, zgniatano młotem czy choćby topiono kwasem). Prawdą jest również, ze reżyserzy kolejnych odsłon „Piątku 13ego” mimo całkiem udanych pierwszych części z wolna zmieniali serię w przesiąknięty kiczem horror-kabaret i tym samym przyczynili się do obalania legendy Jasona. Przez ponad dziesięć lat negatywny bohater „Piątku 13ego” czekał na kolejny wskrzeszający go scenariusz, aż wraz z nowym tysiącleciem pojawił się James Isaac i jego „Jason X” będący kontynuacją serii. To prawda, że twórcy „Piątku 13ego” prześcigali się w wymyślaniu coraz to bardziej absurdalnych fabuł i sposobów mordu, lecz James Isaac miną ich wszystkich już na starcie i stworzył, zdawało by się, kicz doskonały... Akcja filmu przeniesiona została bowiem do roku 2455 (!!!), gdzie załoga statku kosmicznego odnalazła na zniszczonej Ziemi dwa zahibernowane ciała - wśród nich Jasona. Każdy kto obejrzał choćby jedną część z cyklu „Piątku” wie cóż dzieje się dalej – ot po prostu w ruch idzie nowy model kosmicznej maczety, a trup ściele się gęsto. Nawet Jason ulega metamorfozie i niczym wojownik Power Rangers przywdziewa super-odlotowy, nowoczesny strój. Zaskakującym jest, że wszystko co przyjdzie nam zobaczyć w filmie jest plastikowe: plastikowe statki kosmiczne, plastikowe pistolety, plastikowe kobiece piersi, plastikowy metal, plastikowa stal, a nawet plastikowa planeta – słowem Legoland! Nie jest to oczywiście oryginalna koncepcja twórców „Jasona X” lecz najzwyczajniejsza w świecie prowizorka i niedoróbka (być może budżet nie pozwolił na udoskonalenie scenografii, ale co Nas – widzów – to obchodzi?!). Wrażenie sztuczności jest nawet większe niż w „Duchach Marsa” Carpentera. Aktorzy natomiast jak z bajki, muskularni mężczyźni i kobiety o imponującej pojemności płuc – ich wygląd nie idzie niestety w parze z umiejętnościami aktorskimi, momentami przypominając bowiem zrozpaczone, biegające za własnym ogonem pieski. Na ekranie panuje totalny chaos – być może reżyser widząc rezultat swej pracy musiał udać się w ustronne miejsce i oddać medytacji, gdy tymczasem aktorzy postanowili kręcić kolejne sceny? Nie wiem, nie wnikam, pozostawiam to pod osąd widzów... Jedno trzeba przyznać, „Jason X” to horror doskonały – przeraża wykonaniem, straszy fabułą i zmusza serce zdenerwowanego widza do szybszego pompowania krwi, gdyż już po paru minutach seansu dochodzi on do wniosku, że nigdy wcześniej z własnej woli nie wyrzucił tylu ciężko zarobionych pieniędzy w błoto.
»Ocena: 2-/10
»Autor: Bezimienny Grzegorz
tytuł oryginalny: Jason X