Problem, ale czyj?

Polemiki z irracjonalnymi tekstami o homoseksualizmie przez długi czas wydawały mi się poniżej jakiejkolwiek godności, jednak stwierdziłem, że jeszcze gorsze byłoby nieme przyglądanie się temu spektaklowi ignorancji oraz prostactwa ukrytego pod płaszczem pseudointelektualnych artykułów i mętnych dyskusji w tychże.

Kiedy papież Leon X, mecenas sztuki, jebaka, podłóg niektórych zapisków ateista(?!) w roku 1516 ustanowił odpusty, po zakupieniu których można było wyzbyć się grzechów, wystąpił wtedy przeciwko niemu mało znany augustianin - Marcin Luter. Pieniądze z odpustów bez wątpienia przeznaczano na wspaniały cel, jakim była Bazylika św. Piotra, ale zdobywane były one w dość mało moralny sposób, który najlepiej przedstawi cytat pochodzący z tamtego czasu "Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni". Luter, człowiek wysoko wykształcony, szalenie bogobojny, został wyklęty przez ówczesnego papieża. Dopiero po pięciu wiekach został wybielony z kłamliwych oskarżeń Jana Medyceusza i następnych papieży. Luter oczywiście w wielu sprawach się mylił, ale sprawa odpustów została mu przypisana in plus.

Kościół w późniejszych latach przechodził pełzającą ewolucję, ponieważ raz po raz miał problemy z określeniem swojego miejsca na świecie. Czasami nie nadążał za losami na naszej planecie, innym razem zaś po prostu tracił zwykłe poczucie zdrowego rozsądku. Wystarczy wspomnieć lata nawracania obydwóch Ameryk, zajmowania się "człowieczeństwem" Murzynów, mętne podejście do antysemityzmu, a kończąc na roli kobiety we współczesnym świecie. Oczywiście te zachowania w tamtych czasach niczym dziwnym nie były, a Kościół wcale nie szedł pod prąd społeczeństwu, a wraz z nim. Pamiętać lecz musimy, że na zdrowie świata i Watykanu, najlepiej te wydarzenia nie wpłynęły. Dziś Kościół i świat mają problem z homoseksualizmem, z którym sobie nie radzą.

Ci sami ludzie, którzy nie akceptowali Żydów w Europie, a niewolników w USA traktowali jak zwierzęta, dziś krzyczą na Marszach Tolerancji "Bij, kto w Boga wierzy!". Jest to swoista forma ukrycia swojej marności poprzez dehumanizację pewnych grup ludzi żyjących wokół nas. Człowiek świadom własnej nicości, bylejakości, stara się znaleźć wroga, któremu mógłby przyczepić etykietę "gorszego", dzięki czemu w oczach innych może poczuć się "lepszym". Taka osoba nadal zdaje sobie sprawę ze swojej parszywości, ale znajdując tani poklask wśród podobnych sobie, na kilka chwil może zapomnieć o swoim prawdziwym "ja". Dlatego więc szuka zbitych grup, w których jego hasła rozniosą się szybko, a to dzięki przekonaniom tych ludzi. W tym momencie zaczyna się problem dla Kościoła, bowiem to często jego dostojnicy głoszą podobne hasła lub ludzie mocno związani z Kościołem i odwołujące się do jego nauki.

Kościół ignoruje problem homoseksualistów, na co ci często odpowiadają nienawiścią. Jest to prosta droga do wspólnej alienacji, która doprowadza do nienormalnego odrzucania jednej grupy ludzi, a z drugiej strony - do często chorej, zaślepionej dezawuacji dokonań danej instytucji i odchodzenia od niej. Kościół prędzej czy później i tak dojdzie do wniosku, że homoseksualizm należy traktować poważnie, a samych homoseksualistów nie może traktować jako obywateli drugiej kategorii. Podobną sytuację mamy przecież teraz z prezerwatywami, na których używania w Afryce - o czym pisałem już od dawien dawna - w końcu zezwolono. Za kilka lat najprawdopodobniej Kościół uzna homoseksualizm, ale plama pozostanie. Dlatego może więc czas zacząć uczyć się na własnych błędach i mocno odcinać się od poglądów niektórych ludzi.

Pogarda z jaką wypowiadają się niektórzy o ludzkim życiu jest porażająca. Jednak o wiele bardziej przerażające jest powoływanie się na wielkie hasła, wielkich ludzi i ważne instytucje, w celu odbierania człowieczeństwa innym. Kościół przecież dla własnego określenia się nie potrzebuje wroga. W przeciwieństwie do wielu ludzi, którzy właśnie, aby odkryć kim są, szukają wrogów i odmawiają im podstawowych praw. Kościół od takich ludzi powinien się oficjalnie odcinać, podobnie jak powinien odcinać się wcześniej od parszywego antysemityzmu czy popierania prawicowych lub lewicowych dyktatorów w Ameryce Południowej. Zaś ci ludzie, którzy powołują się na Kościół i swoją wiarę w celu wyrażania swoich wzgardliwych poglądów o innych, powinni się częściej zastanawiać czy pod swoimi religijnymi zwierzchnikami nie kopią dołków.

Co zrobi Kościół z tymi poglądami - to już tylko jego sprawa. Co będą mówić ludzie związani z Kościołem o homoseksualizmie - to problem nas wszystkich, również Kościoła, najmniejszy homoseksualistów, gdyż oni za lat kilka będą żyć na równych prawach z innymi, a Watykan znów będzie musiał przepraszać.


Caleb caleb@actionmag.net