Mamo, tato, żenię się!

Motto: Jeśli nawet świat ocipiał, to nie bez naszego udziału



- Moglibyście usiąść? Mam wam coś ważnego do powiedzenia…

- O kaczuszka, poważnie zabrzmiało…

- No bo to jest poważne, tato.

- Synu, ale nic się nie stało, prawda?

- No nie, w zasadzie to nie…

- Uff

- Tylko biorę ślub w przyszły czwartek.

- (chórem) Co?

- No ogłuchli nagle. Ślub biorę, przecież mówię!

- Synku… zaskoczyłeś nas. Wiesz, my się z mamą o ciebie bardzo martwiliśmy. Masz już dwadzieścia dziewięć lat, a jeszcze żadnej dziewczyny do domu nie przyprowadziłeś. Nie wychodzisz na dyskoteki, nie imprezujesz…

- Tato… (Odpieprz się wreszcie)

- Ojciec mówi prawdę. Tylko te studia i studia. (Mógłby już je skończyć, siedzi tam już ósmy rok, a to przecież nie medycyna)

- Widzicie, jednak wszystko się ułożyło…

- No ale chyba nie do końca, skoro się tak spieszycie. Powiedz no, synku, czy wy… czy ona… przypadkiem… (Pewnie go wrobiła w bachora, wiedziałem, że tak skończy)

- Nie, nie, tato - nic z tych rzeczy. Po prostu bardzo się kochamy i chcemy jak najszybciej zalegalizować nasz związek.

- Tylko czemu tak szybko? Przecież my jej nawet nie znamy!

- Cóż, po prostu chcemy być formalnie małżeństwem, wtedy będziemy mogli starać się o adopcję.

- Adopcję? Jak to? Nie chcecie własnych dzieci?

- Chcemy i właśnie dlatego…

- Tak, rozumiem. Ona pewnie nie może albo chce normalnie pracować. Cóż, takie czasy.

- No, niezupełnie. Właściwie to nie ma o czym mówić, po prostu jest taka… hm, sytuacja.

- No dobrze, a gdzie zamierzacie mieszkać? Mam nadzieję, że nas tak szybko nie opuścisz…

- Cieszę się, że to mówisz, tato. Chcielibyśmy zamieszkać u was.

- To cudownie! Synku, jak ja się cieszę! Już wkrótce ten dom znów ożyje!

- Mama ma rację. Tylko pamiętaj: lepiej nie adoptujcie dziewczynki, bo zrobi się przewaga bab i co my, biedni, poczniemy? (perskie oko)

- Tato, myślę, że feminizacja raczej nam nie grozi. Właściwie to nie ma na nią szans.

- Nie?

- Bo ja wam jeszcze nic nie mówiłem… Proszę, tu mam zdjęcie.

- Chyba coś ci się pomyliło, tu jest tylko twój kolega z pracy.

- Właśnie - Grzegorz. Chciałem…

- Tylko nie mów, że…

- My się kochamy i…

- Synu - zamilcz!

- Tato…

- Zamilcz, powiedziałem! Nie tak cię z matką wychowywaliśmy! Wynoś się, wynoś się stąd i nigdy nie wracaj.

- Ale Grzegorz… Jego ojciec…

- Milcz! Jego ojciec na pewno nie jest zadowolony, że...

- Przeciwnie. Chciałem tylko powiedzieć, że ojciec Grzegorza jest właścicielem naszej firmy. Mógłbym dostać awans, może nawet służbowy samochód…

- Ty sprzedawczyku! Śmieciu jeden, utrzymanku, pasożycie! To my do ciebie z sercem, mieszkanie proponujemy, a ty chcesz się zwyczajnie skurwić?

- Skoro tak stawiacie sprawę - dobrze, wynajmiemy sobie coś. Ale powiem ci jedno - nigdy nie myślałem, że mam tak zaśniedziałego i bezdusznego ojca.

- Może i jestem staromodny, ale mam rację. Nie takiej przyszłości dla ciebie chcieliśmy.

- Wychodzę zatem. Żegnajcie! (patos)



(Minęło pół roku)



- Wejść!

- Mogę na chwilę?

- Tata? A co ty tutaj robisz?

- Przyszedłem pogadać.

- Mamy jeszcze o czym?

- Myślę, że tak. Rozwodzimy się z matką.

- Rozwodzicie? Jak to, dlaczego? To przeze mnie?

- Nie, nie przez ciebie. Chociaż… w pewnym sensie tak. Ale nie martw się o nas, poradzimy sobie. Mam już kogoś na oku, a myślę że i matka szybko kogoś znajdzie.

- Już sobie znalazłeś jakąś młodą pindę? Mogłem się tego po tobie spodziewać, zawsze tylko prawiłeś morały, a jak przyszło co do czego, jesteś pierwszy do bałamucenia nastolatek. Ile ona ma lat? Osiemnaście? Dwadzieścia?

- Nie, szukałem kogoś dojrzałego. Czterdzieści dwa.

- Ile?! Myślałem, że starsi faceci szukają raczej młodych kochanek…

- Kochanek może i tak, ale ja potrzebowałem stabilizacji. I znalazłem.

- W takim razie gratuluję… Poznasz nas kiedyś?

- Jeśli tylko przyjdzie ci ochota możesz wyskoczyć ze mną i z Zenonem na piwo. Jak chcesz, to weź Grześka - będzie podwójna randka.

- Z Zenonem? Czy to jest właśnie…?

- Tak, to moja nowa miłość. Wiem, jak postąpiłem wobec ciebie kilka miesięcy temu. I jest mi ogromnie wstyd…

- I słusznie. Powiem ci to samo, co ty mnie wtedy: wynoś się! Z mojego biura, z tego budynku, z mojego życia… Nie chcę cię znać!



***



- Mamo? Spotkamy się dzisiaj? Był u mnie ojciec, podobno się rozeszliście. Mogę ci jakoś pomóc?

- Nie synku, nie sądzę.

- Na pewno? Martwię się o ciebie, pewnie jesteś jeszcze rozbita…

- Nie, wszystko jest w porządku. Muszę kończyć, pa!

- No pa…



- Basiu, kto to dzwonił?

- Pomyłka, Zosiu, to tylko pomyłka…

- W takim razie wracaj do łóżka, chyba jeszcze nie skończyłyśmy…



Tuxedo