Dlaczego nie piszę do AM?
Tytułowe pytanie zdaję sobie niemalże od dwóch lat, czyli mniej więcej od momentu, w którym odkryłam ów kuriozalny twór Action Magiem zwany. Co gorsza, mam dziwne wrażenie, że magazyn niniejszy czytuje cała rzesza ludzi, którzy także czasem zastanawiają się, czemu jeszcze nie włączyli notatnika i nie napisali o tym, co im leży na wątrobie. Straszne sformułowanie, ale jakoś najlepiej mi pasuje.
Choć czasem wydaje mi się, że to całe pisanie to pestka przy lekturze wcale niemałej ilości nie zawsze wybitnych tekstów... (lenistwo jako nieuleczalna choroba przenoszona drogą płciową…) W każdym razie, główny problem dzisiejszego wieczoru został z grubsza zarysowany - teraz tylko trzeba go odpowiednio rozwinąć i jeszcze kilkanaście razy zapytać: czemu, ach, czemu?
Podejrzanie krótkie są te akapity, co wyraźnie daje do zrozumienia, że temat jest bezsensowny i zapewne nie ma takiej siły rażenia, jaką myślę, że ma (heh, skutki aspołeczności). Ale to osobiste odczucia. Jak zaś brzmi zdanie postronnych? Pozwolę sobie użyć przykładu z życia wziętego, ażeby nie powielać wyssanych z palca herezji. Pewien człowiek, skądinąd ceniony przeze mnie exexnaczelny jednego z actionmagowych kącików, zapytany kiedyś o to, dlaczego nie pisze do puli głównej, odpowiedział prosto i przejrzyście: "Nie mam nic do przekazania". Przyznaję, iż mocno mi te słowa utkwiły w pamięci, mało tego, mam (miałam?) to samo. To się tak tylko wydaje, że tłum niewyżytej intelektualnie młodzieży ma silną potrzebę podzielenia się ze światem swymi przemyśleniami/ troskami/ radościami. A jednak nie. Niby AM ma jakieś tam zrywy, piszą ludzie, jakże im jest na świecie (zazwyczaj be) i że rząd (jest głupi), że podatki (za wysokie, choć rodzice płacą), że (nie)szczęśliwa miłość (to prawie samobójstwo), że (toksyczni) rodzice (j/w), że religia (ogólnie tolerancja, ale lepiej pozbyć się heretyków), że przyjaźń (jej brak?), etc. etc. Nie mnie mnożyć przykłady, prawda, jestem tylko pyłem w amagowym młynie (coś tam robię wbrew pozorom ;)). I tak piszą, i piszą, potem część publiki tych piszących chwali, iż mądrze robią; część twierdzi, iż zanudzają. Jednak generalnie krytykujący = piszący. Jednostki, które mają coś do powiedzenia i ze zdaniem swoim się nie kryją. A cóż robi wtedy reszta widowni? Bo, jak już wcześniej zdążyłam napomknąć, przekonana jestem o tym, że jest cała armia czytelników AM, którzy nie mają żadnej misji, nie czują potrzeby objawienia swoich rewolucyjnych refleksji, nie chce im się nawet poruszać tematów, które dla nich są być może codziennością, a dla innych egzotyką...
I ja do nich należę! Czytać - czytam, czasem wręcz mam ochotę zripostować, czy chociaż przedstawić własny punkt widzenia w pozornie nie nawiązującym do niczego arcie. Chociaż, pal licho te reakcje. Najgorsza jest cicha ochota na stworzenie zaskakującego & oryginalnego tekstu wydumanego całkowicie na własną rękę. Wątpię, czy istnieje writer, który by tego nie pragnął. Ale co popycha do takich myśli szeregowych czytelników, którzy z góry zakładają, że lepiej siedzieć cicho i się nie wychylać? Inna sprawa, że w tym biznesie to aż taka zielona nie jestem, ale inaczej grafomanuje się ukradkiem w jakimś mało ambitnym (żarcik :P) kąciku, a inaczej jest stać w pierwszym szeregu i niejako walczyć na froncie Główną Pulą zwanym. Walczyć o nowych czytelników, rzecz jasna. Bądź co bądź, taki przypadkowy przechodzień może natknąć się na amatorski tekst wylęknionego nowicjusza i, delikatnie mówiąc, zrazić się do inteligenckich treści AM. A już najgorzej będzie, jeśli natrafi na taki okołomagowy wywód – jakieś bzdury ni w pięć, ni w dziewięć. Zaiste, na początek naprawdę najlepsze są rzewne tekściki o życiu i śmierci, nieskomplikowany standardzik bez większego polotu, niźli roztrząsanie dość wewnętrznych problemów magazynu. Jeśli problemem można nazwać milczących czytelników ;).
Lecz i milczeć nie można w nieskończoność, bo wiecie jak jest: złe emocje się kumulują (a te pojawiają się, gdy Bozia nie chce dać natchnienia i wiary w siebie), a jak to potem wszystko eksploduje, to nagle tragedia. Mogąca zaowocować jakimiś naprawdę nielogicznymi dla postronnych wynurzeniami wewnętrznymi, które, rzecz jasna, są całkowicie klarowne dla autora. Nawet jeśli ów autor zdaje sobie sprawę, iż jego arty zawierają bełkot, to i tak ma to w dupie. Może artysta, kto wie? W każdym razie, zbuntowany czytelnik, niegdyś nieuleczalnie niemy, naprawdę zaczyna chrzanić od rzeczy, gdy w końcu zorientuje się, że już dłużej nie wytrzyma biernej lektury. (jak widać na załączonym przykładzie - to jest tekst edukacyjny)
Cóż, żarty na bok. Jeśli jakowe się pojawiły (a nie powinny, bo ten art został obarczony prohibicją humorystyczną), to już znikają, bo nasze specjalne pytanie znów wypływa na powierzchnię (powszechnie znana cecha topielców). Czy aby znalazłam już odpowiedź? Obawiam się, że za bardzo zboczyłam z tematu, więc dla większego profesjonalizmu wypadałoby wypunktować ewentualne odpowiedzi:
Czemu czytelnicy milczą?
1. Gdyż są zbyt samokrytyczni (wierzą w swój antytalent literacki oraz w to, że nikogo nie interesują ich wywody)
2. Gdyż nie chcą się powtarzać (mają silne przeświadczenie, że każdy możliwy temat został już w AM poruszony)
3. Gdyż są perfidni i skąpi (nie dzielą się własnym wybitnym i wysublimowanym zdaniem)
4. Gdyż są leniwi (pierwszy naprawdę logiczny argument)
(+ bonusowa, wyżej wspomniana wypowiedź niezależnego autorytetu)
No kto by pomyślał, odnajduję się we wszystkich czterech (pięciu ;)) punktach! A w dodatku udało mi się nawiązać do tytułu tego arta, uch, zaraz pęknę z dumy. Lecz przyznać muszę, iż plan się powiódł, napisałam mniej więcej to, co chciałam, a jednocześnie zadałam kłam własnej teorii (że niby nie piszą, ale w sumie piszą... przynajmniej w moim przypadku... hm?). Zaś teraz, dla lepszego efektu psychologicznego, powinnam zamilknąć na wieki jako przypadkowy glos podziemia. Niestety, nie jestem jeszcze w stanie przewidzieć, czy pójdę za ciosem, czy też powrócę chronić tyły jako przeciętny czytelnik (choć to byłoby najrozsądniejsze). Wiem tylko, że czas zakończyć ten tekst (bo jest w nim zbyt wiele nawiasów, co wygląda niewątpliwie amatorsko).
Fauske
fauske@interia.pl