W chwili gdy czytasz tego arta ...
W chwili gdy czytasz tego arta, jego pewnie już nie ma. Tak, na pewno już odszedł - widziałem tą przerażającą pustkę w jego oczach gdy wsiadał do autobusu o 10:20 i białą reklamówkę w której, jeśli dobrze widziałem niósł linę do wspinaczki. Mam tylko nadzieję że to nie tak wygląda człowiek, który chce targnąć się na swoje życie. Mam tylko nadzieję że po raz kolejny mu się nie uda. Który to już raz ? Jeśli dobrze się z chłopakami orientujemy to byłby już dwudziesty piąty raz. A może już dwudziesty ósmy ? Dunno.
Wielu z was, czytelników AM spyta - to fikcja czy prawda ? Zmartwię was - niestety prawda. Chociaż może Ci z was, którzy szukają sensacji przeczytają to do końca, szukając sensacyjnego zakończenia, by móc kiedyś, w przyszłośći, zabłysnąć wśród znajomych - "A ja słyszałem kiedyś o takim hipisie, który miał wszystko i się powiesił ...". Ale nie - rozczaruję was - nie wiem jak się skończy ta historia, póki co siedzę przy komputerze, słucham "Cold (but i'm still here)" Evans Blue i nie wiem co zrobić z tym co zobaczyłem przed chwilą. Powiadomiłem jego rodzinę, ale czy coś zdążą zdziałać ? Nie dziwcie się że po prostu zacząłem pisać tego arta - Marek czytał wiernie AM od numeru czterdziestego szóstego, od deski do deski, mimo że sam nigdy nic nie napisał. Jeśli udało się wam kogoś przekonać do odkrycia AM i jeszcze zainteresować go tym magazynem, to dobrze wiecie jak ja się czułem gdy zawsze pierwszego każdego miesiąca Marek podbijał do mnie z czystą płytą i pytał od progu "Masz nowego aema !?" za każdym razem patrząc na mnie takim wzrokiem jak pies by się patrzył gdybyś go przez parę dni głodował, a potem rzucił do jedzenia z pięć kilo mięsa.
Może co niektórzy czytelnicy/współredaktorzy AM oburzą się w tym momencie, bo przecież od czterdziestego szóstego numeru to mniej niż pół i wogóle, a oni czytają AM przecież od pierwszego numeru i co tylko. A może okażą się na tyle wyrozumiali i docenią niejako ActionMagowicza, który w jakiś tam sposób od kiedy mógł był z AM.
A zresztą jeśli tym razem jednak odejdzie, to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia ...
Marek jest [ był ? ;( ] zwykłym, przeciętnym z wyglądu chłopakiem, który nie rzuca się w oczy na ulicy. Ot - 21 lat, krótkie blond włosy, do znudzenia podobne koszulki z The Corrs, stare dobre niebieskie dżinsy. Wierzcie mi - nie zwrócilibyście na niego uwagi [do żeńskiej części czytelniczek - brzydki to on nie jest :) ]. Potrafi dużo bez problemu wypić, jak wypije to nie rozrabia, z charakteru - dobry słuchacz, choć trochę za często gada na temat swojej pasji - Final Fantasy, z wykształcenia elektronik, zawodowo informatyk-programista. Po liceum, wcześnie ożenił się z miłości (już gdy miał lat 20), z tego co ostatnio się chwalił bardzo chcieliby oboje z Marią mieć dziecko i od jakichś trzech miesięcy się starają o taki właśnie owoc ich miłości. Spełnia się zawodowo i nawet to że jakiś rok temu został hipisem nie przeszkadza mu zbytnio w tym wszystkim. Zawsze uśmiechnięty, z kupą pieniędzy odkładanych skrupulatnie na konto w banku, by za jakiś rok kupić sobie, Marii i być może Emilce, jeśli jednak będzie, bardzo ładny dom na przedmieściach. Hobby też ma ciekawe - grywa na bębnie wieczorami (ach, jak to fajnie słychać przed blokiem na ławce :P ). Auta nie ma, bo nie potrzebuje, dowodu zresztą też jeszcze nie. Jako hipis pier...i System :)
Jest jednak coś co zakłóca tą sielankę - otóż Marek kiedyś był chory. Po pewnym wypadku w garażu lekarze powiedzieli mu tylko że jeśli nie podda się jakiejś tam drogiej operacji oczu, to w ciągu sześciu miesięcy nieodwracalnie straci wzrok. Jako że jest moim naprawdę dobrym kumplem (ba ! co tam że moim - bez niego żadnej imprezy w okolicy nie ma !), kiedyś jakoś tak, właściwie nawet nie wiem czemu właśnie mi... no otworzył się chłopak przede mną, no. Siedzieliśmy na schodach klatki schodowej, w długi zimowy wieczór, a gościu w pewnym momencie po prostu się rozpłakał. Zaczął mówić o sobie - o tym że on nie chce się uśmiechać gdy nie ma ochoty, o tym jak bardzo chcieliby tego dziecka, że modlą się o niego codziennie, że on ma czasami dość wszystkiego i, co najważniejsze i co najbardziej mnie ruszyło (was też by ruszyło - słowo), że przeraża go myśl że jeśli nie zdobędzie tych pieniędzy na operację, że mógłby nie zobaczyć własnego dziecka ...
...
......
Z pomocą rodziny uzbierał te pieniądze, pojechał na operację i dzisiaj widzi. Gdy przyjechał ze szpitala (czy z kliniki ? Nie wiem - jakoś tak zawsze był to przy nim temat tabu), imprezował dalej z nami, bujał się i ze skejtami i z rockersami, wciąż zawsze się uśmiechał i dla każdego miał ciepłe słowo. A ja wciąż gdy patrzę na niego przypominam sobie tamtą rozmowę z nim na klatce schodowej. Wciąż mam głupią świadomość że wiem coś, o czym być może wolałbym nie wiedzieć.
Znasz to uczucie ?
Czy ciebie też tak męczy ?
Przepraszam - odbiegłem od tematu. Marek miał naprawdę trudne dzieciństwo. Wiele razy widziałem jak w podstawówce bili go inni chłopcy, a ja mogłem tylko stać i patrzeć, bo naprawdę do siłaczy nie należę. Wiele razy zamykałem okno w pokoju by nie słyszeć jak jego pijany ojciec bije jego matkę i siostrę...
Wszystko zmieniło się gdy Marek poszedł do liceum. Okazało się że rówieśnicy z bloku to nagle koledzy z klasy. A ze swoim bardzo dobrym poczuciem humoru bardzo szybko został polubiany w towarzystwie. Zaczął sobie układać życie, zaczął się interesować komputerami, zadając sobie pytanie - "Do czego to jeszcze można wykorzystać ?" i pomału lecz konsekwentnie szedł do przodu. W pewnym momencie opuścił się w nauce, przystopował życie towarzyskie i coraz częściej przesiadywał w domu. Nie wnikając w szczegóły, chłopak jak się później okazało zachorował na depresję.
Nie wiem... nie wiem jak to się zakończy, gdy będę coś wiedział więcej, dopiszę tu później, albo może napiszę coś jeszcze. Wciąż nie mogę się nadziwić że chłopak, który ma wszystko potrafi w swoich myślach nadać temu wszystkiemu wartość 0.
No nic.. do przeczytania kiedyś, drodzy ActionMagowicze !
masterpascaler
Dodane 2.06.2006 :
Jednak odszedł ... Nie w chwili gdy pisałem tego arta, ale jednak. Przy trzydziestym podejściu.
:'(
Arta dedykuję pamięci Marka Szturc zmarłego 30 czerwca 2006 w Skoczowie na Śląsku...
...