thinking 'bout us 10
Więc znowu, chcąc nie chcąc, jestem Twoim
Przewodnikiem. W sumie może tak jest faktycznie lepiej. Może faktycznie ufasz mi
aż tak bardzo, mimo że od miesiąca potrafisz mówić o mnie już tylko w czasie
przeszłym. Szkoda że to że wziąłem hipisowski ślub aż tak Cię do mnie zraża. Po
raz kolejny upewniam się że jest tak jak mawiają niektórzy - że wraz z miłością
kończy się przyjaźń. Kończy się nawet to, co zwykliśmy nazywać stopą "buddies".
Szczerze mówiąc pewnie dalej byłoby tak, że tylko czasami nawiedzalibyśmy się
nawzajem, gdyby nie rozmowa z Mirką. To ona powiedziała mi że w kwestiach
religii zostałaś sama, od czasu gdy nie zwracasz się do mnie zużytym już
"Kotek... ty wiesz". To dzięki niej chcę Cię prowadzić do Boga, do samego końca,
i nie zmieni mojego zdania nawet fakt że chodzisz z chłopakiem, który ma na
koncie już dwa runa.
Powiedz - ile razy w ciągu dnia mijamy się w pracy ?
Ile jeszcze razy będziemy się ograniczać do zielonego "Cześć.", "Cześć.",
"Polerka mi się zepsuła." ? Gdybyś chociaż została kiedyś przy mnie na
warsztacie i poczekała aż ją naprawię, gdybyś tylko robiła cokolwiek innego niż
odwracanie się do mnie plecami, których widok znam już na pamięć. Dlaczego
przejmujesz się tym co ludzie powiedzą, widząc nas razem, bo Ty masz kogoś, a ja
mam żonę ? Dlaczego nie potrafisz po prostu zostawić to wszystko gdzieś daleko i
po prostu przyjść porozmawiać ? Jak myślisz ? Jak długo mogę czekać na Twoje
ciepłe słowo, Skarbie ? Jak długo jeszcze będę ocierał łzy brudnymi rękawiczkami
?
A przy okazji - za namową kogoś bliskiego stwierdziłem że jednak
napiszę tą książkę, z zamiarem napisania której nosiłem się już dłuższy czas.
Tak, chodzi o "Węglem malowane". Zmieniłem jednak całkowicie koncepcję treści.
Nie będzie to jednak książka o zdarzeniach poprzedzających i następujących po
napisaniu przeze mnie całej tej serii, której część kolejną właśnie tworzę,
tylko będzie to opowieść o kobiecie która przypadkiem dostaje romantyczego smsa,
i zakochuje się w (potem dostaje ich więcej) ich autorze, nie widząc go nigdy na
oczy, i mimo że on jest 22 lata od niej młodszy. W końcu on ślepnie, gubi sens
życia, żegna się z wszystkimi, także z nią, ona wybiera się do niego, bo chce go
choć raz zobaczyć, a w drodze do niego na drugi koniec Polski popełnia
samobójstwo, bo nie chce życ bez niego. Hmm. może trochę zbyt wszystko
uprościłem i stwierdzisz że to nie ma sensu, ale i tak to
napiszę.
Wczoraj na spacerze nad Wisłą dużo myślałem o Tobie, kochanie. I
wiesz co ? Nie mogłem ulepić śnieżki, bo śnieg roztapiał mi się w rękach i jako
pierwszy zerwałem krokusa. Wszystkiemu winnien ogień jaki dla Ciebie płonie w
moim sercu.
Znowu towarzyszy mi Lene Marlin. Znowu śpiewa "My love", a ja
mam łzy w oczach. Nie zapłaczę jednak - mówiłaś że jestem Twoim Aniołem, a
anioły nie płaczą przecież. Płaczę, bo pojechałaś już do siebie. Znikłaś, zlałaś
się z szarą masą ludzi. Zniknęłaś jak fala gdy całuje suchy piasek na plaży. Tak
samo znika rankiem rosa z leśnych łąk. Tak samo blednie bursztyn w okowach
słońca. Zniknęłaś tak jak znikam ja, zawsze gdy na mnie patrzysz. Zniknęłaś, a
jeszcze przed chwilą tu byłaś, w całej swojej krasie, z wszystkim tym co
przynosi Twoja obecność. Zniknęłaś, nie ma Cię. Zabrałem Ci jednak cień, wiesz ?
Oddam jutro, nawet zaraz, tylko powiedz że go chcesz. Jeśli nie - też fajnie.
Sprawię by ten cień był choć namiastką Ciebie. Będę go trzymał za rękę. Długo.
Aż zgaśnie światło...
...
Zgasiłem światło. Twój cień wyrwał mi się, choć
wydawało mi się że dobrze mu tutaj. Za chwilę zamknę oczy mając pod powiekami
niewyraźny obraz Ciebie uśmiechniętej. Jesteś na nim taka piękna. Namalowałbym
go, ale nie chcę by mówiono że jednak nie DaVinci malował najlepiej. Mam takiego
pluszowego misia, wiesz ? Zasypiam z nim, a on już na pamięć zna Twoje imię.
Joanna ... Tyle razy już je szeptałem... Chcę zasnąć jak najprędzej. W snach
spełniają się marzenia i wierzę, że gdy tylko oddam się w objęcia Morfeusza
podasz mi dłoń i ubrani w zwiewne szaty pójdziemy razem tą samą ścieżką, nie
patrząc egoistycznie na siebie, lecz w tym samym kierunku. Na tym przecież
polega miłość, czyż nie ? Będę śnił o Tobie - przyrównam Cię do błękitnej
orchidei, wplotę sobie we włosy, a ludzie będą mi zazdrościć tak pięknego
skarbu...
Nie powiem już nic - poczekam. Pozwolę by noc dopowiedziała
resztę najpiękniejszej z pięknych baśni ...
Dobranoc więc, Skarbie o duszy
orchidei...