Przedśmiertny monolog


...tik tak tik tak tik tak tik tak...

    Jest północ, ostatni pełny dzień mojego życia właśnie się zakończył, a ja leżę zupełnie sam w szpitalu. Jeszcze dwie godziny temu nie posiadając się ze szczęścia biegłem na spotkanie z ukochaną. Gdybym nie wybiegł tuż przed ten autobus... A mniejsza, podobno powinno się przyjmować bez gadania, to co szykuje nam przeznaczenie. A moim przeznaczeniem jest umrzeć. Nie chcę tego, nie jestem samobójcą ani masochistą, ja po prostu czuje to w kościach, że mój żywot się kończy. Zostało mi najwyżej pół godziny życia. I te pół godziny spędzę w ciemnościach i samotności, pogrążony w rozmyślaniach. Gdybym chociaż sięgnął po zeszyt, mógłbym je zapisać...

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

   ...nie dam rady się podnieść, jestem zbyt słaby. Może to i lepiej w końcu jakieś pourywane kawałki moich myśli i tak na nic nikomu się nie przydadzą. W sumie to żałuje, tych wszystkich rzeczy, których nie zdążyłem zrobić, wszystkich książek, których nie napisałem, wszystkich słów, których nie wypowiedziałem. Ale teraz już za późno, na wszystko już za późno. Cholera, szkoda. A miałem tyle marzeń. Chciałem skończyć studia informatyczne, ożenić się, mieć gromadkę dzieci. I żadne z nich nie zostanie spełnione. Trudno. Szkoda, że moje życie będzie takie niedokończone. Nawet testamentu nie zdążyłem spisać. Ciekawe, jak moi bliscy zapamiętają moje zejście i pogrzeb? Czy uronią chociaż kilka łez? Czy będą mnie wspominać jako dobrego kompana czy beznadziejnego nudziarza/grafomana? Zresztą co mi za różnica, przecież mnie już wtedy między nimi nie będzie. Ale i tak wolałbym żeby mnie dobrze wspominano. Ba, chciałbym, żeby mnie w ogóle wspominano. Żałuje, że nie unieśmiertelniłem się w jakiś sposób. Na komputerze mam zapisane kilka starych opowiadań. Ciekawe czy ktoś się do nich po mojej śmierci dobierze. A może nawet je wyda. Zebrałoby się ich chyba tyle, żeby wydać tomik. Może ktoś się tym...khy...khy...

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

    ...khy... cholera jakoś mnie zamroczyło, nienawidzę tego. Tego, czyli utraty kontroli nad sobą, poczucia własnej bezsilności. Właściwie to zabawne, że człowiek w trakcie życia praktycznie nie myśli o własnym zgonie. Śmierć jest dla nas czymś, co przytrafia się komuś innemu, my czujemy się prawie, że nieśmiertelni. Dopiero w takiej sytuacji w jakiej ja się znalazłem możemy zobaczyć, iż życie ludzkie jest tak naprawdę bardzo, ale to bardzo kruche. Bo w sumie wystarczy niefortunny skok z paru metrów i już możemy trafić na łono Abrahama. Ludzie stali się strasznie nieczuli na ludzką śmierć. Codziennie na ulicach Warszawy ginie w wypadkach samochodowych iluśtam ludzi, a czy kogoś to interesuje? Czy ktokolwiek, poza bliskimi zmarłych o tym myśli? Wątpię, bardzo wątpię. W końcu to nasza zwykła szara codzienność. Taa, codzienność, niedobrze się robi.

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

   Może mi się wydaje, ale ten zegar jakby głośniej cykał. No, nieważne, chyba robię się trochę nerwowy. Ciekaw jestem jak ta śmierć będzie wyglądać, i co będę w tym ostatnim momencie życia czuć. Czy przyjdzie do mnie wychudzona panna z kosą na ramieniu? A może spotkam anioła, który przeprowadzi mnie na drugą stronę? Możliwe także, że spotkam wielkiego wikinga latającego na pegazie, co w sumie nie byłoby takie złe. Strasznie boje się, że po prostu w pewnym momencie urwie mi się film i nie będę już istniał. Tak, tego boje się najbardziej- braku własnej świadomości, tego, że zniknę i po prostu mnie nie będzie. Jestem bądź co bądź chrześcijaninem, ale od jakiegoś czasu coraz częściej nachodzą mnie wątpliwości. Czy aby na pewno Bóg istnieje? A jeśli tak, to czemu pozwala, by ludziom działa się krzywda? Skąd mam wiedzieć, że to co było napisane w Piśmie Świętym to prawda? Coś mi się wydaje, że znacznie bliżej mi do ateisty, niż do człowieka wierzącego. Moja wiara się chwieje i to bardzo. Mam nadzieje, że Bóg, jeżeli istnieje, to na sądzie ostatecznym mi wybaczy. Podobno jest na tym świecie spora grupa ludzi, którzy cieszą się na myśl o śmierci. I wcale nie mam tu na myśli samobójców. Są ludzie ciekawi, co spotkają po doczesnym życiu. Powiem szczerze, że wcale mnie to nie ciekawi. Wręcz przeciwnie, wolałbym żyć sobie w błogiej nieświadomości.

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

    Właśnie do mnie doszło, jak strasznie boje się śmierci. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale ręce mi się trzęsą (bynajmniej nie od choroby), pot wystąpił na czoło, a na plecach czuje dreszcze. Tak strasznie się boje. Ciekawe ilu jeszcze ludzi przeżywa w tym momencie takie katusze, jak ja. Zawsze sobie wyobrażałem, że przed śmiercią stane dumnie, twarzą w twarz, może nawet odrobinę bezczelnie i lekceważąco. A tu trzęsę się, niczym dziecko, gdy ojciec bierze pasek. A zawsze wydawało mi się, że jestem odważny. Nigdy nie bałem się ciemności, pająków, horrorów, czy nietoperzy. A tak przecież człowiek nie powinien bać się własnej śmierci. W końcu to i tak nieuniknione, więc po co dodatkowo się męczyć? Tym sposobem tylko dokładamy sobie bólu i cierpienia. Niby to wszystko to wiem, a i tak umieram ze strachu. Ech, ta ludzka psychika...

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

    ... o, co coś mi słabo, chyba nieuniknione zaczyna się zbliżać. Ten zegar zaczął tak głośno cykać... Ale to jeszcze chyba nie ten moment, wydaje mi się, że jeszcze chwilę pożyje. Podobno człowiek potrafi wyczuć, kiedy już ostatecznie umiera. Myślę, że coś w tym jest, że poczuje, gdy zacznę już dogorywać. Oby, chciałbym być świadomy, tego, że to już koniec. Bo w końcu może się tak zdarzyć, że jakimś cudem przeżyje. Ale jakie będzie wtedy moje życie? Ba, trzeba by się zastanowić jakie było. Przeżyłem w spokoju dwadzieścia dwa lata, praktycznie bez problemów. W szkole większych kłopotów nie miałem (średnia utrzymywała się w granicach 4.0) na studiach radziłem sobie całkiem dobrze, planowałem w przyszłości założyć rodzinę i w ogóle... Zastanawia mnie, czy to było przeznaczenie, że się tu znalazłem, czy po prostu najzwyklejszy przypadek? W sumie to nigdy nie wierzyłem w przeznaczenie, nie podoba mi się myśl, że coś mogłoby kierować moim życiem. A jeśli nie ma przeznaczenia, to dlaczego leżę na tym cholernym łóżku, czekając na koniec. Czy zrobiłem kiedyś coś tak złego, ze zasługiwało na taką karę?!

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

A zresztą co za różnica, skoro i tak już tu jestem. Historia mojego życia powoli, aczkolwiek nieubłagalnie się zamyka. Ciekawe jak będą mnie wspominać najbliżsi. Czy będę dobrym wspomnieniem, czy raczej sennym koszmarem wracającym co noc o czwartej nad ranem. Miewam dziwne wyrzuty sumienia, że umieram. Wiem, że moja rodzina będzie bardzo cierpieć. A najbardziej szkoda mi mojej ukochanej. Planowaliśmy wziąść ślub, mieć dwójkę dzieci (koniecznie dwie dziewczynki) i dom nad jeziorem, który razem byśmy zbudowali. Tam moglibyśmy spokojnie dożyć późnej starości. A tak? Z jednej strony żal mi, że nie będę przy jej boku przez resztę życia, a z drugiej jestem wściekły, że na pewno ożeni się za kilka lat z jakimś palantem, który będzie dotykał jej cudownych włosów i gładził ją po piersiach... Jednak mimo tego, nie chciałbym, żeby skończyła jako smutna panna, która została tylko z niespełnionymi marzeniami. Szkoda, że muszę odchodzić tak wcześnie, mógłbym jeszcze poznać tylu ludzi, nawiązać nowe kontakty, zmienić swoje życie na lepsze...

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

...aż chcę mi się płakać, że tyle moich marzeń nie będzie nigdy spełnionych. Już nie będę miał okazji poznać Paula Coelha, ani Andrzeja Ziemiańskiego, nigdy nie pojadę do Irladnii, ani nie kupię sobie Harleya. W sumie to zabawne, że niektóre marzenia człowieka są w sumie malutkie, ale takie dla niego ważne. Łzy powoli spływają mi po polikach. Bardzo nie chcę umierać...

...tik tak tik tak tik tak tik tak...

Słyszę ostatnie cykanie zegara. Pokój robi się coraz mętniejszy, a moje ciało jakby lżejsze. Wiem, że to już koniec, czuje to każdą cząstką swojej duszy. Dzieje się ze mną to, co spotka kiedyś każdego człowieka- umieram. Trochę szkoda, że nie mogę nikomu opowiedzieć jak to jest. To dziwne, jedyna taka chwila w życiu, a ja kompletnie nie wiem, jak się zachować. Czy błagać Pana o wybaczenie, czy powiedzieć "Dobranoc" i zamknąć oczy. Zresztą to juz nieważne, teraz nic nie jest ważne.

Niech się dzieje co ma się dziać!

 

Solar

(solar53@wp.pl)

PS. 695456536- moja komórka

PS2. Pozdrawiam Hodluma, Tuxedo, Rainmana i Havoca. Trzymajcie się!