POTRZEBA
WIARY
„O Panie!
Łaski !Łaski! Łaski!”
Fu, Pablo, Mercedresu, O.S.T.R.-„Raptowne
Realia”
Kościół przeżywa obecnie kryzys.
Ujawnianych jest coraz więcej afer, z księżmi w roli głównej. Oczywiście, występują w roli oskarżonych o pedofilię, współpracę z SB, itp. Część z tego jest na pewno prawdziwa, część zmyślona. W końcu zawsze znajdą się ludzie, chcący zepsuć życie innemu.
Do seminariów wstępuje coraz mniej osób. Nie ma tak wielu chętnych jak kiedyś. Nawet, jeśli takowi już się znajdą, to zazwyczaj tylko mały procent z nich przekracza progu seminariów z prawdziwego, czystego powołania, chęci służby Bogu i ludziom. Większość po prostu szuka azylu, życia z obowiązkami i wyrzeczeniami, ale pewnego. Bieda nie ściśnie, żyć się żyje i nie stoi pod jadłodajnią o dwunastej licząc na talerz zimnej zupy.
Ludzie przestają wierzyć. W dobie racjonalnych wyjaśnień i nauki dotychczas obowiązujące wyjaśnienia wielu zjawisk proponowane przez kościół nie są już przyjmowane bezkrytycznie. Są wyśmiewane ze względu na swoje nielogiczności, bądź ewidentne kłamstwa.
Słowem, co i rusz pojawiają się zdarzenia/fakty, które dyskredytują kościół, wiarę i Boga w oczach ludzi.
Ludzkość przeżywa kryzys wiary. Zdaniem wielu, kościół jest już niepotrzebny. Przez dwa tysiące lat nasłużył się już wystarczająco, a przed nim inne, obecnie uważane za pogańskie religie też zrobiły swoje. Ludzie nie potrzebują już Boga.
Kiedyś na łamach AM, przy okazji wysypu artów o śmierci papieża napisałem, że jestem niewierzący. Zdania nie zmieniłem. Nadal nie wierzę. Jednak interesuję się religią, nie tylko katolicką, ale każdą, jaka kiedykolwiek istniała/ istnieje. Interesuje mnie jej wpływ na społeczeństwo, na ludzkie życia i mentalność. Na każdy aspekt żywota wierzącej osoby.
Nie jestem jednak osobą, która uważa religię, chrześcijańską, czy jakąkolwiek inną za niepotrzebną. Religia, w mojej opinii jest człowiekowi niezbędna.
Dla mnie, religia jest metaforą. Sposobem postrzegania świata bez konieczności uciekania się do rozsądku.
Dawniej nie sposób było wyjaśnić zjawisk przyrodniczych, czy innych. Rzeczy, których człowiek nie pojmował, przypisywano siłom potężniejszym od nas. Stąd wzięła się religia- z potrzeby wyjaśnienia. Pierwotnymi bogami były właśnie zjawiska przyrodnicze i żywioły.
Później jednak od religii zaczęto oczekiwać czegoś więcej. Skoro jest to siła potężniejsza od nas, to znaczy, że może nami rządzić. Ba! W ludzkiej mentalności zapisane jest, że potężniejszy, silniejszy zawsze dąży do dominacji.
Tu wkroczyli kapłani. Łącznicy Boga/bogów z ludźmi. Oni przekazywali nam Jego/ich wolę, rzekomo odczytując ją ze znaków przyrodniczych, czy też doświadczanych w wizjach. Znacie to. Czytaliście o tym w lekturach szkolnych. Chociażby w „Faraonie”, gdzie zaćmienie słoneczne zostało wyjaśnione jako przejaw gniewu bogów.
Ludzie nie rozumieli tych zjawisk, toteż przyjmowali wyjaśnienie mądrzejszych od siebie, którzy znali prawdziwą istotę tych rzeczy. Wykorzystywali ją do budowania swojej władzy, owszem. Ale to nie znaczy, że nie korzystali ze swojej pozycji w dobry sposób. Ale do tego dojdziemy.
Później były inne religie, a w końcu nasze chrześcijaństwo. Jezus na krzyżu, chodzenie po wodzie, wskrzeszanie, zmartwychwstanie, i tak dalej. Kontakty z Jahwe, słupy ognia w nocy, wicher za dnia, gorejące krzewy i przykazania, słowem wszystkie dowody boskiej mocy i oczywiście jego światłe wskazówki. To również brane było na wiarę, bo jakże kapłani mogliby nas okłamywać?
Nadeszła era nauki. Era pytań, które nie pozostawały już bez odpowiedzi. Pytań, na które je znajdowano. I wiadomo było już, że piękny zachód słońca nie jest boskim dziełem. Że człowiek nie powstał z gliny i łez, a w wyniku ewolucji. Pochodzimy od małpy. Ziemia nie jest centrum wszechświata. Tak naprawdę, jesteśmy małym pyłkiem na kosmicznej mapie, może nawet nic nie znaczącym. Możliwe, że istnieje życie we wszechświecie. Inne niż my.
Odpowiedzi rodziły następne pytania, które wielu zadaje sobie do dzisiaj. W tym fundamentalne: czy Bóg naprawdę istnieje? A jeśli nie, to jak powstaliśmy? A jeśli nie, to Chrystus także nie istnieje! A skoro nie istniał, to wszystko, w co wierzymy to kłamstwa! A może istniał, tylko nie był Bożym Synem, a jedynie prorokiem? Ale skoro Bóg nie istniał, to nie należy wierzyć w niego i tych, co nauczali w jego imieniu! Nie trzeba stosować się do przykazań, czy to zawartych w Dekalogu, czy jakichkolwiek innych! A może tak? A może nie?
Brak wiary rodzi problemy natury moralnej i etycznej.
Bo skoro nie ma siły, która nas kontroluje i ogranicza, to znaczy, że nic nam nie grozi za nasze czyny. Nie musimy się bać, żę trafimy do piekła i będziemy skazani na wieczne potępienie. Nie musimy dbać o nic, tylko o samych siebie. Miłość bliźniego nie jest ważna. Liczy się tylko tu i teraz. Nie istnieje życie po śmierci, więc musimy używać, póki możemy.
Wiara jest wynikiem potrzeby nadania sensu własnemu życiu, jak i wszechświatowi.
Wynikać też może ze strachu przed śmiercią. Boimy się jej. Nie chcemy odchodzić. Marzenia o raju są wyrazem tęsknoty człowieka za życiem wiecznym, które jest, niestety, nieosiągalne.
Ludzie jednak chcą mieć nadzieję. Chcą wierzyć, że to co robią nie jest bezsensowne. Chcą wierzyć, że będą żyć. Chcą wierzyć, że cierpienia, których doświadczają są próbą, która przygotować ma do lepszego życia. Próbą wiary. Nie chcą przyjąć, że to wynik ich błędnych działań, lub cudzych knowań. My chcemy mieć wyjaśnienie, choćby nawet tak naiwne.
Religia po dziś dzień nam je daje, rywalizując na tym polu z nauką.
Nauka wygrywa. Wyjaśnia w racjonalny sposób zjawiska, których dotychczas nie rozumieliśmy. Wyśmiewa religijne mity i przedstawia udokumentowane fakty. Religia traci na znaczeniu.
Ale czy powinna zniknąć? Czy nie jest nam już potrzebna? Od zawsze trwa wojna między nauką, a religią. Kościół od zawsze stopował jej rozwój. Po części z chęci utrzymania swej władzy, jak już wspomniałem, ale po części z innej, szerszej perspektywy.
Nauka odarła nas z wielu rzeczy. Piękne widoki zamieniła w proste zjawiska. Dumę człowieka wynikającą z faktu mieszkania na najdoskonalszym ze światów zamieniła w stwierdzenie, że to jedynie jedna planeta z miliardów innych, kto wie, czy nie lepszych. Odarła nas także z godności, z boskiego dzieła na Jego obraz i podobieństwa zamieniając w krewnego małpy, niezbyt się nawet pod względem genetycznym różniącym od beztrosko fikającego po gałęziach stworzonka.
Nauka odarła nas z dumy. Nie jesteśmy już idealnymi stworzeniami, jesteśmy kolejnym stopniem na drabinie ewolucji. Na schodach wiodących do idealnego bytu wykreowanego przez naturę. Etapem przejściowym, a być może w odpowiednio dużym, sięgającym dziesiątek miliardów lat czasowym pomiarze, nawet niczym.
Pytanie: co wolimy? Żyć w błogiej nieświadomości, zatraceni w swojej, bądź co bądź, ciemnocie, ale za to dumni z bycia człowiekiem? Czy tez wolimy wiedzieć wszystko o sobie, swoim pochodzeniu, o tym kim jesteśmy, kim byliśmy, kim będziemy? Odrzucić Boga, czy nadal w niego wierzyć?
To pytanie, na które w dzisiejszym świecie każdy musi sam odpowiedzieć.
Poza tym, religia nadal jest nam potrzebna. Religia od zawsze była wykładnią moralną, i etyczną. Kształtowała poglądy. Kształtowała nas.
Nauka w swoich badaniach przełamuje te bariery, często nierozważnie. Klonujemy żywe stworzenia, klonujemy ludzkie embriony, prowadzimy badania nad klonowaniem ludzkich części ciała. Nie przeczę, wiele badań jest/będzie pożytecznych. Pomoże nam zwalczyć choroby, a kalekom z powrotem cieszyć się dla przykładu utraconymi kończynami.
Religia zadaje jednak pytanie: co dalej? Jakie są granice naszego poszukiwania rozwiązań na problemy współczesnego świata? Już dziś modyfikujemy swój wygląd. Może kiedyś całkowicie go zmienimy? Już dziś badamy swoje dzieci. Może kiedyś wybierzemy sobie cechy z katalogu, a następnie stworzymy idealne dziecko z probówki? Albo sklonujemy dziecku na urodziny jakiegoś człowieka, aby miał własnego służącego?
Gdzie są granice? Czy przekraczając kolejne bariery moralne nie tracimy części siebie samych? Czy to człowieczeństwo, z którego jesteśmy tak dumni nie zatraci się poprzez takie działania? Największym niebezpieczeństwem wynikającym z istnienia zabójczej broni jest chęć jej użycia. Pokusa. Czy nauka zastopuje, czy pójdzie w kierunku, który przewiduje powyżej?
Takie obawy kościół ma od wielu lat. Dlatego jest nam potrzebny. Nasi naukowcy, my prowadzimy kolejne badania. Kościół nakazuje nam zatrzymać się, pomyśleć nad konsekwencjami naszych działań.
Ktoś powie: niech więc zrezygnują z przestarzałego Boga i zmienią się w organizację zajmującą się wykładnią etyczną/moralistyką. To niemożliwe z wielu powodów. Najoczywistszy: ludzie nie wybaczyliby, gdyby kościół oświadczył; Boga nie ma. Wierzyliście w kłamstwa od zarania dziejów. Po drugie, kościół potrzebuje możliwości posługiwania się autorytetem Boga. Ujmując to jasno: kościół musi wykorzystywać kłamstwo, aby nas stopować.
Bo jedyna siła, której człowiek się obawia, to siła potężniejsza od niego.
Dlatego potrzebujemy i wiary, i religii.
ZoltaR
5639913