PIEPRZENI CZARODZIEJE

 

Wkoło miłość i nienawiść, a w środku już tylko obojętność, ta cholerna nieczułość no to co jest i co będzie. Zupełna obcość, separacja od toczących się zdarzeń.

Śmierć, życie – nieważne.

Radość, smutek – nieważne.

Wewnątrz tylko to bezbłędne uczucie, że kolejny raz niepodważalnie dałem dupy. Zawiodłem wszystkich, to stało się niemalże moim znakiem firmowym. Jeżeli ktoś cię zawiódł, to byłem ja. Zawiodłem rodziców, kolegów, przyjaciół, a przede wszystkim zawiodłem siebie. Pieprzony egoista i w dodatku absolutny nieudacznik. Setki godzin spędzonych na analizach sytuacji i zachowań, dziesiątki dni, aby wiedzieć jak działać i tylko jedna chwila by to wszystko zepsuć... Tak strasznie się starałem, a nikt, nigdy nie chciał tego docenić, dlatego nieuchronnie się zmieniam.

Cenię każdego człowieka, potrafię dostrzec piękno tam, gdzie wielu nie dostrzeże nic, ale mam obrzydliwe uczucie, że zacząłem nienawidzieć ludzi. Beznamiętne osamotnienie i brak perspektyw na dziś powodują, że szukam szansy, żeby kogoś zniszczyć. Byłem czuły, a stałem się gburem. Byłem cierpliwy, a jestem roztrzęsionym emocjonalnie frajerem, który wybuchnie, bo nikt go nie rozumie. Jestem do bólu bezpośredni, nie zastanawiam się nad konsekwencjami tego co powiem i choć ludzie często przytakują mi to wiem, że już nie jest tak jak było. Wkurwia mnie gdy ktoś jest dwulicowy lub gdy nie potrafi powiedzieć mi prosto w twarz co do mnie czuje. Do szału doprowadza mnie, że pewni ludzie po prostu sobie ze mną pogrywają, udając kogoś kim nie są, przez co ja angażuję się, rozbudzam nadzieje, tworzę marzenia, a od początku jestem na straconej pozycji, bo mnie ktoś po prostu nie trawi, bywa... ale dlaczego nie powie mi „spieprzaj koleś” tylko udaje, że moje towarzystwo jest dla niego spoko. Potem, gdy reflektuję o co chodzi czuję się jak skończony dupek, a Ci którzy bawili się ze mną, niewiele się od tego określenia różnią. Wszystko byłoby o wiele prostsze gdyby ktoś w odpowiednim czasie powiedział mi, żebym wyluzował, bo z tego nic nie będzie, a ja nocami zadręczałem się pytaniem „co takiego źle zrobiłem?”. Nic nie zrobiłem źle, gdyż od początku nie miałem szans. Teraz gówno mnie obchodzi co będzie, mam was cholernie, głęboko w dupie fałszywi czarodzieje i mówię wam: nienawidzę was – prosto w twarz jak trzeba, a nie za plecami jak wy.

Wiem, że teraz jestem bezradny, bezbronny jak dziecko na polu bitwy, ale jestem uczciwy wobec siebie i mam tę satysfakcję, że ludzie nie słyszeli ode mnie tego co chcieli , ale to co ja miałem dla nich. Wy pieprzeni czarodzieje zrozumiecie kiedyś, że w życiu nie chodzi o to, by być dobrym dla wszystkich, ale by być dobrym dla kogoś, a wobec reszty być w porządku, co nie znaczy miłym. W porządku to znaczy bez ściemy, to znaczy, że możesz spojrzeć komuś głęboko w oczy bez zakładania okularów przeciwsłonecznych.

Wiem o tym, że nie jestem zajebisty, ale większość tkwi w przekonaniu, że jest fajna i nigdy nie przyzna się, że dała dupy, gdyż kontrola własnych błędów jest niepopularna. Tobie wydaje się pewnie teraz, że „ten koleś co to napisał ma tak jak ja”, więc jesteś w olbrzymim błędzie, albo stanowisz tą część ginącej mniejszości, która woli prawdę. Nie wypucowaną, oszlifowaną i okrojoną, ale całą, nieskażoną i po prostu prawdę. W drugą możliwość szczerze wątpię, bo zawsze pojawią się ludzie, którzy powiedzą „masz rację” tylko po to, żeby usprawiedliwić przed samym sobą to, że są fałszywymi czarodziejami – pieprzeni kłamcy i konspiranci. Nie powinno ich być, a są i to właśnie wiary kurwa nie jest godne.

 

 

 

Forever Behind You