Kupiłam sobie długopis, ale okazał się raczej krótkopisem, choć nie do końca. Otóż nabyłam go w okolicznym kiosku ruchu albo innym saloniku prasowym. Jakaż była moja radość, gdy znalazłam ów wymarzony, niepospolity obiekt, którego tak bardzo potrzebowałam. Krwistoczerwonego koloru on był.
W drodze do domu, całe 300 metrów od przejścia podziemnego, międliłam go moimi ponoć powykrzywianymi palcami. Rozkręciłam go na częsci pierwsze już w pierwszej minucie po zakupieniu. Jakoś już tak mam, że rozkręcić umiem, a ze złożeniem do kupy gorzej. Kosztował mnie mój cud całe dwa pięćdziesiąt, co jak na długopis ni dużo, ni mało. Ot tak, zwyczajna cena. Jednak gotówki w monetach więcej nie miałam, a ów miły pan w dresie, który mi go sprzedał nie chciał przyjąć banknotu, twierdząc, że nie ma jak wydać.
Tak więc zmuszona trudnymi okolicznościami, miałam dwa wyjścia do wyboru. Pierwszym z nich było naprawienie świeżo zakupionego mechanizmu, co wcale nie było, jak już wcześnij wspomniałam, takie łatwe. Długopis za tak wysoką cenę składa się z ponad trzech cześci. Na samym początku doszłam do tego, gdzie powinna znajdować się sprężynka, jednak ze względu na tak śliczny kształt nie mogłam oprzeć się pokusie i nie sprawdzić jak daleko to małe żelastwo potrafi się wysprężynować. Tego się jednak nigdy nie dowiem, gdyż zamiast do przodu odskoczyła do tyłu i tyle ją widziałam. Po krótkim przemyśleniu stwierdziłam, że posiadam w domu dużo innych sprężynek, więc brak tej jednej nie przeszkadza mi aż tak bardzo. I tu zaczęły się schody, bo oprócz sprężynki, wkładu i obudowy, żadnej z części nie potrafiłam ani nazwać, ani dopasować. Tak więc na nic moja kolekcja sprężynek i im podobnych żelastw w szufladzie.
Pozostało mi więc drugie wyjście, znalezienie innego punktu sprzedaży długopisów i kupienie nowego, chociażby nie był w tak piękny, mógłby być o zgrozo nawet przezroczysty, byleby miał sprężynkę. Z pozoru prosty pomysł nie okazał się jednak taki w rzeczywistości. Nawet w sporym mieście, w jakim przyszło mi żyć, o godzinie dwudziestejszóstej czyli drugiej większośc takich miejsc jest już pozamykanych. Z potrzeby jednak posiadania środka piszącego musiałam wrócić się do podziemi i tam w spokoju wśród peronów i wielu ludzi pozbawionych dachu nad głową lub przebywających poza nimi z innych pwodów poszukać tak zwanego kiosku. Ale znowu i nie to takie łatwe jak się wydaje. Po pierwsze pora kiepska, wręcz mało odpowiednia na włóczenie się po dworcu z całą okoliczną ‘elitą’. Po drugie koncert miał skończyć się koło 12, czyli dwie godziny wracałam już do domu, a matka moja przewrażliwiona na punkcie swojej córci jest bardzo, więc co chwilę wydzwania. Po trzecie co jakiś czas policja też się tu pojawia, a ja chcąc czy nie nieletnia przez jakiś jeszcze czas jestem. Ostatni i to przeważający powód, otóż strach mnie obleciał, gdy spojrzałam na ponury peron wkd przez który to drogę sobie wybrałam. Nic to jednak długopis rzecz ważniejsza. Po pięciominutowym półbiegu dopadłam za dwoma zakrętami kiosk, a potem do tramwaju, jeden przystanek i w domu. Długopis jednak ze sprężynką i to zielony, więc niczego sobie. Zdecydowanie z zakupu byłam zadowolona. Postanowiłam tym razem przeciwstawić się swojemu nałogowi i długopisu nie rozkręcać. Wrzucony do torby leżał tam do momentu dostarczenia go do domu mojego.
Przywitana, jak na tak późną godzinę, całkiem okazałą wiązanką z ust mojej rodzicielki, dość szybko udałam się do miejsca, gdzie miałam wykorzystać mój zakup w celu napisania pracy semstralnej we wspaniłej niemczyźnie. Ostatecznny termin mijał za 8 godzin, więc pora się była zabrać. Co też zrobiłam, pomimo ciężkiej głowy, ‘sztucznego’ uśmiechu i stojącej nademną matki.
Jakże się zdenerwowałam kiedy mój ósmy cud świata, okazał się zwykłym złomem, nie pozostawiającym nawet najmniejszego śladu, oprócz dziury, na mojej kartce. I wtedy zrzędliwa matka, widząc narastającą rozpacz i furię zarazem w moich oczach, pożyczyła mi swój złoty pisaczek. Bardzo ładny, ale jz jedną ogromną wadą. Ta wredna kobieta, z góry zabroniła mi go rozbierać na części pierwsze. I jak tu żyć w państwie,gdzie własna matka zabrania ci największych życiowych przyjemności, tym samym hamując twój rozwój umysłowy.