| Another stupid text by Hołek... |
"What can I do to be happy?" | |
|
Bez owijania w bawełnę przejdę od razu do meritum. Nawiązuję do tekstu "Boże, błogosław Japonię" autorstwa Sato. Pozwolę sobie być recenzentem tejże pracy, nad którą ów Sato spędził zapewne chłam czasu. No to zaczynajmy: Pierwszy błąd, który zdecydowanie mi się nie spodobał, aczkolwiek prawdopodobnie najmniejszy to pisanie narodowości (Polacy, Japończycy) z małej litery... Dobra, kto chce te brednie czytać? ;) Teraz na serio jedyna i porządna krytyka. Zacznę od gospodarki. Nie, nie i jeszcze raz nie. Japończycy nie jest postrzegany jako naród pracujących "mrówków". Sato podał to jako stereotyp, tak oczywiście, to jest stereotyp, lecz dotyczy on Chińczyków, nie Japończyków. Japończycy już dawno przestali być postrzegani jako tania siła robocza. W końcu tytuł "druga potęga gospodarcza na świecie" coś oznacza (jakby ktoś pytał: pierwszą oczywiście jest USA). Co do architektury, nie mam wątpliwości i w pełni muszę się zgodzić. Wystarczy tylko popatrzeć na pięknie wykończony zamek (zwany początkowo Ozakajo) znajdujący się w mieście Osaka, którego budowę zakończono w 1598 roku (zamek stoi już 408 lat). Tutaj nie ma co się rozwodzić i trzeba przyznać rację autorowi. Przejdźmy więc dalej. Tutaj się nie zgodzę (doszedłem do akapitu dotyczącego hentai). Nazywasz hentai solą w oku. Hentai nie jest złe, jeśli jest tworzone przez utalentowanego artystę (mówię o "wersjach" papierowych, nie o tych dostępnych w Internecie). Swoją drogą słowo hentai jest używane nie do opisywania tych komiksów (trochę na wyrost używam tego słowa) tylko osoby je czytającej. To, co my znamy pod pojęciem hentai, u nich nazywane jest jako 18-kin i seijin manga, ale to tak zupełnie odchodząc od tematu. Jeszcze ewentualnie można użyc wyrażenia ecchi, ale sądzę, że definiując to pojęcie wyłączymy to z kategorii tego, co my pojmujemy za hentai. Tak czy inaczej sądzę, że hentai nie złe jako forma sztuki. Jeżeli jednak używasz hentai tylko po to, by pobudzić swoje seksualne pseudo-ego to nie jest to wina tych, co robią hentai. "To tak jak z nagością w filmach - niekiedy jest sztuką, częściej pornografią" (cytat Smugglera). Kolejny akapit dotyczący tym razem mangi i anime. Do naszego pięknego kraju, "prawie" drugiej Japonii nie docierają nawet takie określenia jak "odango atama" to nie dziwmy się, że większość Polaków nie lubi mangi i anime. (Jak tylko słyszą anime, myślą "Pokemon"...) Tak czy inaczej cały akapit rzeczywiście jest jedynie zalążkiem tego, co możnaby o mandze i anime napisać. (Może następny tekst temu poświęcę?) Tymczasem przechodzimy do ulubionego przeze mnie tematu (nie tylko patrząc na niego "japońskim okiem"), czyli muzyki. Taa... Teraz Cię zgniotę, zjadę, zabiję, poćwiartuję, a potem każe Ci wykonać harakiri. Za co? Za to, że w akapicie o muzyce nie umieściłeś choćby zdania o Puffy AmiYumi. Jak można było w ogóle pominąć tak ogromny "gatunek" muzyki, czyli J-Pop? Duet tych świetnych dziewczyn dotarł nawet do Polski! Tak, nareszcie coś z japońskiej muzyki dotarło do Polski. Co prawda tylko w postaci serialu animowanego Hi Hi Puffy AmiYumi, który przestano nadawać 4 czerwca (tekst piszę 15 czerwca; ponoć wznowić nadawanie mają od września...), ale zawsze w jakiś sposób się tu ich muzyka pokazała! Ami Onuki (pochodząca z Tokio) i Yumi Yoshimura (pochodząca z ww. Osaki) w 1995 roku mniej więcej w tym samym czasie wybrały się na konkursy młodych talentów i za sprawą wytwórni płytowej Sony Japan spotkały się. Wtedy też okazało się, że są po prostu stworzone, by występować razem. Rok później wydały pierwszy singiel Asia no Junshin, który sprzedał się w milionach kopii. W tym samym roku rozpoczęła się Puffy-Mania, czyli bzik na wszystko, co związane było z Puffy (od breloczków przez plakaty na smyczach kończąc). Dzięki wydaniu płyty Jet-CD Puffy-Mania osiągnęła apogeum w latach 1998-1999. Rok później zespół może i zaczął powoli tracić na znaczeniu, lecz to nie oznacza, że zostanie zapomniany. Ba! Dzięki temu, że dziewczyny wydały pierwszą płytę w USA, kolejny raz zdobyły ogromną sławę. Następnie sprawy potoczyły się już szybko, dziewczyny stworzyły temat tytułowy do kreskówki Młodzi Tytani, w 2004 została stworzona kreskówka opowiadająca o ich przygodach (oczywiście całkowicie zmyślonych), w 2005 wystąpiły gościnnie na płycie Cyndi Lauper w jej kultowym utworze Girls Just Wanna Have Fun. Dziewczyny wystąpiły również na paradzie z okazji święta dziękczynienia również w 2005 reprezentowane przez ogromne balony prezentujące postacie z ich kreskówki. Na dniach zostanie wydany ich nowy album Splurge, który już dzięki wydanym singlom Mogura Like i Tokyo I'm on My Way zdobył sławę i długą kolejkę w sklepach internetowych. Dlaczego się tak rozpisałem? Po prostu uważam, że pominięcie tak ważnego zespołu to duuży błąd ze strony Sato. No, ważne, że ja go poprawiłem. ;) Heh, żeby się jednak nie rozpływać w samych superlatywach, powiem, że pomimo tego wszystkiego dzieczyny dalej są tylko ludźmi. Ami ożeniła się z TERU (wokalistą J-Rockowego GLAY), urodziła dziecko 15 marca 2003 roku i rozwiodła się w tym roku. Yumi była żoną Takanoriego Nishikawy od 1999 do 2003. Takanori poprosił ją o rozwód, gdy japońskie media zaczęły podejrzewać Yumi o romans z kimś innym. Piszę to wszystko po to, abyście zobaczyli, że pomimo sławy prowadzą w miarę normalne życie i mają takie same problemy, jak większość ludzi na Ziemi. Przy okazji: ktoś chce wiedzieć, jak wyglądają dziewczyny? Otwórzcie CD-Action z czerwca na reklamie Gigabyte'a (str. 43). To one! Po lewej Yumi, po prawej Ami. (Specjalnie dla tej kampanii reklamowej ścięły włosy :( ). Nawet nie wiemy, co do nas trafia. ;) Święta? Huh, zgodzę się w pełni, u nas są kompletnie bez polotu, nudne, niemrawe, a mi niedobrze się robi na słowa "idź do kościoła poświęcić jajko"... Ale tutaj to bym powiedział o świętach w innym kontekście niż Stao. Nie chodzi o to, że w Japonii święta są bardziej dynamicze, to u nas są one zbyt statyczne! Dynamicznie (jak ja to nazywam) święta nie są obchodzone jedynie w Japonii, ale m.in. w Stanach Zjednoczonych czy Australii. Widzieliście kiedyś fiestę na plaży pod gołym niebem z okazji Gwiazdki? Ja tam i teraz chętnie bym się przemieścił do Australii, gdzie tak święta Bożego Narodzenia są obchodzone, a i względnie blisko stamtąd do Japonii jest. ;) Teraz moje dywagacje na temat tego, jak ja zostałem wciągnięty w kulturę japońską. Otóż przez przypadek niedawno wpadł mi w oko serial Hi Hi Puffy AmiYumi. ;) Mimo iż serial jest produkcji amerykańskiej, to postaci tam występujące bazują na japońskich odpowiednikach, a i piosenki zespołu Puffy AmiYumi też się przewijały przez prawie każdy odcinek. Kultura Japonii coraz bardziej zaczęła mnie wciągać, bardziej nawet niż próżnia wsysająca powietrze z rozszczelnionej kabiny wahadłowca kosmicznego. Ponieważ pierwszy raz serial pojawił się w Polsce w roku 2005 oznacza to, że w około rok zwiększyłem swoją wiedzę na temat Japonii n-krotnie (dla n = ilość słów w tym tekście). Człowiek, jak chce, to nauczy się czegoś nawet w szybszym czasie. Pozytywnie poraża mnie skala, z jaką japońska kultura wywiera wpływ na inne kultury (niestety, nie polską...), pozytywnie poraża mnie fakt, że w ciągu roku nauki o kulturze zdolny jestem napisać kontrargumenty dla tekstu, który bezpośrednio tyczy się mojego zainteresowania (nie dużo tych argumentów, ale zawsze są ;)), pozytywnie poraża mnie muzyka Puffy, X-Japan czy Do As Infinity, i wreszcie, pozytywnie poraża mnie fakt, że coraz częściej widzę ludzi zainteresowanych kulturą japońską w swoim otoczeniu... No dobra, zakończenia nie są moją dobrą stroną, więc powiem tylko tyle: W oczekiwaniu na nowy album Puffy puszczę sobie japońską edycję ich albumu Nice. z 2003 roku. Jest na nim świetny kawałek "Your Love Is a Drug"... Linki zewnętrzne
| ||
| Wypocił się nad tekstem: Michał Połtyn | ||
|
| ||