NIEŚMIERTELNOŚĆ


Myślę, że duża większość z nas chciałaby osiągnąć coś takiego. Nie mam tu na myśli nieśmiertelności ciała. Fabuła gry Planescape Torment ładnie pokazuje, jak nieciekawe mogłoby się to okazać. Lem natomiast udowodnił w jednym z opowiadań (odsyłam do „Ze wspomnień Ijona Tichego”), że marzenie o nieśmiertelnej duszy to mrzonka ludzkości; coś czego tak naprawdę nikt nie chce. Pisząc o stanie który by nam odpowiadał, myślę o nieśmiertelności bardziej metaforycznie. Istnieje w nas potrzeba pozostawienia czegoś po sobie, czegoś trwalszego niż nasze życie. Takiego exegi monumentum. Taka potrzeba jest szczególnie widoczna u ludzi wyżywających się pisząc. Jak tutaj, w ActionMagu. 

Czyli zostawić coś po sobie. Pisanie, tworzenie ogólnie uważam za wartościowe dla wszystkich. Niestety wielu ludzi wybiera drogę niszczenia aby zaistnieć. Niszczą dzieła sztuki, innych ludzi. Czyta się o nich w gazecie, stają się sensacją dnia, lub, jeśli zniszczą odpowiednio dużo, przechodzą do historii. Mnie interesują jednak te formy pozytywne. Jak można zapewnić sobie nieśmiertelność nie niszcząc?

Wiele z siebie można zostawić dochowując się potomków. Jest to w pewien sposób przedłużenie siebie w przyszłość. Nie tylko przez te same geny, ale także przez zaszczepienie części swojego Ja w swoim dziecku. Oczywiście nie ma gwarancji, że za 5, 10, 300 pokoleń coś z nas zostanie w tych przyszłych ludziach. Mając jednak w głowie trochę wiedzy z zakresu psychologii (polecam książki Berta Hellingera związane z tym tematem) i uczestnicząc w badaniach genealogicznych moich rodziców, myślę że więcej, niż możemy przypuszczać. 

Istnieje także teoria mówiąca, że nasza świadomość: wszystko co myślimy, czujemy i do czego dochodzimy, zostaje zapisana w przestrzeni w postaci fal elektromagnetycznych. To właśnie dzięki tego typu falom możemy oglądać gwiazdy oddalone od nas o miliardy lat świetlnych. Światło zapisane w tej postaci nie ginie przez miliardy lat, czyli dla nas przez wieczność. Jeśli ta teoria, że wszystko czym jesteśmy nie ginie, jest prawdziwa – warto czasem pomyśleć o odpowiedzialności za własne czyny. A patrząc w gwiazdy pod tym kątem (w końcu światło to symbol życia), można czasem pomyśleć: to co robię ma sens, bo nie przeminie. 

Nie wierzę w żadne życie pozagrobowe. Jednak sens stawiania grobów i odwiedzania ich jest dla mnie wyraźny. Taki grób to znak dla mnie żyjącej, że jak kiedyś umrę, też coś takiego po mnie zostanie. Stawiając znicz na grobie dziadka spłacam dług u moich potomków, którzy będą stawiać go mnie. I uspokajać się myślami, że kiedyś o nich też ktoś nie zapomni.

Na tę chwilę próbujemy coś tworzyć. Piszemy teksty do magazynu, który w sumie niewiele ludzi czyta. Czymże jest ta garstka wobec ludzkości, wobec wszechświata? Jednak gdzie nie spojrzeć ludzie czepiają się tego motywu, jak jakiejś brzytwy zdolnej uratować ich od całkowitego zapomnienia. Najpierw bazgroły na budynkach, teraz tysiące blogów w sieci i tym podobnych. 
Oddać wszystko byleby zaistnieć, coś zostawić po sobie. Choćby głupawe notatki o tym jakie były moje emocje przy śniadaniu albo jakiś filmik jak robię z siebie idiotę. 

Potrzeba nam więcej odpowiedzialności za nasze twory. Myślę, że pisanie jest do tej pory pozytywne, dopóki człowiek nie zaniedbuje ważniejszych spraw niż troska o swoje życie po życiu. Póki nie wpada w dumę, że oto napisał dwa akapity. 
To zadziwiające, że potrzeba nieśmiertelności jest często silniejsza niż potrzeba godnego, szczęśliwego życia. 
Żyjąc zapewniać sobie nieśmiertelność? Czemu nie - byle cel nie uświęcał środków.




asztaka
asztaka@gazeta.pl